cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

grau-2-100
GRAŻYNA AUGUŚCIK I TRZY ZESPOŁY,
CZYLI LUTOSŁAWSKI NIE JEDNO MA IMIĘ

Artystka porwała publiczność w rejony, w których spotykają się folk, jazz i powaga. Wybitna wokalistka dowodziła trzema formacjami jednocześnie!

Nowy projekt Grażyny Auguścik nosi tytuł „Orchestar – Inspired by Lutosławski”. Nakładem wytwórni fonograficznej For Tune ukazał się właśnie album pod takim tytułem i gorąco polecamy go każdemu miłośnikowi muzyki… No właśnie, jakiej?

Fuzje jazzu i muzyki ludowej to dzisiaj nic nowego, zwłaszcza w polskim jazzie, który twórczo czerpie z rodzimego folkloru (na przykład Zbigniew Namysłowski w swoich kujawiakach). Podobnie jak fuzje jazzu z muzyką poważną (z orkiestrą symfoniczną nagrywali artyści tak odmienni, jak Bill Evans i The Mahavishnu Orchestra). Wielcy kompozytorzy czerpią z folkloru, odkąd muzyka romantyczna zwróciła się w XIX wieku ku ludowym źródłom. Nowy projekt Grażyny Auguścik scala jednak wszystkie trzy elementy: ludowy, jazzowy i poważny. A stało się to możliwe, ponieważ patronuje tej fuzji wymieniony w tytule płyty Witold Lutosławski.

Wielki polski kompozytor był znawcą polskiego folkloru, który stanowił dla niego niewyczerpane źródło inspiracji. Grażyna Auguścik i jej muzycy sięgnęli nie tylko po utwory Lutosławskiego, jak „Hurra Polka” czy „Fujarka”. Poszli dalej, cofając się do źródła oryginalnych natchnień kompozytora, jak – między innymi – w przepięknym, lirycznym utworze „A w tej studni”. Grają także czystą muzykę korzeni, jak pieśni „Róża” i „Przyjechał Jasio”. Wokalistka powtarzała na scenie, że nie znamy i nie doceniamy polskiej muzyki ludowej, która warto przypominać, którą warto lepiej poznać. Projekt „Orchestar” jest tego najbardziej wymownym dowodem.

Jazzowy fundament zapewniło wokalistce Trio Jana Smoczyńskiego, świetnego pianisty, okazjonalnego wokalisty, ale także – a może nawet przede wszystkim – aranżera niezwykłej muzyki, jak złożyła się na projekt „Orchestar”. Towarzyszyli mu Wojciech Pulcyn (kontrabas) i Tomasz Wałdowski (perkusja). Ale jazzowe trio, nawet tak niekonwencjonalne, że wypatrzyłem w jego instrumentarium syntezator ARP Odyssey (co za solo wyciął lider w utworze „Hurra Polka”, łezka się w oku kręci na wspomnienie tamtych lat), to dopiero jedna trzecia projektu „Orchestar”.

Drugim zespołem była ludowa kapela Janusz Prusinowski Trio (trio, które odważnie wystąpiło jako kwartet, w trakcie koncertu na Novej Scenie uległo przemianowaniu na Kompanię Janusza Prusinowskiego). Lider formacji gra na skrzypcach, akordeonie i śpiewa naturalnym tenorem. Drugim równorzędnym solistą był Michał żak, grający na klarnecie i fletach, a także na szałamai. Składy czteroosobowego trio dopełniali dwaj Piotrowie – Piszczatowski (baraban i bębenki) oraz Zgorzelski (basetla). 

Trzeci składnik tej wyjątkowej fuzji to Atom String Quartet w osławionym już składzie: Dawid Lubowicz – skrzypce; Mateusz Smoczyński – skrzypce; Michał Zaborski – altówka; Krzysztof Lenczowski – wiolonczela (dla niewtajemniczonych: Dawid jest bratem Jakuba Lubowicza, teraz kierownika muzycznego musicalu MAMMA MIA!, obaj grali razem w orkiestrze Teatru Muzycznego ROMA). Ten znakomity kwartet smyczkowy w ciągu dosłownie kilku lat wypracował sobie reputację jednego z najlepszych w Europie (jak również dwa Fryderyki).

Wszyscy muzycy, którzy towarzyszyli wokalistce, wspaniale improwizowali, co nie powinno dziwić, zważywszy na ich biegłość instrumentalną i bogaty rodowód. Co więcej – wszyscy improwizowali inaczej. A przecież, dzięki charyzmie solistki, ale także dzięki czarowi i głębi samej muzyki, grali ze sobą niczym jeden organizm. 

Zapamiętałem solo Dawida Lubowicza na skrzypcach, ostre, jazz-rockowe, ale pokazujące cały wachlarz technik, włącznie z imponującymi glissandami. Partie grane solo przez jego kolegów z kwartetu zawsze nosiły rys indywidualny, czy były to popisowe solówki altowiolisty, czy wiolonczelista wzbogacający pracę sekcji interesującym pizzicato. Uważnie śledziłem oszczędną i przemyślaną grę lidera – zwracały uwagę jego porywające basowe riffy wykonywane lewą ręką. Jest twórcą wszystkich tych imponujących aranżacji, których stylistyka obejmuje dystans dzielący ludową balladę od zaawansowanego jazz-rocka a la Return To Forever. A może nie jest to wcale dystans „dzielący”, a przeciwnie – zbliżający do siebie tak odległe z pozoru style? Odnoszę wrażenie, że taka jest właśnie najgłębsza wymowa muzyki „Orchestar” – ona zbliża. I style i ludzi. To jest muzyka wspólnoty i takie właśnie wrażenie sprawiało dwunastu artystów tłoczących się na Novej Scenie. Nasza kameralna scena nie mieściła dotąd takiego składu. Muzyka zwyciężyła.

Śledziłem pracę sekcji Trio Jana Smoczyńskiego, która na przykład w „Fujarce” wybrzmiewała jak nowofalowy zespół rockowy. Ale bodaj największym odkryciem było dla mnie bogactwo i zróżnicowanie muzyki prezentowanej przez kapelę ludową. Prym wiódł lider, przygrywający to na skrzypcach, to na akordeonie i śpiewający duety z solistką, ale równie ważnym partnerem Grażyny Auguścik okazał się instrumentalista Michał Żak. Jego klarnet towarzyszył w unisonach głosowi wokalistki, albo oplatał go wariacjami, wzbogacał, dopełniał. 

Oczywiście gwiazdą wieczoru pozostała Grażyna Auguścik. Jej emisja, jej artykulacja, to absolutnie światowy poziom, klasa sama w sobie. Przejmująco liryczna w ludowych balladach, bez trudu wywoływała łzy w oczach zachwyconej publiczności. Ale szalała też scatem, brawurowo improwizując na tle swojej dynamicznej „Orchestar”. To jej magia, jej charyzma i jej niekłamana miłość do muzyki źródeł – tak samo żywej dla niej samej, jak wcześniej dla Witolda Lutosławskiego – sprawiła, że wokalistka porwała za sobą muzyków. I publiczność. I niżej podpisanego.

[teatrroma.pl, 2014]

grau-1-800

foto: Miro Bestecki

 

Artykuły i reportaże - Liczne muzyczne

Naszą witrynę przegląda teraz 42 gości