cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

LEVON HELM Dirt Farmer
PHILIP GLASS Book Of Longing
MANU KATCHÉ Playground
HAYDN The Creation - Gabrieli Consort & Players/Paul McCreesh

LEVON HELM Dirt Farmer Vanguard Records

Tegoroczna nagroda Grammy w kategorii muzyki tradycyjnej nie mogła dostać się w lepsze ręce. Levon Helm to wspaniały muzyk – niegdyś wokalista i perkusista zespołu The Band, od lat prowadzi legendarne sesje „Midnight Ramble” w swojej stodole pod Woodstock. Dodatkowego waloru dodaje tej płycie fakt, że są to pierwsze nagrania pieśniarza po skutecznie zoperowanym raku krtani. Charakterystyczny głos Levona zmienił się tylko nieznacznie, wygładził się nieco. Pozostało oczywiście frazowanie, z jakim można się urodzić tylko na najbardziej zapadłym południu USA. Ten album to właśnie wspomnienie rodzinnego Arkansas muzyka. I chociaż znalazły się na płycie utwory współczesne, jak „The Mountain” Steve Early’ego, największe wrażenie robi materiał tradycyjny, wykonany z udziałem instrumentów akustycznych (mandoliny, gitar, skrzypiec) i zaśpiewany w „twardych” harmoniach rodem wprost z Appalachów. Ale całe piękno tej poruszającej muzyki płynie z głosu Levona Helma, bo jest w nim i ból i radość i kawał historii i nieobecna w muzyce popularnej zwykła, ludzka prawda.

PHILIP GLASS Book Of Longing Orange Mountain Music

Kompozytor i poeta. Czyli spotkanie na szczycie. Zafascynowany „Księgą tęsknoty” Philip Glass napisał własną muzykę do wybranych wierszy, nie przejmując się faktem, że wiele z nich znalazło się już w repertuarze Leonarda Cohena z innymi melodiami. Ta nowa muzyka operuje formami pośrednimi pomiędzy operami kompozytora (gdzie plany wokalne bywają niezwykle złożone), a oszczędnością przejawianą przez niego w utworach symfonicznych. Philip Glass posłużył się czworgiem solistów i orkiestrą kameralną. Dwa głosy żeńskie i dwa męskie oplata instrumentami klawiszowymi (nie stroniąc od wyważonego stosowania elektroniki), eksponuje także trio smyczkowe, a kilka gwiazdorskich partii oboju wykonuje popularna Kate St. John. Leonard Cohen występuje w roli narratora i recytuje w niepowtarzalny sposób fragmenty wierszy. Nawet jeżeli nie jest to Leonard Cohen do jakiego przywykliśmy (tego „właściwego” posłuchamy w tym roku w Polsce na żywo), nawet jeżeli nie jest to „klasyczny” Glass – ta przygoda poetyckiego tekstu z muzyką dostarcza wyrafinowanych wzruszeń.

MANU KATCHÉ Playground ECM

Kiedy na czele zespołu staje perkusista spodziewamy się – i najczęściej słusznie – muzyki dynamicznej, skomplikowanej rytmicznie, czasami efekciarskiej. Ten album zaprzecza takiemu stereotypowi nie tylko skutecznie, ale również w pięknym stylu. Po części stało się to za sprawą samych kompozycji, niebywale lirycznych, utrzymanych w romantycznym europejskim stylu. Bliższym, jakby się zdawało, tradycji Polish Jazz, niż afrykańskim korzeniom ich autora, którym jest sam Manu Katché – muzyk znany tyleż z gry w formacjach jazzowych, co w zespołach Petera Gabriela i Stinga. Druga sprawa to sam zespół. Wiodącą rolę odgrywają w nim Mathias Eick (trąbka) i Trygve Seim (saksofony), „garbarkowski” chłód tego ostatniego jest przeciwwagą dla lidera. Na osobną uwagę zasługuje fakt, że trzon zespołu wybitnego perkusisty stanowią od pewnego czasu dwaj znakomici polscy muzycy: pianista Marcin Wasilewski i basista, Sławomir Kurkiewicz. Znani z kwartetu Tomasza Stańki, ale też – coraz bardziej – z własnej muzyki. To właśnie oni w dużym stopniu nadali kształt tej pięknej muzyce.

HAYDN The Creation - Gabrieli Consort & Players/Paul McCreesh Archiv Produktion

Zbliża się ważna rocznica – za rok upłynie dwieście lat od śmierci Josepha Haydna, pierwszego z wielkich klasyków wiedeńskich. A chociaż trudno się spodziewać, aby Rok Haydnowski stał się w naszym kraju większym wydarzeniem, niż obchodzony nad wyraz skromnie Rok Mozartowski, jest to znakomita okazja na przypomnienie muzyki wielkiego symfonika. Światowy wysyp nowych płyt z dziełami Haydna już się zaczął, a nagranie jego „Stworzenia świata” w wykonaniu Gabrieli Consort, świetnego zespołu grającego na instrumentach z epoki, stanowi zapowiedź niejednej sensacji. Tutaj innowacją jest wykonanie wielkiego oratorium po angielsku (Haydn napisał utwór pod wpływem wielkich sukcesów muzyki Haendla w Londynie do angielskiego libretta, które traktował równorzędnie). „Stworzenia świata” – opowiedziane przez trzech aniołów, Gabriela (sopran), Uriela (tenor) oraz Rafaela (bas) – jest dziełem dojrzałego mistrza, genialnego klasyka, który w partiach orkiestrowych wyszedł daleko poza dotychczasową tradycję oratoryjną i połączył...  barok z romantyzmem.

[ZWIERCIADŁO, 2008]

 

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 23 gości