cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

SPIRALNY KRĘCIEK PĘPKA

Najlepsze światowe musicale powstały w oparciu o pierwowzór literacki albo filmowy. „Koty” – według wierszy Eliota. „Taniec wampirów” – według filmu Romana Polańskiego. Nie brakuje adaptacji popularnych powieści, takich jak „Upiór w operze” czy „Nędznicy” (ta ostatnia jako musical „Les Misérables”). W naszym przypadku nie było inaczej.

Tworzywem musicalu „Akademia Pana Kleksa” są trzy klasyczne już i ulubione przez kilka pokoleń książki Jana Brzechwy:„Akademia Pana Kleksa”, „Podróże Pana Kleksa” i „Tryumf Pana Kleksa”. Mieliśmy niezwykłe szczęście – pierwowzór literacki naszego musicalu to po prostu feeria pomysłów, porywające bogactwo języka, absolutnie niepowtarzalny humor. Twórczość Brzechwy nawet dzisiaj, a może dzisiaj tym bardziej, zaskakuje niczym nie skrępowaną wyobraźnią, naturalną – jakże prekursorską – lekkością absurdu. I całkowitą nieprzewidywalnością.

To ma być tekst o tym jak powstały teksty, nowe piosenki, które wypełniają musical „Akademia Pana Kleksa”. I zapewne wypadałoby napisać, że powstawały oto w pocie czoła i w mozole, że taki to obszerny materiał, wysoka poprzeczka, trudne wyzwanie, itd. itp. Bo to wszystko prawda. A jednak w każdym procesie twórczym najważniejsza jest inspiracja i tej dostarczyło nam dzieło Brzechwy aż w nadmiarze. Ta praca była więc znakomitą zabawą, a piosenki – na bazie cudownych pomysłów autora książek, ale także na uskrzydlającym zachwycie tymi pomysłami – często „pisały się same”.

Trzon nowego, premierowego musicalu, powstaje zazwyczaj w kreatywnym trójkącie: reżyser (tu także autor libretta), kompozytor i autor tekstów piosenek. Najważniejszą osobą dla tego twórczego procesu był Wojciech Kępczyński, to w jego głowie rodził się musical „Akademia Pana Kleksa”. Omawialiśmy dokładnie wszystkie zwroty akcji, scena po scenie. Dyskutowaliśmy całymi godzinami nad charakterem postaci. I bez tego wstępnego przygotowania moje piosenki powstać nie mogły. Przeznaczone do konkretnych scen i sytuacji, materializowały się łatwiej, znajdowały swoje miejsce.

Bezpośrednią inspiracją pozostawały oryginalne pomysły Jana Brzechwy. I libretto i piosenki zachowują jak najwięcej z ducha oryginału, do którego podchodziliśmy z największym szacunkiem. Kłopot z tą niebywałą skarbnicą polegał na tym, że nie mogliśmy wykorzystać wszystkiego, co nas zachwycało, że nie opuszczał nas ból nieustannego eliminowania, ciągłego dokonywania bardzo trudnych wyborów.

Niemal wszystko w naszym musicalu pochodzi bezpośrednio z książek o Kleksie. Kleksy i piegi ożywają w „Kleksografii” („Poznasz mądrego po piegach jego”). Golarz Filip ujawnia swoje prawdziwe intencje w songu „Ta lalka będzie żyć” („Nienawidzę Pana Kleksa, zrobię z niego Kleksa-eksa”). „Kolorowy jadłospis” przekonuje, że nie tak trudno zaspokoić głód... kolorami („Smakowita zawsze jest gama na literę S”). Alojzy Bąbel wyznaje wprost, że „Chce być zły” („Dobry znaczy grzeczny, ulizany i bezpieczny”). W utworze „Salamanka” tajemniczy doktor Paj-Chi-Wo daje dowód wiary w potęgę nauki i ludzi uczonych („Kto jak nie my, kumaci, na dobre świat wzbogaci”). A w chwili zwierzeń Kleks ostrzega, czym jest „Świat bez magii”.

Kolejna sprawa to niewiarygodne podróże w poszukiwaniu skradzionych przez Bąbla sekretów. Nasi dzielni bohaterowie – Pan Kleks, woźny Weronik, Adaś Niezgódka oraz Rezeda – przemierzają kolejne przedziwne krainy. W podmorskiej Abecji muszą się wystrzegać koralowego wina, bo to „podwodna kraina, gdzie wina łyk mocniejszy jest od ostrych kłów rekina”. W przemysłowej Patentonii spotykają wybitnego wynalazcę, który ubóstwia maszynę („Moja maszyna to moja rodzina, nie potrzebuję wcale żony, córki, syna”). W rozmytej Nibycji przekonują się, że „nikt nie może być szczęśliwy, tu gdzie wszystko jest na niby”. Porywająca akcja znajduje rozwiązanie w Alamakocie, której mieszkańcy ochoczo wymieniają jaja na zegarki, tylko po to, by je... psuć. 

Przez cały czas, dosłownie na wyciągnięcie ręki, umyka im, niespożyty w kamuflażu, przebiegły Bąbel („Ręka za krótka, panie Niezgódka!”), depcze im po piętach niecny Golarz w złowieszczej asyście Ciemnociemnych („My jesteśmy Ciemnociemni, tylko cicho, niech się ściemni”). A nie mogą zawieść Akademii czekającej w niepokoju na odzyskanie sekretów. Świat bez magii to perspektywa, która przeraża wszystkich.Sięgnęliśmy, co oczywiste, po wybrane piosenki Andrzeja Korzyńskiego z ekranizacji filmowych „Pana Kleksa”. Na filmach w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego, podobnie jak wcześniej na książkach Brzechwy, zdążyło się już wychować całe nowe pokolenie Polaków. Nie mogło więc zabraknąć w naszych przedstawieniu „Kaczki dziwaczki”, nie wyobrażaliśmy sobie innego początku, niż „Witajcie w naszej bajce”, albo też innego finału, niż „Magiczna siła wyobraźni”. Znane piosenki wtopiły się w nowy musical.

Absolutnie nieocenione było pozyskanie współpracy Andrzeja Korzyńskiego, twórcy muzyki do wszystkich tych przebojów, cenionego kompozytora muzyki filmowej. Tego artystę charakteryzuje niebywała inwencja melodyczna, jak nikt inny ma dar pisania łatwych, wpadających w ucho, chwytliwych tematów. I w naszym musicalu nowe, przebojowe piosenki, płyną od początku do końca: „Kleksografia”, „Chcę być zły”, „Świat bez magii”, „Hej – barakuda”, czy „Nikt nie może być szczęśliwy”.

Moja praca z kompozytorem przebiegała na dwa sposoby. Większość muzyki pisał  Andrzej Korzyński do gotowych tekstów. Ale bywało, że to on prezentował wpierw muzykę, te swoje cudowne, szerokie linie melodyczne, tak doskonale odpowiadające wymogom musicalu. I wtedy – po wybraniu konkretnych utworów do konkretnych scen – pisałem do nich słowa. Czy miało to wpływ na ostateczny kształt utworów? Nie powinno mieć. Mogę zdradzić, że to w taki właśnie sposób powstała jedna z moich ulubionych piosenek, „Rozmyci Nibyci” o ulotnej, efemerycznej melodii.

Praca trzech ludzi – reżysera i twórcy libretta w jednej osobie, kompozytora i autora tekstów – to zaledwie „wierzchołek góry lodowej”. Początek kreatywnego procesu, w który włącza się stopniowo scenograf, kostiumolog, choreograf, aranżer i dalej – cała rzesza entuzjastycznych profesjonalistów, którzy dopiero razem są w stanie sprawić, że Akademia jest magiczna, Filip demoniczny, a Kleks potrafi stać się liryczny. Że bal bajek kończy się katastrofą, kleksolot unosi się nad publicznością, a Abecja jest pod wodą. Że w Patentonii rozbrzmiewa „Dziurdziurandum”, a w Nibycji wszystko jest „naprawdę na niby”. A wreszcie, że nasi bohaterowie powracają z roztańczonej Alamakoty wprost do odrodzonej, niezniszczalnej, wiecznej Akademii.

Gdybym miał wybrać z tej feerii pomysłów jedną myśl, jedno przesłanie dla siebie samego, powiedziałbym, że musical „Akademia Pana Kleksa” jest przedstawieniem o wyobraźni. I o jej magicznej sile. Bo – cytując profesora Ambrożego Kleksa – „bez wyobraźni nie może powstać nic wielkiego”. Życie potwierdza ową obserwację. 

Nie uważam jednak, że przesłanie jest w „Akademii Pana Kleksa” najważniejsze. Ani Brzechwa, ani jego Kleks nie prawią nam morałów. I jeden i drugi zapraszają nas do zabawy, zabierają w magiczną podróż w krainę wyobraźni, a więc tam, gdzie zdarzyć się może dosłownie wszystko. Dla mnie zaś, świat Jana Brzechwy ma jeszcze kolejny nieporównany walor i jest nim bogactwo języka. Język Brzechwy to niemal osobna „podróż” i to taka, która trwa od samego początku do samego końca. Świat słów absurdalnych, zabawnych, zaskakujących, słów – jak widzieliśmy – absolutnie niepowtarzalnych. Świat, który – jako autora słów – fascynuje mnie żywo.

Bo kto inny, poza Mistrzem Brzechwą – wtedy czy teraz – wymyśliłby coś równie absurdalnego, jak „Spiralny kręciek pępka”? Jeżeli chodzi o mnie, to nadal nie mam bladego pojęcia, co to może znaczyć. Ale daję słowo, że ćwiczę codziennie.

[ROMA - PROGRAM TEATRALNY, 2007]

Musicale I - Akademia Pana Kleksa

Naszą witrynę przegląda teraz 83 gości