cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

TÉREZ MONTCALM Voodoo 
THE POLICE The Police
MICHAEL BRECKER Pilgrimage|
ALFRED BRENDEL In Recital

TÉREZ MONTCALM Voodoo Marquis

Jedna z największych przyjemności, jakich dostarcza słuchanie muzyki (a jak wiemy jest ich niemało), to wyławianie nowych, interesujących głosów kobiecych. Moda na to, żeby wszystko było bardziej smooth od pierza i żeby jazz nie był czasem jazzowy, wydaje się szczęśliwie dobiegać końca. Młoda Francuzka, której głos jest odkryciem jednocześnie zaskakującym i bardzo przyjemnym, śpiewa z werwą i z chrypą, śpiewa absolutnie po swojemu, łamiąc frazy, a zarazem „przemawiając” słowami piosenek, po prostu interpretując tekst. To, co śpiewa Térez Montcalm, to też nie jest jazz, ale przynajmniej znajdziemy w jej wokalistyce jazzową nieprzewidywalność. Podobnie jak w repertuarze, gdzie utwory autorskie (część po francusku, jak zabawne „Parce que y a toi”) łączą się z klasyką pop i rocka, od Hendrixa („Voodoo Child”), poprzez Eltona Johna „Sorry Seems To Be The Hardest Word”, po przebój grupy Eurythmics („Sweet Dreams”). Najbardziej radosną odmianą – w stosunku do nadal panujących trendów – są energia i spontaniczność, z jaką śpiewa młoda Térez Montcalm.

THE POLICE The Police Universal

„Policja” znowu razem – to największa koncertowa sensacja roku. Ale powodem, dla którego warto przypomnieć wybór hitów zespołu, to wyjątkowa oryginalność muzyki The Police, a czas zweryfikował to jednoznacznie. Trio wypłynęło 30 lat temu na fali punka i asymilowało modne wówczas wpływy reggae, a jednak muzyczna propozycja „Policji” przerosła sumę wpływów. Mówić, że grupa zawdzięczała to talentowi Stinga, to dziś kopanie leżącego – wiemy, co się działo z jego kolegami, bo nie działo się nic. Ale im też nie sposób odmówić oryginalności. Gitarzysta Andy Summers grał „barwy” i zastąpił modne w rocku kaskady dźwięków sztuką niuansu (m.in. słynne flażolety). Stewart Copeland, perkusista, zasłynął wykorzystaniem rozbudowanego zestawu. To była muzyka inna i pozostanie taką na zawsze. Na nowym albumie znajdziemy aż 28 dowodów potwierdzających tę tezę, wśród nich „Roxanne”, „Don’t Stand So Close To Me”, „De Do Do Do, De Da Da Da” i (co zrozumiałe) połowę albumu „Synchronicity”. Ciekawostką jest włączenie pierwszego singla The Police, „Fall Out”, z 1977 roku.

MICHAEL BRECKER Pilgrimage Wa Records

W styczniu tego roku odszedł po długiej chorobie jeden z najlepszych saksofonistów współczesnego jazzu. Michael Brecker żył 57 lat, ale wpływ jaki wywarł na muzyków grających na „tenorze” jest praktycznie nie do przecenienia (niewątpliwie największy od czasów Wayne’a Shortera). Był białym mistrzem techniki, ale miał „czarną duszę”. Długo terminował, zanim zdecydował się na karierę pod własnym nazwiskiem (m.in. u takich liderów, jak Horace Silver czy Billy Cobham), a jego działalność studyjna to przykład nieporównanej kreatywności i pracowitości (m.in. legendarna partia solowa zagrana dla Paula Simona w nagraniu „Still Crazy After All These Years”). W ostatniej artystycznej drodze towarzyszyli Breckerowi przyjaciele, składający się na zespół all-stars dzisiejszego jazzu: Pat Metheny (gitara), John Patitucci (kontrabas) i wielki Jack DeJohnette (perkusja). Przy fortepianie zmieniają się Brad Mehldau i Herbie Hancock. Ani przez chwilę nie wyczuwa się w tych nagraniach atmosfery pożegnania, są wręcz przesycone życiem i swingiem. Z tym większym żalem słuchamy testamentu muzyka.

ALFRED BRENDEL In Recital Philips

Wielki wiedeński pianista wystąpił w tym roku w naszym kraju, co jednak nie było powszechną sensacją (znamię czasów). W sali Filharmonii Narodowej zagrał „czysty Wiedeń” – Haydna, Mozarta, Beethovena i Schuberta. Ale ten pianista (stworzony do grania Wolfganga i Ludwika) ma znacznie szerszy repertuar. Na najnowszym albumie serwuje nam m.in. porywające wykonanie „Andante spianato i wielkiego poloneza” Fryderyka Chopina. Jak głosi podtytuł tej edycji, zawiera ona materiał archiwalny i dotychczas nie publikowany. Na repertuar składają się nagrania koncertowe oraz radiowe (dla BBC) z lat 1968-2001, obejmują więc kilka dekad w karierze artysty. Brendel błyszczy w „Wariacjach Op. 54” Mendelssohna, daje też popis skupienia w – nieczęsto nagrywanych – „Elegiach” Busoniego (numery 3 i 6). Sensacją jest tutaj jednak – zajmujące cały pierwszy dysk – wykonanie genialnych „Wariacji Diabelliego” Beethovena na koncercie w londyńskim Royal Festival Hall w 2001 roku. Pianistyka tej rangi najgłębiej podtrzymuje przekonanie o nieprzerwanej ciągłości klasyki.

[ZWIERCIADŁO, 2007]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 95 gości