cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

21-Auto---Machu-Picchu
Od lodowców do tropików cz. 4

MACHU PICCHU – MIĘDZY HISTORIĄ A NIEBEM

Cuzco leży w dolinie, nad którą wznosiła się twierdza Inków, Sacsahuamán – dzisiaj nawet miejscowi wymawiają nazwę:
Sexy Woman.

Imponującą budowlę z kamienia hiszpańscy najeźdźcy potraktowali jako kamieniołom, budując w dole chrześcijańskie miasto z katedrą, uniwersytetem i rozległym Plaza de Armas. Tylko to, co leżało na przeciwnym stoku zachowało oryginalny kształt, ale nadal robi imponujące wrażenie. Podobnie jak 12-boczny kamień w inkaskim murze w samym Cusco. Co za precyzja.

Cozco to baza wypadowa na Machu Picchu. Można tam dojechać wyłącznie koleją wzdłuż rzeki Urubamba, częściowo przez Świętą Dolinę, aż do Aquas Calientes. Tu mamy nocleg, jeden dzień to za mało na Machu Picchu. Pociąg potrzebuje 5 godzin na przejechanie 100 km, ale najpierw traci wysokość zygzakując po stokach.

Można spędzić dowolną ilość czasu wędrując po Świętej Dolinie. Pamiątki po Inkach spotykamy tu dosłownie na każdym kroku, najbardziej znane miejsca to Pisac, Calca i Ollantaytambo, gdzie bierze początek słynny „Szlak Inków. Wielu wędrowców rusza do Machu Picchu pieszo, co zajmuje ok. 4-5 dni w zależności od obranej trasy. Szlak wymaga pokonania kilu wysokich przełęczy (ok. 4000 m n.p.m.), najbardziej jednak dotkliwe jest wielokrotne schodzenie do stóp doliny i ponowna żmudna wspinaczka. Uproszczoną wersję „zaliczenia” Świętej Doliny oferują taksówkarze w Cuzco.

To fakt, że celem całej mojej wędrówki od południowych antypodów Patagonii było Machu Picchu. Ale wielokrotnie musiałem prostować wyobrażenie na ten temat, które zupełnie rozmija się ze stanem faktycznym. Dostawałem SMS od córek z życzeniami „zdobycia Machu Picchu”, tylko że – w skali całej wyprawy – tam się... schodzi.

Podróż samochodem terenowym przez Atakamę wielokrotnie wiodła na wysokości  4000-4500 metrów (oczywiście z kilkoma koniecznym zjazdami do poziomu morza). Potem było jezioro Titicaca, którego tafla oscyluje na poziomie 3825 m. w zależności od pory roku. Kolejny etap naszej wędrówki, Cuzco, to już „tylko” 3225 metrów, choć i to wystarcza, żeby turyści przybywający z poziomu morza (Lima) przewracali się tu na twarz. Faktem jednak jest, że nasza wycieczka wiodła średnio coraz niżej. A jej finał, bajkowe Machu Picchu, było kolejnym obniżeniem lotów: 2400 m n.p.m.

W najmniejszym stopniu nie umniejsza to urody tego miejsca, raczej przeciwnie – wyżej skończyłaby się roślinność, a tutaj przedzieramy się jeszcze przez prawdziwy las zwrotnikowy, wilgotny i hałaśliwy. Legendarne miejsca zwykle rozczarowują, gdy ogląda się je wreszcie na własne oczy. Machu Picchu wywołuje odwrotne wrażenie, żadna pocztówka nie jest w stanie oddać niewiarygodnej podniebnej przestrzeni, jaka otacza ruiny ostatniego bastionu Inków. Dzień upływa tu na spacerach i odkrywaniu przeznaczenia dziwnych konstrukcji, ale największą rozkosz sprawia kontemplacja samej przestrzeni. Są tu wieże, świątynie i obserwatoria. Jest słynny Most Inków.

Komu mało jest tych wszystkich atrakcji (jak nam) i kto zabezpieczył sobie nocleg w Aquas Calientes (jak my), może pokusić się o wejście na Huayna Picchu – to jest ten stożek widniejący bezpośrednio za ruinami na każdej pocztówce. Wznosi się ok. 200 metrów ponad Machu Picchu, podejście zaś – choć ostre – nie sprawia kłopotu. Tylko jedna droga wiedzie na szczyt tej iglicy i jest to oczywiście ścieżka Inków. O tym, że Inkowie nie mieli lęku wysokości czytałem już w dzieciństwie (teraz przekonałem się tylko, że po prostu nie mogli go mieć). Nikt mnie natomiast nie uprzedził, jak małe mieli stopy. Ścieżka wykuta w kamieniu jest stroma, wąska i śliska od wilgotności.

Oczywiście wejście na szczyt wynagradza cały trud z nawiązką. Całe Machu Picchu jak na dłoni. A od wijącej się poniżej Urubamby dzieli nas 600-700 metrów różnicy wysokości i daję słowo, że są na szlaku miejsca, z których można by było wpaść prosto do rzeki. To są niewiarygodne wysokości, lecz można się przyzwyczaić. Z samolotu linii Cusco-Lima świat wydaje się bliżej niż ze szczytu Huayna Picchu.

Przyznaję się chętnie do tego, że lubię pamiątki. A zwłaszcza egzotyczne wyroby sztuki ludowej. Niestety, na takiej wyprawie jak nasza, nie można kupić niczego, co powiększyłoby ciężar czy objętość plecaka, a to boli. Bolało już w Patagonii, kiedy musiałem zrezygnować z zakupu kamiennych figurek o kształcie pingwina. Bolało i w Chile, gdzie można było samemu zbierać mineralne skarby Atakamy. I dopiero Lima, ostatni etap wyprawy, wynagrodziła to z nawiązką. Mam upodobanie do ceramiki, a nic nie jest trudniejsze w transporcie. Ale tym razem się udało: malowany ręcznie  byczek z Poroy, figurka inkaskiego wodza i para Quchimilkas (bóstwa domowe, kobieta i mężczyzna z zaznaczonymi genitaliami). Wszystko stoi w Warszawie.

Czwarta część trasy –

Cusco, Machu Picchu, Lima (Peru)

Cuzco > Sacsahuamán (wycieczka piesza)

Cuzco > Aquas Calientes (kolej andyjska)

Machu Picchu > Huayna Picchu (trekking)

Cuzco > Lima > Warszawa (samolot)

150D-Machu-c

Foto: Grzegorz Pojmański (Machu Picchu, w tle Huayna Picchu)

Artykuły i reportaże - Różne podróżne

Naszą witrynę przegląda teraz 104 gości