cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

2b-Atacama
Od lodowców do tropików
cz. 2

PUSTYNIA ATAKAMA – TAK CHYBA JEST NA MARSIE

Takie słowa jak pustka i nicość nabierają tu nowego znaczenia. Nic znaczy nic. Nie ma ludzi, ani dróg.
Brak wegetacji, nie ma nawet owadów. 

Atakama zajmuje tzw. altiplano, czyli płaskowyż. Będziemy się poruszać po wysokości 4000-4500 m. n.p.m. Będzie brakować tlenu, zresztą brakuje tutaj wszystkiego. Jest tylko dobry samochód i wola przejechania przez tą pustkę. Nie „ujarzmienia jej”, to byłoby śmieszne. Ale zachłyśnięcia się jej pięknem. Pięknem nieziemskim. Jest to najsuchsze miejsce na Ziemi. Są rejony, gdzie ostatni deszcz spadł 400 lat temu.

Patagonię zwiedzałem sam, ale od tej porę używam liczby mnogiej. Połączyłem się z towarzyszem tej niebezpiecznej wyprawy, której nie sposób odbyć samemu. Grzegorz Pojmański jest profesorem astronomii na UW i regularnie pracuje w obserwatorium w Chile. Odbiera mnie z samolotu w La Serena wynajętym nissanem. Ten 4-drzwiowy pick up z napędem na cztery koła będzie naszym pojazdem, domem i twierdzą.

Nawet parę dni w obserwatorium Los Campanas to doskonała adaptacja do dalszej drogi (poza tym jest to przeżycie same w sobie, ale to osobny temat). Po pierwsze po Patagonii, gdzie poruszałem się na morzu albo nad samym poziomem morza, mam tu pierwszą lekcję oddychania w górach Cordillera de Domeyko. Wysokość 2300-2500 to niby nic, ale w upiornym słońcu nietrudno o zadyszkę. Poza tym przyzwyczajam wzrok do kolorów pustyni. Od tej pory wypalone brązy i żółcie. Żadnego indygo.

Nasz pierwszy cel wydaje się najtrudniejszy. Obłędnie malownicza Zielona Laguna to słone jezioro na wysokości 4350 i leży na samej granicy z Argentyną. Zorientowałem się dość szybko, że w północnym Chile jest w zasadzie jedna droga. Nazywa się Panamericana i biegnie wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Poprzeczne to żwirówki.

Bez doskonale funkcjonującego GPS nigdy nie znaleźlibyśmy drogi do Laguna Verde. Przemierzamy pustynne szlaki, na których nie ma punktów orientacyjnych. Najlepsze, że nie sposób pokonać tej drogi w jedną dobę i czeka nas nocleg w jedynej górskiej chacie – bez ogrzewania czy prądu. Lodowata noc upływa nam nad inną laguną, po której brodzą resztki tegorocznych flamingów. W dalszej wędrówce napotykamy tylko kości zwierząt. Aby dojechać do laguny pokonujemy przełęcz na wysokości 4600 m. – jeden z naszych rekordów wysokości. W samochodzie nie odczuwam braku tlenu, ale na zewnątrz wystarczy próba zawiązania sznurowadła, by pociemniało w oczach.

Kłopot z podróżowaniem po Chile polega na częstych zmianach wysokości. Ale Andy w tym rejonie nie przypominają gór w sensie alpejskim. To jedynie wysoki płaskowyż z ośnieżonymi stożkami wulkanów. Gdy objeżdżamy szerokim łukiem Ojos del Salado, wygląda jak wygolona Śnieżka, a ma przecież wysokość 6885 m., jest drugim co do wysokości szczytem górskim na półkuli zachodniej i najwyższym szczytem w Chile.

Monotonia Atakamy jest pozorna. Po kilku dniach na pustyni zaczyna się dostrzegać jej niuanse, zwłaszcza kolorystyczne. Dodatkową atrakcją podróży po Altiplano jest nagłe nabieranie i tracenie wysokości. Zatrzymujemy samochód na płaskowyżu, bo widok nagle się urywa. Dochodzimy do krawędzi i z przerażeniem patrzymy w dół. Droga wije się po pionowej – wydaje się – ścianie. Ale nie ma wyboru, trzeba nią zjechać. Jak pokazuje nasz GPS w ciągu kwadransa tracimy kilometr wysokości!

Atakama ma też wiele innych atrakcji, zwłaszcza w północnej części, gdzie jedyna oaza – San Pedro de Atacama – jest bazą wypadową do urokliwej Doliny Księżycowej i gejzerów El Tatio. Kiedy wyjeżdżamy do nich o 4:30  rano (tak trzeba, bo strzelają o wschodzie słońca, a ponownie trzeba się wspiąć na 4500 metrów) jest tak ciemno, że znowu bez GPS nie byłoby szans na utrzymanie kierunku. Jeszcze nigdy w życiu nie prowadziłem samochodu w tak trudnych warunkach. Kamieniste żleby, przepaść po prawej, góry po lewej, ale i tak widać tylko kilka metrów przed maską. Koszmar.

Inny koszmar – tym razem jest on dziełem człowieka – oglądamy pod przemysłową Calamą. Odkrywkowa kopalnia miedzi Chuquicamata jest drugą największą „dziurą w ziemi” (pierwsza jest kopalnia diamentów na Syberii). Ma prawie kilometr głębokości! Żegnamy się z Chile ostatnią ostrą górską trasą – Park Narodowy Lauka wymagał od nas szybkiego przelotu i wynajęcia nowej terenówki. W wiosce w górach jedliśmy rewelacyjne mięso alpaki. Potem w samotnej Arice bierzemy taksówkę do Peru.

Czeka nas potrójny kontrast. Chile jest na północy nieludzko nieprzyjazne, lecz to jednak zorganizowany kraj. Mamy za sobą pustynię i bezludzie. Wszystkie odcienie szarości i żółci i bezkresne, kosmiczne niebo. Przejeżdżamy teraz do Trzeciego Świata. Zaroi się od Indian, zrobi się tłoczno. I będzie bardzo zielono.


Druga część trasy – ATAKAMA (Chile)

Observatorio Los Campanas > Cordillera de Domeyko

Copiapo > Ojos del Salado > Laguna Verde

San Pedro de Atacama > Chuquicamata

(samochód terenowy)
 

Iquique > Arica (samolot)

Parque Nacional Lauca > Lago Chungara (4X4)

Arica > Tacna, Peru (taksówka)

21-Laguna-c-880

Foto: DW (Laguna Verde, Atacama)

Artykuły i reportaże - Różne podróżne

Naszą witrynę przegląda teraz 68 gości