cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Morcheeba_SMALL
MORCHEEBA – SAMOTNOŚĆ W SIECI NIE JEST ZŁA

Dwóch braci. Kilka wokalistek. Ponad sześć milionów sprzedanych płyt. Depresja, która okazała się ceną sukcesu. I odrodzenie przez Internet. Ross Godfrey odmalowuje wizję muzyki przyszłości, w której tradycyjne zespołowe interakcje nie będą obowiązywać. Przerażające? Niekoniecznie.

Morcheeba to muzyka braci Godfrey, a zarazem twarze kolejnych wokalistek...

Zespoły najczęściej utożsamia się z wokalistami. Tak już jest i z tym faktem byliśmy pogodzeni. Problem polegał jednak na tym, że Morcheeba coraz bardziej przestawała być naszym zespołem. Zespołem braci Godfrey. A co to znaczy? To nie jest kwestia naszych ego. Wierzę, że najnowsza płyta pokazuje, jak głęboka była nasza potrzeba zmiany kierunku, poszukiwań, większej odwagi w eksperymentowaniu. Ewolucja w kierunku „popularnego zespołu tanecznego” coraz bardziej nas zniechęcała. I to do samej muzyki, czyli do tego, co z bratem lubimy najbardziej. Zaczęliśmy rozumieć, jakim koszmarem może być życie artysty, który musi robić coś bez przekonania. Szczęśliwie nie musieliśmy tego robić ani chwili dłużej. A teraz powracamy we wcieleniu, za które bierzemy stuprocentową odpowiedzialność. To znowu my.

Skąd futurystyczny pomysł na poszukiwanie wokalistów na serwisie myspace?

Nie demonizujmy tego. Przez Internet poznaliśmy tak naprawdę jedną wokalistkę. Manda jest piosenkarką z Francji, która skontaktowała się z nami przez myspace i bardzo się cieszymy, że tak się stało. Oczywiście Internet to przyszłość muzyki – tradycyjnie pojmowane „próby zespołowe” zastąpi wymiana ścieżek dźwiękowych za pomocą sieci. To nic złego. W zasadzie to tylko poszerza możliwości współpracy i muzyka może na tym jedynie zyskać. Ten proces rozpoczął się już dawno, kiedy w latach 80. zaczęto nagrywać osobno coraz więcej śladów. Muzycy nie musieli się spotykać, żeby stworzyć coś razem. Internet przyspieszył jedynie komunikację. Spowodował także, że łatwiej odnaleźć się ludziom o podobnych fascynacjach.

Artystów definiowaliśmy słusznie jako ludzi niezastąpionych – co z nimi?

Zawsze będą. Trzeba rozumieć, że takie rzeczy jak komputer czy sieć, to narzędzia. Coraz doskonalsze, oferujące coraz większe możliwości. Zgoda. Ale tylko narzędzia. Dlatego tworzenie muzyki za pomocą sieci nie powoduje we mnie rezerw czy obaw. Proces twórczy pozostanie elementem niezastąpionym. Nic mu nie zagraża. Obaj z bratem pracowaliśmy miesiącami w studio, zanim w ogóle zaczęliśmy myśleć o wokalistach. A że potem nie trzeba od razu jechać na lotnisko?... Tym lepiej.

Ale są rodzaje muzyki, które nadal będą wymagać integracji i „prób zespołowych”.

Oczywiście. Będzie tak zapewne w muzyce klasycznej i wszędzie tam, gdzie muzycy inspirują się na gorąco. Jak w jazzie, choć i tam dokonuje się coraz więcej używając nowoczesnej techniki. Muzyka improwizowana powstaje zespołowo, ale gdyby tak uruchomić wyobraźnię, to można sobie odmalować wizję artystów grających razem za pośrednictwem sieci. Nadal istnieją pewne obiektywne ograniczenia, jak znaczne opóźnienia w transmisji, ale to tylko kwestia czasu. Jestem pewien, że muzyka jutra zaskoczyłaby nas dzisiaj. Tak jak nasza muzyka ludzi zadziwiłaby ludzi sprzed lat. Jest coś fascynującego w tym, że indywidualne możliwości tak się poszerzają.

Czy tego typu samotność w sieci nie przyciąga ludzi depresyjnych, jak twój brat?

Mój brat cierpiał na depresję od wczesnej młodości. Nie robiliśmy z tego afery, ale prędzej czy później musiało to wyjść na jaw. Niestety, nadal brakuje powszechnego zrozumienia, że depresja to coś, czego zupełnie nie kontrolujemy. I wszystko jedno, czy nazywamy to chorobą, to nadal niczego nie zmienia. Najważniejsze jest uznanie całkowitego braku kontroli nad tym stanem. To nie jest zły humor, dąsy, czy trudny charakter. Przykład mojego brata jest tym bardziej jaskrawy, że sukces naprawdę stał się jego udziałem. Piosenki w radio i miliony sprzedanych płyt. Kontynenty, na których występowaliśmy i naprawdę znaczne pieniądze. A muszę dodać, że ma też fantastyczną rodzinę, której jest bardzo oddany. I nagle wszystko to razem wzięte przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Obserwowałem to z bliska i wiem, jakie to trudne. Dopiero praca nad nową płytą okazała się dla niego skuteczną terapią.

Czy tytuł waszej płyty „Dive Deep” oznacza skok bez asekuracji czy zanurzenie?

Tytuł naszej płyty zawiera pewien paradoks, oczywiście zamierzony. Po pierwsze, mogliśmy sobie pozwolić na ryzyko, ponieważ pozbyliśmy się balastu oczekiwań – na pewien czas zespół przestał istnieć. Był okres kiedy byliśmy modni, szczęśliwie mamy to już za sobą. I chyba po raz pierwszy chcieliśmy zrobić przyjemność obie samym. Po drugie, to „zanurzanie się” jest jednak metaforą powrotu do łona, czy jak to się tam mówi. Czyli: komfortu, bezpieczeństwa, nawet pewnej izolacji. I wreszcie woda. Fascynuje nas obu podwodny świat – jego niezwykła akustyka i zagadkowe dźwięki. Zanurzenie się w podwodny świat to odrzucenie napięcia i bólu, a także gniewu. To nieomal „rytuał oczyszczenia”. Po wynurzeniu człowiek jest jak nowo narodzony.

Woda to takie naturalne i organiczne środowisko, a tu nagle skok w Internet?

Nie dzieliłbym tego w ten sposób – na środowisko naturalne i sztuczne. Raczej na przyjazne i nieprzyjazne, a takie podejście daje równe prawa jednemu i drugiemu. Woda to życie, choć może być bardzo groźna. Wiem, że to bardzo prosta metafora, ale artystom coraz trudniej otwierać nowe drzwi. Ale przecież z Internetem jest tak samo. Zanurzamy się w jego przyjazne, „życiodajne” rejony. Człowiek z zasady nie nadąża za przemianami cywilizacyjnymi. Nadal traktujemy globalną sieć jako coś nie do końca budzącego zaufanie. A może inaczej – nie do końca ludzkiego, naturalnego. Tymczasem tworzą ją ludzie i łączy ludzi. I poza grupą popapranych odchyleńców ci ludzie nie szukają w sieci niczego złego. Prawda jest taka, że najczęściej szukają albo informacji, albo... siebie nawzajem. I my także zaistnieliśmy w sieci i znaleźliśmy w niej „bratnie dusze”. Zajrzyj do sieci, znajdziesz w niej zespół Morcheeba. Na naszej stronie zamieszczamy wokale w wersji a capella. Każdy może je ściągnąć i zrobić z nimi, co tylko mu się podoba. A potem przesłać do nas. Hej, chcesz zaśpiewać w zespole Morcheeba? Chcesz pomuzykować? Nie musisz wychodzić z domu!

[ZWIERCIADŁO, 2008]


Morcheeba to angielski zespół mieszający najbardziej odległe – zdawało by się – inspiracje. Szufladka trip pop, do jakiej bywa wrzucany, nie zdradza, że ta muzyka z gruntu popularna jest konglomeratem klubowej elektroniki, jazzowych synkop, R&B, manifestującego się w nieustającej podskórnej pulsacji oraz... brytyjskiej muzyki folk. To właśnie ten ostatni składnik wyróżnia brzmienie zespołu Morcheeba od tylu innych grup alternatywnych z Wielkiej Brytanii. Serce i mózg kapeli to dwóch braci Godfrey – DJ Paul i multiinstrumentalista Ross. W połowie lat 90. bracia przypadkiem poznali na imprezie wokalistkę, Skye Edwards. I to ona stała się głosem ich zespołu. Morcheeba zdążyła wydać dwie płyty w minionym wieku: „Who Can You Trust?” (1996) oraz „Big Calm” (1998). Sukces przyniósł grupie trzeci album, „Fragments Of Freedom” (2000), a stało się to za sprawą przebojowego singla „Rome Wasn’t Built In A Day” (czyli „nie od razu Kraków zbudowano”). Ale bracia Godfrey nie zamierzali spocząć na laurach i powielać sprawdzonej formuły. Rozstali się z wokalistką w 2003 roku. Zastąpiła ją na krótko Daisy Martey. Najnowszy album braci Godfrey, „Dive Deep” (premiera: luty 2008) to zarazem ich najbardziej ambitna płyta. Ale niemal w każdym utworze pojawia się inny wokalista. A niektórych znaleźli po prostu przez Internet...


Morcheeb

Foto: Warner Music

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 28 gości