cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Tekst: Michael Kunze
Muzyka: Jim Steinman
Roman Polański przedstawia:

TANIEC WAMPIRÓW
TANZ DER VAMPIRE

Przekład piosenek oraz polska wersja libretta:
Daniel Wyszogrodzki

Teatr Muzyczny ROMA – Warszawa
Premiera: 8 października 2005 roku


AKT PIERWSZY

01. Hej-tam! Profesorze!
02. Czosnek
03. Proszę, panowie
04. Piękna córka to dar boży
05. Pierwszy raz
06. Umarł Bóg
07. Ale tu jasno
08. Prawda
09. Taki miły jak nikt
10. Zaproszenie na bal
11. Tam jest swoboda (I)
12. Czerwone trzewiki
13. Dla Sary
14. Opłakiwanie Chagala
15. Zgon to niezła farsa
16. Przed zamkiem – finał I Aktu

 


AKT PIERWSZY

01 HEJ-TAM! PROFESORZE!
He-ho-he! Professor!


ALFRED:

Profesorze? Profesorze!...

Hej-tam! Hej – gdzie pan jest, profesorze?
Hej-tam! Hej... W którą stronę iść?

Wiem, co się stało:
Przysiadł gdzieś, żeby zapisać w notesie moje obserwacje.
A kiedy profesor Abronsius robi notatki 
świat wokół niego przestaje istnieć!
Żeby tylko on sam nie przestał...

Hej-tam! Hej – jakiś znak, profesorze!
Hej-tam! Hej... Bo nie widać nic!

Profesorze!
Muszę go znaleźć, bo zamarznie na śmierć!
A byłby to żałosny koniec dla człowieka jego formatu...
Gazety podadzą tylko: „Naukowiec zginął w Transylwanii“
Ale ani słowa o mnie – kogo obchodzi jakiś biedny Alfred...

Hej-tam! Hej – jestem sam, profesorze!
Wierny student i magistrant i asystent jest tu sam!


02 CZOSNEK
Knoblauch


CHAGAL i GOŚCIE:

Czosnek! Czosnek!
Czosnek! Czosnek!
Czosnek! Czosnek!
Czosnek! Czosnek!

Zaczyna się hulanka
Dojechał czosnku wóz
Raz fajka, raz gorzałka
Nie zabraknie czosnku już

WIEJSKI GŁUPEK:

A jak tylko zmrok zapadnie

DRAGAN:

Zastawi karczmarz stół

KOLA:

By każdy rad

DRAGAN:

Bezpiecznie jadł

GŁUPEK, DRAGAN i KOLYA:

Aż nosem wyjdzie mu

WSZYSCY:

Aż nosem wyjdzie mu

CHAGAL i GOŚCIE:

Czosnek, czosnek!
Bezcenny, swojski chuch!
Czosnek, czosnek!
Tak bucha zdrowy duch

Bo czosnek sprawi snadnie
Że co stoi nie opadnie
A co zwiędło stanie znów
Co zwiędło stanie znów

MAGDA:

Młodzi już się prężą
A starzy znowu śpią

CHAGAL:

Czosnek z chłopca czyni męża
I w amanta zmienia go

REBEKA:

Bo czosnek to lekarstwo
Na świata całe zło
Bo czosnek to jest to!

WSZYSCY:

Bo czosnek to jest to!
Bo czosnek to jest to!
Bo czosnek to jest to!

Czosnek, czosnek!
Czosnek, czosnek!

MĘŻCZYZNA:

Kto to?

MĘŻCZYZNA:

Obcy.

MĘŻCZYZNA:

Nie...

KOBIETA:

Dwóch!

MĘŻCZYZNA:

Co mu?

KOBIETA:

Ostygł.

KOBIETA:

Sopel...

MĘŻCZYZNA:

...lodu.

MĘŻCZYZNA:

Umarł.

KOBIETA:

Zamarzł.

KOBIETA:

Trup.

CHAGAL:

Najuprzejmiej witam panów w zajeździe mym...

REBEKA:

Magda! Krzesło! A żywo tam!

CHAGAL:

...i zapraszam pod mój dach.

REBEKA:

Szybciej, Magda! Wrzątek! Rób parówkę!

CHAGAL:

Natrzyjmy nos gorzałką...

MĘŻCZYZNA:

...octem...

MĘŻCZYZNA:

...łojem...

MĘŻCZYZNA:

...sadłem...

MĘŻCZYZNA:

Lepiej czosnkiem!

WSZYSCY:

Czosnkiem, czosnkiem, czosnkiem!

REBEKA:

Gdzie ten wrzątek?

MAGDA:

Mam!

WSZYSCY:

Szuru-buru...
Szuru-buru...

Ola-boga, ola-boga...
Ola-boga, ola-boga...

ABRONSIUS:

Poznajesz te małe, krągłe cuda, chłopcze?

ALFRED:

Małe? One są ogromne...

ABRONSIUS:

Nie te, gapo! Tam.

ALFRED:

Czy doszedł pan do siebie, profesorze?

ABRONSIUS:

To przecież czosnek. Czosnek!

ALFRED:

Czy to oznacza, że...

ABRONSIUS:

...że nasz cel jest blisko. Gospodarzu?

CHAGAL:

Nazywam się Chagal, do usług.
To doprawdy zaszczyt...

ABRONSIUS:

Czy w okolicy jest zamek?

CHAGAL:

Zamek? Nie, nie...
Nie ma tu zamku, tak samo jak nie ma... wiatraka!
Czy ktoś widział tu wiatrak?

GŁUPEK:

A ten? Ten! Ten...

CHAGAL:

Nie ma zamku, nie ma wiatraka,
jest tylko... głupek!

ABRONSIUS:

A dlaczego wszyscy mają czosnek?

CHAGAL:

Czosnek?
Czosnek to najlepszy lek:

KOBIETA:

Na zgagę.

MĘŻCZYZNA:

Wiatry.

MĘŻCZYZNA:

I na świerzb!

WSZYSCY:

Czosnek, czosnek!
Czosnek, czosnek!
Na krosty i rozedmę płuc
Oraz na pocenie stóp

CHAGAL i GOŚCIE:

Czosnek, czosnek!
Bezcenny, swojski chuch!
Czosnek, czosnek!
Tak bucha zdrowy duch
Bo czosnek sprawi snadnie –
Co stoi nie opadnie
Co zwiędło stanie znów

CHAGAL:

Co zwiędło stanie znów

WSZYSCY:

Czosnek, czosnek!
Nasz najwierniejszy druh
Czosnek, czosnek!
Ten zdrowy swojski chuch

A kto był do wczoraj zerem
Dziś będzie bohaterem –
gdy czosnku pełen brzuch
gdy czosnku pełen brzuch
gdy czosnku pełen brzuch
i śmiały wzrok i piękny chuch

CHAGAL:

Pokażę panom izbę....

WSZYSCY:

Czosnek, czosnek!
Wprowadzi w kiszki ład
Czosnek, czosnek!
Odejmie wszystkim lat

Komu jeszcze gazy burczą?
Kto padł ofiarą skurczów?
To brzuch oczyści mu
Nie przerywając snu 

Przetrawi, ulgę sprawi
Zawsze doda sił –
Czosnek!


03 PROSZĘ, PANOWIE
Bitte, meine Herre
n    


CHAGAL:

Proszę, panowie. Tędy.
Tędy i owędy...

SARAH 

Ha-a-a...

ABRONSIUS:

Słyszałeś?

ALFRED:

Tak.

CHAGAL:

Proszę, panowie...

ABRONSIUS:

Co to jest?

CHAGAL:

Co takiego?

ABRONSIUS:

Kto tak śpiewa?

CHAGAL:

Nikt nie śpiewa.

ABRONSIUS:

Głuchy pan jest? Ktoś tu śpiewał!

CHAGAL:

(Nie.) To tylko wiatr.

ALFRED:

Jak pięknie...

ABRONSIUS:

Wiatr?

CHAGAL:

Zaraz będziemy na miejscu.

ABRONSIUS:

Wiatr...

CHAGAL:

Proszę, panowie. To tutaj.
Nasz reprezentacyjny apartament.
Doprawdy trudno o wygodniejszy. A za tymi drzwiami,
panowie – co za luksusy - nowoczesna łazienka!
Proszę spojrzeć: Co za cudo...

Saro! Ile razy ci mówiłem! Wyjdź!

Nie! Tylko nie wychodź!
Zapomniałem. To moja córka.
Proszę wybaczyć, łazienka będzie gotowa za kwadrans.


04 PIĘKNA CÓRKA W DOMU
Eine schöne Tochter ist ein Segen



CHAGAL:

Piękna córka w domu to dar boży
Lecz wykończy ojca taki dar
Same troski mu na głowie mnoży
Kiedy z pąka się zamienia w kwiat

Oko ojca pierwsze odnotuje
Nieuchronnej tej przemiany znak
Sam mężczyzną będąc nie mam złudzeń
Że lubieżnik drzemie w każdym z nas

Śpij ty mój kwiatuszku
Śnij ty moja duszko

Nikt cię nie rozbudzi
Sam bym go ostudził
Po co ci to, na co ci to
Po co nam to
Zostań z tatą...

Sama myśl o jurnym libertynie
Budzi we mnie dziką żądzę krwi
Nim libertyn do sypialni wpłynie
Biorę gwoździe i zabijam drzwi

Może wreszcie mógłbym się położyć
Zamiast z młotkiem stać na straży cnót
Piękna córka w domu to dar boży
Ale czuję, że nie zaznam snu

Śpij ty mój kwiatuszku
Śnij ty moja duszko

Nikt mi cię nie skradnie
Już ja go dopadnę
Po co ci to, na co ci to
Po co nam to
Zostań z tatą...

Piękna córka w domu to dar boży
Dar boży?... Ech...


05 PIERWSZY RAZ
Nie geseh’n



ALFRED:

Dziewczynę, co ma taki czar
Widzę pierwszy raz

SARA:

Młodzieńca przemiłego tak
Widzę w życiu pierwszy raz

ALFRED i SARA:

I czy to jeszcze jawa jest?
Chociaż nie – to nie sen...
Spojrzenie jedno jeden gest
Nada sens moim nocom i dniom
Przegoni czas

SARA:

Senny czas

ALFRED:

Dziewczynę, co ma taki czar

SARA:

Młodzieńca tak miłego

ALFRED:

Naturalny

SARA:

Sercu

ALFRED i SARA:

Widzę w życiu pierwszy raz

ABRONSIUS:

Chłopcze, słyszysz to?
Po schodach chodzi ktoś...
Zagadkę skrywa ten tu dom
Chcę rozwiązać ją

CHAGAL:

Czy moja słodka służka śpi?

MAGDA:

Tak!

CHAGAL:

Miejsce dla mnie zrób
Musiałem znowu tutaj przyjść
(Bo) zwierzęcą czuję chuć

SARA, ALFRED i CHAGAL:

A może to pragnienie jest
Czyste jak dobry sen?
Tak dobrze jest przytulić się
Serce wie dokąd wyrwać się stąd
Przegonić czas
Senny czas

REBEKA:

Ten łajdak znowu wymknął się
Dobrze wiem gdzie jest... (O tak!)

REBEKA:

By karczmarz był jak stary cap

MAGDA:

Gospodarz obmacywacz!

ALFRED:

Dziewczynę, co ma taki czar

CHAGAL:

By służka miała taką twarz

SARA:

By chłopiec taki miły był

CHAGAL i ALFRED:                  

Taki uśmiech

REBEKA:

Sprośny...

WSZYSCY:

Widzę w życiu pierwszy raz

REBEKA:

Ten łotr za grosz nie ma wstydu
Skok w bok to (jest) jego żywioł – taki jest!
Chcicę ma jak wściekły pies
Weźmie go na widły bies

ALFRED i SARA:

To może jednak jawa jest
Nie bój się, że to sen
Chcę być przy tobie...

ALFRED, SARA i CHAGAL:

...tego chcę – co noc!

ALFRED i SARA:

Bo skoro mam zakochać się
Skoro tak –

ALFRED:

Tylko w takiej jak ty

SARA:

Takiego chcę jak ty

WAMPIRY:

Nadszedł czas! Nadszedł czas!

ALFRED i SARA:

Bo skoro mam zakochać się
Skoro tak – to już wiem:
To będzie taki ktoś jak ty
Tylko ty i więcej nigdy nikt

Jeśli kochać to
Tylko tak jak ty
Tak jak ty


06 UMARŁ BÓG
Gott ist tot



VON KROLOCK:

Tyle lat przeczuciem byłem i snem
Budzisz się dziś
By zapragnąć mnie – wiem!
Szczęśliwa...

Dzieli nas już tylko chwila lub dzień
Kiedy zawołam ty odpowiesz na zew
I szczęścia spragniona
Ożywisz mój sen

WAMPIRY:

Nadszedł czas! Nadszedł czas...

VON KROLOCK:

Umarł Bóg
Nie potrzebuje Go nikt

WAMPIRY:

Nadszedł czas!

VON KROLOCK:

Wszak to przekleństwo
By wiecznie móc żyć
Okrutne...

WAMPIRY:

Nadszedł czas!

VON KROLOCK:

...zło nas oślepia
I złudny nasz blask
Gardzić nadzieją –
Nie wstydzić się kłamstw –
Kochać nienawiść –
To być jednym z nas
WAMPIRY:

Nadszedł czas!

VON KROLOCK:

To co wielbię idzie w dym
Dewastuję to co sławię
To co kocham – aby żyć –
Unicestwiam własnym jadem

Gdy ze mną zanurzysz się w mrok
I zatracisz się w nim
Zrozumiesz co to wieczność
Pokochasz ten ból
Okryta szczelnie moim cieniem

SARA:

Słyszę, jak mnie wzywa jakiś głos...

VON KROLOCK:

Szczęśliwa!
Dzieli nas już tylko chwila lub dzień
Kiedy zawołam (ty) odpowiesz na zew
I szczęścia spragniona
Ożywisz mój sen

WAMPIRY:

Umarł Bóg
Nie potrzebuje Go nikt
Wszak to przekleństwo
By wiecznie móc żyć
Okrutne…

Zło nas oślepia
I złudny nasz blask
Pogardzać nadzieją –
Nie wstydzić się kłamstw –
Kochać nienawiść –
To być jednym z nas


07 ALE TU JASNO
Alles ist hell



REBEKA:

Ale tu jasno gdy
Słońce zaskoczy śnieg

MAGDA:

Idzie robota i
Dalej się robić chce

CHAGAL:

Piła mi sama przechodzi przez drzewo

REBEKA:

A gęsie pierze bielsze od śniegu

WSZYSCY:

Dobrze się wiedzie bo
Słońce przegania mróz
Noc ustępuje dniom
I wiosna jest tuż-tuż

MAGDA:

Nożem kuchennym wywijam jak mieczem

WSZYSCY:

Lepiej się żyje – widać to przecież!

KUKOL:

(Świece...)

CHAGAL:

Do usług, panie Kukol!
Czym mogę służyć w tak piękny poranek?

KUKOL:

Świece...

CHAGAL:

Świece? Oj, niedobrze...
Nam też zaczęło ich brakować.
(Długa zima, sam pan rozumie...)

KUKOL:

(!) ...

CHAGAL:

Dobrze, dobrze, panie Kukol.
Niech się pan nie złości. Czy powiedziałem, że nie mam świec?
Proszę zaczekać. Zaraz coś się znajdzie.

KUKOL:

Ty. Wieczorem. Tu.
Ze mną. Tam!...

CHAGAL:

Proszę, panie Kukol.
Dwa tuziny świec – nie kapiących!
Ukłony dla Jego Ekscelencji.
Proszę mu przy okazji przypomnieć
o zaległych rachunkach...

KUKOL:

!!!

CHAGAL:

Dobrze już, dobrze. Do widzenia!

[ przeklina w jidysz]


08 PRAWDA
Wahrheit


ABRONSIUS:

Kto to był ten miły pan?
Tak szybko nas pożegnał...

CHAGAL:

Kaleka.

ABRONSIUS:

A więc skąd ten lęk?
Dobierzmy się do sedna:

Rozum w głowie podsunie mi odpowiedź:
Skąd się wziął? Dlaczego wzbudza strach?
Czemu każdy milczy jak ten głaz?

I jeszcze jedno bym wiedzieć chciał –
Kto wczoraj w nocy mnie rąbnąć śmiał!

ABRONSIUS:

Mocno stoję na tej ziemi
Bo zajmuję się faktami
Nikt mi oczu nie zamydli
Nie pozwolę się omamić
Szukam prawdy!
(A) prawda jest naga!

Zachowuję jasny umysł
Bo studiuję świat realny
I zaglądam pod podszewkę
Zjawisk para naturalnych
To prawda
(A) prawda jest naga!

Nową zagadkową rzecz
Przyjmuję jak wyzwanie
Niejasnościom mówię: Precz!
Powtarzam wciąż pytanie:
Kto i co i gdzie i z kim i jak?
Kto i co i gdzie i z kim i jak?

MAGDA, CHAGAL, REBEKA:

Miło się żyje nam
Kiedy muzyka gra
Tu nie narzeka nikt
Póki sielanka trwa
Nikt się nie dąsa, nie smuci, nie spieszy –
Po co to mącić? Po co tak węszyć?

ABRONSIUS:

Wyczuwam niezawodnie
Kiedy prawdę ktoś ukrywa
Bo zgoła instynktownie
Mój szósty zmysł ożywa

W kołysce już robiłem
Badania na zabawkach
Z łatwością uwolniłem (też)
Kukułkę od zegara – ku, ku!

W Świętego Mikołaja
Ani chwili nie wierzyłem
A szkolne kłamstwa belfrów
Odważnie obnażyłem

Konkluzja owych sporów
Jest zawsze tylko jedna:
Odrzucam grę pozorów
Dobieram się do sedna (sprrraw...)

Bo wierzę, że logika
Niechybnie tryumfuje
Choć Akademia Nauk
Mą wiedzę ignoruje

Krytyka mnie nie wzrusza
Zwątpienia mi nie straszne
O siebie dbać nie muszę
Ja tylko o swą prawdę dbam

Zachowuję jasny umysł
Bo studiuję świat realny
I zaglądam pod podszewkę
Zjawisk para naturalnych

Wszystko sprawdzam empirycznie
A motywy moje proste:
Mam ambicję szerzyć postęp
A do tego
Edukuję prosty lud

MAGDA, CHAGAL, REBEKA, ALFRED:

Zachowuje jasny umysł
Bo studiuje świat realny
I zagląda pod podszewkę
Zjawisk para naturalnych

Wszystko sprawdza empirycznie
A motywy jego proste:
Ma ambicję szerzyć postęp
A do tego
Edukuje prosty lud

WSZYSCY:

Edukuje prosty lud...

ABRONSIUS:

Naga prawda
Edukuje prosty lud

Naga prawda
Edukuje prosty lud

WSZYSCY:

Edukuje prosty lud...
Edukuje prosty lud...
Edukuje prosty lud...
Edukuje prosty lud...

ABRONSIUS:

Gdzie kurę skubali
Tam pachnie już rosół
Gdzie śniegi stopniały
Tam idzie na wiosnę

Gdzie chodzą po nocy
Tam zasnąć nie można
Gdzie garbus, tam zamek
Gdzie sługa – tam książę!

Założę się o Nobla
Że ten garbus to służący
Trzeba było śledzić go
To jasne jest jak słońce

Rozum! W głowie!
Logika mi podpowie:
Kto i co i gdzie i z kim i jak...

MAGDA, CHAGAL, REBEKA, ALFRED:

Zachowuje jasny umysł
Bo studiuje świat realny
I zagląda pod podszewkę
Zjawisk para naturalnych

Wszystko sprawdza empirycznie
A motywy jego proste:
Ma ambicję szerzyć postęp
A do tego
Edukuje prosty lud

Naga prawda
Edukuje prosty lud

Naga prawda
Edukuje prosty lud

MAGDA, CHAGAL, REBECCA, ALFRED:

Edukuje prosty lud...

WSZYSCY:

Prawda jest tu!


09 TAKI MIŁY JAK NIKT
Du bist wirklich sehr nett



SARA:

A-a-a...
Przepraszam!

ALFRED:

Och... Dobry wieczór!

SARA:

Chcesz się wykąpać? Przeszkadzam.

ALFRED:

Nic podobnego!

SARA:

Jesteś miły jak nikt
I wybaczysz mi, wiem
Bo ja sama tu ginę
Czosnek nie wystarcza mi – nie

ALFRED:

Czy ojciec twój
na klucz zamyka często drzwi?

SARA:

Robi to,
choć mam już siedemnaście lat.

ALFRED:

Gąbka!

SARA:

Jest taka delikatna... Uwielbiam ją.

ALFRED:

Tak, to piękna gąbka...

SARA:

Dam ci ją. Mam dwie.

ALFRED:

Dziękuję. (Bardzo dziękuję.)
Czym mogę się odwzajemnić?

SARA:

Mam życzenie...

ALFRED:

Jakie?

SARA:

Dobrze wiem, co tam masz
I zabawić się chcę
Bo to zdrowa jest rzecz
Chociaż raz w ciągu dnia
Raz w ciągu dnia

Tak cię proszę,
pozwól wreszcie mi to zrobić...

ALFRED:

Czy... czy to znaczy...

SARA:

A najlepiej tuż przed spaniem,
aby lepiej spać

ALFRED:

A twój papa?

SARA:

Niech nie wie nic.
ALFRED:

No cóż, w takim razie...

SARA:

Zgadzasz się, tak?
To rozbieram się już
Niech się spełni życzenie:
Ja rzucę się znów...

... do wanny plusk-plusk!

A-a-a...


10 ZAPROSZENIE NA BAL
Einladung zum Ball



VON KROLOCK:

Witaj, dziewczę!
Nie obawiaj się mnie
Jestem aniołem
Co spełni twój sen
Nareszcie...

Niosę ci wolność
I zapraszam na bal
Nocą w mym zamku
Pierwszy raz pójdziesz w tan
Z dziecka w kobietę przemienisz się tam

Chyba, że się boisz
Wszelkiej nadziei, wszelkich zmian
I powiesz, że wystarcza ci
To „stare dobre życie” jakie znasz

Chcesz się tu zestarzeć
W korowodzie szarych dni
I powiesz, że wystarcza ci
Niestety, ale nie wystarczy ci

Wmówili ci
Że zmiana grzechem jest
Lecz ty już wiesz, że to nie grzech
Bo przeczuwałaś
Kłamstwo, podstęp, blef

Skrywano przed tobą
Że jest lepszy świat
Więc żyj w zgodzie z sobą
Bo reszta to fałsz

Ja wiem, czego ci tu brak:
Ty na skrzydłach nocy unieść się chcesz
Bo w ciemności znajdziesz sens
Gdy postradasz zmysły w niej

Twoje serce już
Dojrzało, by się wyrwać na bal

Ja wiem, czego ci brak:
Ty na skrzydłach nocy unieść się chcesz
Monotonne przerwać sny
Od początku zacząć śnić

Oto pora już –
Zapraszam o północy na bal!

ALFRED:

Profesorze! Profesorze!
Widziałem go! On tam jest!

ABRONSIUS:

Kto?

ALFRED:

[pokazuje kły]

ABRONSIUS:

Co to za głupstwa?
Chyba masz przywidzenia.

CHAGAL:

Co się tu dzieje?
Na miłość boską! Saro!
Ile razy ci mówiłem, żebyś siedziała w pokoju!

SARA:

Chciałam się tylko wykąpać...

ABRONSIUS:

Czujesz ten zapach?
To stęchlizna, a to znaczy, że tu był.
Ale jeszcze jej nie ugryzł...

ALFRED:

Jeszcze jej nie ugryzł?

ABRONSIUS:

Wyuzdana bestia!
Krew oddana dobrowolnie lepiej smakuje.

CHAGAL:

Dlaczego mnie nie słuchasz? Oszaleć z tobą można!
Zaraz cię nauczę posłuszeństwa!

REBEKA:

Nie! Co ty wyprawiasz?

SARA:

Mamo!

REBEKA:

Przeklęta łazienka!

CHAGAL:

No i co? Będziesz grzeczna?

SARA:

Tak, papo! Obiecuję.
Już nigdy więcej nie będę się kąpać!

CHAGAL:

[ miota przekleństwa ]


11 TAM JEST SWOBODA (I)
Draußen ist Freiheit (I)



ALFRED:

Jaki dobry los
Wiódł mnie tyle długich dni
Bym ją znalazł nagle tu
Pod dachem tym

Saro, pokaż się
Zechciej tylko wyjrzeć z okna
Stoję pod księżycem
Marząc o spojrzeniu twym

SARA:

Zaraz zbudzisz cały dom
Proszę, cicho bądź
Papa będzie zły

ALFRED:

Zwidy chyba mam

SARA:

Znowu idzie noc

ALFRED:

Razem sam na sam

SARA:

A ja mam już dość

ALFRED:

Co za szczęście!

SARA:

Nie mów nikomu


ALFRED:

Razem nareszcie!

SARA:

Wyrwać się z domu...

Tam jest swoboda
Horyzont to niewoli kres
Tam jest mój cel
Gdzie prawdziwy cud możliwy jest

ALFRED:

Odtąd nie rozłączy nas nic
Bo we dwoje pokonamy przeszkody
Ja i ty
Ty i ja
Uniesiemy się aż do gwiazd

Tam jest swoboda
Nadzieja, której tu nam brak
Tam jest pogoda
Tam czeka na nas lepszy świat

SARA i ALFRED:

Tam życie ma
Inny smak

SARA:

Romantycznie
Zaczyna się noc
Lecz niestety, dziś jestem zajęta
Do pół drogi odprowadź mnie stąd
Lecz to sekret i o tym pamiętaj

ALFRED:

Dokąd chcesz iść?

SARA:

Nie powiem i już


ALFRED:

Nie idź przez las

SARA:

Czy obleciał cię tchórz?

ALFRED:

Taka ciemność i ziąb

SARA:

Nie przeszkadza mi to

ALFRED:

Łatwo tam zgubić się

SARA:

Droga znana mi jest

ALFRED:

Może cię pożreć wilk

SARA:

Tutaj nuda doskwiera mi

SARA i ALFRED:

Tam jest swoboda
I każdy wolny wybór ma
Tam jest pogoda
I szczęście co bez końca trwa
Tam życie ma
Inny smak

SARA:

Zapomniałam gąbki.

ALFRED:

Gąbki?

SARA:

Bądź tak dobry, przynieś mi ją

ALFRED:

Dobrze...


12 CZERWONE TRZEWIKI
Die roten Stiefel



SARA:

Przyjąć je czy nie
Choć czerwone są jak krew
To ja trzewiki właśnie takie chciałam mieć

Dobre to czy złe
Mam już dosyć takich pytań
Moich pragnień ktoś nareszcie pojął skryty sens

Jutro wróci szary dzień
Tylko dziś jest bal
Dziś zamierzam żyć
Jutro będę spać
Zrobię to co chcę
Choćby jeden raz

Co w tym złego,
Żeby być sobą (i)
Żeby być młodą
Śpiewać i tańczyć i poczuć się wolną

Wolna jak ptak
Niczym anioł co na skrzydłach mknie
Lekka jak wiatr
Kiedy w lustrze wody budzi się

VON KROLOCK:

Idź tam dokąd serce się rwie
Nie myśl, czego będziesz
Jutro żałować

SARA:

Chcę już poddać się, chciałbym oddać się
A jeśli ma to zniszczyć mnie i tak się sama nie obronię

KROLOCK i SARA:

To co wyzwala
Silniejsze od nas samych jest

To co zniewala
Ważniejsze od nas samych jest
Już czas tam iść
Już czas tam biec

REBEKA:

Gdy muzyka w sercu gra
Dusza się do tańca rwie
To do zguby wiedzie nas
Lepiej jest pomodlić się

REBEKA i MAGDA:

Niechaj Bóg obroni nas
I oddali wszelkie zło
Nie pozwoli spojrzeć nam
Na otchłani mroczne dno

REBEKA, MAGDA i ALFRED:

Niechaj Bóg uchowa nas
Przed pragnieniem głodnych serc
Choć pokusa drzemie w nas
Lepiej jest nie budzić jej

Niechaj Bóg wybaczy nam
Pociąg do plugawych miejsc
Zachowajmy rozum gdy
Bestia w brzuchu ocknie się

Niechaj Bóg oszczędzi nam
Lekkiej chuci ciężkich prób
Niech nam wiarę w siebie da
By lubieżny zwalczyć głód

Daj nam, Boże, więcej sił
Zbawić nas od pokus chciej
Wszak silniejsza Twoja moc
Większa od nas samych jest

SARA:

To mnie wyzwala
Silniejsze więc ode mnie jest
To mnie zniewala
Ożywa we mnie –
chcę czy nie

KROLOCK i SARA:

To co nas kusi
Mocniejsze od nas samych jest

WSZYSCY:

Niechaj Bóg oszczędzi nam
Lekkiej chuci ciężkich prób
Niech nam wiarę w siebie da
By lubieżny zwalczyć głód

Daj nam, Boże, więcej sił
Zbawić nas od pokus chciej
Wszak silniejsza Twoja moc
Większa od nas samych jest

ALFRED:

Nie mogę znaleźć gąbki.

SARA:

Nieważne!

ALFRED:

Saro! Saro!

CHAGAL:

Co się stało? Gdzie ona jest?

ALFRED:

Nie wiem.

CHAGAL:

A więc jednak stało się
Porwał nam ją stąd,
zabrać nam ją chce

REBEKA:

Moje dziecko, nie!

CHAGAL:

Idę szukać jej

ALFRED:

Gdzie też może być?

CHAGAL:

Nie dam sobie córki odebrać

REBEKA:

Nie idź do zamku, wiesz kto tam mieszka

CHAGAL:

Tam ją odnajdę!

REBEKA:

Uważaj na siebie, Jojne!


13 DLA SARY
Für Sarah



ALFRED:

Cicha noc, dziwna noc
Serce bije na trwogę
Dokąd poszła Sara?
Czuję że tylko ja
Tylko ja jej pomogę
Taka noc kusi los

Nic tu strach, nic tu lęk
Trzeba życie ocalić
Zrobię to dla Sary
Gotów iść, gotów trwać 
I zanurzyć się w otchłani
Bo ją kocham

Czeka gdzieś dobry świat
Pora wracać do domu
Ale nie bez Sary
Bo gdy widzę jej twarz 
Lęk wydaje się złudą
Tylko serce ma głos

Wiernym być, dzielnym być
Własne przemóc słabości
Wszystko to dla Sary
Ufać, że przyjdzie dzień
Kiedy spokój nam zagości
Już na zawsze

Oddech wziąć, wypiąć pierś
Śmiało stanąć do boju
To dla ciebie, Saro
Ja nie poddam się, wiesz?
Możesz mi zaufać, Saro
Nie opuszczę cię – nie

Czuję moc, czuję zew
Czuję w sobie odwagę
Dzięki tobie, Saro 
Oddam sen, oddam krew
Oddam ci życie całe
Bo cię kocham, Saro...


14 OPŁAKIWANIE CHAGALA
Trauer um Chagal



WSZYSCY:

Czosnek! Czosnek!
Każdy naje się za dwóch
Czosnek! Czosnek!
W zdrowym ciele zdrowy chuch!

Kiedy strach zagląda w oczy
Kiedy czają się złe moce

Czosnek przegna lęk
Czosnek przegna strach
Czosnek koi, czosnek goi
Czosnek to nasz...

REBEKA:

Ach!...

ALFRED:

Wrzątek! Szybko!

ABRONSIUS:

Tu wrzątek nie pomoże. Nie żyje.

REBEKA:

Ach!

ABRONSIUS:

Popatrz! Ślady po ugryzieniu.
Raz, dwa – wyssali go do białego...

WSZYSCY:

Wilki u nas groźne
Szczególnie gdy jest mróz
Rzucają się do gardeł
I zwalają ludzi z nóg

ABRONSIUS:

Wilki tego nie zrobiły
Chyba wszyscy wiemy kto
Już dosyć łgarstw, wystarczy kłamstw
Bo panoszy się tu zło
Panoszy się tu zło

Tchórze! Spójrzcie w oczy prawdzie!

Po raz pierwszy w mej karierze
Widzę trupa tak bladego
Bo po prostu krew ofiary
Sprawca wyssał do białego
To prawda – reszta to blaga

ALFRED:

Chwileczkę!
Wszyscy milczą tu
Jak gdyby byli w zmowie
Dokąd Sara mogła pójść?

ABRONSIUS:

Czy ja się wreszcie dowiem...

ALFRED i ABRONSIUS:

...kto i co i gdzie i z kim i jak?
Kto i co i gdzie i z kim i jak?

ABRONSIUS:

Teraz pośpiech i rozwaga –
Nim się stanie żywym trupem
Nim krwi zacznie się domagać
I rozglądać się za łupem

Trzeba, mój chłopcze,
To serce przekłuć mu kołkiem

REBEKA:

Ach!...

ABRONSIUS:

Odwagi, Madame Chagal!
Ciało pani męża jest stracone,
ale możemy uratować jego duszę

Według moich własnych pism
I według Van Helsinga
Jeden tylko sposób jest
By dusza wolna była
Grób to mało,
bo trzeba przekłuć ciało...

REBEKA:

Przekłuć? Co chce pan przekłuć?

ABRONSIUS:

Serce. Jednym ciosem.
O tak: Ping!

REBEKA:

Serce chce przekłuć mu! Wdział go!
Chyba zwariował ten stary głąb!
Ty zboczeńcu wynoś mi się stąd!
Bierz ten kołek nim ci zrobię coś!

Och, Jeune...
Nie pozwolę przebić twego serca
Choć łamałeś serca tak jak nikt
Do innego już należysz miejsca
Obyś spokój wieczny znalazł w nim

Grzecznie śpij, mój stary
Sama tu zostaję...


15 ZGON TO NIEZŁA FARSA
Tot zu sein ist komisch


MAGDA:

Oczy jak z lodu
Skóra jak śnieg
Dzisiaj nam ostygł
Wczoraj był jak piec

Zgon to niezła farsa

Wiecznie kłótliwy
Milczy jak głaz
Wczoraj tak silny
Dziś zbędny łach

Zgon to niezła farsa
Zgon to niezła farsa

Ile razy mnie obłapiał
Chciałam, żeby szlag go trafił 
Teraz kiedy znalazł grób
Nabrał manier jako trup

Pchał się pod kołdrę
Ten stary cap
Teraz złagodniał
Kto by się go bał

Zgon to niezła farsa
Zgon to niezła farsa

Zgon to niezła farsa
Zgon to niezła farsa

Zachowywał się jak prostak
Umizgiwał gryząc czosnek
Dziś go trawi trupi jad
Lecz poza tym nie ma wad

Kiedy mnie zdybał
Brał mnie jak chciał
Może go spytam –
Odpowie mi...
Ach!

CHAGAL:

Nie bądź śmieszna! Na mnie to nie działa.
Jestem  ż y d o w s k i m  w a m p i r e m ...

ABRONSIUS:

Torba.
A więc kiedy uderzasz?

ALFRED:

Na... na trzy.

ABRONSIUS:

Dobrze. A gdzie jest serce?

ALFRED:

Pomiędzy... pomiędzy....
pomiędzy szóstym a siódmym...

ABRONSIUS:

Żebrem!

ALFRED:

Żebrem.

ABRONSIUS:

Do dzieła.

OBAJ:

Och!

ABRONSIUS:

Ugryziona!

ALFRED:

Ugryziona!

ABRONSIUS:

To na pewno Chagal!
Miałem rację, należało go od razu przekłuć.
Raz, dwa, trzy! Trzy! Trzy!

CHAGAL:

Dobrzy ludzie! Łaski!
Toż to czyn bestialski!
Jeszcze dziś jadłospis zmienię na... wegetariański!

ALFRED:

Profesorze...

CHAGAL:

Padłem sam ofiarą

ALFRED:

On na pewno dobrze drogę zna

ABRONSIUS:

Niby dokąd to?

ALFRED:

W ślad za Sarą

CHAGAL:

(Tak!) I chętnie tam zabiorę nas

ALFRED:

Nie bacząc na żałosny stan
Tego... tu... „odmieńca”
Musimy udać się – już czas –
We trzech do zamku księcia


16 PRZED ZAMKIEM –
FINAŁ PIERWSZEGO AKTU
Vor dem Schloß – Finale erster Akt



WAMPIRY:

Nadszedł czas!
Wreszcie ludzie z klasą
edukacja, polot, pasja, pełnia sił
Nadszedł czas!
Nasza zwykła strawa
to wieśniacy – lecz to lepsze jest niż nic
Nadszedł czas!
Ludzie z naszej sfery
okazja to specjalna nie puśćmy jej z rąk
Nadszedł czas!
Najwyższy czas
smaczniejszy kęs weźmy dziś na ząb

VON KROLOCK:

Oto noc
Co błogosławi piękno
Chroniąc je przed rdzą
Wieczna noc
Pomna szpetoty stworzeń
Lgnących do mych rąk

Witam was
Panowie wejdźcie tu
By nigdy nie wyjść już

Kto z własnej woli
Wejść w mą ciemność śmiał
Ten pozna więcej
Niż by zgłębić chciał
Ja – Von Krolock
Mu tę szansę dam

Cierpię na samotność
I smutek trawi mnie
Przyszłość przeminęła już
I tylko trwa tu śmierć

Nie ma końca płynny czas
Lecz ocean oglądam z brzegu
Melancholia trawi nas
Nie ma na nią żadnego leku

Ha-ha-ha!

ABRONSIUS:

Ha-ha-ha...
Proszę mi wybaczyć, ekscelencjo,
Przejeżdżamy przez tę okolicę i chcielibyśmy rzucić okiem
na pańską wspaniałą posiadłość. Późny XIII wiek, jeśli się nie mylę?

VON KROLOCK:

Widzę, że jest pan człowiekiem uczonym.
Z kim mam przyjemność rozmawiać?

ABRONSIUS:

Profesor Abronsius z Królewca.

VON KROLOCK:

Słynny profesor Abronsius?

ABRONSIUS:

Słyszał pan o mnie?

VON KROLOCK:

Pański tom „Nietoperz” – ha!
Dosłownie pochłonąłem...

ABRONSIUS:

Miło mi, bo w kraju mam
Opinię... oszołoma
Nic nie zmienię –
Logika nie jest w cenie

VON KROLOCK:

O autograf proszę więc
I niechże pan zostanie

ABRONSIUS:

Z wielką chęcią – zamek ten
Aż prosi o zbadanie

VON KROLOCK:

Kim jest ten młodzieniec?
Student – czyżbym zgadł?

ABRONSIUS:

To Alfred, mój asystent...

VON KROLOCK:

I panu jestem rad

VON KROLOCK:

A to syn mój, Herbert
On też cieszy się
Nie ma się z kim bawić tu

HERBERT:

Nie do wiary – to gość
Co z nudy wyrwie mnie

VON KROLOCK:

Proszę, panowie, wejdźcie
i czujcie się jak u siebie w domu.
Kukol!!!
Kukol pokaże panom pokoje...
Precz!

ABRONSIUS:

Ekscelencja zechce wybaczyć,
zapomniałem jak jest późno.
Pan na pewno zmęczony?

VON KROLOCK:

Jestem nocnym Markiem,
przesypiam całe dnie...

VON KROLOCK:

Alfredzie!
Nie brakuje ci czegoś?

ALFRED:

Moja gąbka!

VON KROLOCK:

Młodość
Nie wymaga rad
Starego durnia co pomimo lat
Nie może pojąć czym się karmi świat

Znam twe sny i dobrze wiem
Jak blisko jest twój cel
Daj mi wiarę i zaufaj mi
A poprowadzę cię

Nie wnikaj
Jak oddam ci noc
Jestem magikiem i mam nad nią moc

Rzuć się za mną w płynny czas
Zrozum, czym jest przymus trwania
Poznaj swoją drugą twarz
Rozkosz smutku i dreszcz czekania

Czeka na nas Czarny Graal
Znaleźć go to znaleźć miłość
Amoralny rządzi ład
Ludzkich praw dla nas nie starczyło

Kto kocha samo życie
Tylko żyć bez końca chce
I wolny jest

[koniec pierwszego aktu]


Musicale I - Taniec Wampirów

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości