cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Rolling_Stones_1975-100Rolling_Stones_1981-100
THE ROLLING STONES – From the Vault

L.A. Forum (Live in 1975) (2CD/DVD) **** 
Hampton Coliseum (Live in 1981) (2CD/DVD) ***
Eagle Rock Entertainment

Seria „From The Vault”, dostępna od kilku lat w formie elektronicznej i stale rozszerzana przez sam zespół, doczekała się edycji „materialnej”. Zapewne pokolenie, do którego jest adresowana, nie przeszło jeszcze w całości na iTunes. Trzeba jednak powiedzieć, że obie edycje w istotnym stopniu rozszerzają katalog The Rolling Stones – stanowią zapis pełnych koncertów z dwóch tras amerykańskich, dodatkową atrakcją jest dysk wideo. Pierwszy z nich, niedziela w Los Angeles (Mick pyta publiczność, ile osób było w kościele), to zapis jednego z najlepszych koncertów zespołu dostępnych na dysku – legalnym czy nie. Stonesi są w szczytowej formie, gra Billy’ego Prestona na klawiszach (m.in. syntezatory w „Fingerprint File”) dodaje soczystego smaku, zaś Charlie Watts bije w bębny jak natchniony (skutecznie wspomaga go perkusjonista Ollie E. Brown). Jasny mastering sprawił, że można się osobno rozkoszować basem Billy’ego Wymana („Tumbuling Dice”). Warto przypomnieć, że jest to pierwsze tournée z nowym (wtedy) gitarzystą: Ronnie Wood zastąpił właśnie Micka Taylora i obaj muzycy urządzają sobie istne pojedynki, jak w finałowym „Sympathy For The Devil”. Najsłabszy jest w tym składzie Mick Jagger – niestety, na całej tamtej trasie praktycznie nie śpiewał długich nut („Angie”). Jednak tego dnia nawet „złote przeboje” brzmią świeżo – zarówno stare („Honky Tonk Women”), jak i nowe („It’s Only Rock ‘n Roll”). Piosenki „drugiego garnituru” nabierają tu jaskrawych kolorów: „All Down the Line”, „Starfucker”, „Doo Doo Doo Doo Doo (Heartbreaker)”. Para dwóch kapitalnych coverów, w której „Ain’t Too Proud to Beg” (co za gitara rytmiczna) przechodzi w „You Gotta Move” (na żywo jest to narkotyczna Delta), pokazuje skąd się wziął angielski zespół. Zaryzykuję twierdzenie, że znalazło się na tej płycie najlepsze zarejestrowane wykonanie „You Can’t Always Get What You Want” (ponad 15 minut i ani chwili spokoju), nie ustępuje mu maratoński „Midnight Rambler”. W porównaniu z tymi nagraniami, The Rolling Stones 1981, sześć lat później, to zespół na autopilocie. Nadal sprawny, mocny i szybki, zwłaszcza w żywiołowych numerach rockowych, jak „Shattered”, „Neighbours” czy „Hang Fire”. Z jednej strony grupa, która gra najnowsze przeboje („She’s So Cold”, „Start Me Up”), z drugiej jednak – powoli zaczyna dochodzić do głosu jej „instytucjonalne” oblicze, to znane do dzisiaj, czyli „szafy” grającej ulubione hity. Zespół skutecznie przypomina i odświeża „Let’s Spend The Night Together” i „Time Is On My Side”. Prezentuje fantastyczną serię coverów, z których część nie znalazła się na studyjnych płytach The Rolling Stones (m.in. „Going To A Go Go”). Trudno jednak zapomnieć, że jest to zarazem zespół, który (po krótkim europejskim tournée w 1982 roku) praktycznie przestał razem grać i – pomimo wydania w tym czasie dwóch albumów – na scenę powrócił dopiero siedem lat później. Stonesi z lekkością odnajdują się w repertuarze tanecznym („Miss You”), co zresztą zapowiada ich lata 80. Uroczą ciekawostką tego szczególnego dnia (18 grudnia) były 38. urodziny Keitha Richardsa, któremu cała publiczność śpiewa „Happy Birthday”. Jedynym wspólnym mianownikiem obu „wielkich finałów” jest – powtarzający się w 1975 i w 1981 roku – „Jumpin’ Jack Flash”. Reasumując: obie edycje nie tylko wzbogacają koncertową dyskografię The Rolling Stones, ale deklasują oficjalne albumy z obu tras, odpowiednio „Love You Live” (chociaż w tym wypadku materiał obejmuje większy przedział czasowy, niż tylko trasę 1975 roku) oraz „Still Life” (tournée 1981). Archiwalny „skarbiec” zespołu jest studnią bez dna i należy się spodziewać kolejnych niespodzianek tego typu. Ja apeluję na szacownych łamach o Brukselę z 17 lipca 1973 roku – prawdopodobnie najlepszy koncert w historii „najlepszego zespołu rockowego na świecie”. 

[Jazz Forum, 2015]

Rolling_Stones_1975-400Rolling_Stones_1981-400

The Rolling Stones i Billy Preston, 1975

RS-and-Preston-ok

Foto: archiwum


Satysfakcja - The Rolling Stones

Naszą witrynę przegląda teraz 38 gości