cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

NETREBKO-okladka100 NETREBKO-okladka100 NETREBKO-okladka100
ANNA NETREBKO –
PRIMA DONNA I TORT

Pierwsza diwa naszych czasów. Piękna i zmysłowa, uosobienie seksu. Jaka jest z bliska? Spotykamy się nazajutrz po jej berlińskim recitalu z Danielem Barenboimem 29.03.2010

NETREBKO-okladka

Wygrywa wszystkie rankingi i plebiscyty, od najlepiej sprzedających się płyt z muzyką klasyczną, po najlepiej ubraną kobietę w Austrii. Reklamuje biżuterię Choparda, o jej romansach pisały tabloidy, zaś twarz artystki zdobi okładki najlepszych światowych magazynów. I to niekoniecznie muzycznych. Jest piękna w sposób olśniewający, nie pozostawiający żadnych wątpliwości, piękna heroicznie. A jej liryczny głos urzeka, uwodzi i obiecuje. Rozpala publiczność na całym świecie. I topi skutecznie nawet lodowate serca krytyków. Anna Netrebko jest wybranką bogów. Ma wszystko.

Uwielbiam rolę Musetty z „La bohème”. Pamiętasz, co śpiewa w swoim walcu? „Jestem taka piękna, że jak idę ulicą, oglądają się za mną wszyscy mężczyźni” – Anna Netrebko wybucha śmiechem, za który można podpisać cyrograf. To rola dla mnie, przychodzi mi łatwo i naturalnie. Trochę sekutnica, ale to nie szkodzi.

Mój romans z Anną Netrebko – beznadziejnie platoniczny, jak w przypadku milionów melomanów płci męskiej – trwa od lat, właściwie od czasu jej słynnego debiutu. Taki głos w takim ciele pojawia się raz na sto lat! A ta kobieta ma poza tym inteligencję i temperament, które czynią z niej wielką osobowość sceniczną. Rosyjska diwa już na początku kariery wprowadziła muzyczny świat w osłupienie, przywracając na deski scen operowych aktorstwo i energię nie widziane od czasu Marii Callas (do której też natychmiast zaczęto ją porównywać). Rosyjska piękność jest także odważna. Słynną, koloraturę z „Purytanów” Belliniego wykonała w Metropolitan Opera (2006) leżąc na krawędzi orkiestronu – loki artystki zwisały nad głowami muzyków. Owiana legendą scena szaleństwa głównej bohaterki w „Łucji z Lammermooru” Dionizettiego najpierw wywołała szok u wyrobionej publiczności Teatru Maryjskiego w jej ukochanym Sankt Petersburgu (2009), by w kilka dni później wziąć szturmem Nowy Jork. Już w 2005 roku, kiedy śpiewała „Traviatę” Verdiego w Salzburgu czarnorynkowe ceny biletów przekraczały 5 tysięcy Euro. Anna Netrebko odnowiła kult prima donny.

Zapomniałam, kiedy się ostatnio wyspałam. Pakowałam tort. Żona Daniela [pianistka, Elena Baszkirowa] przyniosła mi po koncercie tort. Tęskniłam za rosyjskim jedzeniem i przygotowała dla mnie cały stół. Ale nikt nie tknął tortu! Dziś rano powiedziałam, że nie zamierzam go tu zostawić. I zabrałam się za pakowanie. Mam nadzieję, że mnie wpuszczą z tortem do samolotu. Ale spróbuję. Poleci ze mną do Wiednia.

Salzburg podbiła znacznie wcześniej – śpiewając Donnę Annę w „Don Giovannim” w 2002 roku. I od tamtej pory regularnie powraca do miasta Mozarta w czasie letnich festiwali. Jako główna atrakcja. W ubiegłym roku zaskoczyła Salzburg po raz kolejny i to na kilka sposobów. Po pierwsze – przygotowała recital, najbardziej intymną formę kontaktu publiczności z gwiazdą opery. Po drugie, był to recital złożony w całości z pieśni dwóch kompozytorów rosyjskich, Czajkowskiego i Rimskiego-Korsakowa (w języku oryginalnym). Praca nad recitalem może się wydawać „odpoczynkiem” w porównaniu z pracą nad repertuarem operowym, ale to złudzenie. Artysta skupia na sobie uwagę słuchacza przez cały czas, nie ma chwili wytchnienia. Koncentracja jest więc maksymalna. Poza tym, recital to jedno wielkie solo – żadnych duetów czy chórów. Oczywiście kocham to, ale to bardzo trudne i wymagające zadanie.

Po trzecie, akompaniował jej sam Daniel Barenboim – wielki pianista, który został wielkim dyrygentem, popularyzator i filozof muzyki. Dyrektor artystyczny Staatsoper w Berlinie często i chętnie prowadzi opery (jest gościnnym dyrygentem mediolańskiej La Scali) i współpracował z Anną Netrebko już nieraz. Łączy nas muzyka, którą oboje rozumiemy tak samo. Energia była fantastyczna. Czy my „pracowaliśmy”? Robiliśmy muzykę, to wszystko. Cały proces przebiegał gładko. Tym razem w Berlinie prawie nie próbowaliśmy, bo okazało się, że oboje pamiętamy, co zagraliśmy w Salzburgu.

Daniel-Anna Foto: DW Kultur (Germany)

Sensacją stało się ich wspólne nagranie opery „Manon” Masseneta (DVD, 2008). Artystce towarzyszył ulubiony partner sceniczny, słynny tenor Rolando Villazón, zaś inscenizacja – przeniesiona w lata 50. przez reżysera Vincenta Patersona – objawiła metamorfozę prima donny w ikonę pop kultury. „Manon Netrebko” – pisano – „łączy w sobie niewinność Audrey Hepburn, zmysłowość Marilyn Monroe i tragizm Ingrid Bergman”. Kreacje Anny Netrebko zaludniają kilka wymiarów współczesności. Lecz swobodę, z jaką artystka porusza się w świecie kultury popularnej, wykorzystywano także przeciwko niej. Jaka inna śpiewaczka operowa wydałaby DVD z teledyskami? A ona to zrobiła: „Anna Netrebko – The Woman, The Voice”, 2004. I zademonstrowała z lekkością (dla niektórych: nonszalancją), że i to medium należy do niej. „Pieśń do księżyca” – z opery Dworzaka „Rusałka” – wykonała pływając na dmuchanym materacu w białym kostiumie kąpielowym. Czy jej kreacje to profanacje?

Teraz w Berlinie, wykonując recital z pieśniami rosyjskich kompozytorów, przebrała się w czasie przerwy, demonstrując dwie imponujące kreacje. Czy moje suknie mają coś wspólnego z muzyką? Nie. Jednak to, że się przebrałam, miało podczas recitalu szczególne znaczenie. Dlatego, że poza mną nic się nie zmienia. Pianista jest ubrany na czarno, fortepian jest czarny. To się nigdy nie zmieni, a ja mogę. Suknia w kwiaty – może nie była w duchu filharmonii – ale miała w sobie coś wiosennego, ludowego. Pasowała do atmosfery pieśni Rimskiego-Korsakowa. A turkusowa suknia z drugiej części recitalu też się nie do końca mieściła w konwencji filharmonii – bardziej by pasowało złoto czy czerwień. Ale była nieco szalona, co – jak sądzę – doskonale pasuje do pieśni Czajkowskiego. I to właśnie na tej zasadzie je dobrałam.

Ten Czajkowski wrócił do niej po latach w nowej odsłonie. Anna Netrebko ma za sobą studia w Sankt Petersburgu, a dla Rosjan Czajkowski, to jak dla nas Chopin. Znałam ten materiał, bo kiedy studiowałam w konserwatorium, wszyscy musieliśmy go znać. I nie były to najlepsze warunki do zapoznania się z jego pieśniami… Trudno coś pokochać pod przymusem, a poza tym tak okropnie się z nimi męczyliśmy! To jest trudny materiał nawet dla wytrawnego śpiewaka, a dla studentów – po prostu koszmar. A najgorsza ze wszystkiego była słynna „Kołysanka”, należała do programu obowiązkowego i wszyscy musieli ją śpiewać. Jeden gorzej od drugiego!

Netrebko-a

Anna Netrebko urodziła się w Krasnodarze (Rosja) i nie pochodzi z rodziny muzyków. Matka jest inżynierem telekomunikacji, ojciec geologiem. Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo – wspomina. Tata uprawiał winorośl w ogródku za domem i robił tam wspaniałe przyjęcia dla przyjaciół. Pojechała do Sankt Petersburga, aby studiować aktorstwo, ale nauczyciel zasugerował, żeby spróbowała swoich sił jako śpiewaczka. Legenda – jak chętnie ożywiamy mit Kopciuszka – głosi, że „Anna Netrebko myła podłogi w Teatrze Maryjskim, gdzie odkrył ją wielki Walery Gergiew”. Rzecz jasna nie należy traktować takich opowieści zbyt dosłownie, ale prawdą jest, że studentka dorabiała sobie sprzątaniem. Kiedy na przesłuchaniu wykonała arię Królowej Nocy – tę genialną koloraturę Mozarta z „Czarodziejskiego fletu” – dyrektor zaangażował ją w słynnym teatrze operowym (w ZSRR Teatr Opery i Baletu im. Kirowa). I to od tej chwili wszystko potoczyło się jak w bajce. Miała 24 lata, kiedy zadebiutowała w Stanach Zjednoczonych – zaśpiewała Ludmiłę w operze Glinki „Rusłan i Ludmiła” w San Francisco i do razu wywołała sensację. Jej debiut w Metropolitan Opera w 2002 roku był jeszcze bardziej spektakularny, bo wystąpiła jako Natasza w premierze „Wojny i pokoju” Prokofiewa. W tym samym roku dała się poznać publiczności Festiwalu w Salzburgu – właśnie w roli Donny Anny w „Don Giovannim”.

Wyczuwa się subtelne różnice nawet w najlepszej publiczności. To zwykle są ludzie, którzy kochają muzykę. Ale są też i tacy, którzy ją doskonale rozumieją. Nawet niekoniecznie znają, ale rozumieją. Kiedy trafia się cała widownia z osobami rozumiejącymi muzykę, wytwarza się niesamowity kontakt. Czuje się to.

W ciągu kilku kolejnych lat Anna Netrebko rozkochała w sobie cały muzyczny świat. Śpiewała w Los Angeles Opera i w londyńskim Covent Garden. Jej „Roméo et Juliet” z Rolando Villazónem był sensacją. A jej Violetta w „Traviacie” Verdiego – szokiem. Artystka wzniosła się na absolutny szczyt wokalistyki i aktorstwa. Miała świat u stóp. I dopiero wtedy, kiedy stało się jasne, że może mieć wszystko, przystopowała.

Czasami jesteśmy zbyt chciwi – wydaje nam się, że możemy mieć wszystko. Nie mówię o chciwości na pieniądze, ale w ogóle o takim nieposkromionym apetycie na życie. Chcemy więcej śpiewać, więcej podróżować, zagrać więcej ról, sprawdzić się w kolejnych gatunkach, czy śpiewać kolejnych kompozytorów, kolejne tytuły. Zarabiać więcej też. Czy być bardziej uwielbiani. Trzeba umieć nad tym zapanować. Trzeba nauczyć się dokonywać wyborów. W przeciwnym razie grozi nam katastrofa.

Bycie diwą zobowiązuje, ale bycie młodą kobietą u szczytu sławy też ma swoje prawa i Anna Netrebko nie zamierza z nich rezygnować. Lubię jeść i lubię robić zakupy – te słowa padały w wielu wywiadach. Czasami chodzę do muzeów, ale częściej spotykam się z przyjaciółmi i chodzimy do barów albo na dyskoteki. Lubię się bawić. A zapytana o ulubioną muzykę nie zaczyna bynajmniej od opery, jak nakazywałaby „poprawność PR”.  Jest szczera – słucha chętnie zespołów Green Day i Black Eyed Peas, nakręca ją Amy Winehouse. Przy tak otwartym podejściu do świata i takiej urodzie pozostaje już tylko jedno pytanie i to głównie dlatego prześladują ją paparazzi (zamawiając stolik w restauracji podawała nazwiska postaci operowych, jednak w muzykalnym Wiedniu szybko zaczęło ją to demaskować). Pytanie to brzmi oczywiście: kogo Anna Netrebko uszczęśliwia swoimi boskimi względami.

AnnaRolando
Rolando Villazon i Anna Netrebko w „Manon”, Staatsoper Berlin (2007)

Tym, którym zazdroszczono, było wielu. Ona sama przyznawała się do „narzeczeństwa” z włoskim bas-barytonem, przystojnym Simonem Alberghinim, ale podejrzewano ją też o romans z jej ulubionym partnerem scenicznym, meksykańskim tenorem, Rolando Villazónem. Śpiewając miłosne duety w „La bohème” Pucciniego, „Roméo et Juliette” Gounoda czy „Manon” Masseneta artyści uzyskiwali takie iskrzenie, że trudno było uwierzyć w zapewnienia tenora o wierności rodzinie. Kiedy zaś prima donna w 2008 roku ogłosiła światu, że jest w ciąży, na giełdzie nazwisk potencjalnych ojców pojawił się nawet… piosenkarz, Robbie Williams. Podobno niepocieszony szybkim dementi operowej gwiazdy.

Po wczorajszym recitalu ktoś mi powiedział, że moja suknia z pierwszej części, była panieńska, jak sprzed ślubu. A w drugiej części była to już suknia mężatki, po ślubie. Pewnie się chciał dowiedzieć, co się wydarzyło w czasie przerwy! Nic z tego!

Korzystając z okazji – jak dementować, to dementować – Anna Netrebko zaprzeczyła także, jakoby marzyła o zagraniu tytułowej bohaterki „Salome” Richarda Straussa… nago. Dodała, że ucięta głowa Jana Chrzciciela to „wystarczająca atrakcja” dla ludzi spragnionych sensacji. A jednak ciąża na tym szczeblu show businessu jest atrakcją samą w sobie i magazyn Playboy nie przegapił okazji, by dołączyć Annę Netrebko do swojej listy „najseksowniejszych gwiazd”. Artystka powiedziała wtedy w wywiadzie, że nie jest Matką Boską tylko śpiewaczką. Czyli żeby nie oczekiwać od niej cudów.

Przy takim postawieniu sprawy ojciec musiał się znaleźć. Okazał się nim, owszem, bas-baryton, ale nie włoski a… urugwajski. Nazywa się Erwin Schrott i reprezentuje typ samca stworzonego do roli Don Juana, w której też roli występuje najchętniej. Namiętność pomiędzy artystami wybuchła w 2007 roku, choć na scenie operowej spotykali się już wcześniej i to właśnie w „Don Giovannim” Mozarta. Owoc miłości dwojga śpiewaków ma obecnie niecałe dwa lata i nazywa się Tiago Aruä Schrott.

Mama śpiewała mi, jak byłam mała, ale nie pamiętam dokładnie, co to było. Ja sama nie śpiewam swojemu synkowi. Ponieważ to by go raczej rozbudziło. I to nie dlatego, że śpiewam głośno, lecz dlatego, że dźwięki są atrakcyjne, że przykuwają uwagę.

Anna Netrebko zastrzega się, że nie planuje wielu wspólnych występów z mężem (chociaż dali się oboje skusić atrakcyjną propozycją ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie śpiewali na galowym koncercie w Abu Zabi). Tymczasem występ półnagiego Erwina Schrotta w Covent Garden uznany został za „nieprzyzwoicie narcystyczny” – tytuł recenzji korespondenta New York Timesa brzmiał: „Hej, Giovanni, załóż koszulę, bo się przeziębisz”. Don Juan to postać tragiczna.

Niestety ulubiony tenor – jeden z najlepszych współczesnych tenorów na świecie – popadł w poważny kryzys zdrowotny. Rolando Villazón odwołał w ciągu ostatnich dwóch lat większość występów i musiał poddać się operacji strun głosowych. Kiedy powrócił na scenę wiedeńskiej Staatsoper w marcu tego roku w „Napoju miłosnym” Dionizettiego, po wykonaniu słynnej arii „Una furtive lagrima” meksykański śpiewak otrzymał 5-minutową owację na stojąco, a kurtynę podnoszono przez 20 minut!

Czy Anna Netrebko nie obawia się jednak, że może stracić najcenniejszego partnera? To się może przydarzyć każdemu. Powiem więcej: jest całkiem prawdopodobne, że każdego z nas to czeka. Na pewnym etapie kariery. Rolando w niesłychanie szczodry sposób dysponuje swoim głosem. Ludzie go kochają, a on uwielbia dla nich śpiewać. Daje z siebie wszystko, przypomina pod tym względem Enrico Caruso. To dlatego jego miłość do publiczności jest tak wspaniale odwzajemniana. Kryzys to norma. Rzecz w tym, jak się z niego wychodzi. A Rolando powrócił właśnie po roku nieobecności i bardzo się z tego cieszę. Ma przed sobą wielką przyszłość.

Netrebko-b

A jakie plany na najbliższą przyszłość ma rosyjska prima donna? Kiedy zapytałem, czy artyści zaryzykowaliby wykonanie podobnego recitalu w Stanach Zjednoczonych, Daniel Barenboim, zawołał ze śmiechem, że „w USA jest dość Rosjan, żeby zapełnić widownię”. To prawda, ale Anna Netrebko nie zabiera tam na razie pieśni Rimskiego-Korsakowa i Czajkowskiego. Koncentruje się teraz na – jakby napisanej specjalnie dla niej – roli Manon (Opera Wiedeńska i londyńska Royal Opera House), a równolegle występuje w rolach Mimi („La bohéme”), Elwiry („I puritani”) i Micaeli „(Carmen”). Przygotowuje się także do letniego Festiwalu w Salzburgu, gdzie zaśpiewa tytułową rolę w „Roméo et Juliette”. W roli Romea wystąpi z nią świetny polski tenor, robiący międzynarodową karierę Piotr Beczała. Nasz poranek dobiegał końca. Co teraz?

Teraz jadę do Wiednia. Jak się uda – z tortem. I od razu zabieram się do pracy, mam próby w operze. Muszę też zobaczyć, co słychać w moim opuszczonym mieszkaniu… Bardzo rzadko tam bywam, a przeczytałam niedawno, że mieszkam w Wiedniu.

Bezpretensjonalna do końca, właśnie po urodzeniu dziecka – kiedy świat liczył jej dodatkowe kilogramy, a na obliczu bogini ujawniła się twarz rosyjskiej dziewczyny – prima donna założyła wideo blog, na którym z wdziękiem odpowiada na najbardziej przyziemne pytania wielbicieli. Zagadnięta o tak nietypową nonszalancję na punkcie wizerunku mówi mi wprost: Jest publiczność, która kojarzy mnie bardziej z sukniami i szpilkami, niż ze śpiewem. Pamiętają, że zrzuciłam buty i tańczyłam na scenie i też chcieliby to zobaczyć na własne oczy. Bo ludzie pamiętają „efekty wizualne” i cały zgiełk medialny. Ale w muzyce to jest zupełnie nieważne. Oczywiście nadal będę pokazywać się w szpilkach, ale nie muszę tego robić za każdym razem. Już nie.

Anna Netrebko jest zawsze seksy. Nawet kiedy wymienia, a można odnieść wrażenie, że bez końca, smaki ulubionych lodów. Albo kiedy w swoim wiedeńskim mieszkaniu powtarza z twardym, rosyjskim akcentem: I love to live In New York, I love to live In New York. Nawet z synkiem Tiago na kolanach. I – co najbardziej zdumiewające – kiedy ze szczerością i z determinacją, podkreśla, jak bardzo jest… normalna: Nigdy nie myślę o sobie w kategoriach „mój głos i ja”. W ogóle nie myślę o swoim głosie. Jestem całkowicie normalna. Wiem, co się dzieje z wieloma śpiewakami, ale – moim zdaniem – kiedy raz się zacznie „uważać na głos”, z czasem dostaje się ku-ku!

Mój romans z Anną Netrebko pozostaje platoniczny, ale już nie tak beznadziejnie. Wtedy w Berlinie coś się zmieniło. Jej sztuka – już nie tylko sam głos i nie tylko ciało, ale niebywały artyzm jej śpiewu i magiczne wręcz oddziaływanie emocjonalne, jakie wywiera na słuchaczu – sprawiła efekt tak odczuwalny, że niemal fizyczny. Zostawiła ślad trwały, niezmywalny. Spędziłem wieczór z Królową Nocy. I poranek z Rosyjską Dziewczyną. Obie są piękne, obie fascynujące. Obie z tym samym, kokieteryjnym rosyjskim „r” w śpiewnej angielszczyźnie. A co najważniejsze – obie jednakowo prawdziwe. I jedna z nich na pewno dowiozła do Wiednia rosyjski tort.

Netrebko-c

Anna Netrebko (ur. 1971), sopran

Rosyjska śpiewaczka operowa, w 2006 roku przyjęła obywatelstwo austriackie z powodów wizowych. Śpiewa w najważniejszych teatrach operowych świata, nagrywa ekskluzywnie dla Deutsche Grammophon. Jej pierwszy album, „Opera Arias” (2003) to jedna z najlepiej sprzedających się płyt z muzyką klasyczną. „The Russian Album” (2006) nagrany z Orkiestrą Teatru Maryjskiego pod dyrekcją Walerego Gergiewa wszedł do TOP 10 niemieckiej listy płyt z muzyka popularną. Podobne powodzenie spotkało jej płytę „Duety”, nagraną z Rolando Villazónem (2007). Artystka wydała liczne DVD, w tym kilka z pełnymi operami, m.in. „Łucja z Lammermooru”, „Wesele Figara”, „La Traviata”. Jej najnowszy album – „In The Still Of Night” (2010) – jest zapisem recitalu z Festiwalu z Salzburga z pieśniami Rimskiego-Korsakowa oraz Czajkowskiego. Śpiewaczce akompaniuje wybitny pianista, Daniel Barenboim.

NETREBKO-autograf

ANNA NETREBKO / DANIEL BARENBOIM In The Still Of Night Deutsche Grammophon

Oto największa muzyczna sensacja ostatnich lat, połączenie talentu, osobowości i repertuaru, jakiego jeszcze nie było. Ona – Anna Netrebko, sopran prosto z nieba, pierwsza primadonna XXI wieku. On – Daniel Barenboim, wielki pianista, który został wielkim dyrygentem, a teraz wziął na siebie rolę akompaniatora. I w niej jest także wielki, ten artysta ma dotyk króla Midasa. Wreszcie repertuar: pieśni (Lieder) na głos z fortepianem Czajkowskiego i Rimskiego-Korsakowa, wykonywane oczywiście po rosyjsku (do wierszy m.in. Puszkina i Tołstoja). To są perły muzyki na miarę pieśni Schuberta czy Schumanna i tylko bariera językowa powstrzymała je przed ekspansją na estrady świata. Netrebko pokonuje tę barierę za pomocą uniwersalnego piękna. Na bis artyści wykonują m.in. pieśń Dworzaka (recital zarejestrowano w Salzburgu).

NETREBKO-cd

[ZWIERCIADŁO, 2010]

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 70 gości