cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

LEONARD COHEN – PRZEWODNIK PO DYSKOGRAFII

Uwaga: gwiazdki określają stosunek „Cohena do Cohena”, a nie do Dylana czy Mozarta.

Leonard Cohen nigdy właściwie nie wydał złej płyty. Legendarną „wpadkę” z Philem Spectorem (1977) dawno mu wybaczono, a po latach nietrudno i na tę płytę spojrzeć życzliwiej. Należy także docenić fakt, że artysta wydał zaledwie jedenaście albumów z premierowym materiałem w ciągu czterech dekad – przykład doprawdy godny naśladowania... Kompilacje „największych przebojów” nie mają większego sensu w przypadku artysty tak bardzo „niszowego” (czytaj: niezbyt przebojowego). I składanki Leonarda Cohena nie zaskakują niczym szczególnym. Albumy koncertowe są w porywach ekstatyczne, momentami nudnawe. Ale zapis trasy koncertowej z 1979 roku jest znakomity. Muzyczny dorobek Leonarda Cohena dzieli się naturalnie na dwa okresy: akustyczny i „techno” (cudzysłów uzasadnia wyjątkowa subtelność elektronicznych aranżacji). Rok  1985 jest rokiem granicznym – album VARIOUS POSITIONS to płyta przełomowa i łączy akustyczne brzmienia folkowe z nieśmiałymi eksperymentami studyjnym
i.

SONGS OF LEONARD COHEN (1968) *****
SONGS FROM A ROOM (1969) ****
SONGS OF LOVE AND HATE (1971) ***
NEW SKIN FOR THE OLD CEREMONY (1974) ****
DEATH OF A LADIES’ MAN (1977) *
RECENT SONGS (1979) ****
VARIOUS POSITIONS (1985) ***
I’M YOUR MAN (1988) *****
THE FUTURE (1992) ***
TEN NEW SONGS (2001) *****
DEAR HEATHER (2004) **
LIVE SONGS (1973) ***
COHEN LIVE (1994) **
FIELD COMMANDER COHEN: TOUR OF 1979 (2000) ****
THE BEST OF/GREATEST HITS (1975) ***
MORES BEST OF (1997) **
THE ESSENTIAL LEONARD COHEN (2002) ***

 

1_SONGS_OF_webSONGS OF LEONARD COHEN (1968) *****

Suzanne, The Starnger Song, Sisters Of Mercy, So Long Marianne

Późny, ale imponujący debiut. I absolutna klasyka. Połowa piosenek to nieśmiertelne standardy artysty. Cohen miał 34 lata, była znanym poetą i autorem dwóch powieści. Przy tej płycie ukształtował się muzyczny styl artysty, niekonwencjonalny do stopnia, w którym zawodowi muzycy studyjni reagowali na niektóre jego pomysły śmiechem. Neurotyczny, obsesyjnie monotonny głos. Intensywne, gęste palcowanie na gitarze. Wyeksponowane głosy kobiece. W takiej oprawie Cohen zaprezentował główne wątki piosenek: samotność, iluzoryczność miłości, dialektyka związków kobieta/mężczyzna i uczeń/mistrz. Dominował religijny niemal nastrój depresji i egzystencjalnej pustki.

2_ROOM_webSONGS FROM A ROOM (1969) ****

Bird On A Wire, Story Of Isaac, The Partisan, Nancy, Tonight Will Be Fine

Album surowy i tak ascetyczny, że trudno uwierzyć, iż powstał w Nashville. Żeńskie chórki pojawiają się tylko w jednym utworze (The Partisan to piosenka francuskiego ruchu oporu, a zarazem pierwszy z nielicznych „coverów” w dyskografii artysty), sam Cohen palcuje na gitarze jak nawiedzony, zaś nad całością dominuje dźwięk… drumli. Cohen jest niszowy, to fakt. Ale jego płyta spowodowała renesans drumli i masową sprzedaż tego prostego instrumentu w sklepach muzycznych świata. Drumlę nagryza się zębami, ale aby utrzymać się w tonacji trzeba umieć śpiewać. Na rewersie okładki pojawiła się Marianne z poprzedniego albumu – siedzi owinięta ręcznikiem na krześle w domu Cohena na greckiej wyspie Hydra. Nie od razu widać, że nie ma majteczek.

3_LOVE_HATE_webSONGS OF LOVE AND HATE (1971) ***

Avalanche, Last Year’s Man, Famous Blue Raincoat, Joan Of Arc

Odczuwalny kryzys formuły – wzbogaconej tym razem o orkiestrę smyczkową i chór dziecięcy – oraz poważniejszy kryzys repertuarowy: Cohen sięga po utwory napisane długo przed debiutem. Na szczęście album ratują dwie kolejne pozycje „klasyczne” – „Joanna d’Arc” oraz „Słynny niebieski prochowiec”. Transowe, nawiedzone wykonanie Sing Another Song, Boys pochodzi z festiwalu na Isle Of Wight w 1970 roku – przed publicznością ocenianą na ponad pół miliona (był wschód słońca). Dress Rehearsal Rag to najbardziej przejmujący zapis narkotykowego szaleństwa w piosence.

4_NEW_SKIN_webNEW SKIN FOR THE OLD CEREMONY (1974) ****

Is This What You Wanted, Chelsea Hotel #2, Lover Lover Lover, Who By Fire

Magazyn Rolling Stone podsumował: „A więc nigdy nie będzie piosenkarzem, zawsze będzie ekscentrykiem”. Ale ta „ekscentryczna” płyta należy do najlepszych albumów Cohena i to nie tylko dlatego, że zawiera kilka porywających piosenek. Różni ją od pozostałych pokręcone instrumentarium oraz „jednorazowe” pomysły aranżacyjne, tworzone na potrzeby wybranego utworu (wielka zasługa aranżera Johna Lissauera). Album otwiera niesłusznie niedoceniany utwór Is This What You Wanted, a w finale Cohen „profanuje” najstarszą znaną pieśń anglojęzyczną, piękne Greensleeves.

5_SPECTOR_webDEATH OF A LADIES’ MAN (1977) *

True Love Leaves No Traces, Memories, Don’t Go Home With Your Hard-On

Jednak gwiazdka, bo nie jest to właściwie płyta Cohena, chociaż artysta śpiewa na niej swoje teksty. Megaloman Phil Spector (twórca tzw. ściany dźwięku) biegał za Dylanem i wołał, że „zrobi z niego operę”. Dylan czmychnął, za to Leonardo wpadł w sidła maniaka, nagrał partie wokalne do muzyki, którą do jego wierszy skomponował sam Spector (myślał, że są to wersje demo), po czym stracił kontrolę nad projektem. Aranżer zrealizował swój „wagnerowski sen” grzebiąc głos Cohena i spektakularnie rujnując kilka znakomitych tekstów (m.in. tytułowy). Bronią się „Wspomnienia”.

6_RECENT_webRECENT SONGS (1979) ****

The Guests, Came So Far For Beauty, The Gypsy’s Wife, The Smokey Life

Jedna z najlepszych płyt Cohena. Teksty inspirowane kulturą śródziemnomorską, ale także filozofią zen, którą artysta – jeszcze nie mnich, lecz to już tylko kwestia czasu – interesował się coraz bardziej. Metafizyczne strofy rozpalają wyobraźnię i ducha. Pod względem muzycznym są tu niemal „trzy albumy w jednym”. Cohen nagrywa z grupą Passenger, tradycyjną orkiestrą meksykańskich mariachi i z zespołem fenomenalnych muzyków ormiańskich z ZSRR (skrzypce oraz lutnia arabska). A niezrównana Jennifer Warnes wyśpiewuje fajerwerki w „Gościach” i natchniony duet w „Mglistym życiu”.

7_VARIOUS_webVARIOUS POSITIONS (1985) ****

Dance Me To The End Of Love, The Law, Hallelujah, If It Be Your Will

Pod względem muzycznym płyta „schyłkowa”. Koniec Cohena, jakiego znaliśmy, czyli „barda z gitarą”. Chociaż smakowita i wycyzelowana muzycznie, niczym nie zaskakuje (jak poprzednia), zawiera za to kilka niezwykle ważnych dla całego dorobku Cohena utworów. Głównie głęboko religijnych, jak „Alleluja” i najbardziej osobista modlitwa artysty, „Jeśli wola Twa” (równolegle ukazał się tom poezji „Księga miłosierdzia”). W naszym kraju przeszła do historii z powodu  nieoczekiwanego przeboju „Tańcz mnie po miłości kres”, który – sam Cohen jest tu bez winy – stał się prototypem Disco Polo. To właśnie w 1985 roku artysta dał cztery koncerty w smutnej Polsce.

8_BANANA_webI’M YOUR MAN (1988) *****

First We Take Manhattan, Ain’t No Cure For Love, Everybody Knows, Tower Of Song

Szok! Cohen na syntezatorach i niemal czyste techno (sporadycznie na instrumentach akustycznych udzielają się tu jeszcze Ormianie). Pomimo to dzieło wybitne, repertuar najwyższej klasy. Najlepiej świadczy o tym fakt, że na światowym tournee 2008 roku (koncert w Warszawie już w środę) Cohen nie wykonuje co wieczór jedynie dwóch z ośmiu utworów z tej płyty. Jest tu początek współpracy z Sharon Robinson („Każdy o tym wie”), jest adaptacja Lorki („Weź ten walc”), jest także „Wieża pieśni” – genialna piosenka o kondycji śpiewającego poety. Wszystko bije jednak otwierający manifest: „Najpierw weźmiemy Manhattan, potem weźmiemy Berlin”. Cohen jest tu absolutnie „undergroundowy”, ale wpada w ton apokaliptyczny, typowy dla dojrzałych bardów.

9_FUTURE_webTHE FUTURE (1992) ***

The Future, Waiting For A Miracle, Closing Time, Anthem, Democracy

Cohena „nowoczesnego” ciąg dalszy. Płyta raczej niespójna, ale porywająca piosenka tytułowa warta jest wszystkiego, co Leonard Cohen śpiewał do tej pory: „Widziałem przyszłość, bracie – przyszłość to zbrodnia”. Apokalipsa nabiera realnych kształtów. Dwa inne utwory mają wielką wagę: „Hymn” („We wszystkim są pęknięcia – to przez nie wpada światło”) oraz przewrotna „Demokracja” (dopiero do USA... nadciągająca). Współpraca autorska z Sharon Robinson nabiera tu rozmachu w „Czekając na cud”. Klip do „Czas zamykać” zdobyła w Kanadzie nagrodę Juno (Teledysk Roku 1993).

10_TEN_NEW_webTEN NEW SONGS (2001) *****

In My Secret Life, A Thousand Kisses Deep, Alexandra Leaving, Boogie Street

Cały album powstał we współpracy z Sharon Robinson. Rola Cohena ograniczyła się do śpiewania własnych tekstów. Ciemnoskóra wokalistka napisała do nich muzykę, to jej dziełem są aranżacje i ona sama je wykonuje, grając na wszystkich instrumentach i śpiewając powalające chórki. Powstały piosenki o ponadczasowym pięknie, ale jest to twórczość dojrzałego poety, który mówi o „Swoim tajemnym życiu”, nazywa naszą planetę „Boogie Street” i żegna się z odchodzącą na zawsze Aleksandrą w doskonałej adaptacji wiersza Kawafisa. Ta najbardziej wysmakowana muzycznie płyta Cohena najdalsza jest od brzmień, które tworzył on sam. Byłoby paradoksem, gdyby czas zachował ją najdłużej w pamięci słuchaczy. A jednak na to zasługuje.

11_HEATHERDEAR HEATHER (2004) **

Go No More A-Roving, The Letters, There For You, Nightingale, The Faith

Niespójna? Za mało powiedziane. Ostatnia – jak dotąd – płyta Cohena może sprawić wrażenie notatnika z pomysłami na piosenki. Trzy z nich nawiązują bezpośrednio do poprzedniego albumu – są duetami z Sharon Robinson i są świetne (jak otwierający płytę wiersz Byrona). W uroczym, stylizowanym na ludowy „Słowiku” Cohen po raz pierwszy od lat gra na gitarze i po raz pierwszy od wieków szarpie drumlę. „Wiara”, piosenka piękna jak marzenie, czerpie z kanadyjskiego folkloru, ale uszlachetnia ją gra muzyków Ormiańskich, znanych z płyty sprzed ćwierć wieku. Album zamyka standard muzyki country „Tennessee Waltz” w wykonaniu koncertowym


 

LIVE_SONGS_webLIVE SONGS (1973) * * *

Dziwna płyta – jej klimat trafnie podsumowuje pierwszy, najbardziej dekadencki, etap kariery Cohena, ale repertuar ogranicza się wyłącznie do utworów z drugiego albumu (na koncercie wszystkie zyskują – Bird On The Wire, You Know Who I Am, najbardziej „Opowieść Izaaka” i przejmująco piękna Nancy) i do paru ciekawostek:  Passing Through to stara ballada folkowa, a Queen Victoria nagrana w domu artysty recytacja wiersza. Powala 13-minutowa improwizacja, Please Don’t Pass Me By.

COHEN_LIVE_webCOHEN LIVE (1994) * * *

Perfekcjonizm Cohena sprawia, że jego piosenki brzmią na koncertach niemal tak doskonale, jak w nagraniach studyjnych. Klucz leży więc w interpretacjach artysty oraz w aranżacjach utworów. I w doborze materiału. Trasy koncertowe 1988 i 1993 oferowały kilka niespodzianek, m.in.Heart With No Companion (tu w pozytywnej wersji z Amsterdamu). Nuży powtarzanie „klasyki” – Suzanne i Bird On The Wire. Z pewnością jednak jest to lepsze „wprowadzenie do Cohena” niż obie składanki.

COMMANDER_TOUR_webFIELD COMMANDER COHEN: TOUR OF 1979 (2000) * * * * *

Doskonały, absolutnie rewelacyjny koncert! Columbia czekała 20 lat na wydanie zapisu tournee, jakie Cohen odbył po wydaniu albumu RECENT SONGS. Zespół towarzyszący artyście składa się po części z wiadomych Ormian (cuda na arabskiej lutni w transowej wersji „Lover, Lover,Lover”), śpiewa niezwykła Jennifer Warnes,  repertuar stanowi zaś idealny melanż starego z nowym i oferuje paletę nastrojów charakteryzującą Cohena lepiej niż jakakolwiek płyta z nagraniami studyjnymi.


 

BET_OF_webGREATEST HITS/ THE BEST OF (1975) * *

Wybór autorski, ale – choć subiektywny – dosyć przewidywalny. Skoro sam artysta tak chciał podsumować swoje dotychczasowe dzieło, to trudno go za to krytykować, jednak znalazło się na pierwszej składance kilka piosenek o wyczuwalnie mniejszej randze, jak „Lady Midnight” czy „Last Year’s Man”. Brakuje „Joanny D’Arc”, „Izaaka” oraz czegoś „przykładnie rozpaczliwego” (na przykład ważnej „The Stranger Song”). Jedynym bonusem są literackie komentarze artysty do piosenek na okładce płyty.

MORE_BEST_webMORE BEST OF (1997) **

Czy można wyobrazić sobie składankę podsumowującą „drugi rozdział” twórczości Leonarda Cohena bez „First We Take Manhattan”? Nie można, ale trzeba – ponownie mamy tu bowiem wybór autorski, który tym razem zaskakuje. Utwory zaczerpnięto  wyłącznie z trzech ostatnich albumów (dwa razy techno plus koncert), a choć dodano – raczej na otarcie łez – dwa nagrania zupełnie nowe, to „Never Any Good” obrazu Cohena nie rozszerza, zaś „The Great Event” to tylko „ambientowa” ciekawostka.

12_ESSENTIAL_webTHE ESSENTIAL (2002) ***

Wady wyboru autorskiego najlepiej ilustruje selekcja piosenek z popularnego albumu TEN NEW SONGS – Cohen woli „Love Itself” nie tylko od „Boogie Street”, co wydaje się niewyobrażalne, ale nawet od „Here It Is” czy „By The Rivers Dark”. Najlepiej są tu pokazane albumy najnowsze. Płytę RECENT SONGS reprezentuje jedna piosenka („The Guests”), albumu DEATH OF A LADIES’ MAN nie ma wcale (a przynajmniej „Memories” zasługują na przypomnienie). Dwa dyski dla tych, co to pierwszy raz.

[GAZETA WYBORCZA, 2008]

Leonard Cohen - Dyskografia

Naszą witrynę przegląda teraz 92 gości