cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

GRZEGORZ TURNAU Historia pewnej podróży
ANNA NETREBKO Russian Album
MILES DAVIS Cool & Collected
EMIL GILELS Beethoven Sonatas

GRZEGORZ TURNAU Historia pewnej podróży Pomaton EMI

Grzegorz Turnau nie tylko nie krył podziwu dla twórczości Marka Grechuty, ale zawsze powoływał się na nią, jako na ważne źródło inspiracji. Planował tę płytę od lat. Nagrywał – od wielu miesięcy. Śmierć Grechuty zaskoczyła go w trakcie pracy, tak samo jak zaskoczyła nas wszystkich. Na szczęście Turnau wie doskonale, że piosenek Grechuty poprawić nie sposób, więc z tym większym przekonaniem nadał im własny wymiar. Przekonuje o tym już pierwszy singiel, „Nie wiem o trawie” (do wiersza Tadeusza Nowaka). Ta interpretacja zawiera dwa drogowskazy do całej płyty: są nimi niewielkie zmiany harmoniczne i... prostota (idealizuje ową tendencję niemal ascetyczna wersja rozbudowanego niegdyś „Korowodu”). Ciężar brzmienia – poza fortepianem solisty – wyznacza gitara, na której gra fantastyczny Jacek Królik. Tzw. tribute albums (płyty poświęcone przez jednych artystów twórczości innych) mają w światowej fonografii bogatą tradycję. Ale nawet na tak szerokim tle hołd złożony piosenkom Grechuty przez Turnaua jest zaskakująco ożywczy i szczery.

ANNA NETREBKO Russian Album Deutsche Grammophon

I oto album, na który wielbiciele Anny Netrebko (w tym także miłośnicy jej talentu wokalnego), czekali od lat: kolekcja pieśni i arii z kanonu muzyki rosyjskiej. Muzyki, niesłusznie postrzeganej, jako przede wszystkim instrumentalna. Nowa płyta pięknej primadonny może z powodzeniem zmienić ten wizerunek. Sięgając po kompozytorów tak bardzo rosyjskich, jak Czajkowski czy Rimski-Korsakow, sopranistka ukazuje, jak bliska jest ich muzyka wielkiej operze włoskiej (zwłaszcza Verdiemu). Decyduje o tym niebywała melodyjność, klucz do sukcesu dzieła wokalnego. Rosyjski dar melodii nie wyczerpał się bynajmniej w XIX w. Album byłby wart samych pieśni Rachmaninowa (zwłaszcza op. 21, No. 7), a mamy tu jeszcze „Wojnę i pokój” Prokofiewa (scena IV). Płytę zamyka pełna „scena z listem” z I Aktu „Eugeniusza Oniegina” Czajkowskiego, nie pozostawiając wątpliwości, czy jest dzisiaj w świecie lepsza Tatiana od Netrebko. Artystce towarzyszą orkiestra, chór i soliści Teatru Maryjskiego z Sankt Petersburga, pod dyrekcją wielkiego Walerego Gergiewa, jeden z najlepszych zespołów XXI w.

MILES DAVIS Cool & Collected Sony Legacy

Jestem zdania, że im lepsza muzyka, tym gorzej służą jej składanki. W tym aspekcie zestaw typu „Best of Miles” wygląda tak samo absurdalnie, jak „Best of Chopin”. Ale trzeba spojrzeć na to z drugiej strony: przekrojowa kompilacja stanowi często dobry sposób na prezentację twórcy, z którego muzyką słuchacz styka się po raz pierwszy. „Cool & Collected” przeskakuje po głównych rozdziałach twórczości artysty, którego muzyka wyznaczała kiedyś kierunki jazzu. Najszerzej (i słusznie) reprezentowany jest okres współpracy Milesa z Johnem Coltranem (m.in. „So What” z legendarnej płyty „Kind Of Blue”). Z pewnością najładniejszy (ale też bardzo cool) rozdział w dorobku trębacza, okres współpracy z orkiestrą Gila Evansa, sygnalizuje tylko „Summertime”. Tzw. drugi kwintet (ten z Shorterem i Hancockiem) – jedynie „E.S.P.” Nie mogło za to zabraknąć nieszczęsnych „hitów” z lat 80. – „Time After Time” i „Human Nature”. Składanki tego typu wzbogaca się zwykle przynajmniej jednym nagraniem wcześniej nie publikowanym. Tutaj jest nim remix „It’s About That Time” z udziałem Santany.

EMIL GILELS Beethoven Sonatas Deutsche Grammophon

Gdyby to ode mnie zależało, jaki prezent dostaną pod choinkę nasi Czytelnicy, dla każdego zamówiłbym u Mikołaja ten zestaw dziewięciu płyt wznowionych właśnie przez Deutsche Grammophon. Sonaty Beethovena to „Nowy Testament” pianistyki, ale też jedna z najwspanialszych przygód estetycznych, jakich dostarcza europejska sztuka. Jeżeli istnieje czyściec pianistów, grają tam tylko Beethovena (w raju króluje Bach, piekło należy do Liszta). A dlaczego Gilels? Dlatego, że ten „gigant fortepianu” (jak okrzyknęli go oniemiali Amerykanie już w trakcie debiutanckiego tournee), to w istocie łagodny olbrzym – jego niebywała energia znajduje dokładną przeciwwagę w delikatności i liryzmie (najlepiej słychać to w popularnej „Patetycznej”, No. 8, op.13). Niestety, ta imponująca edycja nie zawiera kompletu 32 sonat Beethovena. Pianista zmarł nagle przed ukończeniem cyklu (dla ścisłości, brakuje 1, 9, 22, 24 i 32). Łatwo sobie wyobrazić, jak mógł zagrać tę ostatnią (op. 111), ale na pocieszenie pozostaje fakt, że sonaty No. 29, op. 101 („Hammerklavier”) nigdy nikt nie zagra tak jak Gilels.

[ZWIERCIADŁO, 2006]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 110 gości