cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Manhattan100
NOWY JORK – STOLICA ŚWIATA

Każda epoka ma swój Rzym – miasto, do którego prowadzą wszystkie drogi. Bywał nim w przeszłości Paryż, bywał Wiedeń. Wiek XX to stulecie, w którym wszystkie drogi prowadzą do Nowego Jorku – bez względu na to czego (czy też kogo) tam szukamy. I nic nie wskazuje na to, by miało się to wkrótce zmienić. Frank Sinatra śpiewał: If you can make it there, you’ll make it everywhere (czyli: jeżeli dasz sobie radę w Nowym Jorku, dasz sobie radę wszędzie). To prawda.

Alfabet czyli ABC

Nowy Jork jest miastem wyjątkowym pod każdym względem. Najpopularniejszy truizm na jego temat, to stwierdzenie, że miasto to nie ma nic wspólnego z resztą Ameryki (święta prawda). Tylko w przypadku Nowego Jorku można też rozpocząć alfabet od hasła „Alfabet”. Tak nazywa się zwyczajowo rejon Manhattanu określony obrysem Alei A, B i C – podłe, narkotykowe rewiry, zaludnione przez kloszardów (zwanych tu „bumami”), miejsce akcji „Antygony w Nowym Jorku” Głowackiego. Kaca leczy się zwykle w pobliskiej „Wiesiełce” – ukraińskiej garkuchni, w której przez całą niemal dobę podają barszcz. Oczywiście ukraiński i tani jak barszcz.

Brooklyn czyli Praga Północ

Brooklyn tak się ma do Manhattanu, jak Praga Północ do Starego Miasta, czyli jak zoo do zamku. Jest największą dzielnicą świata – liczy cztery miliony mieszkańców (z których co najmniej połowa przechowuje w domach „nielegalnych” krewnych). Prawdziwi Brooklyńczycy wyrażają się ze wzgardą o Manhattanie twierdząc zgodnie, że nigdy tam nie bywają. Ale prawdziwi Brooklyńczycy kłamią jak z nut. Historyczny sektor, Brooklyn Heights, łączy z Manhattanem słynny Most Brooklyński, najstarsza przeprawa mostowa w mieście (1883). Poeta Walt Whitman nazwał widok z mostu „lekarstwem dla duszy”. Ale poeta Stachura uznał, że to „nie brooklyński most”…

Carnegie Hall czyli szczyt szczytów

Najbardziej renomowana sala koncertowa świata (do czasu występu Budki Suflera). Początkowo typowa filharmonia, już w latach 20-tych rozszerzyła repertuar o jazz, od lat sześćdziesiątych o pozostałe gatunki (jedynym kryterium był poziom wykonawcy). Grali w niej Beatlesi i Rolling Stonesi, a niżej podpisany widział tu na własne oczy występy kilku polskich artystów nie związanych z Budką, m.in. Adama Makowicza, Michała Urbaniaka czy też Polskiej Orkiestry Kameralnej p/d Jerzego Maksymiuka. Stary nowojorski dowcip. Turysta pyta Nowojorczyka: Przepraszam, jak dostać się do Carnegie Hall? Nowojorczyk (mądrala): Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

Dakota czyli Polański i Lennon

Budynek, który zagrał w filmie („Dziecko Rosemary” Polańskiego). Tutaj żył i zginął John Lennon, zastrzelony przy wejściu w dniu 8 grudnia 1980 roku. Miejsce kultowe. Cieć urzędujący w budce przy bramie jest całkowicie uodporniony na widok turystów fotografujących się w miejscu, w którym Lennon dostał śmiertelny postrzał w pierś… Na przeciwko Dakoty wyodrębniono na terenie Parku Centralnego ogród o nazwie Strawberry Fields, poświęcony pamięci Johna (rosną w nim nawet brzozy z Syberii). Opiekuje się nim Yoko Ono i to właśnie tutaj rozpoczyna się doroczne czuwanie pod Dakotą w dniu 8 grudnia. A w tym roku przypada 20 rocznica śmierci Johna…

Empire State Building czyli drapacz chmur

Miejsce męczeńskiej śmierci King Konga. Najwyższy budynek świata (381 m) od roku 1931 do 1973, kiedy otwarto wyższe o 20 metrów wieże World Trade Center. Bohater powieści Vonneguta „Slapstick”, prezydent Stanów Zjednoczonych, mieszka w hollu na paterze po apokaliptycznej zagładzie USA. Symbol falliczny, przy którym wieżowiec Chrysler Building ze złotą kopułą chowa się ze wstydu – w myśl zasady: nie wszystko złoto, co się świeci (jest „krótszy” o całe 70 metrów). Budynek mieści tysiące kancelarii prawnych – niepisana zasada brzmi: im wyżej, tym gorzej (klienci adwokatów urzędujących na najwyższych piętrach masowo wyskakują przez okna).

Fifth Avenue czyli Aleja Milionerów

Aleja zakupów i symbol nowojorskiej elegancji, ale także największa w mieście pułapka na turystów. Zaczynało się bardzo godnie – to tutaj powstawały najokazalsze pałace w mieście, jak ten Vanderbiltów przy 51 Ulicy z 1883 roku (dołączały kolejno rodziny Astor, Belmont i Gould). Potem przyszła kolej na handel – domy towarowe i sklepy Cartiera, Tiffany’ego i Bergdorfa nadal należą do najelegantszych w mieście. Ale cała „dolna” część Piątej Alei jest dziś nadzwyczaj niebezpieczna – czyhają tam sklepy skutecznie imitujące powierzchowną elegancję, a specjalizujące się wyłącznie w łupieniu przybyszów spoza miasta. Dziki Zachód – pośród kości słoniowej i szkła.

Greenpoint czyli Trójkąt Bermudzki

Nie jest aż tak interesujący, jak w filmie „Szczęśliwego Nowego Jorku” (wizja autora „Konopielki” wykazuje „odchylenie białostockie”). Jest enklawą zamkniętą – wielu mieszkańców tej dzielnicy nigdy jej nie opuszcza i nie mówi po angielsku. Znajomość angielskiego nie jest na Greenpoincie konieczna. Tutaj nawet Chińczycy sprzedający warzywa mówią po polsku. Lokalizacja dzielnicy jest znakomita – jedynie East River dzieli ją od Środkowego Manhattanu. Lokalni patrioci powtarzają, że lepiej oglądać z Greenpointu Empire State Building, niż odwrotnie. Mają rację. Greenpoint zasiedlają głównie przybysze z polskiego Trójkąta Bermudzkiego: Łomża-Ostrołęka-Białystok.

Harlem czyli zaklęte rewiry

Symbol jazzu i grozy. To fakt, że ludność jest tam monochromatyczna (delikatnie rzecz nazwawszy), ale o wiele bardziej niebezpieczny jest np. Południowy Bronx, dokąd jeździ się już wyłącznie czołgiem. Serce Harlemu to 125 Ulica, przy której mieścił się legendarny klub muzyczny, Apollo Theatre. Występowali tam niegdyś wszyscy liczący się czarni artyści – od Duke’a Ellingtona po Jamesa Browna. Mój przyjaciel z Brooklynu, Maras (adres znany Redakcji), zabiera tam w pierwszą noc turystów z Polski, którzy przyjeżdżają do Nowego Jorku ze „złym nastawieniem”. Jest to skuteczna metoda, żeby od tej pory podobało im się absolutnie wszystko…

Imigranci czyli tzw. mniejszości

To paradoksalne, ale charakterystyczną cechą nowojorskich mniejszości jest to, że sprawiają wrażenie większości. To miasto składa się z przedstawicieli mniejszości, którzy swobodnie i z dumą manifestują swoją odrębność, niezależność, inność. To Nowy Jork wymyślił pojęcie „poprawności politycznej” – tutaj najbardziej było ono potrzebne, tu też zrobiło najwięcej dobrego. Szukając niszy mniejszościowej, z którą mógłbym się utożsamić (korzystając zarazem z wszelkich przywilejów poprawności politycznej, jak np. nazywanie mnie Euro-Amerykaninem), wymyśliłem taką oto: biały-agnostyk-heteroseksualny. Niestety – okazało się, że to w skrócie „Bagno”.

Jedzenie czyli róg obfitości

Jedzenie to w Nowym Jorku duża przyjemność. Miasto szczyci się największą liczbą restauracji na 1 ha (jednostkę powierzchni), przeliczaną także na „człowiekominutę”, ponieważ człowiek może tu zjeść coś smacznego na każdym kroku i w każdej chwili. Jest ich około 30 tysięcy – skrzyżowanie nowojorskich ulic to miejsce czterech knajp! „Zmiana lokalu” wymaga jednak biegłej znajomości ulicznych świateł. Nasze zielone, to WALK (czyli: idź). Czerwone to DON’T WALK (nie idź). Na Greenwich Village (patrz niżej: Village) jest restauracja o nazwie „The Corner Of Walk & Don’t Walk” (czyli: na rogu idź i nie idź). Trochę jak na rogu świata i nieskończoności, prawda?

Kawa czyli Café Reggio

Najstarsza zachowana kawiarnia w Nowym Jorku – od 1926 roku nic nie zmieniło się w jej wnętrzu. Złośliwi dodają, że z malowaniem ścian włącznie. Na szczęście ściany zakrywają tu obrazy włoskich plenerów (wszystkie ze „szkoły Caravaggia”). Ozdobą lokalu jest też stary ekspres do kawy. Kawę mają tu najlepszą na świecie. Pijam ją już od 20 lat, a kiedy opuszczam Nowy Jork na dłużej, to za nią tęsknię (stąd podejrzenie, że dodają do niej coś uzależniającego). Wszyscy udają tu Włochów. Przystojny Jack, który jest kelnerem w Reggio odkąd pamiętam, nazywa się tu… Jacoppo. Lubi Polki i świetnie je rozpoznaje. Na widok zbliżających się Polek woła na całą ulicę: Polonia!

Long Island czyli inny świat

Nietrudno wywnioskować z samej nazwy, że chodzi o wyspę i to długą (250 km), ale już nie każdy zgadnie, że leży na niej zarówno Brooklyn, jak i Queens, a więc aż dwie z pięciu dzielnic Nowego Jorku (pozostałe to Manhattan, Staten Island i The Bronx). Wschodni koniec Long Island to dwa „widelce” – południowy i północny. South Fork jest odskocznią nowojorskich sławnych. Mieszka tu nad samym oceanem Vonnegut – do niedawna sąsiad zmarłego Josepha Hellera. Na „północnym widelcu” mieści się urocze miasteczko wielorybnicze Greenport (nie mylić z Greenpoint – patrz wyżej), gdzie podają lokalną specjalność: rybę miecz [swordfish]. Wycieczka warta stu mil.

Manhattan czyli muzea i muzyka

Wszystko, co najciekawsze, zaczyna się w Nowym Jorku na literę M – jak Muzy. Muzom poświęcamy więc osobne miejsce – zapraszam do „Kulturystyki”

Nowojorczyk czyli tożsamość

Nowojorczyk jest typem człowieka, dla którego płeć nie ma większego znaczenia (nawet w miłości), liczy się natomiast czas, czyli pieniądz. Marzy mu się tylko jedno: sukces. Nawet w tak „zorientowanym na sukces” społeczeństwie jak amerykańskie, Nowy Jork może podać rękę jedynie Hollywood. Po powrocie z dalszego wyjazdu odnosi się wrażenie, że życie tutaj to przyspieszony film, efekt zbiorowej psychozy. Ale ma Nowy Jork swoich „dysydentów” – zwłaszcza wśród artystów, dla których czas płynie innym rytmem. Są wśród nich Woody Allen czy Lou Reed. Billy Joel śpiewa: I’m in a New York state of mind. Nowy Jork to faktycznie „stan umysłu”.

Ocean czyli wiatr od morza

Ocean (gwoli ścisłości: Atlantycki) opływa miasto Nowy Jork niemal ze wszystkich stron, a dzielnicę Staten Island wręcz w stu procentach. Manhattan jest wyspą, ale nie na Atlantyku – otacza ją woda rzek Hudson i Harlem i naturalnego kanału East River. Wiatr wieje tu w porywach bez przerwy. W Nowym Jorku (a nie w Chicago, zwanym „Wietrznym miastem”) narodziło się modne wśród meteorologów pojęcie „czynnika wiatru” (spadku temperatury powietrza na wietrze). Manhattan to jedyne miejsce na całej Ziemi, gdzie – okrążając czworokątny budynek – za każdym rogiem mamy wiatr prosto w oczy (niestety, nie sprawdzałem, czy efekt ten dotyczy także osób bogatych).

Park Centralny czyli hej sokoły

Dzika przyroda w centrum metropolii – znają te rejony kinomani z całego świata. Prawdziwie „nowojorski” film musi zahaczyć o Central Park, a każdy Nowojorczyk (patrz wyżej: Nowojorczyk) musi poszwendać się tu przynajmniej raz w roku – ma do dyspozycji aż 340 hektarów! Przyroda jest tu naprawdę dzika, bo dzięki zabiegom ekologów, przywraca się w Nowym Jorku wiele gatunków zwierząt i roślin. Głównie w parku, chociaż stanowiska sokoła wędrownego usytuowano na wieżowcu Panamu. Wyżej zainstalowano je jedynie w Warszawie, gdzie znalazły miejsce pod kopułą Pałacu Kultury. Jest to zresztą jedyna konkurencja, w której bijemy Amerykanów.

Religia czyli od parady do parady

Nazywanie tego miasta „tyglem narodów” i „wieżą Babel” to już oklepany banał. Magia Nowego Jorku sprawia jednak, że mogą tu egzystować obok siebie nie tylko przedstawiciele wszystkich narodowości, ale także wszystkich wyznań. Synagogi stoją obok meczetów, a Różokrzyżowcy palą trawkę na Festiwalu Etnicznym (maj). Najbardziej okazałym kościołem na Manhattanie jest katedra Św. Patryka przy 5 Alei, chluba katolickiej społeczności irlandzkiej, którą co roku „tradycyjnie znieważają” tłumy paradujących gejów i lesbijek (ostatni weekend czerwca). Doroczna polska Parada Pułaskiego (październik) nie wzbudza kontrowersji – prędzej uśmiech.

Statua Wolności czyli „koń trojański”

Prezent od narodu francuskiego (rok 1886). „Koń trojański”, bo Amerykanie cierpią na ostrą postać „kompleksu Francji” (uchodzącej tu za symbol Europy, w odróżnieniu od Anglii – ta wyzwala w Amerykanach kompleks wyższości). Przybiera to zabawną postać, manifestując się we „francusko podobnych” nazwach produktów (La Yogurt). Trupa komediowa z pierwszego składu programu telewizyjnego Saturday Night Live reklamowała kiedyś Le Shoe – plastikową parodię buta. Miejscowe porzekadło mówi, że Statua Wolności (93 m „wzrostu”) wydaje się niewielka, gdy spogląda się na nią z wysokości World Trade Center (400 m). Proporcje oddają relację człowiek-pieniądz.

Taksówki czyli „wstąpił do piekieł…”

Taksówki muszą być duże i żółte (jak w piosence Joni Mitchell Big Yellow Taxi). Dopiero po taksówkach widać, gdzie przyjechaliśmy, zaś po wejściu do środka nie można mieć wątpliwości, że jest to Nowy Jork. Nowojorscy taksówkarze jeżdżą jak wariaci, a fakt, że robią to w zasadzie bezwypadkowo, zakrawa na cud. Większość tych mistrzów kierownicy nie mówi po angielsku, wszyscy udają, że nie znają drogi. Kiedy Gerard Depardieu łapie taksówkę na lotnisku JFK w filmie „My Father The Hero”, kierowca pyta go, jak chce się dostać na Manhattan (w domyśle: jaką drogą). Wzburzony Francuz odpowiada: Taksówką – a jak?! I jest to najlepsza odpowiedź.

Underground czyli pod ziemią

Metro w Nowym Jorku nie nazywa się underground – jak w Londynie – ale subway, ponieważ jeździ pod samą powierzchnią ziemi. Jest też najbardziej głośne, brudne i niebezpieczne na świecie (choć to ostatnie poprawiły rządy burmistrza Guillianiego). Plan linii metra pozbawiony jest wszelkiej logiki i trzeba się z nim dobrze zapoznać. Tradycyjną metodą sprawdzania czy zbliża się pociąg – kursują bowiem nieregularnie – jest obserwowane szczurów pożerających zalegające na torowisku śmieci. Kiedy szczury chowają się do nory to znak, że pociąg jest blisko. Tak wygląda prawdziwe „podziemie”. A nie jakieś tam Warhole, The Velvet Underground czy CBGB’s…

Village (The) czyli na prawo i na lewo

East Village (strona wschodnia) było wylęgarnią punków – tam chodzi się na piwo.  Greenwich Village (strona zachodnia) to dzielnica uniwersytecka i artystyczna, takie nowojorskie Montmartre. Tutaj zaczynał Dylan, a z nim cały ruch folkowy początku lat 60-tych. Można tu kupić najlepsze płytowe bootlegi i wycofane książki lewicowe. Można się napić doskonałej kawy (patrz wyżej: kawa) oraz zjeść smacznie i niedrogo. Kiedy w filmie „Moskwa nad rzeką Hudson” (Paul Mazursky, 1983) radziecki ubek wymienia rejony miasta, po których nie wolno się poruszać artystom występującego w Nowym Jorku cyrku z Moskwy, wymienia między innymi nazwę: Grinicz Iljicz.

Wall Street czyli pieniądze

W starych delikatesach znalazłem kiedyś tabliczkę z napisem: „Kredytu udzielamy wyłącznie osobom, które ukończyły setny rok życia, pod warunkiem, że stawią się w towarzystwie rodziców”. Napis z innego sklepu (ze sprzętem RTV): „Głupie pytanie, głupia odpowiedź. Mądre pytanie – odpowiedź jeden dolar”. Ale godności człowieka najbardziej uwłacza poniższa myśl z kanonu amerykańskiej aforystyki (napis z baru): „Skoro jesteś taki mądry, to dlaczego jesteś taki biedny?” W Nowym Jorku nie ma większego wstydu, niż być biednym. Bieda hańbi – to dlatego na Wall Street w roku krachu (1929) wyskakiwano z okien. Dzisiaj w lepszym stylu jest przedawkować.

Zebra czyli tolerancja

„Zebra” to slangowa nazwa mieszanej pary. Takie pary nikogo tu już nie dziwią. Rozmawiałem kiedyś z Paulem Austerem, pisarzem i reżyserem, Nowojorczykiem. Doszliśmy do wniosku, że w Nowym Jorku można albo nauczyć się tolerancji, albo pójść w czuby. Trzecia opcja to całkowite zamknięcie (patrz wyżej: Greenpoint). Różnorodność, jaką oferuje to miasto na każdym kroku i sprzeczności, jakie co dzień każe godzić swym mieszkańcom, wystawiają naszą tolerancję na najwyższą próbę. Jestem wdzięczny temu miastu za lekcję, którą mi kiedyś dało. Każdemu polecam „nowojorską terapię” – zwłaszcza heteroseksualnym, białym agnostykom.

[URODA, 2000]

MINETTA

Foto: DW (2009)

Artykuły i reportaże - Inne niewinne

Naszą witrynę przegląda teraz 49 gości