cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

The-Beatles-1_small
DWADZIEŚCIA SIEDEM POWODÓW, 
DLA KTÓRYCH THE BEATLES TO NAJWAŻNIEJSZY ZESPÓŁ MUZYCZNY MINIONEGO WIEKU/TYSIĄCLECIA* [skreślić wedle uznania] 

Ostatnia edycja z katalogu Beatlesów nie zawiera niespodzianek, ani nowości, jak miało to miejsce w przypadku trzech dwupłytowych ANTOLOGII (EMI). Nie o to chodzi. Album o rozbrajająco prostym tytule – „1” (zwykła jedynka) –  zawiera 27 przebojów The Beatles, które królowały na pierwszych miejscach list przebojów po obu stronach Atlantyku. Hity numer jeden zespołu numer jeden zebrano po raz pierwszy na jednej płycie (w świetnym cyfrowym remasteringu). Tworzą one wielobarwną mozaikę układającą się w obraz Wielkiej Czwórki.

01-love-me-do
01 – LOVE ME DO

Paul napisał ten utwór na wagarach, John dopisał krótką część środkową. Tak datuje się początek współpracy najsłynniejszego duetu autorskiego XX wieku (konkurencja była silna – zwłaszcza na polu musicalu). Przy nagraniu tej płyty ukonstytuował się zalążek maszynerii, która miała towarzyszyć Beatlesom przez całą nieomal karierę. Menażerem grupy był już Brian Epstein, właściciel sklepu z płytami w Liverpoolu. Podczas pierwszej sesji nagraniowej dla Parlophone (czerwiec 1962), przy perkusji zasiadał jeszcze oryginalny członek The Beatles, Pete Best. W czasie kilku miesięcy dzielących pierwszą sesję od drugiej (wrzesień 1962), pozbyli się oni jednak kolegi. Były dwa powody decyzji. Oficjalny głosił, że Best nie był „the best”. Nieoficjalny, że – jako najprzystojniejszy Beatles – przykuwał na sobie zbyt wiele uwagi (chodziło o dziewczęta). Obie sesje poprowadził doświadczony producent EMI, George Martin, w późniejszych latach niekwestionowany „piąty Beatles” (aspirantów do tego tytułu było wielu). Za drugim razem Beatlesi przywieźli nowego bębniarza, Ringo Starra. Choć miał on opinię najlepszego perkusisty w Liverpoolu, na pierwszej w życiu sesji studyjnej dostał do ręki tamburyn, a na jego miejscu posadzono… zawodowca.

02-from-me-to-you
02 – FROM ME TO YOU

Albo – jak w audycjach radiowych BBC – From Us To You, czyli „od nas dla was”. Beatlesi mieli co przekazać swojej gwałtownie powiększającej się widowni. Czterech młodych chłopców wyróżniał nietypowy dla wieku staż estradowy – setki koncertów w rodzinnym Liverpoolu i w Hamburgu (gdzie pięciokrotnie jeździli grać w klubach). Opanowanie, dyscyplina, doświadczenie i niebywałe wprost zgranie zakłócały w ich przypadku tradycyjny wizerunek brytyjskiego debiutanta. Tylko jedna inna kapela w dziejach rocka mogła pochwalić się podobnym, a nawet bogatszym, stażem zanim zdobyła popularność i uznanie – amerykańska grupa The Band, której członkowie (związani później przez pewien czas z Dylanem) grali w podłych spelunach Południa od szesnastego roku życia. Podłe speluny Hamburga okazały się nie gorszą szkołą – zastanawiające, że żaden inny zespół nie wykonywał tak nietuzinkowych harmonii wokalnych, jak właśnie The Band i The Beatles. Chłopcy nie oszczędzali gardeł.

03-She-Loves-You
03 – SHE LOVES YOU

Afirmacja miłości – temat w muzyce popularnej nie nowy – stała się w ustach Beatlesów manifestem nowego pokolenia. Elvis pierwszy zaczął śpiewać o miłości kręcąc biodrami, narażając się „dorosłej” widowni, ale też topiąc lody mieszczańskiej moralności. Beatlesi zabrali się za „świntuszenie” nieco później w swojej karierze (takie tytuły jak Why Don’t We Do It In The Road czy Come Together zawierają dość jednoznaczne implikacje seksualne). Później też (choćby w osobie Johna pozującego nago wraz z Yoko Ono na okładce albumu TWO VIRGINS) stali się orędownikami rewolucji seksualnej. Mieli już w swym repertuarze utwór zatytułowany „Rewolucja” (Revolution), ale o bardziej ogólnym przesłaniu: „wszyscy chcemy zmieniać świat”. Nikt nie zmienił go w owej interesującej epoce w stopniu większym niż The Beatles. Ale to oni pierwsi wpadli na to, że kiedy pokochała cię dziewczyna – platonicznie czy nie – można zareagować na to tylko… krzycząc ze szczęścia:Yeah, yeah, yeah!

04-I-Want-To-Hold
04 – I WANT TO HOLD YOUR HAND

Historia chciała, że to właśnie ta piosenka przetarła Beatlesom szlak w Ameryce – inicjując zarazem słynną „Brytyjską inwazję”. Otworzyła przy tym bezprecedensowy „tryptyk” hitów numer jeden: I Want To Hold Your Hand (luty i marzec – 7 tygodni), She Loves You (marzec – 2 tygodnie) i Can’t Buy Me Love (kwiecień – 5 tygodni). Nie należy ona z pewnością do najciekawszych propozycji The Beatles, ale doskonale reprezentuje najmodniejszy muzyczny trend 1963 roku, jakim był „Liverpool sound” (zwany także „Mersey Beatem”) – charakteryzowała go wielka melodyjność, energia wczesnego rock’n’rolla i wyjątkowo wyszukane, jak na owe lata, harmonie wokalne. Najwięcej do życzenia pozostawiał banalny manifest tytułowy, który zazdrośni trochę Rolling Stonesi skomentowali z typowym dla siebie cynizmem: „Po prostu są faceci, którzy chcą cię potrzymać za rękę i są tacy, którzy nie chcą.” Stonesi to dopiero druga fala „Brytyjskiej inwazji”, ale rywalizacja obu zespołów przebiegała bezpośrednio przez długie lata (co nie przeszkadzało w osobistej przyjaźni muzyków). John ukuł nawet złośliwą „regułę Lennona”, wedle której „wszystko, co zrobią Beatlesi Stonesi powtórzą w kilka miesięcy później. Żeby nie być gołosłownym: Beatlesi zastosowali po raz pierwszy w muzyce popularnej hinduski sitar (piosenka Norwegian Wood), Stonesi zrobili to samo w Paint It Black; Beatlesi – a w zasadzie Paul McCartney – nagrali utwór na gitarę i kwartet smyczkowy (Yesterday) i tu Stonesi nie pozostali im dłużni, nagrywając As Tears Go By. Dopełnieniem tej nieuchronnej rywalizacji była trójwymiarowa okładka płyty Stonesów THEIR SATANIC MAJESTIES REQUEST, parodiująca „najdroższą okładkę w historii”, projekt epokowej płyty, przełomowego longplaya w dziejach rocka, SGT. PEPPER’S LONELY HEARTS CLUB BAND.

05-CantBuyMeLove
05 – CAN’T BUY ME LOVE

Rozpoczyna się beatlesowska aforystyka. Miłości kupić się nie da, to fakt (chociaż opinii tej nie potwierdzają wszystkie kobiety). Ale teksty Johna, Paula oraz Georga szybko przestały ogniskować się na relacji chłopiec-dziewczyna i zakres tematyczny ich piosenek zaczął się gwałtownie rozszerzać. Oczywiście „szlagworty” pozostały. Ktoś powiedział, że nie ma takiej mądrości życiowej, której nie dałoby się wyrazić, jeśli nie samym tytułem, to przynajmniej fragmentem tekstu Beatlesów. Najbardziej znany przykład to: „Jedyne czego potrzebujesz to miłość” (All You Need Is Love). Warto jednak zwrócić uwagę, jak wiele zwrotów z piosenek Wielkiej Czwórki weszło na trwałe do języka potocznego: „czy mnie przygarniesz, czy mnie nakarmisz, kiedy będę miał 64 lata?” (When I’m 64), „szczęście to rozgrzany karabin” (Happiness Is A Warm Gun), „jeżeli wybierasz się na spacer, to zapłacisz podatek od każdego kroku” (Taxman), „z małą pomocą moich przyjaciół” (With A Little Help From My Friends), „jeśli dalej tak pójdzie, to ukrzyżują i mnie” (The Ballad Of John And Yoko), „wiesz, jak się nazywam – poszukaj numeru” (You Know My Name). Jest tego dużo więcej.

06-hard-days-night
06 – A HARD DAY’S NIGHT

Tytułowa piosenka z pierwszego filmu z udziałem The Beatles. Panuje przekonanie, że pozostaje on najlepszym filmem muzycznym doby rock’n’rolla. Niemal wszystko złożyło się na jego sukces – doskonały scenariusz (autorem był Alun Owen, lubiany przez Paula autor sceniczny), konwencja zbliżona do dokumentu (film nakręcono na czarno-białej taśmie), niezwykła wręcz naturalność objawiona przed kamerami przez samych Beatlesów, no i oczywiście ich piosenki. Film wyznaczył kanon – potem były już tylko „wariacje na temat”. „A Hard Day’s Night” to film składający się z samych niezapomnianych scen, ale kilka utkwiło w pamięci widzów szczególnie. Konferencja prasowa, na której dano im pole do popisu w spontanicznych odpowiedziach, którymi tak zachwycili dziennikarzy amerykańskich po przybyciu do Stanów Zjednoczonych. (Przykład. Pytanie: Jak znaleźliście Amerykę? Odpowiedź: Pojechaliśmy na północ i skręcili w lewo.) Wizyta George’a w agencji reklamowej. Rozmowa w pociągu, gdzie oburzony zachowaniem i wyglądem Beatlesów nadęty gentleman mówi: „Walczyłem w wojnie za takich jak wy!”. A na to Ringo: „Na pewno żałuje pan zwycięstwa…” Finałowa sekwencja z koncertu należy do najlepszych na filmie. Ścieżkę dźwiękową poza piosenką tytułową ozdobiły m.in. I Should HaveKnown Better i And I Love Her. Premiera filmu (6 lipca 1964) na Piccadilly Circus sparaliżowała centrum Londynu.

07-i-feel-fine
07 – I FEEL FINE

Ostatni z prostych, radosnych, szczęśliwych hitów The Beatles (zarazem najbardziej optymistyczna piosenka napisana kiedykolwiek przez Lennona). John, Paul, George i Ringo mieli jednak wszelkie powody, żeby czuć się dobrze (jak głosi tytuł przeboju). W 1964 roku nie tylko zarabiali miliony, ale liczba ich wielbicieli także wyrażała się już w milionach i dotyczyło to wszystkich kontynentów (z wyjątkiem Antarktydy). Świat wkroczył w erę „beatlemanii” – mania na punkcie Beatlesów wyrażała się m.in. w histerycznych reakcjach widowni na koncertach grupy (dziewczęta autentycznie mdlały), fetyszyzowaniu wszystkich przedmiotów związanych z The Beatles , a także pościgami fanów za członkami zespołu. Tak zresztą narodziło się samo określenie. Podczas transmitowanego przez telewizję występu Beatlesów w znanym programie „Sunday Night At The London Palladium” (13 października 1963 roku) zespół był oglądany przez około 15 milionów telewidzów na Wyspach Brytyjskich! Mimo tego, że koncert trwał zaledwie 12 minut (Beatlesi występowali obok innych wykonawców) okazał się decydujący dla dalszej kariery zespołu, który w jeden wieczór osiągnął status stawiający go ponad całym przemysłem muzycznym w Wielkiej Brytanii. Sam termin „beatlemania” został użyty po raz pierwszy w gazecie Daily Mirror. Warto zwrócić uwagę, że w nagraniu I Feel Fine John Lennon po raz pierwszy zastosował efekt sprzężenia dźwięku gitary (odkryty przypadkowo w studio), bez którego nie wyobrażamy sobie brzmienia takich potęg rocka, jak The Who i Jimi Hendrix.

08-eight-days
08 – EIGHT DAYS A WEEK

Beatlesi zapewniają pewną panią, że będą ją kochać przez „osiem dni w tygodniu”. Ciekawe, jak prozaiczne mogą być inspiracje największych przebojów w historii – ten szlagwort podsunął Paulowi zastępca jego regularnego szofera, z którym uciął sobie pogawędkę w drodze do domu Johna. Zapytany, czy nie narzeka na brak zajęcia, kierowca odparł, że pracuje „osiem dni w tygodniu”. Tak się składało, że McCartney jechał właśnie do Lennona na kolejną sesję autorską. Były to jeszcze lata, gdy spółka autorska Lennon/McCartney była autentyczną spółką (później coraz więcej piosenek obu współautorów powstawało „rozdzielnie”, zaś pod koniec działalności Beatlesów osobno powstawały wszystkie). Na tym jednak nie koniec anegdoty. Mówiło się już o drugim projekcie filmowym grupy, o bardzo skomplikowanym tytule roboczym… „Eight Arms To Hold You” (czyli: osiem ramion, aby cię obejmować). Właścicielom owych ośmiu ramion ramiona opadały na samą myśl, że ktoś mógł wymyślić taką bzdurę. Ale ponieważ projekt „oscylował wokół ósemki”, słowa szofera okazały się prawdziwym wybawieniem dla twórców planowanego szlagieru filmowego. Piosenka nie weszła na ścieżkę dźwiękowej nowego filmu (którego tytuł zmieniono szczęśliwie na „Help!”), zaś niefortunny pierwowzór przywodzi na myśl scenę pod prysznicem z innej niezapomnianej komedii, „Niemego kina”, prześmiewcy Mela Brooksa.

09-ticket-to-ride
09 – TICKET TO RIDE

Ostry numer rockowy, jeden z najbardziej nośnych w dorobku The Beatles, obok np. Day Tripper. Enigmatyczne słowa tej piosenki mają nie tylko „drugie dno”, ale wręcz potrójne znaczenie – od właśnie niej zaczynają się typowe dla późniejszej twórczości Beatlesów słowotwórstwo i językowe zabawy. Przebojowy Ticket To Ride„ozdobiły” w filmie „Help!” sekwencje z Wielką Czwórką… jeżdżącą na nartach (nakręcone aż w Alpach austriackich), które – rzecz jasna – z treścią słów nie miały nic wspólnego. W warstwie zewnętrznej „ticket to ride” to tylko bilet, który umożliwia dziewczynie „wyjechanie” z życia narratora. Na drugim planie tajemnicze „Ride” można odczytać jako zniekształconą nazwę Ryde, mieściny na wyspie Wight. Paul miał tam rodzinę, którą w przeszłości odwiedzał z Johnem. Ale sięgnijmy jeszcze głębiej – prostytutki pracujące na ulicach Hamburga legitymowały się „biletem”, świadczącym o odbytych badaniach lekarskich. W tym kontekście chodzi więc o całkiem inną „przejażdżkę”… Wśród innych zabaw słownych przemycanych przez Beatlesów w piosenkach warto przypomnieć choćby takie: Lennon recytuje fragment sztuki Szekspira „Król Lear” w zakończeniu swojej najbardziej zakręconej piosenki, I’m The Walrus; na wyciszeniu refrenu Baby, You’re A Rich Man (utworu dedykowanemu w podtekście menażerowi zespołu, Brianowi Epsteinowi), Beatlesi śpiewają „Baby, you’re a rich fag Jew” (czyli „kochanie, jesteś bogatym żydowskim pedałem”); koledzy śpiewając monosylabiczne chórki w uroczej piosence Johna, Girl, wybrali sobie sylabę „tit”, co znaczy tyle co „cycek”. Na tak barwnym tle wokalny cytat z Frère Jacques w przeboju Beatlesów Paperback Writer, to już doprawdy – dosłownie i w przenośni – dziecięce igraszki.

10-help
10 – HELP!

Pomyśleć tylko, że roboczy tytuł filmu brzmiał „Osiem ramion, aby cię obejmować”! Drugi film z udziałem The Beatles – także udany i zabawny – traci nieco w stosunku do poprzednika na energii i spontaniczności (zyskuje na kolorze, choć nie sposób dziś wyobrazić sobie kolorowego „A Hard Day’s Night”). Spośród czterech Beatlesów na pierwszy plan wysuwa się zdecydowanie Ringo, pod względem aktorskim najbardziej utalentowany z całej czwórki. I cała oś dramatyczna osnuta jest wokół jego osoby – członkowie tajemniczej wschodniej sekty usiłują zdobyć święty pierścień noszony przez perkusistę. John narzekał, że Beatlesi czuli się „statystami we własnym filmie”. Bardzo udany był natomiast zestaw nowych piosenek, napisanych przez Beatlesów specjalnie do filmu – były wśród nich You’ve Got To Hide Your Love Away (Johna), You’re Going To Lose That Girl, wielki przebój Ticket To Ride oraz piosenka, która po raz pierwszy zwróciła uwagę, na talent kompozytorski George’a – I NeedYou. Ciekawe były perypetie z tytułem filmu, tym bardziej, że trwały niemal do końca jego realizacji. Zarówno twórcom dzieła, jak i zespołowi, bardzo podobał się tytuł „Help”, lecz okazało się, że – niestety – został on już wcześniej zarejestrowany przez kogoś innego. Do słowa „na pomoc” dodano więc… wykrzyknik. I narodziło się „Help!”. Dodatkowa ciekawostka – na okładce płyty ze ścieżką dźwiękową widać czterech Beatlesów pokazujących słowo HELP językiem znaków stosowanym na morzu. Amerykanie – najwyraźniej nieświadomi tego faktu – zamienili na okładce zdjęcia Johna i Paula, skutkiem czego Beatlesi na okładce wołali do fanów… HLEP!

11-yesterday
11 – YESTERDAY

Zapewne najważniejszy utwór całej muzyki popularnej (inny kandydat do tego tytułu, będący również dziełem Paula, to Hey Jude). Z pewnością najczęściej wykonywany – początkowo w setkach, dzisiaj już w tysiącach przeróbek. Na czym polega geniusz? Ludzie zadają sobie to pytanie od wieków, odpowiedź na nie pozostaje jednak równie nieuchwytna jak sama inspiracja. Skąd brały się pomysły melodyczne Mozarta albo Czajkowskiego, Schuberta czy też Gershwina? Yesterday to tylko kolejny przyczynek do dyskusji nad nieuchwytnością prawdziwego talentu. Jak powstała ta urzekająca kompozycja? Po prostu – Paul obudził się pewnego dnia z niemal gotową melodią. Dopracował ją następnie przy fortepianie, z pełnym przekonaniem, że skomponował właśnie najważniejszą rzecz w życiu. Zaskakujące, że ta liryczna ballada początkowo miała tak nieromantyczny tytuł roboczy, jak… Scrumbled Eggs (czyli „jajecznica”). McCartney nagrał gotową wersję samodzielnie, akompaniując sobie na gitarze – żaden z pozostałych Beatlesów nie brał udziału w nagraniu). Pomysł na zastosowanie kwartetu smyczkowego był zarazem nowatorski i fantastycznie trafiony. McCartney żałuje do dziś, że (lojalnie) podpisał ten utwór nazwiskami spółki Lennon/McCartney – dzieląc się z przyjacielem nie tylko chwałą, ale także kolosalnymi tantiemami, które do dziś inkasuje wdowa po Johnie, Yoko Ono. Ten utwór to jego solowe arcydzieło. W styczniu 2000 roku podano do publicznej wiadomości, że Yesterday okazało się „najczęściej w XX wieku emitowanym w USA utworem brytyjskim” – od powstania utworu radio i telewizja w Stanach Zjednoczonych nadały go ponad 7 milionów razy!

12-day-tripper
12 – DAY TRIPPER

Remastering projektu „1” jest doprawdy doskonały. Nagrania The Beatles brzmią tak, jakby zespół zarejestrował je wczoraj (może z wyjątkiem pierwszych trzech, które są w mono). Ale żadne chyba nie wywołuje u słuchacza takiego zaskoczenia, co właśnie Day Tripper. Po raz pierwszy słychać tak wyraźnie to, co skrywała w sobie pozornie nieskomplikowana aranżacja (dwie gitary, gitara basowa i perkusja) – istny „koncert na tamburyn” w wykonaniu Johna Lennona! Najbardziej eklektyczny ze wszystkich zespołów muzyki popularnej, The Beatles, przypomniał wielbicielom, że nie przestaje być potęgą rock’n’rolla. Głosy Johna i Paula wybrzmiewające w tej piosence ostrymi harmoniami zawierają w sobie ładunek energii, jaka nie wyparowała jeszcze z grupy po jej ostatniej trasie koncertowej – na kilka dni przed nagraniem hita Day Tripper, Beatlesi powrócili do Anglii z wyczerpującego tournee po Stanach Zjednoczonych. To ich rockowe wcielenie zamanifestuje się jeszcze nieraz (m.in. She Said, She Said, Back In The USSR, Everybody’s Got Something to Hide Except Me And My Monkey). Zbliżał się jednak czas, kiedy aranżacje i produkcje studyjne Wielkiej Czwórki (oraz Georga Martina – nie wolno na chwilę zapominać o jego wkładzie) osiągnęły stopień wyrafinowania uniemożliwiający wykonywanie nowego materiału na żywo. W stylu bezprecedensowym dla całego świata rock’n’rolla Beatlesi świadomie i definitywnie przestali występować na rzecz pracy w studio. Ostatni koncert odbył się 29 sierpnia 1966 roku w San Francisco (Candlestick Park – 25 tysięcy widzów, czas 33 minuty). Potem wystąpili już tylko raz – na dachu budynku Apple (30 stycznia 1969 roku). Tytuł piosenki zawiera aluzję narkotykową i ośmiesza „niedzielnych hippisów”.

13-we-can-work
13 – WE CAN WORK IT OUT

Rywalizacja pomiędzy The Beatles a The Rolling Stones trwała do końca istnienia tych pierwszych, a nawet nasilała się, ale też coraz wyraźniej zaznaczały się różnice pomiędzy zespołami. „Dekadencka” Wielka Piątka skłaniała się ku prowokacjom obyczajowym (Let’s Spend The Night Together) oraz coraz ostrzejszym komentarzom społecznym (I Can’t Get No Satisfaction), gdy tymczasem Wielka Czwórka śpiewała, że „życie jest za krótkie, więc nie ma czasu na niepotrzebne zamieszanie i konflikty”. Rock poszedł w stronę konfliktu – do ruchu punkowego i totalnej anarchii włącznie. O tym, kto w zespole The Beatles reprezentował tendencje zachowawcze, a kto był jego „rewolucjonistą” najłatwiej się przekonać śledząc karierę jego członków w latach 70-tych. Paul pisał melodyjną „popelinę” w stylu Silly Love Songs (tytuł ten mógłby posłużyć za motto do większości poczynań „Big Maca”)), John natomiast – pieśni protestu, jak przewrotna apologia proletariatu WorkingClass Hero czy sztandarowy wręcz manifest Power To The People. Nikt ze świata rocka nie zwrócił z równą siłą uwagi na dyskryminację kobiet – piosenka Woman Is The Nigger Of The World („kobieta jest czarnuchem świata”) miała zakaz rozpowszechniania w rozgłośniach radiowych Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Aby jednak usprawiedliwić Paula za pojednawczy ton deklaracji We Can Work It Out, należy przypomnieć, że napisał tę piosenkę po kolejnej kłótni ze swoją piękną narzeczoną, Jane Asher.

14-PaperbackWriter
14 – PAPERBACK WRITER

Obserwacja społeczna dosyć nietypowa dla Paula, ale faktem jest, że John pomagał przy tekście. Piosenka opowiada o młodzieńcu, który – wykonując bliżej nieokreśloną pracę w gazecie – ma tak silną potrzebę wydania książki, że gotów jest zgodzić się właściwie na każdy kompromis. Piosenkę odczytano jako satyrę pod adresem Johna, stosunkowo świeżo upieczonego autora, ale za to już dwóch książek: „In His Own Write” (wydanej w 1964 roku) oraz „A Spaniard In The Works” (1965). Pisano wiele o literackim talencie Johna Lennona, dzisiaj jednak – po latach – najbardziej uderza w jego młodzieńczych próbach cudownie absurdalne, brytyjskie poczucie humoru, stawiające jego teksty bliżej późniejszego dorobku trupy Monthy Python, niż kanonu The Beatles. Przyjmuje się (i słusznie), że nikt nie rozwinął języka muzyki popularnej w takim stopniu jak Bob Dylan. John przeżył okres bardzo silnej fascynacji Dylanem – jej owocem były teksty do m.in. I’m A Loser czy Norwegian Wood. Odnalazł jednak własną drogę oraz indywidualny styl wypowiedzi pisząc dla The Beatles Glass Onion, Happiness Is A Warm Gun czy Come Together. Jako artysta solowy wzbogacił język potoczny o znane slogany, jak: „dajmy szansę pokojowi” (Give Peace A Chance), „już po wojnie – jeśli tego chcesz” (Happy Xmas /War Is Over) „władza w ręce ludzi” (Power To The People) i ten najważniejszy: „wyobraź sobie, że nie ma nieba” (Imagine). W tym numerze Beatlesi podśpiewują w chórku Frère Jacques.

15-yellow-sub
15 – YELLOW SUBMARINE

Piosenka, która zainspirowała film, co chyba najlepiej świadczy o drzemiącym w niej potencjale. McCartney napisał ją jako utwór w zamierzeniu dziecięcy (miał plan, żeby refren śpiewały dzieci) – tłumaczy to wyjątkową prostotę tekstu. Pomysł nie wypalił i okazało się, że zamiast całego chóru dzieci wystarczy oddać piosenkę Ringo Starrowi, żeby efekt był nie tylko porównywalny, ale nawet lepszy (w ten sposób perkusista po raz pierwszy i ostatni wykonał w roli solisty piosenkę ze strony A singla Beatlesów). ZarównO autor jak wykonawca konsekwentnie odżegnywali się od interpretacji tekstu przypisujących mu kontekst narkotykowy. Święci nie byli, ale na pewne rzeczy sobie nie pozwalali. Ringo zbulwersował się na wieść, że odkryto „prawdziwe znaczenie” piosenki i miało nim być… ostrzeżenie przed nuklearną zagładą planety, na której przeżyją tylko załogi okrętów podwodnych. Prawdziwym bohaterem „żółtej łodzi” jest Ringo, pierwszoplanowa postać filmu, ale dopiero czwarty z Wielkiej Czwórki. Do najbardziej znanych utworów, jakie śpiewał z The Beatles w roli solisty należą With A Little Help From My Friends i – napisany specjalnie dla niego przez Johna – Goodnight. Warto wspomnieć, że choć autorski wkład perkusisty w repertuar grupy nie był znaczący, to jednak jest on autorem kilku uroczych piosenek, na przykład Don’t Pass Me By czy Octopus’s Garden. Wracając zaś do „szyfrów słownych” – Ringo podejrzewany jest przez słuchowców, że w ostatniej części piosenki (kiedy pojawia się głos recytujący) śpiewa „yellow s-l-u-b-marine” („żółta łajba”).

16-eleanor-rigby
16 – ELEANOR RIGBY

Geniusz McCartneya potrafił manifestować się zupełnie spontanicznie i wtedy jego talent okazywał się najbardziej niezwykły – oto prawdziwa perła, przejmujący tekst, ponadczasowa melodia, nieporównana miniatura o samotności, starości i przemijaniu. Jak we wszystkich dziełach wielkich, utwór ten cechuje absolutna prostota formy –linię melodyczną wykonywaną przez Paula wspomagają w refrenie głosy kolegów, zaś cały podkład instrumentalny powierzono skrzypcom, altówkom i wiolonczelom. Jak to właściwie było z tym Big Mackiem? Potrafił pisać rzeczy tak niezwykłe obok banału i kiczu… Tę piosenkę zainspirowała wyimaginowana postać dawno zmarłej kobiety (grób Eleanor Rigby „odkryto” w Liverpoolu dopiero w latach 80-tych). Ojciec McKenzie z drugiej zwrotki miał się pierwotnie nazywać „father McCartney”, ale Paul doszedł do wniosku, że tacie może zrobić się przykro po wymienieniu go z nazwiska w tekście tak przytłaczająco smutnym. Posłużył się więc „metodą ruletki”, wybierając nazwisko z książki telefonicznej. Geniusz artysty objawia się także w tym, że potrafi on nadać pełną wiarygodność całkowicie wyimaginowanym postaciom (Wysocki pisząc o II wojnie światowej otrzymywał listy od kombatantów z pytaniem, w jakiej jednostce służył – odpowiadał, że podczas wojny miał zaledwie kilka lat). Sekwencję Eleanor Rigby pięknie zilustrowano w filmie „Yellow Submarine”.

17-Penny-Lane
17 – PENNY LANE

To urocze wspomnienie rodzinnego Liverpoolu opowiada o uliczce na przedmieściu Liverpoolu, gdzie fryzjer i bankier spotykali się naprawdę, bo pracowali naprzeciwko. Beatlesi mieli pomysł na cały „nostalgiczny” album, opowiadający o ich dzieciństwie, utrzymany nieco w klimacie wcześniejszego In My Life Lennona. John napisał jedną ze swoich piękniejszych piosenek, metafizyczne Strawberry Fields Forever. Jednak na tym się skończyło. Piosenka Penny Lane, napisana i śpiewana przez Paula, weszła na nowy singiel, którego popularność uczyniła z rzeczonej uliczki miejsce kultowe. Władze miasta Liverpool nie mogły uporać się z plagą kradzieży tabliczek z nazwą ulicy i zrezygnowały z nich w ogóle, malując napis na murach domów (tabliczki z nazwą Penny Lane i Strawberry Fields należą dziś do ulubionych pamiątek z miasta. Dzisiaj odwiedzanych w Liverpoolu miejsc związanych z Wielką Czwórką jest tak wiele, że organizowane są autobusowe wycieczki przez miasto „szlakiem Beatlesów”. Rokrocznie odbywa się tu także „Beatle Week” (zawsze w ostatni weekend sierpnia), podczas którego muzykę The Beatles grają zespoły z całego świata, a do Liverpoolu przyjeżdżają tysiące fanów. Do zobaczenia za rok przy barze w klubie The Cavern!

18-AllYouNeed
18 – ALL YOU NEED IS LOVE

Dla niektórych znawców dowód malejącej inwencji kompozytorskiej Beatlesów – obok Baby, You’re A Rich Man była to kolejna piosenka napisana w owym czasie, której refren opierał się niemal w całości na dźwiękach tej samej wysokości. Poważna przesada, bo także wtedy wychodziły spod pióra Lennona i McCartneya (metafora – piosenki wychodziły im z głowy przez palce) takie utwory, jak The Fool On The Hill, Strawberry Fields Forever czy Penny Lane, (zebrane – obok All You Need Is Love – na albumie MAGICAL MYSTERY TOUR). Inwencja kompozytorska zaskakiwała często samych kompozytorów. Kiedy John napisał Not ASecond Timew 1963 roku muzykolog William Mann rozwodził się w Timesie o „zastosowaniu skali modalnej z kadencją eolską, podobnie jak w kompozycji Mahlera z cyklu Das Lied von der Erde” – rzecz jasna John nie wiedział, o co chodzi. „Dla mnie były to takie same akordy, jak każde inne” – wyznał. „Po raz pierwszy ktoś napisał o nas w ten sposób.” Piosenka All You Need Is Love – pomimo nieco uboższej melodyce – należy do najbardziej lubianych utworów Beatlesów, zapewne za sprawą uniwersalnego przesłania. Jest to zarazem jedno z najlepiej znanych dokonań beatlesowskiej aforystyki i sztandarowy manifest epoki „Dzieci Kwiatów” (obok hasła: Make love not war). Przekład polski: „Miłość – więcej nic/ miłość – więcej nic/ miłość ci wystarczy/ miłość – więcej nic”.

19-hello-goodbye
19 – HELLO, GOODBYE

Banalny utwór o banalnym tytule – Paul dla mas (zapewne to, co lubił najbardziej). Piosenka zwyciężyła w rywalizacji o pierwszą stronę singla z niesławnym morsem – dokładnie w tym samym czasie John popełnił jeden ze swoich bardziej odlotowych numerów, I’m The Walrus. Już początek tekstu daje dobre pojęcie o surrealistycznej całości: „Ja jestem on i ty jesteś on i ty jesteś mną, więc jesteśmy wszyscy razem”. Lennon stawał się artystą eksperymentującym, McCartney ciążył w kierunku muzyki głównego nurtu (czego dowodzą dobitnie następne dwa przeboje numer jeden). Ale wróćmy do tytułów, bo powyższy nie wystawia zespołowi najlepszego świadectwa. Znalazły się w dorobku Beatlesów ciekawe tytuły onomatopeiczne: Helter Skelter oraz Ob-la-di, Ob-la-da. Były również charakterystyczne postaci tytułowe: pan Kite (cyrkowiec), Bungalow Bill (łowca tygrysów), doktor Robert (zainspirowany przez osoby znane Redakcji lekarz, wypisujący znajomym artystom tabletki pobudzające), Jej Królewska Mość (wiadomo), Marta (pies, a konkretnie suka), Polythene Pam (legendarna prostytutka z Liverpoolu), Rocky Raccoon (zdradzony przez dziewczynę sfrustrowany młodzian ze stanu Dakota), Sexy Sadie (pseudonim, pod jakim Beatlesi zakamuflowali swojego byłego „przywódcę duchowego” i nauczyciela medytacji transcendentalnej – nazywał się Maharishi Mahesh Yogi) oraz… Lady Madonna.

20-Lady-Madonna
20 – LADY MADONNA

Beatlesi nie mieli wielkich problemów z cenzurą. Poza spektakularną „aferą z LSD”, kiedy John napisał Lucy In The Sky With Diamonds (pierwsze litery słów układały się w złowieszczy skrót). Poza stwierdzeniem ile dziur potrzeba by wypełnić Albert Hall (how many holes it takes to fill the Albert Hall), kiedy to w chorym umyśle cenzora zrodziło się podejrzenie, że chodzi o nakłucia po zastrzykach – chodziło, rzecz jasna, o dziury metafizyczne, jak te, które wchłonęły Beatlesów w Morzu Dziur (ta dziwna przygoda spotkała ich na planie filmu „Żółta łódź podwodna”). Ringo schował jedną z dziur do kieszeni i przydała mu się później. Przy Lady Madonna obyło się bez afery. Nie doszukano się bluźnierstwa, choć jak na „afirmację macierzyństwa” (takie były intencje Paula), jest dość śmiała. Rozpętało się za to prawdziwe piekło, kiedy John powiedział niefortunnie, że Beatlesi są „bardziej popularni od Jezusa”. Amerykańscy fundamentaliści zbiorowo palili płyty Beatlesów! Piosenka Lady Madonna była na tyle inspirująca, że w Polsce doczekaliśmy się Polskiej Madonny w wykonaniu Maryli Rodowicz (słowa napisał mężczyzna, Andrzej Sikorowski, a nie – jak się nagminnie uważa – kobieta Osiecka). Paul był zafascynowany macierzyństwem, lecz oddając tak pięknie cześć kobiecie, nie mógł się spodziewać, że pojawi się na firmamencie nowa, piekielnie ambitna i diablo chutliwa (przepraszam za niefortunne epitety) Madonna.

21-hey-jude
21 – HEY JUDE

Kolejna piosenka McCartneya, która weszła do najściślejszego kanonu światowej muzyki popularnej. W jednym z największych amerykańskich plebiscytów radiowych na „rozrywkowy utwór wszechczasów” rywalizowała z kompozycją Paula Simona Bridge Over Troubled Water. Zwyciężyła w zacnej kompanii. Mit głosi, że inspiracją do jej napisania był mały Julian, synek Johna Lennona. Paul jechał właśnie odwiedzić Cynthię Lennon – pierwszą żonę Johna opuszczoną dla Yoko Ono – i zaczął nucić melodię i słowa w samochodzie. Interpretacje mnożyły się – do najbardziej szalonych należało oskarżenie Beatlesów o… żart antysemicki! Słowo Judewywołało asocjacje dość niebezpieczne. Najdłuższy singiel Beatlesów (7 minut 15 sekund) został hitem numer jeden po obu stronach oceanu, zaś w USA królował na szczycie listy aż przez dziewięć tygodni! Legendarną piosenkę nagrało wielu artystów, reprezentujących tak odmienne style, jak m.in. Count Basie, Bing Crosby, Elvis Presley i Wilson Pickett. Hey Jude było w amerykańskim radio najczęściej nadawanym hitem w latach 1968, 1969 i 1970. Przeboje zebrane na „1” nie ukazują pełnego wizerunku Beatlesów, bo są w większości kompozycjami McCartneya – forsującego własną twórczość, ale też preferowanego przez wytwórnię płytową jako artystę „singlowego”. Jak wyobrazić sobie jednak reprezentatywną antologię The Beatles bez takich kompozycji Lennona, jak Strawberry Fields Forever, albo bez While My Guitar Gently Weeps Harrisona). Trudno w ogóle wyobrazić sobie „reprezentatywną antologię” The Beatles.

22-get-back
22 – GET BACK

Ostatnie sesje Beatlesów upływały pod znakiem muzycznych powrotów. Nagrywając materiał, którego cząstkę dali poznać w postaci albumu LET IT BE sięgali po muzykę korzeni. Znamienne jest, do czego wracali, świadczy bowiem tyle o ich inspiracjach, co o sentymentach. Grając dla rozgrzewki i dla przyjemności Beatlesi wykonali m.in. tematy folkowe Leadbelly’ego, bardzo popularne w Anglii w okresie boomu muzyki „skiflowej”), Blue Suede Shoes (klasyk rock’n’rolla – napisany przez Carla Perkinsa), wiele piosenek Chucka Berry’ego (Beatlesi uwielbiali jego piosenki), sporo numerów z repertuaru „Króla”, The House Of The Rising Sun (słyszeli, jak śpiewał to Dylan), All Along The Watchtower i I Shall Be Released (oraz inne utwory Dylana), a także szereg własnych staroci (jak Love Me Do). Piosenka Get Back jest jednym z pięciu numerów wykonanych w trakcie ostatniego występu Beatlesów na dachu budynku firmy Apple (30.01.1969) – zdumieni przechodnie słyszeli żywą muzykę, nie mogąc zlokalizować jej źródła. Beatlesi zdążyli zagrać I Dig A Pony, I’ve Got A Feeling, One After 909, Don’t Let Me Down i Get Back – podczas wykonywania ostatniego utworu na dachu Apple pojawiła się policja i zmusiła uczestników happeningu do zamilknięcia. Świat nie chciał przyjąć tego faktu do wiadomości, ale był to ostatni raz kiedy John, Paul, George i Ringo grali razem na żywo. Ostatni koncert Fab Four.

23-the-ballad-of-JY
23 – THE BALLAD OF JOHN AND YOKO

Ballada o Johnie i jego niezastąpionej (z kilkoma wyjątkami) muzie. Opowiada o kłopotach Johna i Yoko ze ślubem, ale – mimo niemal gazetowej narracji – ociera się chwilami o fikcję. Można odnieść wrażenie, że John i narzeczona zostali zatrzymani w Southampton na skutek bliżej nie określonej niechęci czy dezaprobaty władz dla ich związku. Prawda była prozaiczna – gwiazdor i jego nowa muza usiłowali wejść na prom do Francji nie mając przy sobie paszportów. Jak wiemy, wszystko się dobrze skończyło i państwo Lennon zawarli związek w brytyjskim konsulacie na Gibraltarze. Można Yoko Ono lubić lub nie, cenić jako artystkę, albo niekoniecznie, ale fakt jest faktem: była niekłamaną muzą Johna, przyjaciółką, kochanką, inspiracją. I chwała jej za to. Najbardziej znane piosenki Johna poświęcone Yoko pochodzą z lat 70-tych (m.in. Oh Yoko, czy – ostatnia – Woman), ale już na ostatniej płycie Beatlesów wykuł jej pomnik w granicie, komponując najbardziej nowatorski – a przy tym przejmujący – utwór w całym repertuarze Beatlesów (i dziś może on być przykładem awangardy): I Want You (She’s So Heavy). Ciekawostka – w nagraniu „Ballady o Johnie i Yoko” wzięło udział tylko dwóch Beatlesów, dublując w studio głosy i partie instrumentalne: John (śpiew, dwie gitary) oraz Paul (drugi głos, gitara basowa, fortepian, bębny).

24-something
24 – SOMETHING

George nie miał w zespole łatwego życia. Po pierwsze, był najmłodszy. Po drugie, jako twórca grał „drugie skrzypce” (mimo tego, że grał partie pierwszej gitary) obok spółki autorskiej Lennon/McCartney, która – jak na złość – była najlepszą spółką autorską na świecie. George pisywał regularnie, ale dopiero od albumu HELP! jego kompozycje zwróciły uwagę fanów (I Need You) i stawały się coraz lepsze. Od płyty REVOLVER – czyli od 1966 roku – autorski wkład Harrisona do kanonu The Beatles stał się znaczący (w kategoriach jakościowych, a nie ilościowych, ponieważ koledzy rzadko dawali mu więcej niż jedno miejsce na płycie). Przypomnę takie piosenki jak Taxman (album REVOLVER) i While My Guitar Gently Weeps (BIAŁY ALBUM). Talent autorski George’a eksplodował w czasie ostatnich wspólnych sesji The Beatles (wtedy powstało Something), ale w pełni rozbłysnął dopiero po rozpadzie zespołu. „Syndrom Harrisona” – eksplozja twórcza po długim okresie tłumienia ekspresji – zamanifestował się wydaniem trzypłytowego albumu, ALL THINGS MUST PAST. Pochodził z niego największy post-beatlesowski przebój w ogóle, My Sweet Lord – potem już było „z górki”, ale Harrison pokazał w wielkim stylu na co go stać. Choć – z drugiej strony – warto przypomnieć, co powiedział na jego temat kolega Lennon: „George miał szczęście terminować u dwóch cholernie dobrych autorów…”

25-come-together
25 – COME TOGETHER

Przyszłość miała pokazać, że Beatlesi lepiej „robili to” razem niż z osobna. Ale były chwalebne wyjątki – PLASTIC ONO BAND Lennona, czy wspomniany trzypłytowy album Harrisona. Nawet Ringo miał swoje pięć, dziesięć i piętnaście minut. Wesoły bębniarz w post-beatlesowskim wcieleniu odnosił początkowo większe sukcesy niż jego wielcy koledzy razem wzięci – samodzielnie królował na listach przebojów hitami Photograph czy You’re Sixteen (wypada też wspomnieć It Don’t Come Easy oraz Back Off, Boogaloo). Płyta ABBEY ROAD, którą otwiera utwór Come Together, wyznacza linię graniczną pomiędzy zespołową, a solową karierą Beatlesów. Tutaj  znajdziemy już tylko „indywidualne” piosenki Johna (Come Together, I Want You i Beacause), Paula (Oh! Darling, Maxwell’s Silver Hammer oraz utwory składające się na „suitę” zajmująca drugą stronę płyty), George’a (z pewnością jego dwie najlepsze: Something i Here Comes The Sun) oraz Ringo (zabawny utwór Octopus’s Garden). A wracając do słownych gier chętnie uprawianych przez Johna: tytuł Come Together może także oznaczać zachętę do… wspólnego przeżycia orgazmu (dla odmiany?).

26-let-it-be
26 – LET IT BE

Konflikt w zespole robił się w 1969 roku nieznośny – nic nie obrazuje tego lepiej niż film dokumentalny pod tym samym tytułem co przebój (reż. Michael Lindsay-Hogg). Despotyczny Paul wydaje się terroryzować kolegów samą obecnością, co widać w sekwencji Johna tańczącego z Yoko Ono walca do melodii Harrisona (I, Me,Mine). Czy w wymownej scenie, gdy beztroska zabawa Ringo i George’a przy fortepianie (perkusista komponuje właśnie Octopusy’s Garden) zostaje brutalnie przerwana wejściem (raczej wtargnięciem) do studia Paula z Lindą. Paul wdzięczy się do kamery – podczas wykonywania piosenki The Long And Winding Road i tytułowejLet It Be, oglądamy długie zbliżenia jego twarzy. Piosenka ta zamyka (jako prawe skrzydło ołtarza) tryptyk genialnych kompozycji McCartneya zapoczątkowany przez Yesterday (lewe skrzydło) i kontynuowany przez Hey Jude (część centralna) – są to trzy tematy najbardziej chyba utożsamiane z muzyką The Beatles. Aby jednak oddać Paulowi sprawiedliwość trzeba poszerzyć tę listę o kilka dalszych tytułów. Takie utwory jak Fool On The Hill czy Here, There And Everywhere, to także kompozycje pierwszej próby. Zaś wykonanie wokalne Oh Darling z albumu ABBEY ROAD (a później Monkberry Moon Delight czy Wild Life z okresu kariery solowej) sprawia, że łza się w oku kręci na myśl do czego zdolny jest ten facet, kiedy odezwą się w nim męskie hormony. Na otarcie łez dostaliśmy niedawno płytę RUN DEVIL RUN ze starym, dobrym rock’n’rollem –  niestety towarzyszyły jej premiery kolejnych „oratoriów” (m.in. niesławnego Liverpool Oratorio). No cóż, szlachectwo zobowiązuje…

27-the-long-and
27 – THE LONG AND WINDING ROAD

Droga The Beatles nie była ani taka długa, ani taka kręta, jak w tytule tej piosenki. Zespół działał przez dziesięć lat, nagrywał przez osiem, co w kategoriach czasowych nie jest imponującym osiągnięciem (nasi Skaldowie skończyli już 35 lat, a to przecież także zacna kapela). Różnica pomiędzy The Beatles a każdym innym zespołem – czy to z tamtej epoki, czy z każdej innej – polega na tym, że oni w ciągu tych ośmiu lat powiedzieli w muzyce więcej, niż jakikolwiek artysta przed nimi czy po nich (Dylan miał analogiczny wpływ na rozwój poezji rocka, ale i na tym polu Beatlesi – w osobie Johna Lennona – szli za nim krok w krok). Rozszerzyli idiom muzyki rozrywkowej otwierając ją na nieznane dotąd źródła inspiracji, ale też – przede wszystkim – sami stali się dla niej najważniejszą inspiracją. W dekadzie, która tworzyła kanon wieku. Warto zwrócić uwagę, że longplay LET IT BE, na którym znalazło się to nagranie, nie był ostatnią płytą Beatlesów w sensie chronologicznym. Była nią ABBEY ROAD – wcześniej niż LET IT BE wydana, ale później nagrana. Prawdziwy „łabędzi śpiew”. Ostatni utwór na ostatniej płycie The Beatles (pomijając pewien monarchistyczny żart Sir McCartneya) nosi tytuł The End, a słowa jego – w całości – głoszą, co następuje: „W ostatecznym rachunku okazuje się, że otrzymałeś tyle miłości, ile dałeś jej sam”. Sądzę, że nie znajdzie się już nigdy artysta, który zamknie dorobek lepszą pointą.

[FUGA, 2001]


THE BEATLES "1" (EMI, 2000)

Oryginalne analogowe taśmy matki zostały zremasterowane cyfrowo przy użyciu 24 bitowej technologii Sonic Solutions NoNoise, następnie poddane masteringowi 16 bitowemu z zastosowaniem Prism SNS Noise Shaping w celu przystosowania zapisu do odtwarzania na tradycyjnym czytniku płyt kompaktowych (16 bitów).

Słowa i muzyka: Lennon/McCartney

(24) George Harrison

Produkcja: George Martin

(27) Phil Spector

fab_four_full

 

The-Beatles-1

Foto: EMI

Satysfakcja - The Beatles

Naszą witrynę przegląda teraz 49 gości