cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

JIMMY SCOTT Holding Back The Years
MAGDA UMER Koncert sprzed lat
PHILIP CATHERINE Guitars Two
ROBERT SCHUMANN The Complete Symphonies – Mahler Edition Gewandhausorchester/ Riccardo Chailly

JIMMY SCOTT Holding Back The Years Kayax

Nie ma chyba w muzyce popularnej postaci łączącej tej miary oryginalność z niemal całkowitą anonimowością. Przynajmniej wśród szerokiej publiczności, bowiem twórcy znają tego artystę doskonale i wypowiadają peany na temat jego stylu wokalnego – m.in. Madonna („Jimmy jest jedynym wykonawcą, który doprowadza mnie do łez”), wcześniej zaś Ray Charles, a nawet... wielka Billy Holiday. „Little” Jimmy Scott urodził się bowiem w 1925 roku i znał wszystkich wielkich artystów stulecia. Sam nagrywa i koncertuje do dziś. Przyszedł na świat z genetycznym zespołem Kallmana, co zahamowało wzrost artysty (stąd przydomek) i utrzymało jego głos w rejestrze sopranu. Ale to nie w wysokości leży jego siła. Wokalne interpretacje Scotta niosą ładunek emocjonalny żarliwej modlitwy, stary śpiewak jest mistrzem ballady. Album, za którego polską edycją stoi Kayah (zachwycona kunsztem wokalnym artysty), jest zbiorem pięknych wykonań popularnych standardów: Elvisa Costello („Almost Blue”), Johna Lennona („Jealous Guy”) czy Bryana Ferry („Slave To Love”). New York Times słusznie nazwał Scotta najbardziej niesprawiedliwie zignorowanym wykonawcą XX w.

MAGDA UMER Koncert sprzed lat EMI

Magda Umer reprezentuje to, co najlepsze w polskiej piosence lirycznej – poetyckiej, literackiej, autorskiej. Jej efemeryczny głos nie predysponował do zajęcia pozycji po Ewie Demarczyk, ale wystarczył „Koncert jesienny” (tak – ten na dwa świerszcze i wiatr w kominie), by określić zjawisko nowe: delikatność na granicy szeptu, „nagość” emocjonalna na granicy wstydu, pełna bezbronność. Bo taką Magdę Umer pokochała publiczność spragniona realnej alternatywny estradowego banału. Jednym z atutów piosenkarki był właśnie niebanalny repertuar, co dobrze obrazuje koncert nagrany w 1988 roku w warszawskim klubie Hybrydy. Otwiera go cała seria piosenek z muzyką Krzysztofa Knittla, bo to od nich wszystko się zaczęło – jest „Koncert jesienny”, nie mogło zabraknąć przeboju sprzed lat „Już szumią kasztany”. Doniosłą rolę odegrały w karierze piosenkarki utwory Krajewskiego i Osieckiej („Kiedy mnie już nie będzie”). Interesujące: estradowy banał nieustanne się dezaktualizuje, zaś alternatywa jest tak samo dobra teraz, jak była wtedy. Koncert zamyka „Koniugacja” Kurylewicza do wiersza Poświatowskiej z repertuaru innej „niebanalnej” i lirycznej, Wandy Warskiej.

PHILIP CATHERINE Guitars Two Dreyfus Jazz

Od czasu, gdy wszyscy zaczęli na niej grać, gitara stała się instrumentem trywialnym. I teraz trzeba prawdziwego talentu i naprawdę wielkiej indywidualności, aby wyróżnić się z tego, co od lat znamy na pamięć. Ciekawe, że właściwie poza muzyką etniczną – gdzie instrumenty akustyczne bywają traktowane niekonwencjonalnie i twórczo – renesans gitary dokonuje się w Europie. W lutym odwiedził Polskę cygański geniusz tego instrumentu, Bireli Lagrene z Francji. A tymczasem przypomniał o sobie jeden z jego idoli, wybitny belgijski instrumentalista, Philip Catherine. Co więcej, nagrał płytę na gitarę solo, co jest dla instrumentalisty najwyższym wyzwaniem. Ciekawe, że jest to pierwszy solowy album wybitnego gitarzysty, który nagrywał do tej pory z takimi gwiazdami, jak Charles Mingus, Stephane Grappelli, Jean-Luc Ponty, Larry Coryell (a nawet jazz-rockowy zespół Focus). Philip Catherine jest mistrzem nastroju i barwy, dawno też wyleczył się z epatowania techniką (niektórym nie przechodzi to nigdy). Powstała płyta delikatna i nastrojowa, o niebywale głębokich fakturach brzmienia. Wypełniają ją utwory gitarzysty i kilka standardów, m.in. „Skating In Central Park”.

ROBERT SCHUMANN The Complete Symphonies – Mahler Edition Gewandhausorchester/ Riccardo Chailly Decca (2 CD)

Mahler remiksuje Schumanna? Niezupełnie. Chociaż fakt, że jeden gigant muzyki symfonicznej podrasował partytury drugiego, nie jest powszechnie znany. Schumann – rozdarty geniusz i wielki kameralista – nie był mistrzem orkiestrowej aranżacji (nie usprawiedliwia to jednak mitu, że sobie z orkiestrą nie radził, jak np. Chopin). Jako kompozytor czterech symfonii wykazał się oryginalnością i wizją. Mahler-dyrygent, popularyzator muzyki Schumanna, wprowadził w cztery partytury ponad dwa tysiące drobnych poprawek, których celem było uzyskanie większej klarowności brzmienia (obsesja Mahlera-kompozytora). Sporo ingerencji dotyczy instrumentów dętych, ale najwięcej odnosi się do wskazówek dynamicznych. Szacunek do oryginału jest pełen. Odkąd Riccardo Chailly przejął legendarną lipską orkiestrę w 2005 roku, przeżywa ona drugą młodość i nawiązuje do tradycji, kiedy to na pulpicie Gewandhaus stawali tacy mistrzowie batuty jak Felix Mendelssohn, Wilhelm Furtwängler czy Bruno Walter. Wielkim atutem tych nagrań jest genialna akustyka sali, a sposób zapisu orkiestry (najtrudniejsze zadanie dla inżyniera dźwięku) zasługuje na nagrodę audiofilską.

[ZWIERCIADŁO, 2008]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 79 gości