cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Nirvana_small_NEG
KURT COBAIN & NIRVANA (6-10)
Słuchowisko radiowe na role w siedemnastu odcinkach.

OSOBY:

Kurt Cobain (KC)
Wendy Cobain (Mama)
Kim Cobain (Siostra)
Donald Cobain (Tata)
Tracy Marander (Tracy)
Krist (Chris) Novoselick (Krist)
Courtney Love (Love)

Uwaga:

Główną postacią – poza Narratorem, który czyta większość tekstu – jest Kurt. Dwie inne role męskie to Tata i Krist. Główne role kobiece to Courtney Love i Mama. W epizodach pojawiają się także Siostra i Tracy. Kurt powinien być lekko ospały, Courtney Love agresywna i zachrypnięta. Pozostałe role może w zasadzie odczytać jeden mężczyzna i jedna kobieta.

Nirvana_Band_NEG

Foto: Universal Music Group [inverted]


06 – Tułaczka (piosenka
Something In The Way)

Kiedy Kurt Cobain zrozumiał nareszcie, że jest urodzonym punkiem, potraktował swoje prowokacje nie tylko jako misję. Stały się – bez mała – celem jego istnienia. (KC) Byliśmy „nowonarodzonymi punkami”. Stanowiliśmy podziemną armię… Jak przystało na prawdziwego ulicznika, Kurt podejmował rozliczne prace. Rzecz jasna większość z nich tracił niemal natychmiast. Sprzątał biura i zmywał naczynia – zwykle przez kilka dni. Zadekował się na dłużej w hotelu, w którym miał czyścić kominki. Ukrywał się w pustych pokojach i zażywał snu, dopóki go nie wyrzucono. (KC) Byłem swoim własnym szefem – (powiedział z dumą po latach). Najbardziej upokarzającym z zajęć jakie wykonywał była praca woźnego w szkole Aberdeen High – tej samej, której nie udało mu się skończyć. Do jego obowiązków należało głównie zdrapywanie z ławek gumy do żucia, pozostawionej tam przez młodszych kolegów, którymi do głębi pogardzał. Ale bywało lepiej. O dziwo – Kurt bardzo polubił pracę z dziećmi. Utrzymał się przez jeden sezon jako wychowawca (!) w miejscowym YMCA. Uczył dzieci pływać, robić kanapki i wiązać sznurowadła. (KC) To było wspaniałe zajęcie. Uwielbiam pracę z dziećmi. Tymczasem jednak życie nieroba i prowokatora zaczęło sprowadzać go nie tylko na manowce, ale także na margines – i to w tym bezpośrednim, fizycznym wymiarze. Matka – zaabsorbowana bez reszty mężem alkoholikiem i samotną walką o byt, postawiła synowi ultimatum: albo poprawa, albo ulica. Tym razem nie żartowała. (Mama) Mówiłam mu, żeby wziął się za siebie. Mówiłam, że powinien zrobić coś ze swoim życiem, bo nie pozwolę mu zostać w domu i byczyć się naszym kosztem. Powiedziałam mu wprost: Jeśli nic się nie zmieni, jeżeli nie znajdziesz sobie pracy, będziesz musiał się wyprowadzić. Pewnego dnia wrócisz do domu i zastaniesz swoje rzeczy w pudle za progiem. Tym razem to nie przelewki! I faktycznie. Mamusia dotrzymała obietnicy, a synek rozpoczął – legendarny dziś –  okres swego życia, w którym podmieszkiwał u dobrych ludzi, albo spał pod mostem. Dosłownie: pod mostem North Aberdeen nad „błotnistymi brzegami rzeki Wishkah”. (KC) Ludzie wyrzucali mnie z domów, bo ozdabiałem pokoje punkowymi rekwizytami. Wieszałem lalki pokryte krwią, albo rzygające zieloną mazią – jak na „Egzorcyście”. Na domiar złego w ciało młodego włóczęgi wkradł się ból, który odtąd miał już towarzyszyć mu nieustannie. Jego podłoże musiało być psychosomatyczne, co nie zmienia faktu, że był nie do zniesienia. Sam wyznał – i to w wiele lat później – że ów nieuleczalny ból „całkiem zdominował jego życie”. Wybawieniem był sen. (KC) Zasypiałem, żeby odpocząć od bólu. Gdy spałem, żołądek mi nie dokuczał. Potem jednak budziłem się i przeklinałem siebie samego za to, że jeszcze żyję…

Ból, który rozsadzał Kurtowi głowę i brzuch, musiał znaleźć ujście. Jedynym, co mogło go uratować przed eksplozją, była ucieczka – jak najdalej od rodzinnego miasteczka, od prowincji, od beznadziei. Gdzieś musiał być inny, lepszy, świat, ale dla chłopaka wychowanego w Aberdeen takie symbole „innego, lepszego świata” jak Kalifornia czy Nowy Jork, znaczyły tyle samo, co Księżyc. Na horyzoncie było Seattle. Tam kończył się zasięg jego świata i tam właśnie musiał się dostać… O tym myślał Kurt Cobain w długie, samotne, bezsenne noce spędzane – o głodzie i o chłodzie – pod mostem nad rzeką Wishkah. Depresja, towarzysząca nieuchronnie euforycznym aktom destrukcji, rzucała cień beznadziei na najskrytsze marzenia. Opisał to po latach w piosence Something In The Way. Kurt nie sprecyzował nigdy, czym było to „coś”, co stało na drodze pomiędzy nim a światem. Jeżeli był to ból, to tak przepastny, że nie dało się go ani umiejscowić, ani nazwać.

Piosenka: Something In The Way

Album: MTV UNPLUGGED IN NEW YORK (numer 9)

Uwaga:
Utwór pochodzi z albumu NEVERMIND, ale ta wersja koncertowa jest bardziej urozmaicona i żywiej się zaczyna (wersja studyjna zaczyna się długo i monotonnie).

07 – Płeć (piosenka Been A Son)

Kiedy graffiti na ścianach i proste akty wandalizmu przestały Kurtowi Cobainowi wystarczać, odkrył nowy – znacznie bardziej wyrafinowany – sposób prowokowania otoczenia. Zwykłych nierobów i włóczykijów nie brakowało w sennym Aberdeen, ale – jak miało się okazać – nic nie rozsierdza zatwardziałych prowincjuszy tak, jak… odmienne orientacje seksualne. To dopiero prawdziwe wyzwanie dla punka! Kurt zorientował się, jaką doskonałą zabawą może być już samo „udawanie geja”. Choć na początku sam się podejrzewał – jeżeli nie o skłonności homoseksualne, to przynajmniej o brak skłonności heteroseksualnych. Chociaż to całkiem co innego. (KC) Już od czternastego roku życia cieszyłem się opinią pedała… Trzeba przyznać, że miejscowe dziewczyny miały w tym swój niezamierzony udział. (KC) Szkolne koleżanki nie były szczególnie atrakcyjne. Miały koszmarne fryzury, a oprócz tego myślały wyłącznie o pieprzeniu się. Koleżanki dostrzegły jednak „inność” Kurta, co zadziałało na nie… prowokująco. Odstraszyło natomiast wszystkich wysportowanych kolegów – a o to mu chodziło. (KC) To, że wyrobiłem sobie reputację pedała było naprawdę super. Miałem u nas w Aberdeen kilku przyjaciół gejów, co w tym miasteczku było wręcz niewiarygodne. Nieraz dostałem z tego powodu niezłe lanie… Ale etykieta homoseksualisty była nie tylko wyzwaniem wobec republikańskiego porządku panującego w miasteczku Aberdeen. Miała także inne praktyczne strony. (KC) Wielu ludzi uważało mnie za odmieńca, ale kiedy przypięto mi etykietkę pedała odzyskałem dawną wolność „prawdziwego świra” – trzymano się ode mnie z daleka. A wszystko zaczęło się niewinnie. Jeden z „ostro pokręconych” kolegów, których Kurt-włóczęga napotkał na swej drodze, przyznał mu się, że jest gejem… Reakcja buntownika była przyjacielska i ludzka – Kurt uściskał go i powiedział, że zawsze będzie jego kumplem. Niestety – za wytrwanie w tej przyjaźni płacił słoną cenę… (KC) Inni chłopcy zaczepiali mnie w szatni, po lekcjach wychowania fizycznego. Zawsze znalazł się prowodyr, który nazwał go „pedałem” i pchnął na szafkę. (KC) Czuli się zagrożeni, bo byli nadzy i myśleli, że jestem gejem. Mieli do wyboru: zasłaniać penisy, albo dać mi w ryj. Najczęściej robili i jedno i drugie. Kurt nienawidził postawy „mucho” – prezentowanej przez jego ojca, nauczycieli i kolegów-sportowców. Wykpił ją bardzo ostro w satyrycznym tekście Mr. Moustache – nakreślił w nim postać swojej ulubionej postaci negatywnej, Pana Wąsacza, zarazem bohatera komiksu rysowanego przez Kurta od lat szkolnych. Pan Wąsacz nienawidzi „ciot” i kocha strzelby. Marzy o tym, że urodzi mu się syn, który będzie dobrym piłkarzem, a także „uczciwym, pracowitym, nienawidzącym Żydów, czarnuchów i pedałów, stuprocentowym, kochającym wołowinę Amerykaninem”.

Na wywiad – udzielony dziennikarzom Los Angeles Times w 1993 roku – Kurt przyszedł ubrany w sukienkę, kupioną w sklepie z używaną odzieżą. No i co z tego? (KC) Ta sukienka jest dowodem na to, że mogę być tak kobiecy, jak tylko zechcę. Jestem heteroseksualny – ale co w tym wielkiego? Gdybym był homoseksualistą, też nie miałoby to wielkiego znaczenia. Szanuję ludzi, którzy przyznają się otwarcie do swoich seksualnych preferencji. Kiedyś pisał na murach prowincjonalnego miasteczka: „Bóg jest gejem”. Po latach miał zaśpiewać na oczach całego świata: „Wszyscy jesteśmy pedałami!” A swoją „antymęską filozofię” i postawę wymierzoną przeciwko karykaturalnej „prawdziwej męskości” zamanifestował raz jeszcze, pisząc gorzki tekst piosenki Been A Son, w której stwierdzał, że dziecko może właściwie umrzeć przy porodzie, jeżeli miałoby urodzić się bez penisa: „Trzeba było urodzić się synem…”

Piosenka: Been A Son

Album: INCESTICIDE (numer 4)

Uwaga:
Lepsza, bardziej czytelna i „beatlesowska” (pod względem muzycznym) wersja piosenki, niż ta z koncertowej płyty FROM THE MUDDY BANKS OF WISHKAH.

08 – Dziewczyna (piosenka About A Girl)

Z utratą dziewictwa nie poszło Kurtowi Cobainowi najłatwiej. Jakby nie dość było w jego życiu frustracji i na tym polu nie obyło się bez stresu. Odkąd chłopak związał się bliżej z miejscowymi olewusami popalającymi trawkę, zaczął powoli odczuwać, że budzi się w nim facet na widok niejakiej Jackie – bardzo ładnej dziewczyny, która nie odstępowała lokalnego dealera marihuany. Jej groźny „sponsor” bardzo nagle ulotnił się z narkotykowej sceny miasteczka i Kurt spróbował swoich sił. Po wielu podejściach udało mu się przeszmuglować dziewczynę do pokoju, który zajmował był właśnie w domu matki. Był bardzo podniecony sytuacją – pierwszy raz przytrafia się w końcu tylko raz… Zdążyli się oboje rozebrać i zgasić światło, kiedy do pokoju wpadła jak burza rozwścieczona mama. Chciała odreagować sprzeczkę z mężem. (Mama) Natychmiast wyrzuć stąd tę dziwkę! Natychmiast wyrzuć stąd tę dziwkę! Kurt uciekł z domu i ukrył się u kumpla. Ale poszedł za ciosem i stracił w końcu dziewictwo ze śliczną Jackie. Dowiedział się wkrótce, co spotkało jego poprzednika. (KC) Jackie wykorzystywała mnie tylko, dopóki jej chłopak siedział w więzieniu… Kurt nie liczył – jak miało się okazać, bardzo słusznie – że spotka go w rodzinnym miasteczku coś dobrego. Pierwszy poważniejszy związek w jego życiu przydarzył się dopiero po tym, jak udało mu się wyrwać z beznadziejnej prowincji. Pokrywało się to w czasie z pierwszymi próbami wspólnego muzykowania. Kurt założył wreszcie swój upragniony zespół i dał mu wiele mówiącą nazwę Fecal Matter, czyli po prostu… kał. Pośrednim etapem na drodze do upragnionego Seattle stało się miasteczko Olympia – uniwersyteckie skupisko, tętniące muzyką i liberalne. Diametralnie różne w klimacie od rodzinnych stron młodego muzyka, no i leżące już w połowie drogi do Seattle… To tutaj Kurt spotkał Tracy Marander – dziewczynę inną od wszystkich, które poznał do tej pory. Chodziła w pasiastym jak zebra płaszczu, włosy zaś miała ufarbowane na kolor strażackiej ciężarówki. Była przy tym osobą dobrą, ciepłą i czułą, a w dodatku wynajmowała w Olympii mieszkanie. Kurt nie mógł sobie wymarzyć lepszej mety… (Tracy) Uderzył mnie błękit jego oczu. Nigdy nie widziałam tak niebieskich oczu… Muzyczna pasja Kurta nie zaimponowała jej jednak tak, jak jego pełna determinacja w samorealizacji plastycznej. Dowiedziała się bowiem, że kiedy Kurtowi kończył się flamaster, szybko biegł do najbliższego sklepu i… kradł sobie następny! (Tracy) Uważałam, że to dopiero było coś!

Ale mieszkanie z młodym artystą dość szybko dało jej się we znaki. Kurt przechodził właśnie okres intensywnych eksperymentów rzeźbiarskich, oprócz tego dekorował ich wspólne lokum na najbardziej wymyślne sposoby. Przyszło lato i głównym motywem zadbanego do tej pory wnętrza stały się… lepy na muchy. W mieszkaniu zdumionej Tracy pojawiły się dziesiątki lepkich wstęg pokrytych setkami martwych owadów. (KC) Działam na muchy jak magnes. Całymi godzinami nie mogę spać, tylko dlatego, że muchy siadają mi na twarzy. Przez całe życie nie mogłem opędzić się od much. Inną konfliktową sprawą okazał się czynsz. Kurt twierdził wprawdzie, że dorzucał dziewczynie pieniądze na mieszkanie, ale znajomi byli wielokrotnie świadkami jej próśb, żeby znalazł sobie – poza okazjonalnym graniem – jakąś „normalną” pracę. Tracy poprosiła też raz Kurta, żeby napisał piosenkę o niej, albo przynajmniej dla niej. Taki jest rodowód utworu About A Girl, niewątpliwie „najładniejszego” tzn. najbardziej delikatnego i melodyjnego numeru z debiutanckiego albumu Nirvany. Ale Kurt wziął odwet za pogróżki o wyrzuceniu z domu i nieustanne utyskiwania dziewczyny nad brakiem środków. W piosence znajdują się ironiczne słowa: „A więc nie mogę oglądać cię co noc za darmo?”

Piosenka: About A Girl

Album: BLEACH (numer 3)

Uwaga:
Uważam, że ta wersja lepiej koresponduje z omawianym w tym fragmencie okresem, niż, nieco łagodniejsza, wersja akustyczna otwierająca album MTV UNPLUGGED.

09 – Nirvana (piosenka Dive)

Najważniejszym człowiekiem, jakiego spotkał Kurt Cobain na swej artystycznej drodze, był Chorwat z pochodzenia, niezwykle wysoki basista, Chris Novoselic. Chłopcy znali się z widzenia już wcześniej – chodzili nawet do tej samej szkoły. Ale ich przyjaźń datuje się z okresu, kiedy Kurt był już opętany myślą o zespole. Początkowo utworzyli duet i występowali z okazjonalnie dostępnymi bębniarzami – zapoczątkowali w ten sposób długotrwałą tradycję „kłopotów z perkusistą”. Zaczynali od własnych wersji lubianych tematów rockowych – głównie z repertuaru Creedence Clearwater Revival, ulubionego zespołu barowej klienteli, czyli drwali. Stopniowo Kurt wzbogacał zestaw o własne, w większości niezrozumiałe utwory. (KC) Odgrywaliśmy cały nasz zestaw, a potem zaczynaliśmy wszystko od początku. Specjalnie nie podnosiłem głowy, żeby zobaczyć, czy powinniśmy dalej grać, czy nie. Odwagi im nie brakowało, ale pojawił się inny problem – wciąż nie mieli nazwy. (KC) Chciałem, żeby zespół miał nazwę naprawdę ładną, miłą i wpadającą w ucho. Nie interesowały mnie obsceniczne albo też prowokacyjne nazwy kapel punkowych. Oczywiście Fecal Matter nie wchodziło już w grę. Zaczęli od The Sellouts, co było autoironicznym komentarzem do prób grania pod publikę. Zaliczyli Throat Oyster, Bliss i Windowpane, a nawet Skid Row – dzielnicę „zaklętych rewirów” w Seattle.

Stanęło na Nirvanie, ale niewiele miała ona wspólnego ze stanem „niezmąconego spokoju i poczucia prawdy absolutnej”, do którego osiągnięcia zachęca buddyzm. Dla Kurta nazwa ta oznaczała „stan pełnego zadowolenia w miejscu, w którym są spełniane wszystkie potrzeby”. Ironia polegała na tym, że miał na myśli… więzienie. Najważniejsze, że i nazwa i muzyka działały jak płachta na byka na „metalowców”, w których klubie zdarzyło się kiedyś zagrać debiutującej kapeli z innego świata. (KC) Nie przypadliśmy do gustu tym potworom. Po prostu przestraszyli się nas! Byliśmy mocno pijani, więc daliśmy niezłe przedstawienie – a przecież graliśmy tam otoczeni najwyższą niechęcią. Przez godzinę katowaliśmy numer Sex Bomb grupy Flipper. Nasze dziewczyny chwytały nas za nogi i odstawiały niezłe popisy, udając, że są lesbijkami. To już naprawdę zaczęło wkurzać „metalowców”. Ale taka przecież jest cała idea punka – obrazić publiczność. A czy mogliśmy wymarzyć sobie lepszą publiczność do obrażania, niż metalowe potwory?

Nowy przyjaciel Kurta, dwumetrowy basista, podzielał jego pogląd na antagonizm panujący pomiędzy punkiem a heavy-metalem, a nawet podsycał go, umieszczając konflikt w kategoriach intelektualnych. A w porywach – psychoanalitycznych… (Krist) Punk ma więcej do czynienia z mózgiem niż rock. Rock jest opętany penisem! Najważniejsze było jednak to, że Kurt Cobain zrealizował wreszcie swoje marzenie o zespole. I to, że znalazł w Novoselicku bratnią duszę. Reszta ich nie obchodziła, a to, że tworzyli właśnie nowy gatunek muzyki, obchodziło ich najmniej. Liczyło się jedno – obaj wiedzieli już dokładnie, czego chcą. I nawet potrafili to określić. (KC) W drugiej połowie lat 80-tych scena hardcore nie prezentowała już dla nas żadnych wartości. Była po prostu nudna, więc – chcąc nie chcąc – musieliśmy się pogodzić z faktem, że podoba nam się muzyka, z którą dorastaliśmy: Alice Cooper, MC5, Kiss. Przyznanie się do czegoś takiego w 1985 roku graniczyło ze zbrodnią, ale my zapuściliśmy włosy i powiedzieliśmy: Pieprzyć to, co myślą inni! Będziemy robić to, co chcemy! Złożyliśmy hołd grupom, które uwielbialiśmy w dzieciństwie, nie odrzucając przy tym punk-rockowej energii, która była naszą inspiracją…

Czy można znaleźć lepszą definicję muzyki grunge? Nowego stylu w alternatywnym rocku, który po raz drugi rozsławił Seattle – miasto Jimiego Hendrixa – na cały świat. Nawet jeśli wszyscy wywodzący się ze Seattle muzycy mieli wkrótce znienawidzić to słowo – po części za sprawą grupy Pearl Jam, konkurującej z poczynaniami Kurta i jego kolegów – można dziś powiedzieć śmiało: Nie byłoby „rocka lat 90-tych” bez muzyki grunge. Z pewnością. I z pewnością nie byłoby muzyki grunge bez Nirvany.

Piosenka: Dive

Album: INCESTICIDE (numer 1)

Uwaga:
Ten utwór najlepiej ilustruje czym była muzyka spod znaku  g r u n g e  (bywa często nazywany „definicją stylu grunge”).

10 – Courtney Love (piosenka Rape Me)

Po wydaniu przez zespół debiutanckiego albumu – BLEACH – akcje Nirvany znacznie wzrosły. Punkowa do niedawna kapela stała się przedmiotem nagabywań ze strony największych molochów przemysłu płytowego. Ale nie zraziło to Kurta. (KC) W miarę upływu czasu moje utwory stają się coraz lżejsze, ponieważ ja sam jestem coraz szczęśliwszy. Myślę o swoich nowych kompozycjach jak o numerach popowych – na nowej płycie nie będzie utworów tak ciężkich, jak na „Bleach”. To stało się już doprawdy zbyt nudne, wolę obecnie bardziej chwytliwe numery. Na początku stycznia 1991 roku podano do publicznej wiadomości, że Nirvana podpisała kontrakt z wytwórnią Geffen. Ale czy można zachować „alternatywną wiarygodność” inkasując monstrualną zaliczkę? Basista przekonywał, że można. (Krist) Ta wytwórnia jest w porządku. Pracuje tam młody, alternatywny zespół, który ma duże poważanie w podziemnych kręgach. A kiedy zespół przystąpił wreszcie do pracy nad nowym, oczekiwanym w napięciu materiałem, niepoprawny Chorwat nawet muzykę Nirvany umiejscowił w kontekście politycznym. Rozpętała się właśnie wojna w Zatoce Perskiej, a on nie lubił wojen. (Krist) Panowała atmosfera: my kontra oni. Ludzie machali flagami, a propaganda odmóżdżała ich skutecznie. Powiedziałem sobie – to nie dla was będzie ta płyta… Tymczasem jednak coraz większym powodzeniem cieszyły się koncerty Nirvany, porównywanej – pod względem destrukcyjnych zachowań na scenie – do The Who. To na jednym z występów zobaczyła Kurta najważniejsza osoba, jaką miał poznać w całym swoim życiu – późniejsza żona i matka jego dziecka, Courtney Love. (Love) Uważałam, że jest po prostu piękny. Miał cudowne dłonie i w ogóle cały był cudowny… Nie potrafię tego wyjaśnić. Dzięki wspólnym znajomy ze środowiska punkowego Courtney nawiązała kontakt z Kurtem na koncercie zespołu Butthole Surfers. Zauroczenie okazało się wzajemne. (KC) Pomyślałem, że wygląda jak Nancy Spungen… Porównanie do dziewczyny Sida Viciousa z The Sex Pistols było na miejscu – pomijając ten drobny fakt, że słynni „Sid & Nancy” od ładnych paru lat nie żyli… (KC) Przypominała klasyczną punkówę i trochę mnie nawet rajcowała. Nie wykluczone, że już tamtego wieczoru chciałem ją przelecieć…

Courtney Love była już wówczas znaną postacią alternatywnej sceny. Podobnie jak Kurt pochodziła z rozbitej rodziny, ale kiedy on włóczył się po okolicach Aberdeen, ona przemierzała kontynenty. Jej ojciec był związany z grupą The Grateful Dead, co zaowocowało m.in. w ten sposób, że trzyletnia Courtney znalazła się w Woodstock, a jej zdjęcie trafiło na jedną z okładek płyt legendarnej hippisowskiej kapeli. Mama dziewczyny dużo podróżowała i najmłodsze lata spędziły razem w Australii i krajach Azji. Courtney starała się jak najszybciej usamodzielnić, a jedynym zajęciem, jakie potrafiła wykonywać, był strip-tease. Rozbierała się więc na wszystkich kontynentach i tylko w Japonii nie budziło to większych emocji, ponieważ okazała się za tłusta… (KC) Nigdy nie znałem nikogo tak wygadanego i charyzmatycznego, jak Courtney. Ona jest jak magnes – wokół niej zawsze dzieje się tak wiele ekscytujących rzeczy… Wystarczyło przejść się z nią ulicą, żeby za rogiem czaił się facet z nożem. Courtney tak działa na ludzi. W odróżnieniu od skromnego, cichego Kurta, Courtney była opętana żądzą sławy. A prowokacja była dla niej „naturalnym produktem metabolizmu”. Bez prowokacji nie mogła upłynąć żadna chwila jej życia, byłaby bowiem – w jej oczach – stracona. Wystarczyło, żeby do zmęczonego Kurta zbliżyło się po udanym występie Nirvany kilka dziewcząt, a Courtney Love krzyczała na cały głos: (Love) Mam nadzieję, że przelecisz je wszystkie!!!

Piosenka: Rape Me

Album: IN UTERO (numer 4)

Uwaga:
Bardzo dobra ilustracja muzyczna – ze stopniowym narastaniem napięcia…


Daniel Wyszogrodzki
[RADIO ZET, 1999]

Popkulturystyka - Audycje

Naszą witrynę przegląda teraz 63 gości