cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

newsSeeger90
PETE SEEGER – MIĘDZYNARODÓWKA NA MANHATTANIE

Pete Seeger ukończył 90 lat. Ale nadal sprawia jednym ruchem ręki, że sala pełna obcych sobie ludzi śpiewa jak zawodowy chór. 

DVD-SEEGER-web

Poeta Carl Sandburg nazwał go – ponad pół wieku temu – „kamertonem Ameryki”. Dlatego, że nauczył swój kraj śpiewać ludowe pieśni, składające się na jego muzyczną tradycję. Komisją Do Badania Działalności Antyamerykańskiej nazwała go komunistą w okresie tzw. polowań na czarownice. Dlatego, że swoich lewicowych przekonań nie ukrywał nawet w czasach zimnej wojny (nie ma zresztą prawicowych bardów). Bruce Springsteen – zamykając urodzinowy koncert w Madison Square Garden – nazwał go „sztyletem, wbitym w samo serce amerykańskich iluzji o Ameryce”. Dlaczego?

Pete Seeger to od ponad pół wieku amerykańska instytucja – muzyczna, społeczna, kulturalna. Amerykańska instytucja wymierzona często przeciw Ameryce. Z miłości do niej. Artysta przyszedł na świat dokładnie 3 maja 1918 roku w rodzinie, która jest w stanie prześledzić swą genealogię aż po dzień, w którym 102 pielgrzymów zeszło z pokładu galeonu „Mayflower” w 1620 roku. Ojciec artysty był muzykologiem (ale też pionierem etnografii muzycznej), matka była wykształconą skrzypaczką i nauczycielką muzyki. Rodzina Seegerów – bliższa i dalsza – to właściwie sami ludzie nietuzinkowi: artyści, muzycy, naukowcy, wykładowcy, poeci oraz żołnierze. I zawsze patrioci.

Pete Seeger naprawdę rozśpiewał amerykańskie społeczeństwo i nauczył go własnych piosenek, które gromadził z pasją etnografa. Zaczynał śpiewając pieśni protestu – te oryginalne, 20 lat przed debiutem Boba Dylana – na wiecach związkowych. Pomagały mu w tym warunki fizyczne: dwa metry wzrostu i tenorowy głos nie do zdarcia. Grał na banjo 5-strunowym (jest to „endemiczny” instrument amerykański, stworzony w USA), które zmodyfikował według własnych potrzeb. Na tamburynie rezonansowym wypisał: This machine surrounds hate and forces it to surrender (czyli: To urządzenie pacyfikuje nienawiść i zmusza ją do poddania). Pete Seeger to człowiek z misją.

W latach 40. i 50. młody entuzjasta współtworzył dwa najważniejsze zespoły całej amerykańskiej muzyki folk: The Almanac Singers oraz The Weavers. W pierwszym występował z nim legendarny Woody Guthrie, największy bard Ameryki. Ten drugi stał się instytucją – The Weavers wprowadzili ludową piosenkę na sam szczyt listy przebojów. Utwór czarnoskórego skazańca znanego pod pseudonimem Leadbelly, „Goodnight, Irene”, przez 13 tygodni 1950 roku był w USA hitem numer jeden!

Kwartet The Weavers to dla amerykańskiej muzyki folk coś na kształt połączonych sił Mazowsza, Śląska i Oskara Kolberga dla Polaków. Z jedną niebywale znaczącą różnicą – amerykańska muzyka ludowa jest najzwyczajniej atrakcyjna i zachęca do wspólnego muzykowania. Opiera się na balladzie, czyli na opowieści. Pete Seeger jest więc także urokliwym opowiadaczem – każdy jego występ to w zasadzie happening. Bo koncerty tego artysty mają charakter niepowtarzalnego rytuału: Seeger śpiewa cały repertuar z publicznością, podrzucając słowa, podsuwając wokalne harmonie, dyrygując z pełnym opanowaniem i swobodą takim „jednorazowym chórem”. Jego legendarne występy w nowojorskiej Carnegie Hall stanowią nieporównywalne przeżycie – znaleźć się nagle w samym centrum chóru, liczącego dwa i pół tysiąca osób śpiewających na głosy!

Poza konsekwentnym gromadzeniem piosenek ludowych ze wszystkich rejonów i środowisk Stanów Zjednoczonych, Seeger pisał i komponował własne utwory. Jest autorem wielu utworów tak znanych, że nikt nie kojarzy ich nawet z jego nazwiskiem. Seegera powinien znać każdy Polak, bowiem każdy Polak zna z pewnością jedną jego piosenkę, „Where Have All The Flowers Gone”. Ten wielki przebój, jeden z klasyków folkowego boomu lat 60. spopularyzowała w Polsce Sława Przybylska jako „Gdzie są chłopcy z tamtych lat”. Mało kto wie, że jest to amerykańska piosenka, zaś sam autor przyznawał, że do jej napisania zainspirowała go … ukraińska dumka cytowana w powieści Szołochowa „Cichy Don”. Inne utwory jego autorstwa, to między innymi „The Hammer Song” – wielki przebój nawet w wersji rock’n'rollowej (Trini Lopez).

Najwięcej zamieszania na liście przebojów narobił utwór „Turn, Turn, Turn” z muzyką Seegera do słów z Księgi Eklezjastyka (Mądrości Syracha), przebój #1 amerykańskiej grupy The Byrds z 1965 roku. Na marginesie: kiedy Seeger otrzymał tantiemy za przebojowy singiel The Byrds, najpierw padł na ziemię, a potem dokończył swoją – własnoręcznie zbudowaną – chatę z bali nad rzeką Hudson. I doprowadził prąd.

Każda z tych piosenek doczekała się licznych wykonań w językach obcych z chińskim włącznie. Seeger przywoził także piosenki ze swoich licznych podróży po świecie. Do jego większych odkryć zalicza się niewątpliwie znana dziś szeroko „Guantanamera”. Eskapady do ZSRR Chruszczowa czy komunizujących państw postkolonialnych oraz takie ekstrawagancje jak import kulturalny z Kuby przysporzyły Seegerowi wrogów.

Idealizując ZSRR i sympatyzując z komunistycznymi reżimami Trzeciego Świata artysta dołączył do grona – według znanego określenia Lenina – tzw. przydatnych idiotów. Sam odżegnał się od stalinizmu bardzo późno. W odpowiedzi na krytykę przyznał, że „powinien był raczej odwiedzić gułagi”… Dopiero w 2007 roku napisał, krytykującą Stalina, piosenkę „Old Joe Blues”. Co najmniej pół wieku za późno…

W samym apogeum antywojennego ruchu skierowanego przeciwko zaangażowaniu USA w Wietnamie, Seeger powiedział publicznie, że nie jest pacyfistą. Bo „jeśli ktoś napadnie na mój kraj, pierwszy pójdę walczyć”. A w samym apogeum makkartyzmu, powiedział, że owszem, sam siebie nazywa komunistą. Bo „komunizm tak się ma do tego, co zrobiła z nim Rosja, jak chrześcijaństwo do tego, co zrobił z niego kościół. Ale gdyby jakiś kaprys historii wprowadził komunizm do tego kraju, byłbym zapewne jedną z pierwszych osób, które wylądowałyby w więzieniu”. Podróżując po świecie i włączając do repertuaru takie piosenki, jak radziecki przebój „Zawsze niech będzie słońce”, Seeger narażał się na wzgardliwe określenia w rodzaju „słowika Stalina”.

Oskarżony o komunistyczne sympatie Pete Seeger – który tylko wierzył naiwnie, że można zbawić świat piosenką – odpowiadał przed Komisją Do Badania Działalności Antyamerykańskiej. Znalazł się zresztą w doborowym towarzystwie, obok Charliego Chaplina, Aarona Coplanda czy Arthura Millera. Dokumentalne zdjęcie z przesłuchań artysty przed Komisją ukazuje człowieka tak przekonanego o swojej niewinności, że jego twarz wyraża jedynie szczere zdumienie. Wciągnięty na niesławną czarną listę i odsunięty od występów w mediach, Seeger rozwiązał The Weavers i rozpoczął swą indywidualną krucjatę, która trwa do dziś. Tylko głos, banjo i gitara 12-strunowa.

Podczas swojego urodzinowego koncertu Pete Seeger zupełnie nie zachowywał się jak dostojny jubilat. Stając niespodziewanie przed 20 tysiącami ludzi zainaugurował występy… grając solo na flecie. I ustąpił miejsce zespołowi rdzennych Amerykanów. Pojawiał się w najbardziej „zatłoczonych” momentach, kiedy na estradzie zdawało się brakować miejsca. Brał udział w chórkach, wybijały się jego charakterystyczne partie na banjo. Tylko raz zaprezentował swoje magiczne oddziaływanie na publiczność. Po przerwie wznowił koncert rozdzielając cztery partie wokalne na kobiety i mężczyzn – jak w klasycznym chórze. I poprowadził – z lekkością szamana – wspólne wykonanie jednego z najbardziej ukochanych hymnów Ameryki, „Amazing Grace”. A jak to zabrzmiało na 20 tysięcy głosów w czterech partiach? Lepiej niż kilkadziesiąt jednoczesnych wykonań „Mesjasza” Haendla w systemie Dolby Logic…

Pete Seeger nie tylko nie miał w sobie nic z jubilata, ale – jak zawsze – miał swoje „sprawy do załatwienia”. Nie byłby sobą, gdyby ich nie miał. Nie byłby sobą, gdyby zachowywał się jak ważniak – Pete to najskromniejszy facet na świecie. Tym razem zbierał środki na fundację „Clearwater”, którą założył w 1966 roku, aby ratować ekosystem rzeki Hudson. To fundacja była oficjalnym organizatorem koncertu.

A zaproszono artystów starych i młodych, wykonawców reprezentujących folk, blues, jazz i rock. Byli to – miedzy innymi – „Królowa Muzyki Folk” Joan Baez i nowoczesny rockman, Dave Matthews. Bluesman Taj Mahal i Tom Morello, lider grup Rage Against The Machine i Audioslave. “Królowa Country”, siwa i długowłosa Emmylou Harris oraz inteligentny, lewicujący aktor Tim Robbins, który poprowadził koncert. A tak szeroki zakres to zaledwie reprezentacja ludzi, których inspiruje od lat Pete Seeger. Bowiem tradycyjna muzyka amerykańska, łączy i jednoczy pokolenia i wykonawców różnych gatunków. Jest już dziś imponującym drzewem o głębokich, wspólnych korzeniach.

Kto się wyróżnił? Starzy bluesmani, jak Richie Havens, który porwał tłum wykonując swój wielki hit z festiwalu w Woodstock, „Freedom”. Wirtuoz banjo, Bela Fleck, który powiedział, że potrzeba dwóch muzyków, aby zagrać to, co Seeger gra samodzielnie. Billy Bragg, dawny punkowiec, prawdziwy lewak z Anglii (prawdziwy lewak, to dzisiaj taki na lewo od elektoratu Obamy), który zaśpiewał a cappella… „Międzynarodówkę”. O tak, powiało Nowymi Czasami, zwłaszcza, kiedy spora część publiczności powstała z miejsc (niczym „wyklęty lud Ziemi”) i dołączyła do refrenu. Wiecznie żywa Joan Baez i wiecznie piękna Emmylou Harris. Wierny Arlo Guthrie, syn wielkiego Woody’ego, który występuje z Seegerem całe życie. Był nawet Roger McGuinn, niegdyś lider zespołu z The Byrds – tylko on mógł wykonać przebój „Turn, Turn, Turn”…

W wielkim finale (zaczęło się od „This Land Is Your Land”, skończyło na „Goodnight, Irene”) artyści ledwie się mieścili na szerokiej scenie najsłynniejszej hali Manhattanu. Towarzyszyła im legendarna sekcja dęta z Nowego Orleanu, Preservation Hall Jazz Band, na gitarze przygrywał Warren Haynes z zespołu The Allman Brothers Band.

Największą gwiazdą majowego koncertu był Bruce Springsteen (Bob Dylan zachował wygodny status „wielkiego nieobecnego”). „Boss” to obecnie najważniejszy artysta z tych, którzy świadomie podtrzymują tradycję amerykańskiej pieśni ludowej. Śpiewa od lat piosenki Guthriego, niedawno nagrał album z repertuarem Seegera, „We Shall Overcome – The Seeger Sessions”. Już wcześniej zaprezentował akustyczną płytę o znamiennym tytule „The Ghost Of Tom Joad”. Duch bohatera klasycznej powieści Johna Steinbecka „Grona gniewu” zmaterializował się w Madison Square Garden kiedy „Szef” śpiewał – w duecie z Tomem Morello (Rage Against The Machine):

Gdziekolwiek bije kogoś gliniarz, gdziekolwiek płacze głodne niemowlę
Gdziekolwiek trwa walka z nienawiścią - tam mnie szukajcie, tam będę

Do historii przeszła jednak przemowa Springsteena poprzedzająca piosenkę. Słowa „Bossa” powtarzały amerykańskie media, a Springsteen niemal przyćmił Seegera. Po wejściu na pustą scenę w piątej godzinie koncertu, jedynie z gitarą i harmonijką, bez zespołu akompaniującego i brzdąkając od niechcenia akord C dur, Springsteen mówił o wspólnym występie z Seegerem na inauguracji prezydenta Obamy. Wykonali tam pieśń Guthriego „This Land Is Your Land”, nazywaną nieoficjalnym hymnem USA – ma dziś ona wiele zwrotek, tradycja ludowej pieśni pozwala każdemu dopisywać własne. „Zapytałem Pete’a, które zwrotki śpiewamy” – wspominał prezydencką inaugurację Springsteen. „Odpowiedział mi: wszystkie. I dotarło do mnie, że to właśnie robił przez całe życie. Śpiewał wszystkie zwrotki wszystkich pieśni”.

Wszyscy powtarzali sobie jednak inne słowa, które padły w trakcie tego wystąpienia. Były bowiem najlepszą pointą 90-letniego życia pełnego odwagi i determinacji, uporu i nadziei. Najlepszym podsumowaniem bezkompromisowej drogi życiowej człowieka i artysty, który zawsze był tam, gdzie biją niewinnego człowieka, gdzie płacze głodne niemowlę i gdzie trwa walka z nienawiścią: „Pete, przeżyłeś sukinsynów!”

Madison Square Garden - Nowy Jork, 3 maja 2009
 

SEEGERticket

Pete Seeger w MSG, 3 maja 2009 -  
wszystkie zdjęcia z koncertu: PBS

Seeger-a

Chcesz wiedzieć więcej na ten temat?
FOLK MUZYKĄ OSTATNICH BARDÓW
 

Artykuły i reportaże - Liczne muzyczne

Naszą witrynę przegląda teraz 17 gości