cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

moonwalk1
Wielkie pożegnanie roku 2009:
MICHAEL JACKSON – NARCYSTYCZNA SAMOTNOŚĆ PIOTRUSIA PANA

Mieszkałem w USA, kiedy w 1982 roku ukazał się album „Thriller”. Za mojego życia żadna premiera płytowa nie stała się podobną sensacją.

Rodziło się MTV, czarny chłopak wziął je szturmem, chociaż politykę repertuarową młodej stacji telewizyjnej wyrażał dotąd niepoprawny slogan WHITE ONLY. Rodziła się – początkowo bardzo nieśmiało – forma teledysku, telewizyjnej pigułki muzycznej, która miała zmienić oblicze mediów. Czarny chłopak pokazał, że teledysk może być dziełem sztuki. Album „Thriller” pobił – i utrzymał do dzisiaj – wiele fonograficznych rekordów. Jest najlepiej sprzedającą się płytą wszech czasów (ponad 100 milionów kopii). Przyniósł siedem singli, zebrał rekordowe osiem nagród Grammy. Uczynił z Michaela Jacksona drugiego „króla” po Elvisie Presleyu – The King Of Pop. W tym mniej więcej czasie czarny chłopiec postanowił się wybielić i zupełnie mu odbiło.

Poniżej przedstawiam pobieżny profil psychologiczny zmarłego artysty – nie jest oczywiście kompletną diagnozą, może jednak zachęci do dyskusji nad problemem. „Syndrom Piotrusia Pana”, jakiemu uległ Michael Jackson, stanowi ekstremalną manifestację postawy, którą wzmacniają współczesne media i kult sukcesu.

Wszystko, co spotkało to dziecko, przerastało jego możliwości. Przede wszystkim emocjonalne, ale nie tylko. W przypadku supergwiazd nie istnieje wzorzec zachowań, choćby ze względu na skalę zjawiska. W przypadku takich supergwiazd, jak Michael, nie istnieje nawet punkt odniesienia. Nieszczęśnik, zanim miał szansę rozejrzeć się, na jaką trafił planetę, został postawiony wobec wymagań, którym nie byłby w stanie sprostać dorosły. A jednak Michael nie zawiódł – jakimś cudem – oczekiwań klienta (czytaj: każdego zwykłego pożeracza chleba i igrzysk). Pozostaje pytanie: za jaką cenę. Przed podobnymi oczekiwaniami nie stało jeszcze żadne dziecko w historii, włączając niejednego, głęboko sfrustrowanego infanta. W tytanicznej, absolutnie nieludzkiej pracy, jaką wykonać musiał Michał J. zanim usłyszał, że istnieje coś takiego, jak wiek dojrzewania, należy doszukiwać się źródeł jego narcyzmu.

Narcyzm Michaela, wywodził się z doświadczenia bycia używanym. Zna je każde dziecko postawione – wbrew sobie – na stołku u cioci na imieninach, aby zaśpiewać piosenkę, albo powiedzieć wierszyk. Każdy z nas ma podobne doświadczenie. Bo albo nie chciał powiedzieć wierszyka i zaczęli się na niego wydzierać, albo nawet i chciał, ale nie bardzo mu wyszło. Zdarza się też przeżycie odmienne – dziecko pamięta, że z rozkoszą chciało zaśpiewać. I ta chwila, to pierwsze doświadczenie narcystyczne. Dziecko nie wykonuje już czegoś za nagrodę, co jest normalne, ludzkie Ale realizuje swoje własne zamówienie. Staje się – jednocześnie – producentem i odbiorcą. Samo sobie bije brawo – ta chwila rodzi samozachwyt. Dopóki dziecko odklepuje wierszyk z niechęcią i nienawiścią – jest zdrowe. Gdy uwierzy, że jest samowystarczalne, jego rozwój będzie przebiegał bocznym torem. Bo narcyzm oznacza samotność.

Doświadczenie to – warto powtórzyć, że jest ono powszechne – nie jest szkodliwe, dopóki nie staje się osią w życiu. Wściekłość na ciotkę, gniew wobec presji dorosłego otoczenia, to nasza naturalna samoobrona. Jej przeciwieństwem – emocjonalnym i poznawczym – jest uległość, poddanie się, kapitulacja. Samozachwyt jest ratunkiem w sytuacji zaznawanego upokorzenia. Od satysfakcji i dumy zaczyna go różnić to, że staje się jedyną przyjemnością w życiu dziecka, jedynym punktem emocjonalnego oparcia w obcym, wrogim lub obojętnym otoczeniu. Choroba pojawia się wtedy, gdy całemu temu mechanizmowi (zwróćmy uwagę: przystosowawczemu) towarzyszy – tak to nazywa psychologia – opuszczenie. Gdy dziecko jest samotne, nie ma kontaktu emocjonalnego z rodzicami. Staje się dla siebie jedynym partnerem. Zaczyna samo ze sobą prowadzić dyskusję. Najczęściej – niestety – na temat własnej wartości. Bowiem jest to jedyna rzecz, o jaką może się zaczepić. Jedyne oparcie.

Gwiazdor poddany jest niebywałemu ciśnieniu. Powszechne u dzieci doświadczenie narcystyczne, urosło więc u Michaela do potęgi. Był bowiem wykorzystywany przez wszystkich, zwłaszcza przez chciwego, toksycznego ojca. Dziecko w naturalny sposób uczy się bronić przed byciem wykorzystywanym. Gdy jednak uwierzyło się we własne gwiazdorstwo już w dzieciństwie – nikt nie jest w stanie się obronić. Dorosłe gwiazdy chronią swoją prywatność. Mają bezpieczniki. Zapala się światełko mówiące: nie idź za daleko, bo zrobisz z siebie idiotę, będą się z ciebie śmiać. To jest nasz zwyczajny krytycyzm – wbudowany dzięki temu, że miało się czas go skonstruować. Większość artystów zaczyna występować mając około dwudziestu lat. Albo przynajmniej mając włosy na łonie. Ale kiedy poddaje się podobnemu ciśnieniu dziecko, które ma 5 lat… Istnieje realne niebezpieczeństwo, że zatraci ono umiejętność wycofywania się do swojej naturalności, prywatności, aby w niej znaleźć schronienie po występie.

Stawia się na scenie nawet młodsze dzieci. Jest to okrutne, patologiczne zjawisko – takie wymogi stwarza muzyka poważna, balet, sport (pomińmy obrzydliwe konkursy piękności dla małych nimfetek). Nic się z tym nie da zrobić, to są prawa konkurencji. A dzieciom należy bić brawo za sikanie do nocnika. Same czują, że zmoknąć nie jest fajnie i można to wzmocnić. Nie dla kogoś więc, ale dla własnego komfortu, dziecko zdobywa nową umiejętność. Ale dziecko nagradzane za robienie z siebie małpy, może bardzo łatwo stracić poczucie tożsamości, poczucie własnej „realności”. Tym łatwiej, kiedy ludzie wokół niego zaangażowani są w to, żeby je wykorzystać. Oni z niego żyją i jest to nieuchronne. Podziw i zachwyty mogą być szczere, ale artysta zostaje nieodwracalnie uwikłany w grę interesów, które bardzo często stoją w jawnej opozycji do jego, najlepiej pojętych, interesów własnych.

To nie było dziecko, któremu „odebrano dzieciństwo” – ono go nigdy nie miało. Było pozbawione więzi, bo aby mieć więź, trzeba ją najpierw wykształcić. A nie było na to czasu. Dzieci tresowane do baletu mają podobny garnitur problemów, ich skala jest jednak inna – nie zarabiają milionów dolarów. Pieniądze są abstrakcją, natomiast fakt utrzymywania rodziców już nią nie jest. Potrzeby rodzą się z braku środków, nadmiar środków tworzy pustkę. Zamożni ludzie liczą pieniądze, bo zawsze są rzeczy, na które ich nie stać. Jeżeli kogoś stać na wszystko, nie wie wcale co ma wartość. Taka osoba pozbawiona jest więc nie tylko oparcia emocjonalnego, ale też poznawczego. Umysł człowieka to rodzaj maszyny do przetwarzania informacji i rządzi się ona pewnymi regułami – wymaga skali, punktu odniesienia. Człowiek dąży do „jednoznaczności”, upraszcza, kategoryzuje. Są to normalne mechanizmy poznawcze. A on? Jak miał kategoryzować, skoro sam był jedyną kategorią, jedynym punktem odniesienia?

Jednym z podstawowych mechanizmów w zaistnieniu osobowości narcystycznej jest to, że człowiek wykorzystywany przez innych, uczy się… wykorzystywać sam siebie. Nadużywany przez innych, zaczyna sam siebie nadużywać. Innych także, jednak pod warunkiem, że może się z nimi porównać. A z kim mógł się porównać ten człowiek?

Innych – tak naprawdę – w jego życiu nie było. Nie było Lisy Marie (nota bene cień teścia urasta w tym przypadku do rangi symbolu). Nie ma nawet owych osławionych „małych chłopców”, chociaż porównań z nimi dokonywał Michael najłatwiej. To były tylko lustrzane odbicia Michałka – dziecka, którym nigdy nie był. Jedynym partnerem prawdziwym, był dla siebie sam. Sam był swoim jedynym oparciem. Słabym, nudnym – ludzie wariują na bezludnej wyspie. Taka osoba nie jest w stanie nawiązać z nikim więzi, ponieważ miejsce drugiego człowieka w jej życiu jest już zajęte. Przez nią samą. Na tym polega tragizm narcystycznej samotności. Na tym polegał dramat Michaela Jacksona – dorosłego artysty, który nawet nie zaczął być dzieckiem.

Konkluzja tych rozważań narzuca się sama. Najsmutniejsza, tragiczna konkluzja: śmierć była dla Michael wybawieniem… I wiele się napisze o psychosomatycznych uwarunkowaniach zapowiadanego tournee, o sercu które nie wytrzymało i o innych smutnych głupstwach. I będzie się wracać do kompulsywnej maseczki na twarzy, do wybielania skóry i do operacji plastycznych, których nie miał prawa wykonywać nikt składający przysięgę Hipokratesa. Obawiam się jednak, że zgubi się główny temat.

Tymczasem bowiem – podobnie jak niejedną gwiazdę Hollywoodu, jak niejednego zawodowego boksera – artystę zabiła jego publiczność. Czyli my. Bo odkąd media czasów kultury masowej narzuciły nam nieludzki, „masowy” system wartości, każdy z nas nosi w sobie wyrok w zawieszeniu za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Nowy Dziennik (USA) - lipiec 2009

MJ-full

Popkulturystyka - Pożegnania...

Naszą witrynę przegląda teraz 54 gości