cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

WE ALL LOVE ELLA
PAUL McCARTNEY Memory Almost Full
MAREK NAPIÓRKOWSKI Wolno
SIMON RATTLE – Bruckner, 4 symfonia

WE ALL LOVE ELLA Verve

Dawno nie ukazał się tak znakomity „tribute album” z muzyką jazzową, a przecież artystka, której poświęcona jest ta płyta, należy do absolutnie niepowtarzalnych. Bo Ella Fitzgerald to nie tylko „Pierwsza Dama Piosenki”, ale też cała szkoła frazowania i niezrównana mistrzyni instrumentalnej techniki śpiewu „scatem”. Zaważyła nie tyle klasa artystów zaangażowanych do projektu, ale ich miłość do Elli Fitzgerald – bez tego byłaby to najwyżej kolejna składanka. A tutaj znane gwiazdy przechodzą same siebie – kiedy Natalie Cole po raz ostatni swingowała tak genialnie! Oczywiście nie jest niespodzianką piękna interpretacja „Dream A Little Dream Of Me” Diany Krall  (kanadyjska śpiewaczka wiele zawdzięcza stylowi Elli), czy eleganckie wykonanie „Oh, Lady Be Good” przez Dianne Reeves. Lecz album ożywiają piosenkarki spoza dzisiejszego panteonu – czy to „już” (jak Gladys Knight), czy jeszcze (Lizz Wright). Ciekawostką jest wokalny popis 13-letniej Nikki Yanofsky, sensacji z Montrealu – dziewczynka brawurowo odtwarza wizytówkę Elli, wirtuozowski „Airmail Special”.

PAUL McCARTNEY Memory Almost Full Hear Music/Starbucks

Problem Sir Paula od lat sprowadza się do tego, że nawet gdyby nagrał najlepszą płytę, sięgną po nią jedynie kolekcjonerzy wszystkich nagrań byłych Beatlesów. Jest to zaś grupa – delikatnie mówiąc – nie powiększająca liczebności w miarę upływu czasu. Szczególnie szkoda było wyjątkowo udanej płyty „Flaming Pie” sprzed 10 lat. Ta najnowsza jest równie dobra, zyskała jednak lepszą prasę, między innymi dlatego, że jest to najbardziej „szczery” album McCartneya od wielu, wielu lat. Poddając całe swoje życie intymnej wiwisekcji 65-letni artysta – być może po raz pierwszy w życiu – przestał być nieznośnie pretensjonalny. Natychmiast zyskała na tym jego muzyka. Paul śpiewa, jak na dawnych płytach Wielkiej Czwórki („Gratitude”), gra na basie jak przystało na jednego z największych basistów muzyki pop („See Your Sunshine”), najważniejsze jednak, że opowiada tu historie, w których wreszcie jest wiarygodny. Fanów The Beatles najbardziej ucieszy zajmująca (wyimaginowaną) „drugą stronę” płyty suita, przywodząca na myśl porywającą drugą stronę albumu „Abbey Road”.

MAREK NAPIÓRKOWSKI Wolno Universal

Najlepszy polski gitarzysta w historii wziął już udział w nagraniu ponad setki płyt (w tym niemal wszystkich albumów Anny Marii Jopek), lecz dopiero po raz drugi firmuje krążek własnym nazwiskiem. „Wolno” jest przeciwieństwem debiutanckiego „Napa” (2005) – tamta płyta była gęsta, funkowa, podsycona nowoczesną elektroniką. Teraz mamy akustyczny oddech, tytuł płyty można potraktować dosłownie. Owa zmiana dokonała się za sprawą... gitary. Najnowszy instrument mistrza jest dziełem wybitnej kanadyjskiej lutniczki, Lindy Manzer (na jej gitarach gra m.in. Pat Metehny). Artysta odnalazł w nim duszę, która zainspirowała jego nowe brzmienie i nowe kompozycje (on sam jest autorem całego materiału, z wyjątkiem „The Long And Winding Road” Beatlesów). Technika Marka Napiórkowskiego (owoc wielkiego talentu i nie mniejszej pracowitości) słusznie imponuje nam od dawna – na „Wolno” gitarzysta daje dowody najwyższej subtelności, tu nawet temperatura barw wydaje się zmieniać! Wśród gości m.in. Anna Maria, Mino Cinelu i bardzo interesujący Gregoire Maret na harmonijce.

SIMON RATTLE – Bruckner, 4 symfonia EMI Classics

Anton Bruckner (1824-1896), jeden z najważniejszych symfoników XIX wieku, a zarazem jeden z głównych twórców muzycznego romantyzmu, nie należy w Polsce do kompozytorów popularnych. A szkoda. Bo, pomiędzy Schubertem a Czajkowskim, wzniósł gmach muzyki orkiestrowej, która definiuje swoje czasy. Zresztą gmach to uzasadnione porównanie. Twórczość Brucknera – muzyka absolutna, tzn. pozbawiona kontekstu czy przesłania, a także wyzbyta typowej dla epoki ilustracyjności (punktem wyjścia bywa tu najwyżej przyroda) – odznacza się architektoniczną niemal precyzją. Swoją „4 symfonię Es-dur” sam autor nazwał „Romantyczną”. Złożone harmonie dzieł Brucknera popychają większość dyrygentów w kierunku „zagęszczania” brzmienia, tymczasem Sir Simon Rattle wydobywa ze swoich Filharmoników Berlińskich jasną wyrazistość melodii (podejście „linearne”), klarowność wizji dodatkowo zaś podkreśla imponująca jakość nagrania na żywo. Oto klasyczne dzieło twórcy, o którym Wagner powiedział, że to „jedyny kompozytor, który może się równać z Beethovenem”.

[ZWIERCIADŁO, 2007]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości