cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

BOB DYLAN Dylan
ANNIE LENNOX Songs Of Mass Destruction
CHRISTOPH TITZ When I Love
RAFAŁ BLECHACZ Chopin – Preludia

BOB DYLAN Dylan Columbia (3 CD)

Postawmy sprawę jasno: to jest Dylan dla nowego pokolenia słuchaczy. Wielbiciele największego poety piosenki znają te nagrania na pamięć. Ale przebogaty dorobek artysty kandydującego do literackiej nagrody Nobla rozciąga się już na ponad cztery dekady i składa z wielu, często zaskakujących, osobnych rozdziałów. Wszystkie one znalazły tutaj syntezę, antologia zawiera wybór reprezentatywny, portret pieśniarza jest więc trafny. A że niepełny? Od pieśni protestu i nieśmiertelnego „Blowin’ In The Wind”, przez rock’n’roll (i najbardziej surrealistyczne teksty rocka) – reprezentowany m.in. przez klasyczny „Like A Rolling Stone” – obserwujemy rozwój artysty-mistyka („All Along The Watchtower”), stajemy się intymnymi świadkami relacji damsko-męskich w opisach, których literackość nie znajduje równych w muzyce pop (m.in. „Simple Twist Of Fate”). A przed nami jeszcze „okres religijny” Dylana („Gotta Serve Somebody”), nowa amerykańska mitologia („Blind Willie McTell”) i oscarowe „Things Have Changed”. Te trzy dyski to – mam nadzieję – zachęta do kolejnych trzydziestu.

ANNIE LENNOX Songs Of Mass Destruction Arista

Ludzki głos rzadko bywa instrumentem magicznym, ale kiedy tak się dzieje – nie ma równych. Niełatwo jest też znaleźć równych Annie Lennox, przynajmniej w kategorii „białych wokalistek pop” ostatniego ćwierćwiecza. To przewrotne, że na nowy album była solistka Eurythmics zaprosiła aż tyle śpiewających kobiet („Sing”). Jakby chciała sprowadzić je wszystkie na ziemię, choć cel jest szlachetny – walka z epidemią AIDS w Afryce. Utwór wykonują z nią aż 23 piosenkarki, w tym takie potęgi (czy to estrady czy wokalu), jak Celine Dion i Madonna (z „młodych zdolnych” zaś m.in. Dido i Joss Stone). Poza tym jednym zbiorowym popisem wszystkie aranżacje wokalne wykonuje sama Annie Lennox i efekt jest powalający. Jest to „płyta wokalna” w tym sensie, że przy podobnym głosie wszystko inne staje się drugorzędne. Co nie znaczy mniej ważne. Autorski materiał piosenkarki jest wysublimowany i muzycznie („barokowe” partie głosu) i tekstowo (troska o współczesny świat i jego przyszłość, jak w „Dark Road”). „Hiciorów” szczęśliwie nie przewiduję, to jest muzyka dla smakoszów.

CHRISTOPH TITZ When I Love Maroty Music

Nieoczekiwaną sensacją ubiegłorocznego festiwalu „Jazz na Starówce” stał się młody trębacz niemiecki, Christoph Titz. Jego nowy album przekonuje, że Chris Botti winien się mieć na baczności. Inspiracje są podobne u obu (Miles, jak to zawsze u trębaczy; Chet Baker, kiedy trębacze starają się grać „zmysłowo”; Tomasz Stańko, kiedy są na bieżąco – Titz jest). To nie jest muzyka stricte jazzowa, tylko jej lekka, nowoczesna (i atrakcyjna) odmiana – trend inspirowany tyleż klasyką jazzu, co klubową elektroniką. Ciekawe są etniczne pejzaże i tła, na które rzutuje się pierwszoplanowa gra trębacza. Odpowiada za nie głównie perkusjonista, Afra Mussawisade, ale w kilku utworach  („Two Of A Kind” czy „Damask”) pojawia się solo na tureckim flecie (Mouslim Rahal). Wszyscy muzycy reprezentują światowy poziom, wyróżnia się gitarzysta, Phil Niessen, a klawiszowiec, Gero Körner, gra czasem ładną partię solową, jak ta na archaicznym instrumencie Wurlitzera w „Easy Living”. Jedna z kompozycji lidera nosi polski tytuł „Poranna kawa” – gorące przyjęcie w naszym kraju musiało zapisać się w pamięci.

RAFAŁ BLECHACZ Chopin – Preludia Deutsche Grammophon

Skromny polski pianista – tryumfator ostatniej edycji Konkursu Chopinowskiego – podobnie jak jego wielcy poprzednicy (m.in. Martha Argerich i Krystian Zimerman) podpisał kontrakt z Deutsche Grammophon, najstarszą i najbardziej prestiżową wytwórnią płytową na świecie. Melomani czekali w napięciu na fonograficzny debiut młodego Polaka i świetnie się stało, że Blechacz zaczął właśnie od preludiów (jest tu całe Opus. 28 oraz dwa preludia późniejsze). Jego atutem jest niezwykła delikatność (rzadka dziś cecha u młodych „wymiataczy”, poza jednym Anderszewskim), jej to zaś szczególnie wymagają preludia. Niektóre z tych miniatur trwają krócej niż minutę, a pomimo tego odznaczają się doskonałą, precyzyjną konstrukcją. Takie „Preludium Nr. 7 A-dur” to nieomal dziecięca wprawka – jak zagrać „coś takiego” po mistrzowsku? Blechacz potrafi to zrobić, bo ma wrażliwość i naturalność dziecka. A na pytanie (narzucające się), dlaczego to właśnie on wygrał Konkurs, odpowiada brawurową interpretacją utworów naprawdę wymagających, jak „Preludium Nr. 15 Des-dur”.

[ZWIERCIADŁO, 2008]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 73 gości