cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

scor_rob_small
SCORSESE TAŃCZY WALCA

Dokładnie 20 lat temu, w dniu Święta Dziękczynienia, w sali Winterland w San Francisco odbył się pożegnalny koncert zespołu The Band. Zaproszono plejadę gwiazd, serwowano tradycyjnego indyka. 

Martin Scorsese uwiecznił wydarzenie na filmie, do dziś uważanym, za najlepszy dokument koncertowy w historii rocka. Ale romans z rock ‘n’ rollem mógł reżysera drogo kosztować…

Robertson powiedział: droga to niemożliwy sposób na życie. Zespół The Band spędził w drodze kilkanaście lat - połowę w spelunkach, połowę w salach koncertowych i na stadionach. Gitarzysta stwierdził, że ma dość i przeforsował stanowisko na kolegach, wśród których do końca nie pogodził się z jego decyzją Levon Helm. Padł pomysł, że jeśli się już żegnać, to z fasonem. Narodził się “Ostatni walc”. Zespół nie zgodził się na sfilmowanie swojego występu w Woodstock, nie powstał też żaden zapis filmowy jego koncertów z Dylanem. Postanowiono naprawić błędy - na scenę wkroczył Martin Scorsese, wielki entuzjasta muzyki The Band. I to z doborową ekipą operatorów. Szczegółowy scenariusz, który filmowiec napisał z pomocą Robertsona w ciągu jedenej doby, uwzględniał zmiany oświetlenia oraz ruchy każdej z siedmiu użytych kamer (35mm!), w zależności od poszczególnych wersów piosenek i zmian akordów. Reżyser był naprawdę wielkim fanem. Robertson: …piąta piosenka na drugiej stronie naszej najgorszej płyty? - Martin znał na pamięć wszystkie słowa do trzeciej zwrotki!

Wynajęto salę Winterland w San Francisco. To właśnie w niej - siedem lat wcześniej - chłopcy wystąpili po raz pierwszy jako The Band. Przedtem grali jako The Hawks, szefem był Ronnie ‘The Hawk’ Hawkins i to właśnie on wspomina ten koncert w Toronto w 2012 roku (35. rocznica - Hard Rock Café):

http://www.theglobeandmail.com/news/arts/music/ronnie-hawkins-dances-the-last-waltz-again/article2246228/

Od miejscowej opery wynajęto
dekoracje z “Traviaty” - ciężkie czerwone plusze, secesyjne ozdoby. Wytwórnia 20th Century Fox udostępniła gigantyczne żyrandole, które “grały” jeszcze w filmie “Przeminęło z wiatrem”. Scorsese był zachwycony. Wnętrza niczym z Viscontiego! - cieszył się. Nie mniej imponująca niż dekoracje była lista zaproszonych gości. Dylan - wiadomo. Nie mógł się nie zjawić. Ale reszta faktycznie czuła się zaszczycona. Eric Clapton powiedział o debiutanckim albumie The Band, “Music From Big Pink”, że bezpowrotnie zmienił nie tylko jego życie, ale także jego muzykę. Van Morrison wystąpił z Zespołem na płycie “Cahoots”. Joni Mitchell i Neil Young pochodzili z Kanady, zawsze bliskiej sercom Kanadyjczyków z Zespołu (jedynie Levon Helm był z USA). Zapraszając część gości, muzycy The Band chcieli złożyć symboliczny hołd swoim własnym inspiracjom - stąd bluesman Muddy Waters, stąd mocna ekipa z Nowego Orleanu. Koncert przygotowano z pompą i z poczęstunkiem, a Robertson, specjalnie na tę okazję, skomponował przepiękny, orkiestrowy walc. Zespół The Band akompaniował wszystkim wykonawcom, zaś samemu Zespołowi towarzyszyła doskonała sekcja dęta.. Oprócz muzyków na scenie pojawili się poeci - wśród nich pan Lawrence Ferlinghetti. W trakcie występu wpadli niespodziewani goście: Ringo Starr, Ron Wood, gubernator Kalifornii, Jerry Brown. Wszyscy artyści zaprezentowali dobry poziom - na łopatki położył Van Morrison, a najbardziej uroczystą chwilą był występ Muddy Watersa. Zespół The Band - mimo ogromnej presji, zmęczenia i konieczności zagrania przeszło dwudziestu utworów, których nie grał nigdy wcześniej - dał jeden z lepszych koncertów w swojej długiej historii. Zarejestrowaną owego wieczoru interpretację klasycznej kompozycji Robertsona The Night They Drove Old Dixie Down, sam jej wykonawca i gorący oponent autora, Levon Helm, zaliczył do najlepszych w swej karierze. Kiedy, na koniec koncertu, wszyscy artyści odśpiewali razem piosenkę Dylana I Shall Be Released, trudno było oprzeć się wrażeniu, że to cała muzyczna epoka dobiega końca. W prasie San Francisco pojawił się następnego dnia znamienny tytuł: “Ostatnia wieczerza rock-and-rolla”.

Zwolniony nagle z całej presji i z poczucia odpowiedzialności za nieistniejący już zespół Robertson, wszedł w
epikurejski trans, o którym mówił potem, że był to “okres dojrzewania, którego nigdy nie miał” (wszyscy muzycy The Band wstąpili do zespołu przed ukończeniem 18 roku życia - Robertson uległ zachęcie zacytowanej na filmie) Wiernie towarzyszył mu Martin Scorsese, “Ostatni walc” zbliżył ich do siebie. Obaj panowie wyzwalali w sobie szczeniackie instynkty, a o tym, że - tak naprawdę - spadł na nich, jak jastrząb ( the hawk…), kryzys wieku średniego, nie chcieli słyszeć nawet po tym, jak opuściły ich zdegustowane żony. Nocne szaleństwa uczyniły ich wkrótce najbardziej obgadywaną “parą” Hollywood. Nazwano ich “małżeństwem” ale określenie to - przy orgiastycznym trybie życia, jaki ostentacyjnie prowadzili - nie skrywało najmniejszego podtekstu homoseksualnego. Mieszkali w domu reżysera na Muleholland Drive, malowniczym zboczu jednego z kanionów na drodze do Malibu. Zgodnie z relacją mniej lub bardziej znanych współbiesiadników, uczty kokainowe odbywały się każdej nocy. Przez co najmniej sześć miesięcy obaj panowie witali wschód słońca na tarasie domu, a kiedy dobre słoneczko zaczęło przeszkadzać nieznośnym szczypaniem w oczy, zaradzono temu zaciemniając cały dom zasłonami. Wkrótce zmienił się w prywatną salę projekcyjną. Kiedy koszt filmu przekroczył 1.5 miliona, nie było zachcianki Scorsese’a, której wytwórnia MGM nie była skłonna spełnić. Wkrótce dom reżysera zapełnił się pożyczanymi filmami (czasy przed wideo) - ściana sypialni posłużyła za ekran. Ale sama sypialnia zaczęła pustoszeć, w miarę jak przybywało filmów. Luis Bunuel, Jean Renoir, Sam Fuller i kultowe opowieści grozy wczesnego kina okazały się ciekawsze niż nudne towarzystwo aktoreczek.

W złudnej i niebezpiecznej kompanii nierozłącznej kokainy Robertson i Scorsese poczuli się samowystarczalni. Robertson:
Zawsze byłem fanem kina, a Marty interesował się muzyką. Kiedy wprowadziłem się do jego domu, kazałem zamontować w salonie wielkie studyjne głośniki, on zajął się aparaturą filmową. W ciągu tego szalonego okresu, nazwanego później przez Martina Scorsese “rocznym wieczorem kawalerskim” obaj zajęci byli postprodukcją związaną z filmem. Reżyser doglądał montażu, Robertson pracował nad soundtrackiem: Jeśli byliśmy zajęci wieczorem, spotykaliśmy się w domu około północy, jedliśmy obiad, a potem oglądaliśmy kilka filmów. Coraz bardziej przypominali małżeństwo. Kiedy Robertson spóźniał się z powrotem ze studia, Scorsese szalał po całym domu i żądał wyjaśnień. Zasłony na oknach przestały wkrótce wystarczać - osoby nadużywające kokainy przez dłuższy czas padają ofiarą postępującego światłowstrętu. Zainstalowano okiennice. Prace nad “Ostatnim walcem” powoli dobiegały końca, więc i reżyser i muzyk coraz więcej czasu spędzali w domu. Ich izolacja sięgnęła zenitu, kiedy Scorsese wyposażył dom w system pełnej klimatyzacji. Od tej pory już na dobre przestali rozróżniać, kiedy jest dzień, a kiedy noc. Ściany pomieszczeń pokrywały się plakatami, wydobywanymi z lamusa przez reżysera - pojawił się “Buntownik bez powodu”. Robertson - jako ukłon pod adresem swojego gospodarza - własnoręcznie zawiesił plakat z “Mean Streets”. W łazience spoglądała wielka twarz Roberta Donata, z podpisem: “Wyśniony kochanek czy geniusz zła?”. Jeżeli w domu na Mulholland Drive nie odbywała się właśnie projekcja filmu, z całą pewnością już z oddali słychać było dźwięki muzyki. Wkrótce przed premierą “Ostatniego walca”, do kawalerskiego raju dopuszczony został dziennikarz - powitała go płyta Vana Morrisona “Astral Weeks”, odtwarzana z gramofonu z trudną do zniesienia głośnością. Robertsonowi, który powitał reportera, najwyraźniej nie przeszkadzało, że zupełnie się nie słyszą. Po chwili dopadł gościa, wyrosły jak spod ziemi, Scorsese - w stanie bardzo silnego pobudzenia - i próbował wykrzyczeć mu do ucha, że pierwszepiętnaście minut “Taksówkarza” oparł właśnie na tej płycie. Rozmowa miała dotyczyć zbliżającej się premiery, ale obaj panowie woleli mówić o sobie nawzajem. Marty ma niesamowitą wiedzę na temat muzyki. Od nowojorskiej sceny punkowej, po uliczne zespoły wokalne lat 50-tych - perorował Robertson. Przynosi mi taśmy…Sam słynął z bardzo rozległej znajomości muzyki amerykańskiej, ale faktem jest, że w roku 1977 mógł jeszcze o czymś takim, jak punk, nie słyszeć. Po albumie Morrisona, Robertson włączył przejmującą balladę Raya Charlesa, What Would I Do Without You (B-stronę singlaHallelujah, I Love Her So z 1956 roku - własność gospodarza). Jest w tym nagraniu więcej heroiny, niż w czymkolwiek, co w życiu słyszałeś - polecał.

Na szczęście dla obu artystów, którzy tracili już kontrolę nad stylem życia, wiosną 1978 roku odbyła się premiera filmu. Na szczęście dla wszystkich zaangażowanych głosy krytyki - a właściwie obu krytyk: filmowej i rockowej - były jednoznacznie entuzjastyczne. Powtarzało się określenie: “
najlepszy film koncertowy w historii rock-and-rolla”. Recenzent nowojorskiego Village Voice twierdził, że to jeszcze za mało powiedziane: film ten jest tak osobisty, jak wszystko, co nakręcił do tej pory Scorsese. Najpełniej określiły walory filmu słowa: To nawet nie wygląda na rockowy film. Żadnych ujęć z ręki, doskonałe zbliżenia, idealne kadry. Do tej pory oglądaliśmy na filmach ludzi grających muzykę. Po raz pierwszy widzimy, jak się ją tworzy (Greil Marcus). Scorsese i Robertson oblecieli całe Stany i połowę Europy, towarzysząc premierom filmu, teoretycznie - promując film. W praktyce jednak, znajdowali się już u końca narkotycznej drogi. Zdarzały im się problemy z określeniem miejsca pobytu z dokładnością do kontynentu! Naszej podróży towarzyszyło wielkie zamieszanie, gdziekolwiek się znaleźliśmy. Dookoła widziałem tylko ludzi, ktorzy pili albo brali narkotyki - wspomina Robsertson. Marty zupełnie się zatracił. W jednej chwili śmiał się, w drugiej wyrzucał telefony przez okno. Wkrótce po powrocie do Los Angeles, reżyser wylądował w szpitalu. Robertson: Lekarze powiedzieli: albo zmieni pan styl życia - od zaraz! - albo koniec z panem. Pamiętam, jak stałem w szpitalu nad jego łóżkiem i powiedziałem do siebie: No, stary. Dobiegła końca pewna era. Po raz drugi. A żeby w pełni zrozumieć, dla ilu jeszcze powodów film Martina Scorsese i zespołu The Band nosi tytuł “OSTATNI WALC ”, trzeba go po prostu zobaczyć. Gorąco polecam!

 TEN FILM NALEŻY GRAĆ GŁOŚNO!

 FLIPno FLIP


OSOBY DRAMATU:

Martin Scorsese - reżyser (niski, histeryczny, astmatyk)
Robbie Robertson - gitara, autor (ostry kompleks wyższości, ziarno rozpadu)
Levon Helm - śpiew, perkusja, mandolina (artysta w stanie słusznego oburzenia)
Rick Danko - śpiew, bas, gitara (typ epikurejski - sam z nim piłem i paliłem, to wiem)
Richard Manuel - śpiew, fortepian, perkusja (wielka wrażliwość - samobójstwo w 1986 roku)
Garth Hudson - instrumenty klawiszowe (geniusz - nie mówi z wyboru)

STATYŚCI I KASKADERZY:

Ronnie ‘The Hawk’ Hawkins - Who Do You Love (‘The Hawk’ - pierwszy boss)
Neil Young - Helpless (efekty specjalne usunęły sopel kokainy w nosie!)
Joni Mitchell - Coyote (takie akordy, że sama nie wiedziała, w jakiej gra tonacji)
Neil Diamond - Dry Your Eyes (kompletna pomyłka - sól w oku, cierń w dupie)
Dr. John - Such A Night (Nowy Orlean - odjechał z dziewczyną Levona)
Paul Butterfield - Mystery Train (mistrz harmonijki, narkoman - zmarł w 1987 r.)
Muddy Waters - Mannish Boy (autentyczny ojciec bluesa)
Eric Clapton - Further On Up The Road (autentyczny syn bluesa)
Bobby Charles - Down South In New Orleans (pierwszy występ od 20 lat)
Van Morrison - Caravan (rewelacja!)
Bob Dylan - Forever Young i in. (drugi boss -same kłopoty, ale dobry występ)
Emmylou Harris - Evangeline (postprodukcja - bogini country)
The Staples - The Weight (postprodukcja - pierwsza rodzina muzyki soul)

JADŁOSPIS:

(1 funt = 0.45kg)
(1 galon = 4.55 l)

220 indyków, tona ziemniaków, 800 funtów mielonego mięsa oraz pół tony warzyw na farsz (nie licząc 70 pęczków pietruszki!), 500 funtów żurawiny, 90 galonów sosu, 100 funtów masła, 6000 bułek, 400 galonów “jabcoka”, etc.  (zamówił organizator koncertu, Bill Graham) 400 funtów świeżutkiego łososia prosto z Alaski (zafundował - wegetarianin - pan Bob Dylan)

EKIPA FILMOWA:

Martin Scorsese - pomiędzy “Taksówkarzem” (świetnym), a “New York, New York” (kiepskim)
Michael Chapman - zdjęcia (“Ojciec chrzestny”, “Szczęki”, “Taksówkarz”)
Laszlo Kovacs - operator (“Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, “New York, New York”)
Vilmos Zsigmond - operator (“McCabe i Mrs.Miller”, “Bliskie spotkania trzeciego stopnia” - Oscar!)
Robbie Robertson - producent oraz (z nieposkromionej potrzeby serca) rola główna…


[MACHINA, 1996]

WALC

Foto: Warner Bros

Satysfakcja - The Band

Naszą witrynę przegląda teraz 73 gości