cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

cd-HEATHER-100
LEONARD COHEN – OSTATNIA PŁYTA?

Zmartwiłem się słuchając nowych pieśni mistrza. Jego album, „Dear Heather” (Columbia), sprawia wrażenie pożegnania. Czyżby to miała być ostatnia płyta?

Album „Dear Heather” – płyta niezwykle interesująca, ale niespójna, przypominająca notatnik lub szkicownik – pełen jest dedykacji, wspomnień i pożegnań. Artysta żegna się nawet z kobietami, co w jego przypadku wygląda tak, jakby żegnał się ze światem.

Poprzednia płyta „Ten New Songs” (2001), była fenomenalnym i niespodziewanym sukcesem. Dawna wokalistka i przyjaciółka Cohena – Sharon Robinson – napisała do jego wierszy muzykę, jakiej – być może – brakowało jego tekstom już wcześniej: delikatną, ale wyrazistą i barwną, znakomicie zaaranżowaną, chociaż „sztuczną” w każdym takcie jak sztuczny miód. Poeta śpiewał o swoim „tajemnym życiu” (singiel „In My Secret Life”), a dawni i nowi wielbiciele jego talentu pospieszyli do sklepów. Tylko w naszym kraju sprzedano ponad 130 tysięcy egzemplarzy albumu „Ten New Songs”! Okazał się największym przebojem roku po płycie... grupy Ich Troje.

Ale nowi wielbiciele muzyki Cohena, ci, których fascynacja zaczęła się przed trzema laty, mogą poczuć się rozczarowani najnowszą płytą. Tylko trzy premierowe utwory powstały we współpracy z Sharon Robinson (m.in. singiel „Go No More A-Roving” do wiersza... Lorda Byrona). Poza tym splata się na niej większość – muzycznych i poetyckich – wątków twórczości Cohena, co pogłębia wrażenie pożegnania.

Najbardziej zastanawiają dedykacje. Wiele utworów z nowej płyty dedykowanych jest ludziom bliskim artyście – przyjacielowi, nauczycielowi, zmarłemu wokaliście. Cała płyta dedykowana jest pamięci Jacka McClellanda (1922-2004) zasłużonego wydawcy poezji Cohena, człowiekowi, który „wynalazł literaturę kanadyjską”.

A przecież w cieniu tych wszystkich postaci, dyskretnie przewijają się kobiety: „Z powodu kilku piosenek, w których wypowiadałem się o ich tajemniczości, kobiety potraktowały wyjątkowo uprzejme moją starość” – śpiewa stary Leonard Cohen (artysta obchodził 70-lecie we wrześniu tego roku) w nowej piosence „Because Of”. „Obnażały się przede mną, każda na swój sposób”. Do swojej archetypowej Wiecznej Kobiety poeta adresuje piosenkę „The Letters” (Listy), duet z Sharon Robinson: „Wejdź do mojego pokoju i stań przy biurku/ Rozpocznij list do mojego następcy”.

Jednak prawdziwego następcy – gdyby to była rzeczywiście ostatnia płyta – poeta i piosenkarz, Leonard Cohen, mieć nie będzie. Przeminie razem z nim ta niebywała umiejętność do szkicowania najtrudniejszych stanów emocjonalnych za pomocą, jednocześnie, lapidarnych, malarskich detali i zaskakujących, filozoficznych pytań. Jak w piosence „On That Day” (Tamtego dnia), osobistej reakcji Cohena na tragedię na Manhattanie: „Niektórzy mówią, że oni nienawidzą nas od dawna/ Nasze kobiety z odsłoniętymi twarzami, naszych niewolników i nasze złoto”. Odważne? To dopiero początek. Dalej poeta pyta wprost: „Oszalałeś, czy zameldowałeś się na stanowisko, tamtego dnia, kiedy zranili Nowy Jork?”. Słowami Leona Wieseltiera, redaktora literackiego tygodnika The New Republic (i znawcy poezji Miłosza), Cohen „daje nam tylko jedną alternatywę w odpowiedzi na zło – szaleństwo albo uległość”.

Ale nawet ta przejmująca elegia jest zaledwie dwuminutowym szkicem. Właśnie... Słowo „szkicowanie”, najlepiej oddaje najnowszą twórczość Cohena. Album „Dear Heather” to notatnik, szkicownik, pamiętnik. Teksty są wyjątkowo krótkie, czasem jedynie mówione, niejednokrotnie wykonywane przez wokalistki. Powracają stare muzyczne fascynacje artysty – country i Ormianie, fenomenalny Garth Hudson na akordeonie, akustyczne palcowanie na gitarze (chociaż tylko w jednym utworze, „Nightingale”). I po raz pierwszy od wielu, wielu lat gra tu Cohen na drumli.

W żartobliwym utworze tytułowym artysta prosi kobietę, aby „jeszcze raz przeszła obok niego z drinkiem w dłoni i nogami zbielałymi od zimy”. Ten fascynujący widok sprawia, że obserwujący mężczyzna – on sam – zatraca zdolność formułowania myśli i od nowa uczy się wymawiać słowa. Cohen zatoczył pełny krąg. Stąd tytuł albumu.

Na pierwszej piosence ze swojej pierwszej płyty, „Suzanne” (1968) artysta namawiał słuchacza, żeby poszedł za dziewczyną, tak jak idzie się za Jezusem, aby „podróżował na oślep”. Nie szkodzi, że Jezus był „zdruzgotany i opuszczony”, tak jak dziewczyna. To była kwestia wiary. Na ostatniej piosence z ostatniej płyty – „The Faith” (Wiara) –  daremnie by szukać równie desperackiego optymizmu: „Na każdym wzgórzu krzyż, gwiazda albo minaret/ I ciągle nowe groby/ Kochana, czy nie jesteś już zmęczona?” Ale jest jeszcze „bonus”, utwór trzynasty, przemycony na końcu płyty Live Track.

Osłodą smutnego pożegnania artysty ma być piosenka country, „Tennessee Waltz”, która zamyka nowy album w koncertowej wersji z 1985 roku. Tym właśnie utworem Leonard Cohen żegnał tamtego roku polską publiczność. Śpiewał: „ciemność, którą ta dziewczyna zostawiła w mym sercu jest mocniejsza od whisky i głębsza od smutku”. Czyżby teraz, dwadzieścia lat później, tymi samymi słowami poeta rozstawał się – wszystko wskazuje na to, że na zawsze – z całą swoją zasłuchaną widownią?

[NOWY DZIENNIK, 2004]

cd-HEATHER-300

Leonard Cohen - Dyskografia

Naszą witrynę przegląda teraz 96 gości