cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

WAMPIRY ŁAKNĄ KRWI - 
wywiad dla magazynu Stagebill

„Taniec Wampirów” to już drugi musical w Teatrze Muzycznym ROMA (pierwsze były „Koty”), przy którym masz okazję pracować. Czy wcześniej tłumaczyłeś teksty do musicalu, albo innych sztuk teatralnych? 

Przy „Kotach” po raz pierwszy pracowałem dla teatru. Natomiast od wielu lat tłumaczę piosenki, dokonałem także licznych przekładów filmów muzycznych oraz filmowych wersji musicali, jak „Dźwięki muzyki” (The Sound Of Music). Mam na koncie setki przekładów z nurtu piosenki autorskiej – Leonard Cohen, Bob Dylan. Tłumacząc filmy zmierzyłem się z „Żółtą łodzią podwodną” Beatlesów (Yellow Submarine) czy z piosenkami Elvisa Presleya. I były to bezcenne doświadczenia.

Czym różni się tłumaczenie tekstów piosenek od tłumaczenia zwykłych tekstów?

Przy pracy nad tekstem do muzyki tłumacz ma przeciw sobie wszystko. Nie chcę wdawać się tu w szczegóły, ale mogę wymienić katarakty, jakie pokonujemy na tej drodze: zupełnie inną „frazę” językową, pewną rozlazłość języka polskiego i długość słów, ale głównie rzecz rozbija się o nasz nieszczęsny akcent na przedostatnią sylabę i rymy męskie... Praktycznie każda adaptacja tekstu śpiewanego oznacza jego trywializację.

W „Kotach” T.S. Eliota jest mnóstwo gier słownych, które są trudne do tłumaczenia i zazwyczaj trzeba je zastępować polskimi zwrotami. Czy podobnie jest w przypadku „Tańca Wampirów”?

„Koty” narzucały szczególnie wysoką poprzeczkę, bo jest to znakomita poezja uznanego autora (w końcu literackiego noblisty) i podszedłem do pracy z niemal bałwochwalczym  szacunkiem do oryginału. Oczywiście rygory partytury muzycznej sprawiły, że rezultat to bardziej adaptacja, niż klasyczny przekład, ale na każdy kompromis przystawałem z bólem. Dla odmiany „Wampiry” to rzecz lekka i humorystyczna, a jej tworzywem jest komedia filmowa Romana Polańskiego. Najważniejszy jest w tym tekście koloryt i humor, a oba czynniki nie tylko pozwalają, ale wręcz zmuszają do większej swobody językowej.

W oryginalnej wersji „Kotów” często powtarza się słowo jellicle przetłumaczone przez ciebie jako „dachowy” i jest ono słowem-kluczem. Czy „Taniec Wampirów” również ma swój klucz, który otwiera bramy do lepszego zrozumienia tego musicalu?

Świat wampirów jest wbrew pozorom mniej skomplikowany, niż świat kotów. Księżyc czy bal przestają być „dachowe” i nabierają cech złowrogich, mrocznych. Koty mają przeróżne potrzeby, natomiast wampiry łakną krwi. Pewną pułapką jest ich nonszalancki stosunek do upływającego czasu – wampiry są nieśmiertelne, więc dla nich „niedawno” może oznaczać kilkaset lat temu. Zresztą wychodzi to doskonale w wielkim monologu, który Von Krolock wykonuje pod koniec drugiego aktu („Nienasycony głód”) – retrospektywa jego krwawych podbojów obejmuje cztery wieki. Na szczęście pułapek językowych jest tu znacznie mniej. Takie pojęcia jak noc, grób czy krew są wspólne dla większości kultur. Nie wspominając o wszechobecnym czosnku. Jak śpiewają jego wyznawcy: W zdrowym ciele zdrowy chuch!

Ile czasu zajmuje przetłumaczenie wszystkich tekstów do tak obszernego dzieła, jakim jest "Taniec Wampirów", zważywszy że nie można go tłumaczyć jednym ciągiem?

To faktycznie spory materiał, na szczęście tym razem – przy „Kotach” od początku było ciśnienie – praca „rozkłada się w czasie”. To zresztą interesujący paradoks, bo przecież ciała wampirów nie rozkładają się bez względu na upływ czasu (przedstawienie porusza zresztą i ten problem). Nerwowo jest tylko na początku, kiedy powstają przekłady konkursowe. Potem przez pewien czas trzeba się spieszyć, żeby dostarczyć teatrowi materiałów do przesłuchań – przynajmniej po jednym numerze dla każdej z głównych postaci. Resztę tekstów można cyzelować i właśnie osiągnąłem ten etap, w którym praca dostarcza najwięcej radości.

Czy tłumaczenie, ma coś w sobie z zabawy w Doktora Jeckylla i Pana Hyde’a? Tłumacząc musisz przecież wejść w skórę twórcy, jednocześnie pozostając sobą i nadając tłumaczeniu indywidualny charakter.

Nie przesadzajmy z tym „utożsamianiem się z postaciami”. To raczej sprawa empatii i nie grozi rozdwojeniem jaźni, jak w przypadku nieszczęsnego doktora. O wiele ważniejsze jest dla mnie poczucie komfortu przy obcowaniu z materiałem i pod tym względem Teatr Roma mnie rozpieszcza. Uwielbiam koty! Mieszkam razem z trzema i tworzymy tak zgodne stadło, że znalazło się nawet miejsce na żonę. Kocham wampiry! Jestem – jak one –
creature of the night, stworzeniem nocy. Najlepiej pracuję w nocy i chętnie przesypiam popołudnia (dodam: nie w trumnie). Wykazuję również wielką nadwrażliwość na światło, żyję w ciemnościach i czuję się wśród wampirów jak wśród swoich – w dzieciństwie uwielbiałem filmy Hammera. Niedawno tłumaczyłem dla kina ekranizację musicalu „Upiór w operze” (The Phantom Of The Opera), gdzie moją ulubioną postacią był oczywiście upiór. Ale też trudno, żebym nadmiernie wczuwał się w rolę romantycznego kochanka, że o niewinnej dziewicy nie wspomnę...

Co czujesz, gdy słyszysz aktorów śpiewających piosenki w Twoim tłumaczeniu? 

Zawsze mam kłopot, żeby uznać tekst za skończony. Na premierze „Kotów” bardzo się denerwowałem, mimo że oglądałem próby. Ale efekt końcowy zachwycił mnie i oczarował. Teraz nie mogę się doczekać premiery „Wampirów”. To dopiero będzie bal!

Rozmawiała Natalia Wojciechowska

[STAGEBILL, 2005]

Wyszogrodzki-wampir

Na zdjęciu: Anna Gigiel i DW
Foto: Tomasz Sikora

Musicale I - Taniec Wampirów

Naszą witrynę przegląda teraz 54 gości