cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

tomasz_stanko2
WIDZĘ SIĘ WŚRÓD POETÓW –
TOMASZ STAŃKO I NATURA RZECZY

Płyta polskiego trębacza Soul Of Things nie tylko przyniosła mu kolejny, trzeci już „komplet Fryderyków” (album i artysta jazzowy), ale i cały muzyczny świat uznał ją za wydarzenie. Głębi muzyki tego artysty towarzyszy głębia rozważań, które zamieszczamy poniżej w formie nieskalanej zbytecznym dialogiem.

1 – Sztuka i horyzonty

Jeżeli ktoś jest utalentowanym artystą i wiele ćwiczy, a poza tym ma jeszcze chęć i czas, żeby chodzić do teatru i interesować się innymi rzeczami – musi głębiej grać. To poszerza horyzonty. A że sztuka jest częścią życia, więc i ona staje się szersza.

2 – Słuchanie czyli inspiracja

Wszyscy czegoś słuchają. Rzecz jasna, co innego słuchać, żeby kogoś naśladować – takie słuchanie zupełnie mnie nie interesuje. Ale przyznam, że kilka taktów z nowego Shortera zadziałało na mnie niezwykle inspirująco. Ta ich wspólna improwizacja i brak podziałów na poszczególne partie solowe – dawno myślałem o tym samym.

3 – Gwałtowny postęp wszystkiego

Wszystko się miesza, ale nie ma od tego odwrotu, bo kula [ziemska – przyp. MUZA] robi się coraz mniejsza. Wszystko dzieje się coraz szybciej, style trwają krótko. Barok trwał dłużej od romantyzmu, romantyzm dłużej od styli, których w samym XX wieku mieliśmy kilka. Na tym tle nieźle wygląda jazz, który przetrwał jako styl muzyczny już ponad sto lat i pozostaje sztuką kreatywną, wyciskającą piętno na całej kulturze.

4 – Tajemnica wiecznego początku

Mnie nigdy nie było lepiej. Publiczność jest coraz lepsza, coraz bardziej wyrobiona. Ale pamiętam, że Coltrane umarł, że Parker umarł... Nie chcę się wypowiadać, czy jazz skończył się na Coltranie, bo tego nie wiadomo. Jeszcze za życia Bacha działali jego synowie, a muzyka już się zmieniała. Sztuka to tajemnica, tajemne są jej drogi,

5 – Forma a piękno

Mozart jest geniuszem, kwintesencją genialności, a jednocześnie komunikatywności. Dlatego, że Mozart jest geniuszem formy. Dla mnie Ives też jest geniuszem, ale pisze tak skomplikowane formy, że dla wielu ludzi nie jest to do ogarnięcia. A przecież to także muzyka wielka i piękna. Więc niby wymyka mu się forma, ale ma prawo mu się wymykać. Zostaje kryterium piękna, a to są sprawy niezgłębione. I pozostaną takimi.

6 – Filozofia (a)komercyjności

Cecil Taylor... Grałem z nim i facet zrobił na mnie duże wrażenie. Kiedy grał tutaj w Warszawie w 1965 roku, miał standing ovation, czyli ludzie to rozumieli. A przecież ta muzyka to czysty chaos, czysta energia. Totalne free, kompletnie nie komercyjne. Wychodziły mu piękne rzeczy, dyktował nam kompozycje, które od razu zapominał. Zupełnie mu nie zależało, żeby je notować, pamiętać. Ta filozofia akomercyjności była dla mnie niesłychanie szlachetna – idealistyczna i piękna. Są i tacy artyści.

7 – Największa siła jazzu

Największą siłą jazzu jest improwizacja. Podkreśla to Jarrett: on jest improwizatorem. Podejrzewam, że i Mozart był improwizatorem. I dlatego się nie mylił. Miał taki łeb, że improwizował na orkiestrę i limitował go jedynie czas pisania. De facto był to ten sam proces, jaki demonstruje Keith Jarrett na koncercie. Tylko jeszcze trudniej.

8 – Technika komponowania

Komponowanie to pisanie w czasie improwizacji – jeśli ktoś ma odpowiednio wielki mózg, ogarnia formę natychmiast i niczego nie poprawia. Bo jeżeli jest genialny, nie powinien poprawiać. Kiedy się jest Mozartem, po co dyskutować, czy ten akord, czy ten? To wynika konsekwentnie i jest piękne i nienaruszalne. To fascynujący proces, ale nie jestem purytaninem i nie chcę powiedzieć, że jest to jedyna technika.

9 – Nieustająca świeżość

A co to jest naprawianie błędów? To jest korzystanie ze świeżości. W improwizacji, prawdziwej improwizacji, nie ma miejsca na rutynę. A błąd się uzasadnia i przestaje być błędem. Lubię improwizacyjność, bo oznacza dla mnie nieustającą świeżość. To bezwzględnie zostanie i zawsze będzie jazz odróżniać. Ale kompozytorzy nie lubią tego czynnika, bo i tak zostawiają duże pole dla wykonawcy. Dużą niewiadomą.

10 – Mózg poety

Kompozytorzy muzyki poważnej mają inny mózg, niż ja. Ich mózg zbliżony jest do matematyki, mój nie. Ja widzę się raczej wśród poetów. Szybkie formy, impresje po nabrzmiałym doświadczeniem życiu. Myślenie bardziej oparte na wrażeniach i na skojarzeniach. Malarskość, czyli też abstrakcja. A idąc dalej: ja param się czymś innym, używając dźwięków do wyrażania się. Czymś innym niż kompozytor.

11 – Ameryka

Myślałem o tym, że jadę z drzewem do lasu. Jazz jest zdecydowanie amerykańską formą sztuki. Kreacja idzie cały czas ze Stanów. Jest parę wyjątków potwierdzających regułę, większość z nich – co tu dużo mówić – nagrywa dla wytwórni ECM. Cała ta stajnia, tacy ludzie jak Garbarek. Manfred Eicher nagrywa tylko muzykę z pierwszej ręki i bardzo zwraca na to uwagę. Mnie się wydaje, że mam osobisty język i to od początku kariery. Udolny czy nieudolny, ale osobisty. Kultywuję go i staram się go rozwijać, od samego początku miałem swój własny ton, swoje ulubione zwroty melodyczne i harmoniczne. I kocham jazz sensu stricte.

12 – Komeda i inni

To właśnie najbardziej łączyło mnie z Komedą. Myśmy obaj wychodzili ze źródeł mainstreamowych – Miles, Coltrane, muzyka skalowa. Oczywiście u podstaw mojej muzyki jest też Ornette [Coleman], bo zawsze miałem skłonności do nowatorstwa. Łączy mnie to z takimi wykonawcami, jak Don Cherry czy Art Ensamble Of Chicago. Ale ten główny nurt plus mój własny język spowodowały, że najbardziej mogłem być doceniony w Stanach. Krytyka europejska bardzo często porównuje nas do muzyków amerykańskich: ten grał jak ten, a tamten jak tamten. Kopia staje się więc niejako wartością samą w sobie. A to jest prowincjonalizm.

13 – Kind Of Blue

Doprawdy, nie wiem dlaczego w Stanach porównano moją płytę do Kind Of Blue. Oczywiście jest to najwyższy komplement. My gramy muzykę, której w Ameryce nikt już nie gra. I nie może tak grać, bo powiedzieliby, że gra „pod Milesa”. A ja się nieszczególnie tego obawiam, bo mam swój ton, który jest rozpoznawalny. Gram też trochę ad libitum, czego oni w ogóle nie grają. Ad libitum jest klasycznie europejskie, bo ma korzenie w muzyce klasycznej. Mam także inna ekspresję – trochę namieszam free i już mam inną atmosferę. Nie musze się niczego bać. Zupełnie niczego.

14 – Jazz w ofensywie

Kocham Milesa i kocham ten czas, bo był piękny. Bo z niczego robił muzykę. Z paru dźwięków można było robić piękną muzykę, dającą nastrój. Moja muzyka faktycznie podobała się w Stanach, mamy ósme miejsce w Jazz Times, a to przyzwoite miejsce. Mówi się, że jazz jest w defensywie, a tymczasem na festiwalach w San Francisco i Seattle tłumy ludzi, wielkie zainteresowanie, wręcz entuzjazm. Kluby mogą padać, zresztą teraz wszystko się zmienia, a najwięcej właśnie na scenie klubowej.

15 – Hip hop czyli rewolucja

To, co dzieje się teraz w muzyce popularnej, demonstruje po raz kolejny siłę tekstu. Zresztą to wcale nie są głupi ludzie. Przeciwnie. Rewolucje mają to do siebie, że ktoś spogląda na tradycję na nowo, innymi oczami. Za pewien czas i ta muzyka stanie się bardziej skomplikowana. Bo może, bo ma w sobie ten potencjał. Jest wielka pogoń za pieniądzem i czasy są dziwne, ale instynktownie czuję, że to nie są gorsze czasy, one są lepsze. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Możemy słuchać najlepszych wykonań muzyki poważnej, a jednocześnie gra Wayne Shorter i wszędzie ma pełne sale.

16 – Rytmiczna sublimacja

Jestem przekonany, że sztuka musi być służebna w życiu człowieka. Jest przecież formą poznania. Co leży u podstaw naszej egzystencji? Seks i pewne formy poznania. Sztuka jest jedną z nich. Rytmy stosowane w dzisiejszej muzyce są niewiarygodnie wysublimowane. Poznałem trochę tych ludzi i cenię ich jeszcze za prostotę. My już gdzieś to zgubiliśmy, wspominany Ives doszedł do absurdu w komplikacji formy. Tymczasem oni to redukują. I każdy z nich coś jednak wnosi, ta muzyka żyje.

17 – Melodia i swing

Melodia wróci. Nie wiem kiedy i w jakiej postaci, ale wróci. Nie jesteśmy ograniczeni skalą dur-mol, jest wiele innych skal. A może jednym z moich atutów jest właśnie to, że gram melodie? Huśtanie przestaje być warunkiem jazzu, improwizacja pozostaje. Nawet w hip hopie jeden huśta, drugi nie. To nie ma wielkiego znaczenia. Dalej jest tak, że w jazzie musi być swing, ale jest to umiejętność, której można się nauczyć. A w rocku nie ma tego wcale. Taki Lenny Kravitz, bardzo muzykalny człowiek, a też nie swinguje. On jest zapatrzony w białą muzykę rockową. Ale blues już huśta.

18 – Rola mistrza

Mam poniekąd poczucie relacji mistrz-uczeń, a jednocześnie nie chcę go mieć. Moich muzyków nie musiałem nigdy uczyć i właśnie dlatego z nimi gram. Przed pierwszym koncertem, jaki zagrałem z Michałem i ze Sławkiem, mieliśmy 20 minut na zrobienie całego repertuaru. I oni to zagrali jak najlepsi muzycy. Nie jestem nauczycielem i nie poczuwam się do tej roli. Muzyk musi mieć od początku instynkt. Ale też z drugiej strony, rozmawiamy razem i często sam sobie pewne rzeczy porządkuję. Ostatnio rozmawialiśmy o free jazzie i doszliśmy do wniosku, że jest to pewna filozofia – trzeba ją znać, żeby w ogóle grać free. Tkwi więc w tym pewna sprzeczność.

19 – Gra zespołowa

Gra zespołowa to pewien ideał, do którego się dąży, a którego się nigdy nie osiągnie. Mówimy o tajnikach improwizacji. Mówimy o niuansach – jak ważne jest to, żeby na siebie patrzeć, wtedy łatwiejsze jest „raz”. Może być niedokładne, ale „niedokładne razem”. Sam patrzę na nich kątem oka, bo jest mi wtedy łatwiej grać precyzyjnie takie gumowe falowanie. Razem się uczymy. Ja ich trochę uczę kompozycjami, bo jestem piekielnie wymagający. To ważne, że jak jest seksta w akordzie, żeby o tym wiedzieć. Potem można jej nie grać, można ją kompletnie olewać. Ale wie się, że tam jest.

20 – Puste studio

Przed nami nowy, autorski album. Tylko w kwartecie. Mamy już termin, dokładnie 23-26 lipca robimy nowe nagrania dla ECM. Część nowych kompozycji grałem już na ostatniej trasie, ale ten proces to właśnie wielka improwizacja. Zbieram materiały, dużo materiałów. Tak że teraz sporo wiem, ale mam nadzieję, że coraz mniej będę wiedział przed nagraniem. Wreszcie, już nic nie będę wiedział, to wtedy wejdę do studia i będzie szansa na kolejny udany album. Podstawa to nic nie wiedzieć.

Wysłuchał Daniel Wyszogrodzki

Tomasz_Stanko 

Kompozytorzy muzyki poważnej mają inny mózg, niż ja.
Kiedy już nic nie będę wiedział, wejdę do studia.
Sztuka to tajemnica, tajemne są jej drogi...


sot
Tomasz Stańko Quartet
Soul Of Things (ECM, 2002)  

Tomasz Stańko – trąbka
Marcin Wasilewski – fortepian
Sławomir Kurkiewicz – kontrabas
Michał Miśkiewicz – perkusja


[MUZA, 2003]

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 12 gości