cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

ess-lc
THE ESSENTIAL LEONARD COHEN (2002)
Dosłowny przekład piosenek na zlecenie wytwórni płytowej

CD1


ZUZANNA
SUZANNE (1968)

 

Zuzanna zabiera cię

Do swojego miejsca nad rzeką

Słychać tam przepływające łodzie

I możesz spędzić noc u jej boku

Wiesz, że jest trochę zwariowana

I właśnie dlatego chcesz tam iść

Ona karmi cię herbatą i pomarańczami

Sprowadzonymi aż z Chin

A kiedy właśnie masz powiedzieć

Że nie możesz jej dać miłości

Przestraja cię na swoją długość fali

I pozwala odpowiedzieć rzece

Że zawsze byłeś jej kochankiem

I już chcesz z nią podróżować

Chcesz podróżować na oślep

I wiesz, że ona ci zaufa

Bo dotknąłeś jej doskonałego ciała

Swoją myślą

 

Jezus też był żeglarzem

Kiedy stąpał po wodzie

I przyglądał się nam długo

Ze swej samotnej drewnianej wieży

A kiedy już wiedział na pewno

Że ujrzą go tylko tonący

Powiedział: „Wszyscy będą żeglarzami –

Do czasu, kiedy morze ich oswobodzi”

Ale on sam był zdruzgotany

Zanim jeszcze otworzyło się niebo

Opuszczony – niemal ludzki

Utonął w twojej mądrości jak kamień

I już chcesz z nim podróżować

Chcesz podróżować na oślep

I myślisz, że może mu zaufasz

Bo dotknął twojego doskonałego ciała

Swoją myślą

 

A Zuzanna bierze cię za rękę

I prowadzi nad rzekę

Ma na sobie łachmany i piórka

Ze sklepów Armii Zbawienia

Słońce spływa jak miód

Na naszą królową portu

A ona uczy cię rozróżniać

W śmieciach i w kwiatach

Bohaterowie w wodorostach

I dzieci o poranku

Wyciągają ręce po miłość

I będą to robić zawsze

Póki Zuzanna trzyma lustro

I już chcesz z nią podróżować

Chcesz podróżować na oślep

I wiesz, że możesz jej zaufać

Bo dotknęła twojego doskonałego ciała

Swoją myślą

  

PIEŚŃ OBCEGO
THE STRANGER SONG (1968)

 

To prawda, że wszyscy mężczyźni, jakich znałaś

Byli karciarzami, którzy wyrzekali się gry

Ilekroć udzielałaś im schronienia

Znam ten typ człowieka

Trudno jest utrzymać dłoń

Kogoś, kto wyciąga ją ku niebu

Żeby się poddać

 

Wymiatając jokery, które po nim zostały

Zrozumiesz, że nie pozostawił ci zbyt wiele

Nie został po nim nawet śmiech

Jak każdy hazardzista

Czekał na kartę tak wysoką i mocną

Że już nigdy nie będzie musiał

Wyciągać następnej

Był jak Józef szukający stajenki

 

A któregoś dnia

Oparty o parapet powie

Że twoja miłość, ciepło i schronienie

Osłabiły jego wolę

I doda wyjmując z portfela

Stary rozkład jazdy pociągów powie:

„Powiedziałem ci, jak tylko przyszedłem –

Jestem obcy”

 

Wygląda na to

Że już następny obcy

Gotów jest zignorować swoje marzenia

Jakby były ciężarem kogoś innego

Złote ramię, które rozdawało karty

Zardzewiało od łokcia po palce

Tak, gotów jest oddać grę

Za schronienie

 

Nie masz ochoty patrzeć

Jak następny zmęczony mężczyzna

Opuszcza dłoń jakby rezygnował

Ze Świętej Gry w Pokera

A kiedy próbuje uśpić swoje marzenia

Dostrzegasz szosę, która wije się jak dym

Nad jego ramieniem

Wije się jak dym

 

Mówisz mu, żeby wszedł i usiadł

Ale coś każe ci się odwrócić i drzwi są otwarte

Nie sposób zamknąć twojego schronienia

Wyglądasz na drogę – stoi otworem

Nie bój się: to ty, moja kochana

Ty jesteś obca

 

Czekałem – byłem pewny

Że spotkamy się pomiędzy

Pociągami, których wyglądaliśmy

Chyba już czas wsiąść do pociągu

Zrozum, proszę, nie miałem nigdy klucza

Do sedna tej, ani żadnej innej sprawy

Kiedy się tak odzywa, nie wiesz

O co mu naprawdę chodzi

Kiedy tak mówi, nie obchodzi cię

O co mu chodzi

 

Spotkajmy się jutro

Jeśli chcesz – na brzegu pod mostem

Który budują nad jakąś niekończącą się rzeką

I wchodzi z peronu do ciepłego wagonu sypialnego

A do ciebie dociera, że on tylko reklamuje

Kolejne schronienie

I zdajesz sobie sprawę

Że on nigdy nie był obcy

I mówisz: Zgoda – most

Albo gdzieś później

 

Wymiatając jokery, które po nim zostały

Zrozumiesz, że nie pozostawił ci zbyt wiele

Nie został po nim nawet śmiech

Jak każdy hazardzista

Czekał na kartę tak wysoką i mocną

Że już nigdy nie będzie musiał

Wyciągać następnej

Był jak Józef szukający stajenki

 

A któregoś dnia

Oparty o parapet powie

Że twoja miłość, ciepło i schronienie

Osłabiły jego wolę

I doda wyjmując z portfela

Stary rozkład jazdy pociągów:

„Powiedziałem ci, jak tylko przyszedłem –

Jestem obcy”

„Powiedziałem ci, jak tylko przyszedłem –

Jestem obcy”


SIOSTRY MIŁOSIERDZIA
SISTERS OF MERCY (1968)

 

Siostry Miłosierdzia

Nie odeszły, nie przepadły

Czekały na mnie, kiedy myślałem

Że już dłużej nie wytrzymam

Zapewniły mi komfort

A potem dały mi tę piosenkę

Mam nadzieję, że i ty na nie wpadniesz

Ty, który już tak długo jesteś w drodze

 

Są tacy, którzy muszą rzucić wszystko

Czego nie są w stanie kontrolować

To zaczyna się od rodziny

Ale wkrótce ogarnia duszę

Byłem tam, gdzie przesiadujecie

I chyba widzę, co was trzyma

Kiedy nie czujecie się święci

Samotność mówi wam

Że grzeszycie

 

One położyły się obok mnie

I wyspowiadałem się przed nimi

Dotykały moich oczu

A ja dotykałem rosy na ich sukienkach

Twoje życie jest liściem

Który pory roku zrywają i skazują na zatracenie

A one umocnią cię miłością

Pełną wdzięku i zieloną jak łodyga

 

Spały, kiedy odszedłem

Mam nadzieję, że wkrótce je znajdziesz

Nie zapalaj światła –

Odczytasz ich adres przy księżycu

I nie będę zazdrosny na wieść

Że osłodziły ci noc

Nie takimi byliśmy kochankami

A zresztą to i tak niczego by nie zmieniło

 

Nie takimi byliśmy kochankami

Zresztą to i tak niczego by

Nie zmieniło

  

HEJ, NIE MOŻNA SIĘ TAK ŻEGNAĆ
HEY, THAT’S NO WAY TO SAY GOODBYE (1968)


Kochałem cię rano

Nasze pocałunki były głębokie i gorące

Twoje włosy na poduszce

Jak senna złota burza

Tak, wielu przed nami kochało

Wiem, że nie jesteśmy nowi

W mieście oraz w lesie

Uśmiechali się, tak jak ja i ty

Ale teraz pojawiły się odległości

I oboje musimy spróbować

Twoje oczy są miękkie od smutku

Hej, nie można się tak żegnać

 

Nie szukam innej

Spacerując w wolnym czasie

Odprowadź mnie do rogu

Nasze kroki zawsze będą się rymować

Wiesz, że moja miłość pójdzie za tobą

Tak jak twoja zostanie przy mnie

Tak się to wszystko zmienia

Jak granica morza i brzegu

Ale nie mówmy o miłości czy łańcuchach

O tym, czego nie można zerwać

Twoje oczy są miękkie od smutku

Hej, nie można się tak żegnać

 

Kochałem cię rano

Nasze pocałunki były głębokie i gorące

Twoje włosy na poduszce

Jak senna złota burza

Tak, wielu przed nami kochało

Wiem, że nie jesteśmy nowi

W mieście oraz w lesie

Uśmiechali się, tak jak ja i ty

Ale nie mówmy o miłości czy łańcuchach

O tym, czego nie można zerwać

Twoje oczy są miękkie od smutku

Hej, nie można się tak żegnać

  

ŻEGNAJ, MARIANNE
SO LONG, MARIANNE (1968)

  

Podejdź do okna, moja maleńka

Spróbuję odczytać los z twojej dłoni

Myślałem, że mam w sobie coś z Cygana

Dopóki nie zabrałaś mnie do domu

 

Żegnaj, Marianne

Już czas, żebyśmy znowu zaczęli śmiać się i płakać

I płakać i śmiać się z tego wszystkiego

 

Wiesz, że uwielbiam być z tobą

Ale zbyt wiele kazałaś mi zapomnieć

Zapomniałem modlić się za aniołów

I aniołowie zapomnieli modlić się za nas

 

Poznaliśmy się będąc niemal młodzi

Głęboko w parku pełnym zielonych bzów

Chwyciłeś mnie, jakbym był krucyfiksem

Kiedy na kolanach ruszyliśmy w ciemności

 

Mówisz w listach, że jesteś blisko

W takim razie, dlaczego czuję się samotny?

Stoję na krawędzi, a twoja delikatna pajęczyna

Mocuje moje stopy do kamienia

 

Teraz potrzebuję twojej ukrytej miłości

Jestem zimny jak nowiuteńka żyletka

Odeszłaś, kiedy powiedziałem, że jestem ciekaw

Nigdy nie mówiłem, że jestem odważny

 

Och, naprawdę – jesteś taka piękna

Widzę, że ponownie zmieniłaś nazwisko

I to po tym, jak wspiąłem się na szczyty gór

Żeby obmyć powieki w deszczu

 

Żegnaj, Marianne

Już czas, żebyśmy znowu zaczęli śmiać się i płakać

I płakać i śmiać się z tego wszystkiego

  

PTAK NA DRUCIE
BIRD ON THE WIRE (1969)

  

Tak jak ptak na drucie

Jak pijak w północnym chórze

Próbowałem po swojemu

Być wolny

 

Jak robak na haku

Jak rycerz ze staromodnej książki

Ocaliłem dla ciebie wszystkie wstążki

 

Jeżeli byłem nieuprzejmy

Mam nadzieję, że machniesz na to ręką

Jeżeli byłem nieszczery

Mam nadzieję, że wiesz, iż nigdy wobec ciebie

 

Jak martwy noworodek

Jak dzikie zwierzę rogiem

Rozrywałem wszystkich

Którzy wyciągali do mnie rękę

 

Ale przysięgam na tę piosenkę

I na całe zło, jakie wyrządziłem

Że wszystko ci wynagrodzę

 

Widziałem żebraka wspartego na drewnianej kuli

Powiedział do mnie: „Nie możesz prosić o tak wiele”

Zaś ładna kobieta stojąca w ciemnych drzwiach

Zawołała: „Hej, dlaczego nie prosić o więcej?”

 

Tak jak ptak na drucie

Jak pijak w północnym chórze

Próbowałem po swojemu

Być wolny

  

PARTYZANT
THE PARTISAN [Marly/Zaret] (1969)

  

Kiedy przelali się przez granicę

Radzono mi, żebym się poddał

Ale nie mogłem tego zrobić

Wziąłem karabin

I zniknąłem

 

Wiele razy zmieniałem nazwisko

Straciłem żonę i dzieci

Ale mam wielu przyjaciół

I niektórzy z nich są ze mną

 

Stara kobieta dała nam schronienie

Przechowała nas na strychu

A kiedy przyszli żołnierze

Umarła bez słowa

 

Jeszcze rano było nas trzech

Wieczorem zostałem sam

Ale muszę walczyć dalej

Granice są więzieniem

 

Wieje, wieje wiatr

Nad grobami wieje wiatr

Wolność wkrótce nadejdzie

Wtedy wyjdziemy z cienia

  

SŁYNNY NIEBIESKI PŁASZCZ PRZECIWDESZCZOWY
FAMOUS BLUE RAINCOAT (1971)


Jest czwarta rano, koniec grudnia

Piszę do ciebie, czy już lepiej się czujesz

W Nowym Jorku jest zimno, ale lubię tu mieszkać

Na Clinton Street przez cały wieczór słychać muzykę

Słyszę, że budujesz domek – głęboko na pustyni

Nie masz już po co żyć

Mam więc nadzieję, że przynajmniej zachowałeś wspomnienia

Tak, bo Jane przyszła tutaj z kosmykiem twoich włosów

Powiedziała, że dałeś go jej tej nocy

Kiedy postanowiłeś uwolnić się od tego wszystkiego

Czy ci się to udało?

 

Kiedy widzieliśmy cię po raz ostatni, wyglądałeś o wiele starzej

A twój słynny niebieski płaszcz przeciwdeszczowy

Był rozerwany na ramieniu

Wychodziłeś na stację na każdy pociąg

Ale wracałeś bez Lili Marlene

Poczęstowałeś moją kobietę okruchem swojego życia

A kiedy wróciła nie była już niczyją żoną

O tak, wciąż cię tam widzę z różą w zębach

Jeszcze jeden cienki złodziejaszek

Widzę, że Jane się obudziła –

Przesyła pozdrowienia

 

I co mam powiedzieć, mój bracie, mój zabójco

Co właściwie mogę ci powiedzieć

Chyba tęsknię za tobą, chyba ci przebaczam

Cieszę się, że stanąłeś na mojej drodze

Gdybyś chciał kiedyś do nas zajrzeć – do mnie, albo do Jane

Pamiętaj – twój wróg śpi, a jego kobieta jest wolna

Aha, dziękuję, że uwolniłeś jej oczy od troski

Myślałem, że jest ma ją w nich na dobre

Więc nawet nie próbowałem tego zrobić

A Jane przyszła tu z kosmykiem twoich włosów

Powiedziała, że dałeś go jej tej nocy

Kiedy postanowiłeś uwolnić się od tego wszystkiego

Z poważaniem –

Twój L. Cohen


HOTEL CHELSEA
CHELSEA HOTEL # 2 (1974)

  

Dobrze cię pamiętam w Hotelu Chelsea

Mówiłaś tak odważnie i słodko

Robiłaś mi laskę na nieposłanym łóżku

A na dole czekały limuzyny

Takie były przyczyny: to był Nowy Jork

A my goniliśmy za forsą i za seksem

Bo to właśnie oznaczało miłość dla wyrobników piosenki

I pewnie nadal oznacza miłość

Dla tych, co zostali

 

Ale ty się wyrwałaś – prawda, kochanie?

Po prostu odwróciłaś się od tłumu

Wyrwałaś się i ani razu nie słyszałem

Żebyś mówiła: „Potrzebuję cię, nie potrzebuję cię

Potrzebuję cię, nie potrzebuję cię”

I całego tego gadania

 

Dobrze cię pamiętam w Hotelu Chelsea

Byłaś sławna – twoje serce było legendą

Powtarzałaś mi, że wolisz przystojniaków

Ale dla mnie możesz zrobić wyjątek

I zaciskając pięść nad takimi jak my

Dręczonymi przez przejawy piękna

Strzeliłaś sobie i powiedziałaś:

„Nie ma się czym przejmować –

Brzydale z nas, ale mamy muzykę”

 

I wyrwałaś się – prawda, kochanie?

Cisnęłaś tym wszystkim o ziemię

Wyrwałaś się i ani razu nie słyszałem

Żebyś mówiła: „Potrzebuję cię, nie potrzebuję cię

Potrzebuję cię, nie potrzebuję cię”

I całego tego gadania

 

Nie zamierzam sugerować, że kochałem cię najbardziej

Nie zaprzątam sobie głowy upadłymi aniołami

Dobrze cię pamiętam w Hotelu Chelsea

I to wszystko –

Nawet nie myślę o tobie

Zbyt często

  

ZABIERZ TO PRAGNIENIE
TAKE THIS LONGING (1974)

  

Wielu mężczyzn kochało dzwonki

Które przywiązałaś do deszczu

A każdy, kto cię pragnął znalazł to

Czego będzie pragnąć już zawsze

Twoja uroda jest stracona dla ciebie samej

Tak samo jak i dla nich

 

Zabierz to pragnienie z mojego języka

I wszystkie niepotrzebne rzeczy

Które robiłem rękami

Pozwól mi zobaczyć swoje

Piękno przetrącone

Pozwoliłabyś przecież

Temu, kogo kochasz

 

Twoje ciało jest jak latarka

Która odsłania moje ubóstwo

Chciałem kosztować twojego miłosierdzia

Dopóki nie zawołałaś: „Teraz

Musisz skosztować mojej chciwości”

Bo wszystko zależy od tego

Jak blisko mnie śpisz

 

Głodny niczym brama

Pod którą przeszły oddziały

Stoję za tobą w ruinach

Z twoim zimowym ubraniem

I urwanym paskiem od sandała

Uwielbiam oglądać cię tam nagą

A zwłaszcza od tyłu

 

Jesteś wierna lepszemu mężczyźnie

Jednak obawiam się, że on odszedł

Pozwól więc, że osądzę twój romans

W tym właśnie pokoju

W którym skazałem na śmierć mój własny

Założę nawet stare liście laurowe

Które on strząsnął z głowy

 

Zabierz to pragnienie z mojego języka

I wszystkie niepotrzebne rzeczy

Które robiłem rękami

Pozwól mi zobaczyć swoje

Piękno przetrącone

Pozwoliłabyś przecież

Temu, kogo kochasz


KTO W OGNIU
WHO BY FIRE (1974)

  

Kto w ogniu, kto w wodzie

Kto w blasku słońca, kto w nocy

Kto z wyroku niebios, kto przed zwykłym sądem

Kto w tym waszym pięknym maju

Kto w powolnym rozpadzie

A kto – i jak go nazwać

Wzywa?

 

Kto w samotnym upadku

Kto od barbituranów, kto w okowach miłości

Kto przy pomocy tępego narzędzia

Kto w lawinie, kto w prochu

Kto z żądzy, kto z głodu

A kto – i jak go nazwać

Wzywa?

 

Kto w śmiałym wzlocie

Kto przez przypadek

Kto w samotności, kto przed lustrem

Kto z rozkazu swej pani, kto z własnej ręki

Kto w śmiertelnych okowach, kto u władzy

A kto – i jak go nazwać

Wzywa?

  

GOŚCIE
THE GUESTS (1979)


Jeden po drugim przybywają goście

Goście stawiają się na zaproszenie

Wielu o sercach otwartych

Nieliczni o złamanych

 

I nie wie nikt

Dokąd zmierza noc

I nie wie nikt

Dlaczego płynie wino

Kochana – potrzebuję cię, potrzebuję

Potrzebuję cię teraz

 

Ci, którzy tańczą zaczynają taniec

A ci, którzy płaczą także zaczynają

„Witajcie, witajcie” – słychać głos

„Niech wejdą wszyscy moi goście”

 

Idą przez dom potykając się

Samotni i skryci

Mówią: Ujawnij swe oblicze

Albo: Czemuś nas opuścił

 

Jednocześnie zapalają się pochodnie

Drzwi w głębi rozwierają się

Jeden po drugim wchodzą przez nie

Każdy targany inną namiętnością

 

A kiedy zasiadają do uczty

Rozpływa się i dom i posiadłość

A goście zostają przerzuceni

– jeden po drugim –

Za mury ogrodu

 

Ci, którzy tańczą zaczynają taniec

I ci, którzy płaczą także zaczynają

A ci, którzy są naprawdę zagubieni

Gubią się i gubią na powrót

 

Jeden po drugim przybywają goście

Goście stawiają się na zaproszenie

Wielu o sercach złamanych

Nieliczni o otwartych

Sercach

 

I nie wie nikt

Dokąd zmierza noc

I nie wie nikt

Dlaczego płynie wino

Kochana – potrzebuję cię, potrzebuję

Potrzebuję cię teraz


ALLELUJA
HALLELUJAH (1984)

  

Słyszałem, że był tajemny akord

Który Dawid grał, żeby ucieszyć Pana

Ale ty chyba nie interesujesz się muzyką, co?

To było jakoś tak: kwarta, kwinta

Niżej w mol, wyżej w dur

Zmieszany król układa

Alleluja

 

Twoja wiara była silna

Ale potrzebowałeś dowodów

Zobaczyłeś ją kąpiącą się na dachu

Jej uroda i blask księżyca powaliły cię

A ona przywiązała cię do kuchennego krzesła

Rozbiła twój tron i ścięła ci włosy

A z ust wyrwała okrzyk

Alleluja

 

Mówisz, że wziąłem Imię nadaremnie

A ja nawet nie znam imienia

A nawet gdybym znał – co ci do tego?

W każdym słowie jest błysk światła

I nieważne czy słyszałeś

Święte czy złamane

Alleluja

 

Robiłem, co mogłem

Ale nie mogłem zbyt wiele

Niczego nie czułem, więc próbowałem dotykać

Mówię prawdę, nie przyszedłem cię omamić

I pomimo tego, że wszystko się zepsuło

Stanę przed Panem Pieśni

Nie mając na wargach

Nic więcej tylko

Alleluja

  

JEŚLI TAKA JEST TWOJA WOLA
IF IT BE YOUR WILL (1984)

  

Jeśli będzie twoją wolą

Żebym zamilkł

I był tak cichy, jak dawniej

Zamilknę i będę czekał cierpliwie

Aż przemówisz do mnie

Jeśli taka będzie

Twoja wola

 

Jeśli będzie twoją wolą

Żeby mój głos był szczery

Zaśpiewam do ciebie

Ze wzgórza męki

I to z tego wzgórza

Będę cię wysławiać

Jeśli będzie twoją wolą

Żebym śpiewał

 

Jeśli taka będzie twoja wola

Jeżeli w ogóle jest jakiś wybór

Pozwól wezbrać rzekom

Daj radość wzgórzom

I niechaj twoje miłosierdzie

Rozleje się na serca gorejące w piekle

Jeśli jest twoją wolą

Czynić nam dobro

 

Przywiedź nas bliżej

I przywiąż mocniej

Wszystkie swoje dzieci

Te w łachmanach światła

Nas w łachmanach światła

Przystrojonych na ofiarowanie

I przerwij tę noc

Jeśli taka jest

Twoja wola


NADCHODZI NOC
NIGHT COMES ON (1984)

  

Poszedłem tam

Gdzie – jak wiedziałem – leży ona

Przykryta marmurem i śniegiem

Powiedziałem: „Mamo, boję się – grzmi i błyska

Sam nie dam sobie rady”

Odpowiedziała: „Będę z tobą

Otulę cię szalem i położę ci dłoń na głowie”

I nadeszła noc; była bardzo spokojna

I chciałem, żeby ta noc trwała i trwała

Ale ona powiedziała: „Wracaj –

Wracaj do świata”

 

Walczyliśmy w Egipcie

Kiedy podpisano porozumienie

Na mocy którego nikt więcej nie musiał umierać

A potem rozległ się straszny dźwięk

I ojciec upadł z okropną raną w boku

Rzekł: „Postaraj się żyć

Weź moje książki i karabin

I pamiętaj, mój synu, jak kłamali”

I nadchodzi noc; jest bardzo spokojna

Chciałbym udawać, że ojciec się mylił

Ale nie należy oszukiwać – zwłaszcza młodych

 

Zamknięto nas w kuchni

Więc oddałem się religii

I zastanawiałem się, jak długo ona tu zostanie

Miałem wielką ochotę niczego nie dotykać

Tak zawsze objawiała się moja chciwość

Ale mój syn i moja córka wyszli z wody

Wołając: „Tato, obiecałeś się bawić!”

I zaprowadzili mnie do swojej wielkiej niespodzianki

Mówiąc: „Tato, nie podglądaj, Tato, zasłoń oczy”

I schowali się – schowali się w świecie

 

Zawsze jej szukam

Zagubiłem się w wołaniu

Jestem przywiązany do nitek modlitwy

Pytam: „Kiedy mnie wezwie, kiedy przybędzie

Jak mam się przygotować?”

I ona przychyla się mojemu pragnieniu

Jak wierzba, jak fontanna

Stojąc w jaśniejącym powietrzu

I nadchodzi noc i jest bardzo spokojna

Leżę w jej ramionach, kiedy mówi:

„Będę twoja, kiedy odejdę

Będę twoja za piosenkę”

 

Grają świerszcze

Dzwony wzywają na nieszpory

Kot zwinął się w kłębek i śpi w fotelu

Pójdę do baru „U Billa”, tam jeszcze zdołam dojść

Sprawdzę, czy nadal są tam moi kumple

Wznoszę toast za niewielu, którzy wybaczają nasze czyny

Oraz za jeszcze mniej licznych, których one nic nie obchodzą!

A tu nadchodzi noc; bardzo spokojna

Chcę zmienić strony, chcę iść do domu

Ale ona mówi: „Wracaj –

Wracaj do świata”

  

JESTEM TWOIM MĘŻCZYZNĄ
I’M YOUR MAN (1988)

  

Jeśli chcesz kochanka

Zrobię wszystko, o co mnie poprosisz

A jeśli chcesz innej miłości

Założę dla ciebie maskę

Jeśli chcesz partnera

Oto moja ręką

A jeśli chcesz uderzyć mnie w gniewie

Stoję i czekam

Jestem twoim mężczyzną

 

Jeśli chcesz boksera

Stanę dla ciebie w ringu

Jeśli chcesz lekarza

Zbadam cię cal po calu

Jeśli chcesz szofera

Wskakuj do środka

A jeśli sama wolisz prowadzić

Proszę bardzo

Jestem twoim mężczyzną

 

Księżyc jest za jasny

Łańcuch jest za ciasny

Zwierzak nie chce spać

Przypominam sobie

Wszystkie dane ci obietnice

Których nie dotrzymałem

Mężczyzna nie odzyska kobiety

Błagając na kolanach

Ale ja będę czołgał się za tobą

I padnę ci do stóp

I będę wył do twojej urody

Jak pies w rui

Wbiję szczypce w twoje serce

Rzucę się do twej pościeli

I powiem: Proszę (Proszę!)

Jestem twoim mężczyzną

 

Jeśli będziesz chciała

Zdrzemnąć się w drodze

Przejmę kierownicę

Jeśli będziesz chciała

Popracować na ulicy

Zniknę ci z oczu

Jeśli chcesz ojca dla swego dziecka

Albo tylko przejść się ze mną po piasku

Jestem twoim mężczyzną

  

WSZYSCY WIEDZĄ
EVERYBODY KNOWS [Cohen/Robinson] (1988)

  

Wszyscy wiedzą

Że kości są znaczone

Wszyscy jednak rzucają

Krzyżując palce na szczęście

Wszyscy wiedzą

Że wojna się skończyła

Wszyscy wiedzą

Że ci dobrzy przegrali

Wszyscy wiedzą

Że wynik był ukartowany

Biedni biednieją

Bogaci się bogacą

Tak to już jest i

Wszyscy o tym wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Że łódź nabiera wody

Wszyscy wiedzą

Że kapitan kłamał

Wszyscy czują

Taką dziwną słabość

Jakby zmarł im ojciec

Albo zdechł pies

Wszyscy zaglądają do kieszeni

Każdy chciałby dostać

Bombonierkę albo ciętą różę

Wszyscy o tym wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Że mnie kochasz, mała

Wszyscy wiedzą

Że jest tak naprawdę

Wszyscy wiedzą

Że byłaś mi wierna

Pomijając jedną czy dwie noce

Wszyscy wiedzą

Że byłaś dyskretna

Tylko musiałaś spotykać się nago

Ze zbyt wieloma ludźmi

Wszyscy o tym wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Wszyscy wiedzą

Tak to już jest i

Wszyscy o tym

Wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Że albo teraz, albo nigdy

Wszyscy wiedzą

Że albo ja, albo ty

Wszyscy wiedzą

Że żyje się wiecznie

Po machnięciu paru linijek

Wszyscy wiedzą

Że to był cuchnący interes:

Stary Murzyn dalej zbiera bawełnę

Na twoje kokardy i wstążki

Wszyscy o tym wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Że zbliża się Zaraza

Wszyscy wiedzą

Że zaraz tu będzie

Wszyscy wiedzą

Że nadzy mężczyźni i kobiety

To tylko błyszczące relikty przeszłości

Wszyscy wiedzą

Że już nic się nie dzieje

A licznik na twoim łóżku

Objawi to, o czym i tak

Wszyscy wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Że masz kłopoty

Wszyscy wiedzą

Przez co przeszłaś

Od zakrwawionego krzyża na Kalwarii

Aż po plaże Malibu

Wszyscy wiedzą

Że zaczyna się rozpad

Popatrz po raz ostatni na Święte Serce

Zanim wybuchnie

Wszyscy o tym wiedzą

 

Wszyscy wiedzą

Wszyscy wiedzą

Tak to już jest i

Wszyscy o tym

Wiedzą

 

WIEŻA PIEŚNI
TOWER OF SONG (1988)


Przyjaciele odeszli

Włosy mi posiwiały

I bolą mnie dziś miejsca

Niegdyś służące do zabawy

Odchodzę od zmysłów z braku miłości

Ale nic mi się nie trafia

I tylko codziennie płacę czynsz

w Wieży Pieśni

 

Zapytałem Hanka Williamsa:

Jak bardzo jest się tu samotnym?

Hank Williams jeszcze mi nie odpowiedział

Ale słyszę, jak kaszle przez całą noc

Sto pięter nade mną

w Wieży Pieśni

 

Taki się urodziłem

Nie miałem na to wpływu

Urodziłem się z darem Złotego Głosu

A dwadzieścia siedem aniołów z Wielkich Zaświatów

Przywiązało mnie do stołu właśnie tutaj

w Wieży Pieśni

 

Tak więc wbijaj sobie szpilki

W tę kukiełkę voodoo

Bardzo mi przykro, kotku,

Ale ona zupełnie mnie nie przypomina

Stoję przy oknie w pełnym świetle

Tutaj nie pozwolą, żeby zabiła mnie kobieta –

nie w Wieży Pieśni

 

Mów, że zgorzkniałem

Ale jednego możesz być pewna:

Bogaci mają swoje kanały

W sypialniach biedaków

I zbliża się potężny sąd

Chociaż mogę się mylić

Bo, widzisz, człowiek słyszy dziwne głosy

w Wieży Pieśni

 

Widzę cię, jak stoisz po drugiej stronie

Nie wiem, jak to się stało, że rzeka jest taka szeroka

Kochałem cię, kotku, ale kiedy to było...

Płoną wszystkie mosty, którymi mogliśmy przejść

Ale to, co straciliśmy, jest mi ciągle bliskie

Już nigdy nie będziemy musieli tego tracić

 

Żegnam cię więc

Nie wiem kiedy wrócę

Jutro nas przenoszą

Do tej następnej wieży

Ale odezwę się, kotku

Długo po tym, jak mnie już nie będzie

Będę przemawiał do ciebie słodko

z okna w Wieży Pieśni

 

Przyjaciele odeszli

Włosy mi posiwiały

I bolą mnie dziś miejsca

Niegdyś służące do zabawy

Odchodzę od zmysłów z braku miłości

Ale nic mi się nie trafia

I tylko codziennie płacę czynsz

w Wieży Pieśni



CD 2

  

NIE MA LEKARSTWA NA MIŁOŚĆ
AIN’T NO CURE FOR LOVE (1988)

  

Kocham cię od bardzo dawna

I wiem, że ta miłość jest prawdziwa

I nie ma znaczenia, że wszystko się popsuło

To nie zmienia moich uczuć

A nie wierzę, że czas wyleczy

Ranę, o której mówię

Nie ma lekarstwa

Na miłość

 

Tęsknię za tobą do bólu, kochana

Nie będę udawać, że tak nie jest

Chcę cię widzieć nagą –

Obnażone ciało i myśli

Uzależniłem się od ciebie

I nigdy mi to nie minie

Nie ma lekarstwa

Na miłość

 

Nie ma lekarstwa na miłość

Nie ma lekarstwa na miłość

Rakiety wdrapują się do nieba

Święte księgi są szeroko otwarte

Lekarze pracują w dzień i w noc

Ale nigdy, nigdy nie znajdą

Lekarstwa na miłość

 

Nie ma takiego drinka, ani narkotyku

Nie ma niczego dość czystego

Aby mogło być lekarstwem

Na miłość

 

Widzę cię w metrze

Widzę w autobusie

Widzę, jak leżysz obok mnie

I widzę jak się budzisz

Widzę twoją dłoń, włosy

Bransoletki i szczotkę

I wzywam cię i wołam cię

Ale nie robię tego dość delikatnie

Nie ma lekarstwa

Na miłość

 

Wszedłem do pustego kościoła

Nie miałem dokąd pójść

A tam najsłodszy z głosów

Wyszeptał mi wprost do duszy

Nie muszę otrzymać przebaczenia

Za to, że kocham cię tak bardzo

Tak napisano w świętych księgach

Tak w nich napisano krwią

Słyszałem nawet, jak aniołowie

Obwieścili to z wysokości

Nie ma lekarstwa

Na miłość

 

Nie ma lekarstwa na miłość

Nie ma lekarstwa na miłość

Rakiety wdrapują się do nieba

Święte księgi są szeroko otwarte

Lekarze pracują w dzień i w noc

Ale nigdy, nigdy nie znajdą

Lekarstwa na miłość

  

WEŹ TEN WALC
TAKE THIS WALTZ (1988)

  

Jest w Wiedniu dziesięć pięknych kobiet

I ramię, na którym wspiera się Śmierć

Kiedy chce zapłakać

Jest holl o dziewięciuset oknach

I drzewo, na którym umierają synogarlice

A odłamany kawałek poranka

Wisi w Lodowej Galerii

Aj...

Weź ten walc, weź ten walc

Weź ten walc z klamrą na szczęce

 

Chcę ciebie, chcę ciebie

Na fotelu z pożółkłym magazynem

W grocie na wierzchołku lilii

W korytarzu, do którego nie zawitała miłość

Na łóżku, na którym pocił się księżyc

Z okrzykiem wypełnionym krokami i piaskiem

Aj...

Weź ten walc, weź ten walc

Weź w ręce jego pękniętą talię

 

Ten walc, ten walc, ten walc...

Z oddechem o zapachu brandy i śmierci

Z ogonem zanurzonym w morzu

 

Jest w Wiedniu sala koncertowa

W której twój głos zebrał tysiąc recenzji

Jest bar, w którym chłopcy przestali rozmawiać

Blues skazał ich na śmierć

Och, ale kto to wspina się do twego portretu

Z wianuszkiem świeżo ściętych łez?

Aj...

Weź ten walc, weź ten walc

Weź ten walc, on umiera od lat

 

Jest strych, na którym bawią się dzieci

I gdzie wkrótce położę się wraz z tobą

W marzeniu węgierskich latarenek

We mgle słodkiego popołudnia

I zobaczę, co przykułaś do swego smutku

Twoje owieczki i śnieżnobiałe lilie

Aj...

Weź ten walc, weź ten walc

On mówi: Nigdy cię nie zapomnę, wiesz

 

Ten walc, ten walc, ten walc...

Z oddechem o zapachu brandy i śmierci

Z ogonem zanurzonym w morzu

 

Będę tańczyć z tobą w Wiedniu

Przebrany w kostium rzeki

Hiacynt na moim ramieniu

Moje usta na rosie twoich ud


I pogrzebię swą duszę w sztambuchu

Razem z omszałymi fotografiami

I zatopię w powodzi twej urody

Moje tanie skrzypce i krzyż


A ty poprowadzisz mnie w tańcu

Do sadzawek, które dźwigasz na dłoniach

Moja kochana – weź ten walc, weź ten walc

Jest już twój


A poza nim nie ma nic

 

NAJPIERW WEŹMIEMY MANHATTAN
FIRST WE TAKE MANHATTAN (1988)

  

Skazali mnie na dwadzieścia lat nudy

Za to, że próbowałem zmienić system od środka

Przybywam teraz, żeby ich nagrodzić

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

Prowadzi mnie sygnał z nieba

Drogę wskazuje mi znamię na skórze

Kieruje mną piękno naszego oręża

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

Naprawdę chciałbym

Żyć u twego boku, mała

Uwielbiam twoje ciało

Twoją duszę i ubrania

Ale widzisz tych ludzi

Idących przez stację?

Mówiłem ci, mówiłem

Jestem jednych z nich

 

Kochałaś we mnie przegranego

I teraz martwisz się, że mogę wygrać

Wiesz, jak mnie powstrzymać

Ale brak ci dyscypliny

Ileż to nocy modliłem się

Żeby wreszcie przystąpić do pracy

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

Nie podoba mi się ten pański

Interes odzieżowy, proszę pana

Nie podobają mi się prochy

Którym zawdzięcza pan sylwetkę

I nie podoba mi się to

Co przydarzyło się mojej siostrze

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

Naprawdę chciałbym

Żyć u twego boku, mała

Uwielbiam twoje ciało

Twoją duszę i ubrania

Ale widzisz tych ludzi

Idących przez stację?

Mówiłem ci, mówiłem

Jestem jednych z nich

 

Dziękuję ci więc za prezenty

Które mi przysłałaś:

Za małpę i skrzypce ze sklejki

Ćwiczyłem noc w noc i jestem gotowy

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

Pamiętasz mnie

Żyłem kiedyś dla muzyki

Pamiętasz mnie

Przynosiłem ci do domu zakupy

Ale dziś jest Dzień Ojca

I wszyscy jesteśmy zranieni

Najpierw weźmiemy Manhattan

Potem weźmiemy Berlin

 

ZATAŃCZ MNIE DO KOŃCA MIŁOŚCI
DANCE ME TO THE END OF LOVE (1984)

  

Zatańcz mnie do swej urody

Przy płonących skrzypcach

Przetańcz mnie przez popłoch

Aż zaznam spokoju

Unieś mnie jak gałąź oliwną

I bądź gołębicą

Wskazującą drogę do domu

Zatańcz mnie do końca miłości

 

Ukaż mi swoją urodę

Kiedy odejdą świadkowie

Ruszaj się dla mnie tak

Jak robią to w Babilonie

Pokaż mi powoli to wszystko

Czego ja znam tylko granice

Zatańcz mnie do końca miłości

 

Zatańcz mnie na wesele

Nie przerywaj tańca

Tańcz ze mną bardzo delikatnie

Tańcz bardzo długo

Oboje ulegamy naszej miłości

Oboje jesteśmy ponad nią

Zatańcz mnie do końca miłości

 

Zatańcz mnie do dzieci

Które pragną się narodzić

Przetańcz mnie przez zasłony

Które wytarły się szybciej

Niż nasze pocałunki

Schroń nas pod namiotem

Chociaż wszystkie nici

Zostały zerwane

Zatańcz mnie do końca miłości

 

Zatańcz mnie do swej urody

Przy płonących skrzypcach

Przetańcz mnie przez popłoch

Aż zaznam spokoju

Dotknij mnie gołą ręką

Dotknij mnie rękawiczką

Zatańcz mnie do końca miłości

  

PRZYSZŁOŚĆ
THE FUTURE (1992)

 

Oddajcie mi przerwaną noc

Pokój pełen luster i tajemne życie

Jestem samotny – nie został tu już nikt,

Kogo można by torturować

Dajcie mi władzę absolutną nad wszystkim, co żyje

A ty połóż się tu przy mnie, mała,

To rozkaz!

 

Dajcie mi crack i seks analny

Wyrwijcie ostatnie żywe drzewo

I wsadźcie je sobie w... tę waszą kulturę

Oddajcie mi Mur Berliński,

Oddajcie Stalina i Św. Pawła

Widziałem przyszłość, bracie –

Przyszłość to zbrodnia

 

Przedmioty rozpełzną się

We wszystkich kierunkach

Nie pozostanie nic, co dałoby się zmierzyć

Zamieć, która owionęła cały świat

Przedostała się przez próg

I zburzyła odwieczny

Porządek duszy

 

Powiedzieli:

Żałuj za grzechy!

Ciekawe, co mieli na myśli

 

Nic o mnie nie wiecie

Nie wiedzieliście i nie dowiecie się nigdy

Jestem Żydkiem, który napisał Biblię

Byłem świadkiem powstania i upadku całych narodów

Słyszałem ich opowieści, znam je wszystkie na pamięć

I wiem, że JEDNYM MOTOREM PRZETRWANIA JEST MIŁOŚĆ

Uniżony sługa wypełnia polecenie i powiada jasno i wyraźnie:

To już koniec – już nic więcej nie nastąpi

Ustaje niebieski mechanizm

I czujecie, że diabeł zaczyna zbierać żniwo

Przygotujcie się więc na powitanie przyszłości –

Przyszłość to zbrodnia

 

Przedmioty rozpełzną się

We wszystkich kierunkach

Nie pozostanie nic, co dałoby się zmierzyć

Zamieć, która owionęła cały świat

Przedostała się przez próg

I zburzyła odwieczny

Porządek duszy

 

Powiedzieli:

Żałuj za grzechy!

Ciekawe, co mieli na myśli

 

Pradawny kod zachodu

Zostanie rozszyfrowany

Wasze życie osobiste pęknie jak balon

Pojawią się widma i ognie na drodze

A biały człowiek zacznie tańczyć

Ujrzycie kobietę wiszącą głową do dołu

Jej twarz zasłoni opadająca suknia

Zbiegną się niewydarzeni, kiepscy poeci

I każdy będzie próbował gadać

Jak Charlie Mason

 

Oddajcie mi Mur Berliński

Oddajcie mi Stalina i Św. Pawła

Dajcie mi Chrystusa albo Hiroszimę

Zniszczcie śmiało kolejny płód

Przecież i tak nie lubimy dzieci

Widziałem przyszłość, kochana –

Przyszłość to zbrodnia

 

Przedmioty rozpełzną się

We wszystkich kierunkach

Nie pozostanie nic, co dałoby się zmierzyć

Zamieć, która owionęła cały świat

Przedostała się przez próg

I zburzyła odwieczny

Porządek duszy

 

Powiedzieli:

Żałuj za grzechy!

Ciekawe, co mieli na myśli

  

DEMOKRACJA
DEMOCRACY (1992)

  

Nadchodzi przez otwór w powietrzu

Z nocy na Placu Niebiańskiego Spokoju

Nadchodzi wraz z poczuciem

Że nie jest do końca prawdziwa

Albo jest prawdziwa

Ale nie jest do końca tutaj

Z wojen przeciwko anarchii

Z syren wyjących w nocy i w dzień

Z ognisk bezdomnych

Z prochów gejów

Demokracja nadchodzi

Do USA

 

Nadchodzi przez pęknięcie w murze

W wizjonerskim przypływie alkoholu

We wstrząsającej relacji z Kazania Na Górze

Którego nawet nie udaję, że rozumiem

Nadchodzi z ciszy portowych nabrzeży

Z dzielnego, śmiałego i steranego

Serca Chevroleta

Demokracja nadchodzi

Do USA

 

Nadchodzi w ulicznym smutku

Ze świętych miejsc, gdzie spotykają się różne rasy

Poprzez zabójcze awantury

Które odbywają się w każdej kuchni

Żeby było wiadomo, kto będzie podawał

A kto będzie jadł

Ze studni rozczarowania

Gdzie kobiety klęczą w modlitwie

O łaskę Boga na tej pustyni

I na pustyni daleko stąd

Demokracja nadchodzi

Do USA

 

Płyń, płyń naprzód

O, Potężny Okręcie Państwa!

Płyń do Wybrzeży Potrzeb

Ponad Rafami Chciwości

Przez Sztorm Nienawiści

Płyń, płyń naprzód

 

Najpierw nadchodzi do Ameryki

Kolebki wszystkiego, co najlepsze i najgorsze

Tutaj mają odpowiedni rozmach

I maszynerię do przemian

Tu mają duchowy głód

Bo to tutaj rozpada się rodzina

I tu samotni ludzie mówią

Że serce musi się otworzyć

W sposób zasadniczy

Demokracja nadchodzi

Do USA

 

Nadchodzi od kobiet i od mężczyzn

Moja mała, znowu się pokochamy

Zagłębimy się w siebie tak bardzo

Że rzeka zapłacze, góra zawoła: Amen!

Nadchodzi niczym przypływ

Pod huśtawką księżyca

Imperialna i tajemnicza

W kokieteryjnej szacie

Demokracja nadchodzi

Do USA

 

Płyń, płyń naprzód

O, Potężny Okręcie Państwa!

Płyń do Wybrzeży Potrzeb

Ponad Rafami Chciwości

Przez Sztorm Nienawiści

Płyń, płyń naprzód

 

Jestem sentymentalny

Jeżeli rozumiesz, co mam na myśli

Kocham ten kraj

Ale nie znoszę tego, co się tutaj dzieje

Nie stoję z lewa, ani z prawa

I zostaję dziś wieczorem w domu

Zatracając się w beznadziejnym

Małym ekranie

Ale jestem uparty, jak te torebki na śmieci

Których Czas nie zdoła unicestwić

Sam już jestem śmieciem

Ale wciąż trzymam bukiet

Polnych kwiatów

A demokracja nadchodzi

Do USA

  

CZEKAJĄC NA CUD
WAITING FOR THE MIRACLE (1992)

  

Czekałem, moja droga

Czekałem w nocy i w dzień

Nie czułem upływu czasu

Przeczekałem tak pół życia

Otrzymywałem wiele zaproszeń

Ty sama wysłałaś mi kilka

Ale ja czekałem

Na cud

 

Wiedziałem, że mnie kochasz szczerze

Ale – widzisz – miałem związane ręce

Wiem, że musiało cię to zranić

To musiało zranić twoją dumę

Kiedy stałaś pod mym oknem

Z trąbką i z bębenkiem

Kiedy ja czekałem

Na cud

 

Nie podobałoby ci się, mała

Nie podobałoby ci się tutaj

Nie ma tu zbyt wielu rozrywek

A krytycy są bardzo surowi

Maestro mówi, że to Mozart

Chociaż brzmi jak kicz

Kiedy czekasz

Na cud

 

Czekam na cud

Nic innego mi nie pozostało

I nie byłem taki szczęśliwy

Od zakończenia drugiej wojny

Nic nie pozostało

Kiedy wiesz, że dałeś się oszukać

Nic nie pozostało

Kiedy żebrzesz o resztki

Nic nie pozostało

Kiedy musisz dalej czekać

Czekać na cud

 

Śniłaś mi się, mała

Nie dalej jak wczoraj

Prawie cała byłaś naga

Reszta jaśniała światłem

Piasek czasu sypał się

Z twoich palców

I czekałaś

Na cud

 

Kochanie, weźmy ślub

Już za długo jesteśmy samotni

Bądźmy teraz samotni we dwoje

Przekonajmy się, czy jesteśmy dość silni

Zróbmy coś szalonego

Coś absolutnie niewłaściwego

Czekając

Na cud

 

Czekam na cud

Nic innego mi nie pozostało

I nie byłem taki szczęśliwy

Od zakończenia drugiej wojny

Nic nie pozostało

Kiedy wiesz, że dałeś się oszukać

Nic nie pozostało

Kiedy żebrzesz o resztki

Nic nie pozostało

Kiedy musisz dalej czekać

Czekać na cud

 

Kiedy upadniesz na drodze

I będziesz leżeć w deszczu

A ludzie spytają, jak się czujesz

Oczywiście powiedz, że nie możesz narzekać

A kiedy będą wyciskać z ciebie informacje

Trzeba koniecznie udawać głupiego

Powiedz wtedy, że czekasz

Na cud

  

CZAS ZAMYKAĆ
CLOSING TIME (1992)

  

Pijemy i tańczymy

Zespół nieźle daje czadu

A w głowach króluje Johnny Walker

Moja słodka towarzyszka

Jest Aniołem Współczucia

I pociera pół świata o swoje uda

Każdy pijak, każdy tancerz

Dziękuje jej za to z radosną twarzą

A skrzypek wycina tak fantastycznie

Że kobiety zdzierają z siebie bluzki

I faceci po nich tańczą

Gubimy i znajdujemy partnerów

I będzie zadyma, kiedy skrzypek skończy grać

Czas zamykać

 

Jesteśmy samotni i romantyczni

Nasze drinki doprawione są kwasem

A Duch Święty woła: Gdzie są laski?

Księżyc pływa sobie nago

A letnia noc pachnie wonią

Oczekiwania wielkiej ulgi

Więc walczymy i chwiejemy się

Przewracamy się i wspinamy po drabinie

Do wieży, której zegar wybija błogosławione godziny

Przysięgam, że to było właśnie tak:

Westchnienie, okrzyk, namiętny pocałunek

Wrota Miłości rozwarły się na cal

Ale od tamtej pory niewiele się wydarzyło

Czas zamykać

 

Kochałem cię dla twej urody

Ale to wcale nie znaczy, że byłem głupcem

Tobą także kierowała własna uroda

Kochałem cię dla twego ciała

A głos przypominający Boga mówi

Że twoje ciało to naprawdę ty

Kochałem cię, kiedy nasza miłość była błogosławiona

I kocham cię nadal, kiedy już nic nie zostało

Tylko smutek i poczucie, że to już nadgodziny

Ale tęsknię za tobą, odkąd wiatr zmian i chwasty seksu

Uczyniły z tego miejsca ruinę

Wygląda to wszystko na wolność, ale przypomina śmierć

Zapewne jesteśmy gdzieś pośrodku

Czas zamykać

 

Pijemy i tańczymy

Ale nic właściwie się nie dzieje

Nudno tutaj, jak w niebie w sobotni wieczór

A moja bardzo bliska towarzyszka

Podszczypuje mnie i rozśmiesza

Ma ze sto lat, ale włożyła obcisłe ubranie

Wznoszę więc toast za Straszną Prawdę

Jakiej nie można zdradzić Młodym Uszom

Najwyżej wspomnieć, że wszystko to nic niewarte

A cała knajpa zaczyna szaleć podwójnie

Raz dla Szatana i raz dla Chrystusa

Ale Szef nie lubi wysokości, od których kręci się w głowie

Więc zapala oślepiające światła

Czas zamykać

  

HYMN
ANTHEM (1992)

  

Ptaki śpiewały

O poranku

Zacznij od nowa –

Powiedziały

Nie żyj tym, co było

Ani tym, co ma być

 

Wojny będą

Ponownie toczone

Święta Gołębica będzie

Ponownie schwytana

Kupiona i sprzedana

I ponownie kupiona

Gołębica nigdy

Nie jest wolna

 

Uderz w dzwony

Które jeszcze dzwonią

Zapomnij o swojej doskonałej ofierze

Pęknięcia są we wszystkim

I to przez nie wpada światło

 

Prosiliśmy o znaki

I zostały nam zesłane:

Oszukane narodziny

Zużyte małżeństwo

Owdowiałe Rządy

Takie są znaki

 

Nie mogę już biec

Z samowolnym tłumem

Kiedy mordercy na stanowiskach

Głośno wznoszą swoje modły

Ale ściągają na siebie burzę

A i ode mnie usłyszą

 

Uderz w dzwony

Które jeszcze dzwonią

Zapomnij o swojej doskonałej ofierze

Pęknięcia są we wszystkim

I to przez nie wpada światło

 

Dodawanie składników

Nie da ci sumy

Dajesz sygnał do wymarszu

Choć nie ma bębna

Każde serce

Trafi do miłości

Jako uchodźca

 

Uderz w dzwony

Które jeszcze dzwonią

Zapomnij o swojej doskonałej ofierze

Pęknięcia są we wszystkim

I to przez nie wpada światło


W MOIM TAJEMNYM ŻYCIU
IN MY SECRET LIFE (2001)

  

W moim tajemnym życiu

W moim tajemnym życiu

 

Widziałem cię rano

Poruszałaś się szybko

Wygląda na to, że nie potrafię

Uporać się z przeszłością

 

Bardzo tęsknię za tobą

I nie mam na oku nikogo innego

Nadal kochamy się ze sobą

W moim tajemnym życiu

 

Maskuję gniew uśmiechem

Nie cofam się przed zdradą i kłamstwem

Robię wszystko, co trzeba

Żeby przetrwać

 

Ale wiem, co jest dobre a co złe

I oddałbym głowę za prawdę

W moim tajemnym życiu

 

Trzymaj się, mój bracie

Trzymaj się mocno, siostro

Nareszcie dostałem rozkazy

I będę maszerować w dzień i w noc

Aż przekroczę granice

Tajemnego życia

 

Rzut oka na gazetę

I chce ci się płakać –

Nikogo nie obchodzi

Czy ktoś umrze

Czy nie

 

Ten, kto rozdaje karty

Każe nam myśleć, że wszystko jest

Czarne albo białe

Dzięki Bogu to nie takie proste

W moim tajemnym życiu

 

Przygryzam wargę

I kupuję, co mi każą

Od najnowszego przeboju

Po pradawne mądrości

Ale zawsze jestem sam

A serce mam jak z lodu

W moim tajemnym życiu

Jest tłoczno i zimno

 

W moim tajemnym życiu

W moim tajemnym życiu

  

ODCHODZI ALEKSANDRA
ALEXANDRA LEAVING (2001)

  

Noc ochłodziła się nagle

Bóg miłości szykował się do odejścia

Aleksandra wsparła się na jego ramieniu

I przemknęli pomiędzy wartownikami serc

 

Umocnieni prostotą przyjemności

Pojaśnieli splatając się w nieokreślony kształt

Roztaczając blask ponad najśmielsze wyobrażenie

Spadają pośród głosów i wina

 

To nie złuda, zmysły cię zawodzą

Kapryśny sen – pochłonie go poranek

Powiedz żegnaj odchodzącej Aleksandrze

Potem powiedz żegnaj Aleksandrze utraconej

 

Bo choć ona śpi na twym atłasie

I chociaż budzi cię pocałunkiem

Nie mów, że wyśniłeś taką chwilę

Nie zniżaj się do takich strategii

 

Jak ktoś przygotowany od dawna, że to się stanie

Podejdź śmiało do okna i zaciągnij się

Znakomita muzyka – to śmieje się Aleksandra

A twoje pierwsze zobowiązania

Znowu stają się namacalne

 

Miałeś honor spędzić z nią wieczór

A to przywróciło ci twój własny honor

Powiedz żegnaj odchodzącej Aleksandrze

Aleksandrze odchodzącej

Ze swym panem

 

Bo choć ona śpi na twym atłasie

Chociaż budzi cię pocałunkiem

Nie mów, że wyśniłeś taką chwilę

Nie zniżaj się do takich strategii

 

Jak ktoś przygotowany od dawna na taką okazję

W pełni odpowiedzialny za każdy plan, jaki zawaliłeś

Nie wybieraj tchórzliwego usprawiedliwienia

Które skrywa się za przyczyną i skutkiem

 

Ty sam, zdumiony sensem znaczeń

Rozszyfrowany i uwolniony od krzyża

Powiedz żegnaj odchodzącej Aleksandrze

A potem powiedz żegnaj

Aleksandrze utraconej

 

Powiedz żegnaj odchodzącej Aleksandrze

A potem powiedz żegnaj

Aleksandrze utraconej

  

NA GŁĘBOKOŚCI TYSIĄCA POCAŁUNKÓW
A THOUSAND KISSES DEEP (2001)

  

Kucyki biegają

Dziewczęta są jeszcze młode

Jest o co zawalczyć

Na początku trochę wygrywasz

A potem koniec – krótko trwa dobra passa

Zostajesz wezwany, żeby stawić czoło

Niepokonanej porażce

I żyjesz tak, jakby twoje życie było realne

Na głębokości tysiąca pocałunków

 

Znam wiele sztuczek

I nakręcam się, czym popadnie

Wróciłem na Ulicę Boogie

Najpierw traci się pewność ręki

Potem wchłania nas Arcydzieło

Może miałem do przejechania wiele mil

Może miałem dotrzymać wielu obietnic

Rzucasz to wszystko, żeby tylko przeżyć

Na głębokości tysiąca pocałunków

 

A czasem, kiedy noc się dłuży

Podnosimy się na duchu – my nieszczęśni

My bezwolni – i zanurzamy się

Na głębokość tysiąca pocałunków

 

Ograniczeni seksem

Staramy się pokonać granice morza

Ale dla takich padlinożerców, jak ja

Zabrakło już oceanów – przekonałem się

Stanąłem na dziobie statku i pobłogosławiłem to

Co jeszcze zostało z naszej floty

Po czym pozwoliłem się pogrążyć

Na głębokości tysiąca pocałunków

 

Znam wiele sztuczek

I nakręcam się, czym popadnie

Wróciłem na Ulicę Boogie

Nie zechcą wymienić tu z nami podarków

Skoro jesteśmy zobowiązani je zatrzymać

Myśl o tobie ulotna

Ale w twojej kartotece jest wszystko

Oprócz tego, co zapomnieliśmy zrobić

Na głębokości tysiąca pocałunków

 

A czasem, kiedy noc się dłuży

Podnosimy się na duchu – my nieszczęśni

My bezwolni – i zanurzamy się

Na głębokość tysiąca pocałunków

 

Kucyki biegają

Dziewczęta są jeszcze młode

Jest o co zawalczyć

  

SAMA MIŁOŚĆ
LOVE ITSELF (2001)

  

Przez okno wpadło światło

Wprost od samego słońca

Mój pokoik wypełniły

Promienie miłości

 

Dostrzegłem w nich wyraźnie

Pył nieczęsto oglądany

To z tego pyłu Bezimienny

Tworzy Imię dla takiego

Jak ja

 

Powiem więcej:

Miłość trwała i trwała

Aż doszła do otwartych drzwi

I nagle sama Miłość

Sama miłość

Odeszła

 

W świetle słonecznym

Krzątały się pyłki – pływały i tańczyły

Wciągnęły mnie pomiędzy siebie

W bezkształtnej ceremonii

 

Powiem więcej:

Miłość trwała i trwała

Aż doszła do otwartych drzwi

I nagle sama Miłość

Sama miłość

Odeszła

 

Kiedy wróciłem stamtąd, gdzie byłem

Mój pokój wyglądał tak samo

Ale niczego już nie było

Pomiędzy Bezimiennym

A Imieniem

 

W świetle słonecznym

Krzątały się pyłki – pływały i tańczyły

Wciągnęły mnie pomiędzy siebie

W bezkształtnej ceremonii

 

Powiem więcej:

Miłość trwała i trwała

Aż doszła do otwartych drzwi

I nagle sama Miłość

Sama miłość

Odeszła

 

I nagle sama Miłość

Sama miłość

Odeszła



[przekład na zlecenie SONY/BMG, 2002]


Leonard Cohen - Piosenki

Naszą witrynę przegląda teraz 70 gości