cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

SV-100
SUZANNE VEGA: ZNAJDUJĘ RADOŚĆ W RZECZACH MAŁYCH

Popularna piosenkarka, utożsamiana ze współczesnym nurtem balladowym, wystąpiła w Pałacu Prezydenckim na rzecz fundacji „Porozumienie Bez Barier”.
 

Z tej okazji rozmawiamy z nią o Jolancie Kwaśniewskiej i o królowej brytyjskiej, o pisaniu piosenek i o literaturze kobiecej (artystka zasiada w jury prestiżowej nagrody literackiej), o pokoleniu Leonarda Cohena i o tragedii w Ameryce. Piosenkarka podzieliła się też z nami swoimi refleksjami na temat miłości. Suzanne Vega wydała właśnie nowy album, „Songs In Red And Grey” (A&M).

ŻYCIE: Jak się śpiewało przed prezydentem i jego żoną?

SV: Bardzo miło. Czas, jaki spędziłam w Polsce poza estradą także upłynął mi miło. Pierwszy raz śpiewałam przed Pierwszą Damą, bo takie występy nie są moją domeną. Byłam raz na audiencji u królowej brytyjskiej, ale wtedy nie występowałam.

Co różni panią Kwaśniewską od królowej brytyjskiej?

Wasza Pierwsza Dama jest bardzo bezpośrednia i o łatwiej jest się do niej zbliżyć. Audiencję u królowej, wyznaczono nam na godzinę 11:02 i mieliśmy siedem minut, by opisać naszą działalność na rzecz dzieci. Ale muszę przyznać, że zainteresowanie królowej było szczere i nie sprawiała wrażenia osoby traktującej takie spotkania rutynowo. Pani Jolanta Kwaśniewska jest bardzo elegancka, ale stąpa mocno po ziemi. Jechałyśmy razem do szpitala i zwróciłam uwagę, że jest tam doskonale znana i dzieci dobrze czują się w jej towarzystwie.

Dlaczego zajęłaś się działalnością charytatywną?

Zajęłam się działalnością na rzecz człowieka, bo zawsze byłam gorącą orędowniczką tych praw. Współpracuję z Amnesty International od 1988 roku, jednak sama jestem matką siedmioletniej córki, nie mogę spędzać zbyt wiele czasu poza domem i rzadko pracuję w terenie. Ograniczam się do zbiórki funduszy w czasie tras koncertowych. Zapewne poświęcę temu więcej czasu, kiedy dorośnie moja córka.

Skąd zainteresowanie dla literatury kobiecej? Zasiadasz w jury Orange Prize…

To wspaniałe doświadczenie. Przeczytałam setkę książek, a to niezły wynik jak na samotną matkę – część przeczytałam w wannie… Były dobre i niedobre, ale dały mi szerokie pojęcie o problemach kobiet. Nie sądzę, żeby “kobieca literatura” różniła się zasadniczo od “męskiej”. Ja sama wydałam książkę z tekstami, ale nie uważam się za pisarkę, choć wątki kobiece są mi bliskie. Kobieca literatura to literatura pisana przez kobiety, to wszystko. Część kobiet – zwłaszcza młodych – napisała książki tak pełne agresji, że burzy to stereotyp literatury kobiecej: „delikatnej” czy “emocjonalnej”. Zdarzają się też pisarze, którzy piszą jak kobiety – przykładem D.H. Lawrence.

Kogo słuchasz ostatnio?

Słucham mniej niż kiedyś, ale ciekawi mnie, co nowego mają do powiedzenia tacy artyści, jak Bob Dylan czy Leonard Cohen. Fakt, że album Cohena jest w Polsce płytą numer jeden bardzo mnie zaskoczył i ucieszył – powinniście być z siebie dumni. Podoba mi się ostatnia płyta P.J. Harvey i soundtrack z filmu “Rodzina Soprano”. Byłam na koncercie grupy Beck i miałam ochotę nagrać z nim coś w duecie.

Słyszałaś The Strokes? Czy grupa ta może wskrzesić “scenę nowojorską”?

Słyszałam debiutancki album i jeszcze nie wiem, czy naprawdę są tacy “nowojorscy”, czy tylko pozują. Ale jeżeli pozują, to nienajgorzej. Nie przesadzajmy tylko z tą “sceną nowojorską”, bo tam zawsze dzieje się coś interesującego. Media poświęcają temu więcej lub mniej uwagi, ale scena nowojorska jest zawsze oryginalna i żywa.

Czy nie chciałabyś być nieco mniej ekskluzywna, bardziej popularna?

Chyba nie, bo kariera i tak przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Nie sądziłam, że zdobędę popularność i będę sprzedawać miliony płyt. Widziałam się raczej jako współczesną Emily Dickinson, która pisze do szuflady, żeby ktoś przeczytał jej wiersze po śmierci. To był szczyt moich marzeń.

A nie masz poczucia misji? Nie próbujesz zbawić świata?

Na szczęście znajduję radość w rzeczach małych, co ujawnia się w moich tekstach. Znajduję chwile religijnego uniesienia w codziennych czynnościach, zwłaszcza odkąd zostałam matką. Z radością konstatuję, że nie podzielam problemu Bono – nie muszę wznosić modłów ze szczytu góry. Daleka jestem od takich ambicji.

Czy niedawna tragedia w Ameryce wpłynie w sposób trwały na kulturę?

Jestem przekonana, że tak. Choćby przez to, że wywarła dogłębny wpływ na psychikę Amerykanów. To jest wyraźne już teraz. Należę do nowojorskiej grupy artystycznej, “Songwriters Exchange”, z którą współpracuję od czasu kiedy studiowałam. Podczas ostatnich spotkań moi koledzy praktycznie nie śpiewali i nie pisali o niczym innym. Tragiczne doświadczenie września odcisnęło na nich trwałe piętno i jestem pewna, że zjawisko to ogarnie cały kraj. Refleksja na ten temat będzie stawać się coraz głębsza –z poziomu patriotycznego, na jakim nastąpiły pierwsze reakcje, przeniesie się na całą amerykańska kulturę. Ludzie zaczęli zastanawiać się nad prawdziwymi wartościami, wytrąciło to ich z codziennej konsumpcji. Nagle przestało się liczyć, jakie są obecnie najmodniejsze trampki, a do niedawna było to bardzo ważną sprawą. Jeżeli z takiej tragedii może narodzić się coś dobrego, to chyba właśnie coś takiego – powaga, refleksja nad sprawami najważniejszymi i wartościami o charakterze trwałym.

Twoja nowa płyta nosi tytuł „Piosenki w kolorze czerwonym i szarym”. Wyczuwam przeciwstawienie serca rozumowi, czy słusznie? Piszesz bardzo emocjonalnie…

W przeszłości byłam bardziej racjonalna niż emocjonalna. Ostatnio chyba się to zmieniło. Rozstałam się z mężem i – paradoksalnie – zaowocowało to piosenkami znacznie bardziej osobistymi, niż wcześniejsze. To może się wiązać z nabraniem większej pewności siebie. Ale te dwa elementy zawsze się ścierają. Upraszczając wymowę tytułu, kolor czerwony oznacza serce, szary – rozum. Ale idąc dalej: czerwony to młodość i energia, szary zaś, to wiek dojrzały i doświadczenie.

Czy wszystkie twoje piosenki oparte są na osobistych doświadczeniach?

W większości tak, ale nie jest to warunkiem powodzenia utworu. Musi on przede wszystkim przemawiać do słuchacza, wciągać go, nawet bawić – w tym znaczeniu, żeby chciał usłyszeć go jeszcze raz. Ja sama chętnie wykonuje piosenkę wielokrotnie. Pomaga mi w tym doświadczenie rodzinne. Mam troje młodszego rodzeństwa i sytuacja, w której opowiadam tę samą historię po raz setny nie jest dla mnie niczym nowym. To pomaga na koncertach. Piszę teksty osobiste, ale nie tak, żebym czuła się zawstydzona wykonując je publicznie. Znalezienie właściwej metafory dla opisania osobistej sytuacji wbrew pozorom nie kamufluje jej. Przeciwnie – sprawia, że staje się bardziej zrozumiała dla wielu ludzi i mogą się z nią łatwiej identyfikować.

LCSV

Niedawno miałem przyjemność rozmawiać z Leonardem Cohenem, który – jak wiesz – nie wierzy w trwałość związku mężczyzny i kobiety. Gdy znalazłem w twojej nowej piosence wers “leczyć ranę, którą nazywamy mężem i żoną”, pomyślałem, że może i ty skłaniasz się już ku podobnej opinii. Czy miłość ma szansę na przetrwanie?

Miłość tak, bo są różne rodzaje miłości. A ja wierzę w siłę miłości. Moja miłość do córki przetrwa na pewno, a miłość do mężczyzny… Z pewnością ma szanse, ale jest jak ogień w kominku, który trzeba nieustannie podtrzymywać. Sama rozmawiałam z Leonardem Cohenem, który powiedział mi, że tam gdzie są kobiety z dziećmi, zawsze jest jedzenie, co mu bardzo odpowiada. Może spokojnie pracować i nie martwić się o posiłki. Oczywiście on należy do pokolenia, w którym – podobnie jak Bob Dylan, Philip Glass czy Lou Reed – uważa się, że mężczyzna to geniusz, któremu kobiety muszą służyć. Nie powiedziałam mu tego, żeby nie prowokować dysputy, ale kobiety muszą robić jedzenie dla dzieci i pracować w tym samym czasie – Leonard nie był świadomy luksusu swojej sytuacji. Szanuję mężczyzn z tego pokolenia i cenię ich dorobek. To przecież moi idole, bohaterowie. Ale sytuacja artystki i matki jest bardziej skomplikowana. Nie ma sprzeczności pomiędzy tymi rolami, ale ich pogodzenie nie jest łatwe. Wierzcie mi na słowo.

[ŻYCIE, 2001]

 

SV-big

Foto: Universal Music Group

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 33 gości