cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

ALICIA KEYS As I Am
BIRÉLI LAGRÈNE To Bi Or Not To Bi/ Djangology
JENNIFER WARNES Famous Blue Raincoat (20th Anniversary Edition)
GLENN GOULD The Complete Original Jacket Collection (80 CD)

ALICIA KEYS As I Am RCA

Alicia Keys jest nie tylko fantastycznie uzdolniona, ale też wystarczająco mądra, żeby opierać się presji wydawania płyty raz do roku, jak by sobie tego życzyła tzw. branża. Młoda artystka zawsze wynagradza oczekiwanie. Pierwszą premierową płytę od czasu jej „Dzienników” (2003) otwiera krótka fortepianowa wariacja na motywie z Chopina, wielkiej fascynacji dziewczyny z Harlemu. Mówi sama o sobie, że ma „starą duszę”, a przejawia się to nie tylko w jej głębokim szacunku dla muzycznej tradycji (zwłaszcza muzyki soul), ale w swobodnym mieszaniu nowoczesnej muzyki z brzmieniami z lat 60. i 70. Nie próbuje tego zatuszować nawet singiel „No One”. Nad całym albumem unosi się duch wielkiego Marvina Gaye – w smaczkach aranżacyjnych, w niuansach. Sama Aretha Franklin mogłaby z powodzeniem zaśpiewać jej znakomity nowy utwór „Superwoman”, w którym stwierdza (raczej przewrotnie), że jest super kobietą i już. Może i deklaracja taka brzmi nieskromnie, ale jak się z nią nie zgodzić? Alicia Keys – nie mam wątpliwości – to przecież wybranka bogów: ten jej głos, fortepian, uroda!

BIRÉLI LAGRÈNE To Bi Or Not To Bi/ Djangology Dreyfus Jazz

Gitara była instrumentem w stanie poważnego kryzysu. Powód? Od wielu lat wszyscy grają tak samo – Scofield męczy, Methany nudzi, a Santana powtarza się bez końca. I nagle olśnienie: Biréli Lagrène, francuski Rom, rocznik 1966. Sam John McLaughlin nazwał go „fenomenem gitary”. Artysta samodzielnie dokonuje „renesansu gitary” –  instrumentu, który nagle zaczął brzmieć świeżo, ciekawie, niekonwencjonalnie, a przy tym miło i radośnie (zwłaszcza to ostatnie to przełom). Lagrène wydał jednocześnie dwie płyty. „To Bi” jest solowym recitalem w klubie i tu fajerwerkom nie ma końca – reakcja słuchaczy nie pozostawia wątpliwości, że zabawa jest wzajemna. Flażolety w samym “Sur La Croisette” przyprawiają o zawrót głowy! Lecz wirtuozeria jest zawsze służką niesamowitej muzykalności, porywającego odkrywania instrumentu na nowo, za każdym razem, kiedy Biréli bierze go do ręki. Natomiast „Djangology – A Tribute To Django Reinhardt” to nagranie z big bandem (na takie ekstrawagancje stać już tylko niemieckie radio) i tutaj zdyscyplinowany Biréli  Lagrène porywająco swinguje.

JENNIFER WARNES Famous Blue Raincoat (20th Anniversary Edition) Shout

“Tribute Album” to niejako uboczna kategoria: jedni artyści oddają hołd innym. Lecz ten jest wyjątkiem, płytą kultową. Warnes to zapewne najlepsza (biała) wokalistka w USA, ale nie gra rzeczy masowych – poza duetami z filmów, jak m.in. „(I’ve Had) The Time Of My Life” z „Dirty Dancing”. Wiele lat śpiewała w zespole Leonarda Cohena i owocem tych doświadczeń, a także osobistej, trwającej do dzisiaj przyjaźni, był ten album, wydany oryginalnie w 1987 roku. Teraz ukazuje się wzbogacony o materiał nieznany, m.in. „Ballad Of The Runaway Horse”. Wcześniej zdobił go duet Jennifer i Leonarda w „Joan Of Arc”, ale sławę zawdzięczał nagraniom premierowym, jak „First We Take Manhattan.” Nikt nie pisze takich piosenek jak Cohen, a nikt ich nie śpiewał tak jak Warnes. To jest wokalistyka wykraczająca – finezją – poza muzykę popularną. I jeszcze jedno: ten album to... relikwia audiofili. Ludzie, którzy płacą sztabę złota za jedną stopę kabla do głośników, zaczynają słuchanie od „Famous Blue Raincoat”. A jego rocznicowe wydanie to – poza bonusami – także nowy, doskonały mastering.

GLENN GOULD The Complete Original Jacket Collection (80 CD) Columbia

Wydarzenie fonograficzne: pełny dorobek wielkiego pianisty w imponującym wydaniu – oryginalne okładki, dokładne omówienie, 80 płyt! Glenn Gould to legenda pianistyki od czasu, gdy debiutował w 1955 roku nagraniem „Wariacji Goldbergowskich” Bacha. Rzecz jasna, to nagranie otwiera kolekcję. Ale był też Gould wielkim oryginałem, jego poglądy na muzykę były co najmniej „nieortodoksyjne” (Mozart przereklamowany, a Beethoven to nudziarz), a nie pozostawały bez wpływu na interpretacje (Beethovena naprawdę gra tak, jakby go nie lubił). Był zarazem absolutnym geniuszem; niezwykły mózg – zdolny do jednoczesnego wykonywania wielu złożonych zadań – zapewnił mu zdolność polifonicznego myślenia, jakiej nie miał nikt inny. Dlatego „wariat z Toronto” pozostaje niedościgły w repertuarze barokowym. Jako pianista intelektualny (brzydził się wszelkimi przejawami romantyzmu) dokonał wybitnych nagrań z zakresu muzyki współczesnej: Berga, Hindemitha. Był także wrażliwym kameralistą. Te 80 płyt to zaproszenie do wielkiej estetycznej przygody. I wyzwanie dla Świętego Mikołaja.

[ZWIERCIADŁO, 2008]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 71 gości