cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

TN-100h
Tomek Nowak to po pierwsze - mój serdeczny przyjaciel od czasów studenckich. Po drugie, psycholog z wieloletnim doświadczeniem w muzykoterapii dzieci. Po trzecie - w tym miejscu najważniejsze - autor fantastycznych piosenek dla młodych ludzi w różnym wieku, przetestowanych "w terenie" na wszystkie sposoby. Zamieszczam tu ich wybór, bo chciałbym, żeby znalazły "drugie życie" (na scenie i na płycie). To nie przekłady, a przykłady bogatej twórczości Tomka Nowaka.

Autorem słów i muzyki do wszystkich piosenek
jest Tomek Nowak [ Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ]


Pani Zima

 

Miłościwie nam panuje piękna biała Pani.

Cały świat pokryła śniegiem – ma szeroki gest.

Choć dorośli jej nie lubią, zaśpiewajmy dla niej

„My się zimy nie boimy”, dobrze jest, że jest.

 

Zima, Zima, Zima – Królowa Śniegu,

saneczki w biegu,

kuligu już czas.

Pędzą konie, ogień płonie

gońcie nas, gońcie nas, gońcie nas.

 

Pani Zima nosi suknię haftowaną szronem,

budzi zazdrość wszystkich panien ten lapoński wzór.

Jak przystoi w jej królestwie, szklaną ma koronę,

szyję pięknie przyozdabia z lodu sopli sznur.

 

Zima, Zima, Zima...

 

Zima z Mrozem się przyjaźni – to niezwykła para.

On staruszek – do zabawy chęci brak i sił,

za to ona, jak szalona, codziennie się stara,

żeby każdy z nas szczęśliwy w jej królestwie był.

 

Zima, Zima, Zima...

 

Baraszkują bałwaniątka z górki na pazurki,

nikt nie pozna, czy to dzieci, czy bałwanki są.

Wiwat Zima, wiwat sanna, wiwat śnieżne chmurki.

My się zimy nie boimy, dobrze jest nam z nią.

Zima, Zima, Zima...

 

Hej, Mikołaju!

 

Martwi się mała Marcysia,

nos przyklejając do szyby

– nie widać wcale Świętego Mikołaja,

choć w kuchni pachną grzyby.

 

Hej, Mikołaju!

Czekam na Ciebie

u siebie, nie w niebie,

u siebie. 

 

Pomimo śnieżnej zamieci

na czas zdążyły choinki

– nie słychać jednak dzwoneczków kryształowych,

a noc już goni godzinki.

 

Hej, Mikołaju!...

 

Zgubił się gdzieś albo przepadł,

jak niedźwiedź zasnął do wiosny,

a może plecie na brodzie warkoczyki,

bo Święty Dzień radosny.

 

Hej, Mikołaju!...

 

Nagle, od strony komina,

słychać znajome sapanie

– no, jesteś nareszcie, Święty Mikołaju,

na dachu zostaw sanie.

 

Hej, Mikołaju!...

 

Jakże ja mógłbym się spóźnić,

wymawiać czasu brakiem,

wiedziałem przecież, że czekają na mnie...

wspaniałe kluski z makiem.

 

Hej, Mikołaju!...



Nasza pani Kasia

 

Mama w pracy, tata w pracy,

wszystko pięknie – cacy, cacy.

Do przedszkola się skradamy,

panią Kasię spo-ty-ka-my.

 

Nasza pani Kasia

lepsza jest niż kasza:

czaruje kolory,

oswaja potwory,

wchodzi na drabinki,

pociesza dziewczynki,

skacze przez skakankę,

robi z jajek piankę,

rysuje po ścianie,

nie krzyczy „baranie”,

czyta nam bajeczki

z tej grubej książeczki,

wypełnia dzienniki,

opróżnia nocniki,

posadzi rzeżuchę,

złapie w palce muchę,

leżakuje z nami

i chrapie czasami.

 

Żadna mama, żaden tata

do przedszkola tak nie latał.

My tam chętnie przebywamy,

bo się z Kasią spo-ty-ka-my.

 

Nasza pani Kasia...

 

My kochamy panią Kasię.

Pani Kasia kochać da się.

A ja gdybym starszy był,

z Kasią bym się o-że-nił.



Majowy walczyk

 

Maj do nas zagląda,

ciekawski nadzwyczaj,

wysoko do okna

drabinę przystawił

i wspina się w górę,

majowy obyczaj,

tak chadzać jak koty

– własnymi drogami.

 

Trala-la-la-la-laj,

trala-la-la-la-laj.

 

Hyc, hyc, już jest w środku,

zielony kapelusz,

a za nim po murze

słoneczko się wspina.

Już słychać organki,

wesołek i figlarz,

maj – wieczny wędrowiec.

Czy ktoś go zatrzyma?

 

Trala-la-la-la-laj,

trala-la-la-la-laj.

 

Włóczykij, prawdziwy

ziół leśnych amator,

o świcie dla zdrowia

dzban rosy wypija.

Deszczową pogodę

uśmiechem przegania

zły humor jak umie

najdalej omija.

 

Trala-la-la-la-laj,

trala-la-la-la-laj.

 

Dziś do nas zawitał,

by dać zaproszenie

do lasu, nad rzekę

ze słońcem pod rękę.

Więc rusza rodzina,

wycieczka – marzenie,

bo każdy z nas niesie

w plecaku piosenkę.

 

Trala-la-la-la-laj,

trala-la-la-la-laj.



Psiunio

 

Jeden marzy o rowerze,

drugi ciastka je przez sen,

trzeci grzebie w komputerze,

jeszcze inny to mistrz Zen.

 

A ja marzyć nie mam o czym,

ja na szczęścia wlazłem szczyt,

bo znalazłem przyjaciela

i lepszego nie ma nikt

i lepszego nie ma nikt!

 

Choć jest straszny jak czort z piekła,

dusza w nim anielska gra,

kocich nienawidzi reklam.

Czy zgadniecie? Tak, mam psa!

 

Więc już marzyć nie mam o czym,

już na szczęścia wlazłem szczyt,

bo znalazłem przyjaciela

i lepszego nie ma nikt

i lepszego nie ma nikt!

 

Czarny jest mój Psiunio cały,

czarny kulfon, ogon też,

kocha żarty i kawały,

kocha słonko, lubi deszcz.

 

Więc już marzyć...

 

Wszędzie razem – wszędobylscy,

gdzie mój Psiunio, tam i ja,

nawet mi nie uwierzycie,

jak się cieszę, że mam psa.

 

Więc już marzyć...

 

Śpi tuż obok, a gdy rano,

z uszu już wytrzepie sen,

warczy na mnie: wstawaj kotku,

zaczynamy nowy dzień!

 

Więc już marzyć...


Niebiesko-żółty

 

Niebieski z żółtym gra w zielone,

w twoim warkoczu zaplecione –

wakacje, wakacje, wakacje…

 

Lipy i pszczoły na wesele

zaproszą mlecznobiałe cielę –

nad rzekę, nad rzekę, nad rzekę…

 

Na deser szaszłyk poziomkowy

na trawkę nanizany, zdrowy –

po rosie, po rosie, po rosie…

 

Już lato pełne kwiatów

bzyczy trzmielem –

jedziemy na wieś,

mili przyjaciele.

Już lato zatopiło

słońce w rzece,

a ja na skrzydłach

na wakacje lecę.

 

Na trawie z niebem tańczy słońce,

plącze kolory naszej łące

i pachnie, i pachnie, i pachnie…

 

Z wiatrem unoszą się motyle,

bawią się w berka, no i tyle

kochanie, kochanie, kochanie…

 

Deszczyk – ciepłego dnia wspomnienie,

wieczorne szmery i półcienie

w stodole, w stodole, w stodole…

 

Już lato pełne kwiatów...

 

Niebieski z żółtym gra w zielone,

w twoim warkoczu zaplecione –

wakacje, wakacje, wakacje,

wakacje, wakacje, wakacje…

 

Piracka muszla

 

Po morzach pływał pirat,

z nim załoga i papuga,

choć łupił statki stary Slim,

sam ciągle tonął w długach.

Dzielny kapitan – chłop na schwał,

jak znany słoń Trąbalski,

zakopał skarb i figę miał,

bo był zapominalski

bo był zapominalski.

 

Dalekie lądy, wielkie oceany

majtkami rzuca, choć wiszą na szotach,

burza na morzu mąci nasze plany,

stary kapitan nie odnajdzie złota.

 

Wreszcie na pomysł niezły wpadł,

skończyły się kłopoty,

bo zanim skarb pod palmę kładł

lub na dno jakiejś groty,

muszli powierzał tajemnicę,

tak jak na ucho komuś,

a potem zwiedzał okolicę

i wracać mógł do domu

i wracać mógł do domu.

 

Dalekie lądy, wielkie oceany…

 

Dziś po piratach zniknął ślad,

skarby spłukała woda.

Choć byli z diabłem za pan brat,

czasami mi ich szkoda.

Głęboko w mojej skrzyni tkwi

muszla od kapitana.

Zdradziła dzisiaj wszystko mi –

po skarb wyruszam z rana

po skarb wyruszam z rana…



Olbrzym

 

Góra jak olbrzym

przed nami wyrosła.

Trzyma głowę w chmurach,

dumna i wyniosła.

 

Las zielony – płaszcz dziurawy zwisa z niej.

Halny hula w nim czasami, że aż hej.

Góro, góro, mój olbrzymie, heja hej,

góro, zdradź mi swoje imię, a ty, wietrze, wiej.

 

Tam światłem spływa w dół

wielka tajemnica

południem wita nas

piękna okolica.

 

Skalny wielkolud,

druh śpiących rycerzy,

mruczy czasem groźnie

lawiną pacierzy.

 

Łez potoki z góry płyną, skała drży,

tęskni olbrzym za doliną, roni łzy.

Świat daleki wabi, kusi, heja hej,

olbrzym z nami zostać musi, a ty, wietrze wiej.

 

Tam światłem spływa w dół...

 

Nie płacz olbrzymie,

my cię odwiedzimy,
                                 
na twym kapeluszu

watrę rozpalimy.

 

Zaśpiewamy stare pieśni z echem wraz,

tylko już, rycerzu, nie śpij, czuwać czas.

Bądź strażnikiem tej krainy, heja hej,

strzeż góralskiej mej dziedziny, a ty, wietrze, wiej.



Wspomnienia Kasztanowego Rycerza

 

Kiedyś byłem zielonym jeżem,

rosłem sobie wysoko na drzewie,

niebo nade mną tak październikowe,

że aż deszczyk mi kapał na głowę.

Słota chodzi po naszym podwórku,

moi bracia w szufladzie gdzieś w biurku,

ja – samotny, mały jeż zielony

– w mokrej trawie na zawsze zgubiony.

 

Jesień – kasztanowe idą żniwa.

Dzieci – czas, już czas!

Jesień – poszukajcie nas...

 

Przez podwórko szła babcia Justysia.

Tamtą chwilę pamiętam do dzisiaj.

Drę się – babciu – drę jak opętany.

Babciu, proszę, zbieraj kasztany.

Teraz jestem zielonym rycerzem,

mężne ciało okrywam pancerzem,

ręce, nogi, szyję mam z zapałek.

Zręcznie zrobił mnie mały Michałek.

 

Jesień – kasztanowe idą żniwa.

Dzieci – czas, już czas!

Jesień – poszukajcie nas póki czas.



Mruczanka

 

Rzekł raz Krzyś do Puchatka Kuby

(do łóżka kładąc się wieczorem):

Mój misiu, właśnie przyszła pora,

gdy dzieci bajek chcą posłuchać.

Mruczankę śpiewaj mi do ucha.

 

Baj, baj, baj, nadchodzi sen,

zielony sen majowy.

Śpij, już śpij, bajeczki śnij,

wesołe, kolorowe.

 

Posłuchaj, Krzysiu, dziś opowiem

o mej podróży na latawcu,

albo o smoku – zręcznym krawcu,

o myszce, co mieszkała w serze,

o wszystkim ci opowiem szczerze.

 

Baj, baj, baj...

 

Bajki mieszkają pod poduszką,

czekają, kiedy zamkniesz oczy.

Korowód bajek zacznie kroczyć.

Z bajek układa miś mruczankę,

miodową, cichą kołysankę.

 

Baj, baj, baj...

 

© TOMASZ NOWAK

TN-full

Muzyka łagodzi - Piosenki przekłady

Naszą witrynę przegląda teraz 167 gości