cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

ŚCIANA NA SPRZEDAŻ

Znane są już wyniki sprzedaży najbardziej popularnych albumów kończącego się stulecia (dane Recording Industry Association of America obejmują cały świat). Europejskiego słuchacza może zdziwić pierwsza pozycja amerykańskiego zespołu The Eagles (album
Their Greatest Hits, 1971-1975 – 26 milionów egzemplarzy). Bardziej zrozumiały jest tryumf Michaela Jacksona i drugie miejsce pamiętnej płyty Thriller (25 milionów egz.).

Ale prawdziwą sensację odnajdujemy na pozycji trzeciej – na tym miejscu uplasowała się bowiem legendarna „Ściana” grupy Pink Floyd. Album The Wall z 1979 roku sprzedał się w liczbie 23 milionów egzemplarzy, dowodząc dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że płyta kultowa może być komercyjna. Po drugie, że połączenie pesymizmu z poczuciem winy może być i komercyjne i kultowe. Dwadzieścia trzy miliony masochistów to już legion.

„Ściana” – dzieło Rogera Watersa, basisty Pink Floyd – jest albumem tematycznym. Opowiada – w cyklu utworów utrzymanych w konwencji maniakalno depresyjnej – o perypetiach człowieka w świecie totalitarnym. O tym, jak próbuje się buntować i o ponoszonych przez niego porażkach. O ucieczce w świat narkotykowego odrętwienia (kojącego ból łagodnie i „komfortowo”) oraz o jego snach o potędze i władzy. Jak na kultowy album przystało, przebojów nie było na nim za wiele – w porywach jeden. Ale okazał się wystarczająco atrakcyjny, by udźwignąć sprzedaż dwupłytowej edycji. Piosenka
Another Brick In The Wall zapisała się w pamięci śpiewanym przez dzieci refrenem: Nie potrzebujemy wykształcenia! Jej twórcy nie od razu wpadli na pomysł wykorzystania chóru nastolatków, ale gdy usłyszeli rezultat, oddali młodzieży palmę pierwszeństwa i usunęli własne głosy na plan dalszy. Ciekawe, że jedyny hit w całym dorobku Pink Floyd przypadł właśnie na rok 1980, czyli epokę nowej fali i punków.

Dzieło grupy Pink Floyd kryło w sobie inspirujący potencjał, na który nie pozostał głuchy reżyser brytyjski, Alan Parker. Dzieło Parkera – adekwatnie zatytułowane „Pink Floyd – The Wall” (1982) – było cyklem luźno powiązanych scen z życia zgorzkniałego rockowego idola, w którego wcielił się Bob Geldof (lider zespołu The Boomtown Rats i organizator koncertów Live Aid). Najbardziej kultową sceną z tego kultowego filmu jest sekwencja, w której główny bohater goli… brwi. Prosimy nie wpadać w panikę: brwi Bobowi odrosły. Jedyny zabawny detal filmowej adaptacji (a poczucie humoru całej grupy Pink Floyd razem wziętej ociera się o Księgę Guinessa w kategorii „zero absolutne i niżej”) to imię głównego bohatera. Brzmi ono Pink, co jest nawiązaniem do popularnej anegdoty – kiedy debiutujący zespół pojawił się po raz pierwszy w wytwórni płytowej, urzędnik zwrócił się do jego członków z pytaniem: Który z panów jest Pink?

Humorystyczny epizod miał natomiast miejsce w czasie ekranizacji „Ściany”. Grupa nastolatków, statystów zgromadzonych na planie do scen z młodzieżą mieloną przez gigantyczną maszynkę do mięsa (to bardzo „pinkfloydowska” alegoria) buntowała się przeciwko trzydziestoletnim „wapniakom” z ekipy filmowej i utrudniała im pracę. Brytyjska młodzież słuchała już wtedy muzyki punk i kontestacja „rockowych dinozaurów” nic jej nie obchodziła. Cegiełka w murze? Być może, ale nie w waszym!

Dość dywagacji. Prawda o albumie jest prosta. Może nawet banalna, ale pozostawiam to osądowi słuchaczy (którzy otrzymali niedawno nową, koncertową wersję kultowej płyty,
Is There Anybody Out There? – The Wall Live 1980/81). Metaforyczna „ściana” w intencji Rogera Watersa była murem oddzielającym Pink Floyd od widowni. Jego pieśni to skowyt artysty – i w tym aspekcie pozostają przekonujące do dziś – przeciw zniewoleniu przez własną popularność. Bezsilny sprzeciw przeciwko psychologii zbiorowości, której oczekiwania paraliżują twórczy potencjał jednostki. Dopiero film Parkera dorobił do tego niewyszukanego symbolu wieloznaczny kontekst pretekstów i podtekstów – nadał mu rangę protestu przeciw totalitaryzmowi i uderzył w silną, orwellowską nutę. Kiedy obalono najbardziej znienawidzoną ścianę Europy – mur berliński – twórca The Wall, skłócony już wtedy z kolegami Roger Waters, wystawił swoje monumentalne dzieło na miejscu zdarzenia (i wydał zapis tej akademii na płycie). Muzyków Pink Floyd zastąpiły na niej Orkiestra i Chór Radia Berlin Wschodni oraz Orkiestra Wojskowa Armii Radzieckiej. Przesłanie utworu obróciło się w ten sposób do góry nogami, a słuchaczom pozostało… co? Ściana płyt? A może już tylko ściana płaczu?

Chyba jednak to pierwsze. Żyjemy w epoce dalszych ciągów wszystkiego (ma podobno powstać „Pan Tadeusz II”) i jest w czym wybierać: „Ściana marki ściana” (dziś klasyk). Film „Ściana”. „Ściana na występach w byłym NRD”. I – od niedawna – „Ściana na żywo 1980/81”. A oto moje propozycje na przyszłość (bunt przeciwko własnej komercjalizacji nadal doskonale się sprzedaje): „Godzilla contra Ściana”. „Ściana – Epizod I”, „Syn Ściany – dr Murek”.

[URODA, 2000]

Popkulturystyka - Kulturystyka

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości