cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Final-flaga-200
„Les Misérables” –
wielka premiera w Teatrze Muzycznym ROMA

Ponad rok przygotowań. Wiele miesięcy prób. Tygodnie niewiarygodnego napięcia. Trzy próby generalne z publicznością.
I wreszcie ten dzień: sobota, 25 września 2010 roku. Premiera legendarnego LES MIS!

Final-flagaFoto: Paweł Pyrz/MAKATA

Teatr Muzyczny ROMA pod dyrekcją Wojciecha Kępczyńskiego od 12 lat prezentuje – obok propozycji własnych – klasyczne tytuły światowego repertuaru musicalowego. Współczesny kanon stanowią trzy tytuły. „Koty” pokazaliśmy w 2004 roku. Premiera „Upiora w operze” odbyła się w roku 2008. Do kompletu brakowało już tylko „Les Misérables”, najchętniej oglądanego musicalu na świecie. Dokładnie w tygodniu naszej premiery Londyn obchodzi 25-lecie LES MIS na kilku własnych scenach.

Reżyser przedstawienia, Wojciech Kępczyński, przyznaje, że praca nad LES MIS to kulminacja jego dotychczasowych doświadczeń. „Inscenizacja LES MIS w Teatrze Muzycznym ROMA to spełnienie mojego snu – marzenia, które towarzyszy mi, odkąd po raz pierwszy zobaczyłem ten musical” – mówi w programie teatralnym. „Zdawałem sobie sprawę, jak trudny jest to materiał – pod względem dramaturgicznym, realizatorskim, aktorskim.”

Pierwszą obsadę wybrał sam Cameron Mackintosh, legendarny producent, którego realizacja „Les Misérables” w Londynie w 1985 roku – dokładnie 25 lat temu –zapoczątkowała tryumfalny pochód LES MIS przez sceny całego świata.

Realizatorów wskazał reżyser spektaklu i są to w większości twórcy sprawdzeni w poprzednich produkcjach TM ROMA, odpowiedzialni za sukces „Upiora w operze”: Sebastian Gonciarz (II reżyser, teraz także reżyser świateł), Daniel Wyszogrodzki (autor przekładu), Maciej Pawłowski (kierownik muzyczny i dyrygent), Grzegorz Policiński (scenograf – debiut w ROMIE), Magdalena Tesławska i Paweł Grabarczyk (autorzy kostiumów) i Paulina Andrzejewska (choreograf). Autorem projektów projekcji jest Adam Keller, kierownikiem produkcji Maciej Bargiełowski.

Sobotni spektakl otworzył dyrektor Wojciech Kępczyński w towarzystwie Pawła Dangla, prezesa Allianz Polska, Wieloletniego Partnera Teatru. Obaj panowie ze swadą dyskutowali „mariaż sztuki z biznesem” – w obecnej sytuacji warunek przetrwania teatru realizującego widowiska o takiej skali jak TM ROMA.

Dyrektor Wojciech Kępczyński szczególnie serdecznie powitał słynnego reżysera, Jerzego Gruzę, który – ponad 20 lat temu – jako pierwszy wystawił „Nędzników” w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Twórca zebrał gorące oklaski od wszystkich obecnych.

Premierowa publiczność to z reguły towarzystwo znawców, dziennikarzy, artystów, polityków, przyjaciół teatru. W tym roku byli to m.in. vice prezydent Warszawy – Jacek Wojciechowicz, Irena Santor, Danuta Gudzowaty, Joanna Trzepiecińska, Katarzyna Zielińska, Ewa Kuklińska, Paulina Chylewska, Beata Chmielowska-Olech, Zofia Czerwińska, Anna Mucha, Edyta Herbuś, Dorota Czaja, Jerzy Iwaszkiewicz, Andrzej Pągowski, prof. Cezary Szczylik, Wojciech Medyński, Marcin Cejrowski, Jerzy Woy-Wojciechowski, Robert Kochanek, Robert Rozmus, Cezary Domagała, Wojciech Olejniczak. Obecność takich gości dodatkowo podnosi temperaturę na widowni.

A jak nam poszło? Prawie bez wpadek, ale to „prawie” wpisane jest w premierową tradycję. Bez małej wpadki nie ma premiery, najważniejsze więc, aby naprawdę była mała. I najlepiej na samym początku, tak jak teraz. Dwie godziny spektakularnego widowiska zacierają w pamięci taki drobny epizod, jak Jean Valjean w roli Elvisa. Najlepsze są wpadki, na które nie każdy zwróci uwagę. I tak było tym razem.

Trzeba przyznać, że premierowy spektakl został przyjęty niezwykle gorąco. Soliści zbierali oklaski po każdej przebojowej arii – Edyta Krzemień (Fantyna) za „Wyśniłam sen”, Magda Kusa (Mała Cosette) za „Zamek pośród chmur”, Łukasz Dziedzic (Javert) za „Gwiazdy”,  Łukasz Zagrobleny (Enjolras) za pieśń „Słuchaj kiedy śpiewa lud”, Ewa Lachowicz (Éponina) za „Sama tak”, Paulina Janczak (Cosette) za „Z biegiem lat”, Marcin Mroziński (Marius) za „Pusty stół i puste krzesła”, Janusz Kruciński (Jean Valjean) za każdy z licznych popisów aktorsko-wokalnych, ale największe za wzruszającą modlitwę „Daj mu żyć”, perełkę wokalnego pianissimo.

Wielkie wrażenie robiły sceny zbiorowe – atut tego przedstawienia, napisanego na duży zespół, przez większość czasu obecny na scenie. Fabryka („Kiedy kończy się dzień”), dzielnica czerwonych latarni („Miłe panie”), oberża („kramu tego król”). Małżeństwo Thénardierów – w tych rolach Anna Dzionek i Tomasz Steciuk – przy każdym pojawieniu się na scenie wywoływało aplauz. Podobnie nasz Gavroche, Tomek Chodorowski. Mała Cosette i Gavroche to niełatwe role, kluczowe dla przebiegu akcji. Ale młodzi aktorzy z łatwością podbili serca publiczności.

Inscenizacyjnych niespodzianek jest w tej realizacji wiele. Zrozumiałym zaskoczeniem jest przeniesienie akcji do Paryża i przeskok narracji o niemal 10 lat. Po ascetycznym prologu otwiera się na naszych oczach miasto z mostami, schodami, tłumem ludzi. Oczywiście do legendy przeszła barykada z drugiego aktu, ukazywana z obu stron.

Oryginalne przedstawienie londyńskie przygotowano na scenę obrotową, ale to było 25 lat temu. Teatr ROMA nie ma obrotówki. Mieliśmy więc do wyboru, albo zamówić scenę obrotową (teatralna historia), albo… zainwestować w przyszłość. Ze szwedzką firmą Visual Act, specjalizującą się w najnowocześniejszych rozwiązaniach z zakresu techniki scenicznej, nawiązaliśmy kontakt już przy produkcji „Upiora w operze”. To właśnie specjaliści z VA przygotowali dla nas słynny upadek żyrandola. Ale teraz wyzwanie było większe – jak ożywić całą scenę w tak wymagającej produkcji?

Powstało siedem samodzielnie poruszających się platform, a precyzyjną nawigację każdej umożliwia system laserowy. To na tych platformach wyrosła scenografia LES MIS, to na nich porusza się barykada i domy Paryża. Oto technika w służbie sztuki, niedostrzegalne, płynne ruchy platform sprawiają, że zapominamy o nich już na początku spektaklu. Jest to zarazem wspaniała inwestycja w przyszłość teatru.

Wróćmy jednak do teraźniejszości. A teraźniejszość to premiera i emocje twórców, które potrzebują jeszcze wielu dni, może nawet tygodni, żeby wrócić do normy.

Te emocje widać było najlepiej po finale przedstawienia. Podczas owacji na stojąco, po ukłonach pełnej obsady, a także Macieja Pawłowskiego i całej naszej 30-osobowej orkiestry, dyrektor Wojciech Kępczyński zaprosił na scenę wszystkich realizatorów.

Zmęczeni, ale szczęśliwi – jak on sam – „ludzie ROMY” stali na scenie naprzeciwko publiczności i myśleli chyba to samo: Udało się? Chyba się udało. Ten niepokój, ta adrenalina sprawia, że nie ma drugiej takiej nocy jak premiera. Tę najnowszą zaś, premierę musicalu „Les Misérables”, Wojciech Kępczyński zadedykował niezwykle ważnej artystce, która – niestety – nie mogła stanąć razem ze wszystkimi na scenie. Magda Tesławska, projektantka kostiumów (razem z Pawłem Grabarczykiem) do dwóch ostatnich produkcji TM ROMA, przebywa właśnie w szpitalu. Droga Magdo, życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia! To był także Twój wieczór!

Po premierze wykonawcy, pracownicy teatru i zaproszeni goście przenieśli się do restauracji OSADA, położonej na pobliskiej Ochocie. I tam zabawa trwała do rana, warunki ku temu były bowiem wyjątkowo sprzyjające. Duży, ogrzewany namiot, otoczony kameralnymi ogródkami. Ciepła noc. Muzyka z „Les Misérables”, ale oczywiście nie tylko (gości witały piosenki z naszego singla promocyjnego).

Fantastyczna polska kuchnia. Napoje o dowolnej zawartości w nieograniczonej ilości. Nieformalna atmosfera, w której każdy mógł porozmawiać z każdym, wymienić uśmiech lub gratulacje, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Wspaniały wieczór.

I wspaniały gość, o którym należy wspomnieć osobno. Legendarną agencję teatralną Cameron Mackintosh Ltd. reprezentował jej wicedyrektor, pan Robert Noble. Przybył do Warszawy specjalnie na premierę „Les Misérables”, ale chciał spędzić całą sobotę na zwiedzaniu miasta, które odwiedził po raz pierwszy. Pogoda dopisała, a pan Noble okazał się miłośnikiem spacerów. Piesza wędrówka Traktem Królewskim od Nowego Miasta po Łazienki sprawiła mu wielką przyjemność, trzeba też przyznać, że stolica prezentowała się tego dnia wyjątkowo urokliwie. Po południu pan Robert Noble na zaproszenie Wojciecha Kępczyńskiego zaznał rozkoszy tradycyjnej polskiej kuchni w najlepszym wydaniu. Obaj panowie spotkali się przy stole restauracji Pod Gigantami w Alejach Ujazdowskich – pan Noble zamówił zupę z kurkami oraz wołowinę w borowikach. Specjalnie wybrane chilijskie cabernet savignon dopełniło uczty.

Najważniejsza jednak była dla nas opinia pana Noble o spektaklu. A nie krył on entuzjazmu już po obejrzeniu pierwszego aktu! Człowiek, który oglądał realizacje „Les Misérables” od Wielkiej Brytanii po Japonię, w kilkunastu językach, dziesiątkach miast, setki razy, powiedział, że warszawska „należy do najlepszych, jakie widział”. Podczas bankietu w OSADZIE, w którym z przyjemnością wziął udział, pan Noble dał się namówić na zabranie głosu ze sceny i zawrócił się do wszystkich następującymi słowami: „Jestem naprawdę szczęśliwy, że mogę być dzisiaj w Warszawie. Wasze przedstawienie należy do najlepszych jakie widziałem, jestem pod wielkim wrażeniem i serdecznie gratuluję wszystkim, którzy przyczynili się do jego powstania. Jak wiecie obchodzimy właśnie w Londynie 25-lecie LES MIS, więc Cameron Mackintosh jest wyjątkowo zajęty – przygotowuje w Londynie dwa wielkie koncerty w O2 Arena w najbliższą niedzielę, a poza tym LES MIS grane jest obecnie w dwóch teatrach.

Pomagają mu w tym twórcy musicalu, Claude-Michel i Alain. Jestem pewien, że chcieliby tu teraz być i że przyjadą do Warszawy, żeby obejrzeć wasz spektakl. To tylko kwestia czasu. Ja tymczasem polecę jutro do Londynu, żeby podzielić się z nimi swoim entuzjazmem i fantastycznymi wrażeniami. Dziękuję wam wszystkim. Zabiorę ze sobą część tej atmosfery, bo jestem pod wielkim wrażeniem. Gratuluję, Wojciech!”

Robert Noble, wicedyrektor Cameron Mackintosh Ltd. wystawił nam świetną opinię. Co więcej, jest to opinia prawdziwego eksperta, który o teatrze muzycznym wie wszystko. Z radością będziemy więc czekać na wizytę Camerona Mackintosha, Claude-Michela Schönberga i Alaina Boublila. Mamy się czym pochwalić!

A jak naprawdę czujemy się po premierze? Zmęczeni i szczęśliwi nadal oczekujemy w napięciu tego, co najważniejsze. Tego, co stanowi cały sens naszej pracy – reakcji publiczności. Wspaniałej polskiej publiczności musicalowej, dla której zrobiliśmy przedstawienie, jakiego jeszcze w ROMIE nie było. „Les Misérables” XXI wieku.

W maju żegnaliśmy się – z żalem – z musicalem „Upiór w operze”. W ciągu dwóch lat obejrzało go ponad 600 tysięcy widzów, co przyćmiewa wszelkie rekordy polskiego teatru, nie tylko muzycznego. Do ostatniego spektaklu frekwencja wynosiła 100 %.

Jak będzie teraz? Przekonamy się. Entuzjazm premierowej publiczności napawa nas optymizmem. Podobnie jak ocena eksperta z Londynu. Przygotowaliśmy najbardziej wymagające widowisko w dwunastoletniej historii Teatru Muzycznego ROMA. Nasza publiczność czekała na ten tytuł – „Les Misérables” to najchętniej oglądany musical na świecie. Trawestując legendarne hasło promocyjne The Beatles: „57 milionów widzów nie może się mylić”. A dlaczego tak jest? Przekonajcie się Państwo sami.

Namiętność i historia. Nienawiść i sprawiedliwość. Romans i walka o ideały. Teatr Muzyczny ROMA zaprasza na „Les Misérables”. Musical, który jednocześnie porusza serca i umysły. I może właśnie temu zawdzięcza swoją niezwykłą popularność.

Robert-NobleWKDW-1Na zdjęciu od lewej: Wojciech Kępczyński, Daniel Wyszogrodzki i Robert Noble z butelką okolicznościowego wina.
Foto: Maciej Goliszewski/EPOKA 

[teatrroma.pl, 2010]

Musicale I - Les Miserables

Naszą witrynę przegląda teraz 33 gości