cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Tekst: Michael Kunze
Muzyka: Jim Steinman
Roman Polański przedstawia:

TANIEC WAMPIRÓW
TANZ DER VAMPIRE

Przekład piosenek oraz polska wersja libretta:
Daniel Wyszogrodzki

Teatr Muzyczny ROMA – Warszawa
Premiera: 8 października 2005 roku


AKT DRUGI

17. Na orbicie serc
18. Carpe Noctem (Uwierz w noc)
19. Idealny dzień
20. W krypcie
21. Biblioteka (I)
22. Dla Sary
23. Biblioteka (II)
24. Gdy miłość się budzi
25. Myli się pan, profesorze
26. Wieczność
27. Nienasycony głód
28. Sala balowa
29. Tam jest swoboda (II)
30. Taniec wampirów

17 NA ORBICIE SERC
Totale Finsternis


WAMPIRY:

Oczy jej błyszczą

Włosy jej lśnią

Zgubna ciekawość

Przywiodła tutaj ją

Do bram

 

Usta jej – czerwień

Skóra jej – biel

Traci już zmysły

Wypije wieczność więc

Do dna

 

1.

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Kiedy idzie noc

Niesie pustkę i żal

Nie wiem czego jest mi brak

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Kiedy idzie noc

Mam fantastyczne sny

Ale czuję lęk, gdy budzę się z nich

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Ciało okrył mrok

Jest we mnie dziwny niepokój

I nie wiem skąd się bierze ten stan

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Zguba grozi mi

(Lecz) pragnę ulec pokusie

Którą wreszcie zgotowała mi noc

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Słyszę, jak mnie wzywa jakiś głos

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Słyszę, jak mnie wzywa głos...

 

2.

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Kiedy idzie noc

Czuję dotyk magiczny

Jego źródła nie zna nikt

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Kiedy idzie noc

Czekam całkiem bezbronna

By potężna moc uniosła mnie stąd

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Niech się zdarzy cud –

Bym kobietą się stała

I wolności smak poznała choć raz

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Wszystko jedno jak –

Muszę odkryć nieznane

Rzucę życie na szalę lub na stos

 

VON KROLOCK i CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Słyszę, że mnie wzywa jakiś głos

 

VON KROLOCK i CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Czuję, że mnie wciąga czyjaś moc...

 

VON KROLOCK:

 

W zatraceniu wolność jest

Tylko we mnie ją odnajdziesz

Co dręczyło cię we śnie

Tu zachwyci cię na jawie

Bo gdy ze mną zanurzysz się w mrok

Miedzy otchłań a blask

 

Zapomnisz o rozdarciu

Zatrzyma się czas

Owinę cię swym cieniem

I rozpalę żar

 

Ty jesteś owym cudem

Co światy łączy dwa

 

SARA:

 

Me serce to dynamit

Tylko iskry mu brak

 

VON KROLOCK i SARA:

 

Ja wiem, że wiecznie chcę żyć

A wieczność się zaczyna dziś

Wieczność się zaczyna dziś

 

SARA:

 

Miałam kiedyś mieć

Czystą miłość po grób

Zamiast tego idę na dno

Obłęd wciąga mnie

I tak daleko jest dom

 

Na orbicie serc

Zamarł już wszelki ruch

I zaćmienia wtacza się krąg

Niebo spowił cień

Serce zapada się w mrok

 

3.

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Kiedy idzie noc

Trzeba wyrwać się stąd

Choć brak siły na bunt

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

I na jeden zew

Ustępuję posłuszna –

Piekielnie chcę płynąć pod prąd

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Życie mogę dać

Byle choćby na chwilę

Być naprawdę i do cna jedną z was

 

CHÓR PRZODKÓW:

 

Nadszedł czas!

 

SARA:

 

Tak, to już czas

I każdą cenę zapłacę

Nawet jeśli tym zatracę swój los

 

VON KROLOCK i CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Słyszę, jak mnie wzywa jakiś głos

 

VON KROLOCK i CHÓR PRZODKÓW:

 

Szykuj się, dziecko!

 

SARA:

 

Czuję, jak mnie wciąga czyjaś moc...


VON KROLOCK/ SARA:

 

W zatraceniu wolność jest/ W zatraceniu wolność jest

Tylko we mnie ją odnajdziesz/ Tylko w tobie ją odnajdę

Co dręczyło cię we śnie/ Co dręczyło mnie we śnie

Tu zachwyci cię na jawie/ Tu zachwyci mnie na jawie

Gdy ze mną zanurzysz się w mrok/ Gdy z tobą zanurzę się w mrok

Miedzy otchłań a blask/ Miedzy otchłań a blask

Zapomnisz o rozdarciu/ Zapomnę o rozdarciu

Zatrzyma się czas/ Zatrzyma się czas

Owinę cię swym cieniem/ Owiniesz mnie swym cieniem

I rozpalę żar/ I rozpalisz żar

 

VON KROLOCK

 

Ty jesteś owym cudem

Co światy łączy dwa

 

SARA:

 

(Me) serce to dynamit

Tylko iskry mu brak

 

VON KROLOCK i SARA:

 

Bo wiem, że wiecznie chcę żyć

A wieczność zaczyna się dziś

Wieczność zaczyna się dziś

 

SARA:

 

Miałam kiedyś mieć

Czystą miłość po grób

Zamiast tego idę na dno

VON KORLOCK

 

Otchłań czeka już

Obłęd się czai o krok

 

SARA:

 

Na orbicie serc

Wszelki zamarł dziś ruch

 

VON KROLOCK:

 

I zaćmienia kreślę tu krąg

 

VON KROLOCK i SARA:

 

Niebo spowił cień

Serce zapada się w mrok

Niebo spowił cień

Obłęd już czeka o krok

 

SARA:

 

Niebo spowił cień

Oddaję się dziś twoim snom

 

VON KROLOCK:

 

Nic pochopnie

Wszak (to) jutro jest bal

Deser poczeka (i)

Niech wzrasta wciąż w nas

Apetyt

Wieki pragnienia

Potęgują nasz szał

Jutro poczujesz

Jaki wieczność ma smak

Gdy w pierwszej parze

Upamiętnisz

Mój bal

 

18 CARPE NOCTEM (UWIERZ W NOC)
Carpe Noctem (Fühl die Nacht)

 

WAMPIRY:

 

Na mój zew chłoń nocy smak

Tylko w nocy zatracisz duszę

Przeklnij ze mną słońca blask

Pragnień twych nic nie zagłuszy

 

Uwierz mi i uwierz w noc

Tylko nocą odkryjesz prawdę

Sny wstydliwe skryje mrok

Z marzeń nikt cię nie okradnie

 

Echo dzwoni w ruinach

Dzwonnikiem jest tu kat

Gdzie diabeł wchodzi na tron

Tam anioł spada jak głaz

 

A my karmimy się zbrodnią

I głód sycimy krwią

Nienasycona jest to chuć

Nieprzenikniony to mrok

 

Jak łatwo gubi sens

Kto prawa nocy woli dać dniom

Umykaj więc do cienia

Otuli cię tu mrok

Napawaj się ciemnością

Aż upijesz się nią

Uwierz w noc! Uwierz w noc!

 

WAMPIRY (Grupa 1):

 

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

 

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

Exsultate Kyrie! Pie Agne, Domine!

Dies irae, Kyrie. Sanctus, Sanctus exultate!

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

 


WAMPIRY (Grupa 2):

 

Uwierz w noc!

To ona cię przywiodła tu

Uwierz w noc!

Powieki zamknij jak do snu

Uwierz w noc!

Tylko w ciemności ujrzysz ją

Uwierz w noc!

To w niej dopełni się twój los

Uwierz w noc! Uwierz w noc!

Uwierz w noc!

Uwierz w noc – o tak!

 

WAMPIRZYCE:

 

Pośród grobów i ruin

Podnosimy się z krypt

Nadzieja pęka tak jak szkło

Koszmarne dzieją się sny

 

Bo porządkiem jest tu chaos

A „zmień” to znaczy „spal”

Bestiom, co igrają z krwią

Krew mniej smakuje niż nam

 

WAMPIRY:

 

Jak łatwo gubi sens

Kto prawa nocy woli dać dniom

Umykaj więc do cienia

Otuli cię tu mrok

Napawaj się ciemnością

Aż upijesz się nią

Uwierz w noc! Uwierz w noc!

 

WAMPIRY (Grupa 1):

 

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

 

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

Exsultate Kyrie! Pie Agne, Domine!

Dies irae, Kyrie. Sanctus, Sanctus exultate!

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Requiem da, Domine!

 

WAMPIRY (Grupa 2):

 

Uwierz w noc!

To ona cię przywiodła tu

Uwierz w noc!

Powieki zamknij jak do snu

Uwierz w noc!

Tylko w ciemności ujrzysz ją

Uwierz w noc!

To w niej dopełni się twój los

Uwierz w noc!...

 

WAMPIRY (Grupa 3):

 

Carpe noctem! Carpe noctem!

Carpe noctem! Carpe noctem!

Carpe noctem! Carpe noctem!

Carpe noctem! Carpe noctem!

 

WAMPIRY (Grupa 2):

 

Uwierz w noc!

To ona cię przywiodła tu

Uwierz w noc!

Powieki zamknij jak do snu...

(Uwierz w noc!)

 

WAMPIRY (Grupa 1):

 

Dies irae, Kyrie. Libera me, Domine!

Dies irae, Kyrie. Sanctus, Sanctus exultate!

 

WSZYSCY:

 

Na nasz zew chłoń nocy smak

Tylko w nocy zatracisz duszę

Przeklnij z nami słońca blask

Pragnień twych nic już nie zagłuszy

Uwierz nam i uwierz w noc

Tylko nocą odkryjesz prawdę

Sny wstydliwe skryje mrok

Z marzeń nikt cię tu nie okradnie

 

19 IDEALNY DZIEŃ
Ein perfekter Tag

 

ALFRED:

 

To tylko sen, okropny sen

Lecz prysł i już się budzę

Bo dobro dziś pokona zło

Choć jeszcze nie rozumiem:

Kto i co i gdzie i z kim i jak

Kto i co i gdzie i z kim i jak

 

On widział ją, rozmawiał z nią

Więc jeszcze dziś wyswobodzę ją

 

Raz kozie śmierć, idealny dziś mamy dzień

By ruszyć w bój i dzielnością wykazać się

Bo w taki dzień można rzucić się w ogień

Wspiąć się na szczyt i przegnać upiory

 

Dziś już nie przeraża mnie

To co wczoraj dech trzymało

Bo przeczuwam bliskość tej

Której szukać nie przestanę

Skąd śniadanie? Czyj to gest?

Czy przyniosła je tu Sara?

Co to? Tak, to kroki jej...


ALFRED:

 

Uch!...

 

ABRONSIUS:

 

Poduszka i nad głową dach

Rozkoszny wypoczynek

Herbatki łyk, ciasteczka smak

I myśl od razu płynie:

Rozum w głowie – już ja cię przysposobię...

 

ALFRED:

 

Panie profesorze, on powiedział:

„Dobrze wiem, jak blisko jest twój cel...”

Sara na pewno jest w zamku!

ABRONSIUS:

 

Chytra z niego sztuka...

 

ALFRED:

 

Kto taki?

 

ABRONSIUS:

 

Książę próbuje nas nabrać.

 

ALFRED:

 

Książę?

 

ABRONSIUS:

 

Ale niechcący zdradził swoją naturę:

„Jestem nocnym Markiem,

przesypiam całe dnie“...

Szkoda, że nie dodał:

„Przecież cały dzień

w trumnie śpię“

 

ALFRED:

 

Że w czym on śpi?

 

ABRONSIUS:

 

Wiadomo, że cały dzień spoczywa w trumnie.

 

ALFRED:

 

To... To znaczy... W grobie?

 

ABRONSIUS:

 

To nie grób, chłopcze.

Książe spoczywa w krypcie.

W każdym zamku jest krypta.

I teraz musimy jej poszukać.

 

ALFRED:

 

Co? Teraz?

ABRONSIUS:

 

Oczywiście, że teraz!

Grobowce należy przeszukiwać za dnia:

Wszystko ułoży się, to doskonały dzień

 

ALFRED:

 

By ruszyć w bój i męstwem wykazać się

 

ALFRED i ABRONSIUS:

 

Bo w taki dzień można rzucić się w ogień

Skoczyć w odmęty, zwalczyć upiory


20 W KRYPCIE
In der Gruft

 

ABRONSIUS:

 

W taki to dzień

 

ALFRED:

 

W taki to dzień

 

ABRONSIUS:

 

Sir Newton wpadł na prawa trzy

W taki to dzień

 

ALFRED:

 

W taki to dzień

 

ABRONSIUS:

 

Napisał Mozart Nachtmusik

 

ALFRED:

 

W taki to dzień

 

ABRONSIUS:

 

Wzór nam brać!

Kolumb nauczył jajko stać

 

ALFRED:

 

Ikar na skrzydłach w lot się wzbił

 

ABRONSIUS:

 

Daniel sam obłaskawił lwy

 

ALFRED:

 

Gdyby było tutaj jaśniej

Poczułbym się raźniej

Mógłbym lepiej starać się

Nie bać się

 

Gdyby tak tu nie pachniało

Mówiąc wprost: śmierdziało

Mógłbym lepiej trzymać się

Nie chwiać się

A tak – co?

Boję się!

 

ABRONSIUS:

 

Ta krypta to – przypomnę ci

Wyprawy naszej główny cel

To misji sens – i życia sens –

Inspekcji chcę dokonać w niej

 

ALFRED:

 

Co czeka nas tam?

 

ABRONSIUS:

 

Co czeka nas tam?

 

ABRONSIUS i ALFRED:

 

Musimy tam wykonać plan!

 

ALFRED:

 

Może by tak poćwiczyć wpierw?

 

ABRONSIUS:

 

Teraz lub nigdy – szykuj się!

 

Szszsz!...

Cudownie! Schodzimy na dół!

 

ALFRED:

 

Co? Na dół?

 

ABRONSIUS:

 

To jasne. Szybciej.

Ty pierwszy.

 

ALFRED:

 

Ja?

 

ABRONSIUS:

 

Tak. Weź torbę.

I na dół.

 

ALFRED:

 

Na dół?

 

ABRONSIUS:

 

Na dół! Pssst!

Chcesz, żeby usłyszał nas garbus?

Cicho już! Uwaga!

Idę...

 

ALFRED:

 

Co? Nie! Nie! Nie!


ABRONSIUS:

 

Auć! Zaczepiłem się! Pomóż mi, chłopcze!

Aaaa! Tylko nie w ten sposób! Nic z tego nie będzie...

Będziesz to musiał zrobić sam.

 

ALFRED:

 

Sam?

 

ABRONSIUS:

 

Tak. I przestań już marudzić!

Musisz im przebić serca.

 

ALFRED:

 

Mam im... przebić... serca?!

Profesorze, tylko nie to!

 

ABRONSIUS:

 

Nie bądź tchórzem! Otwieraj grobowce!

 

ALFRED:

 

Grobowce?

 

ABRONSIUS:

 

Pomyśl o córce Chagala! I otwieraj!

I kto tam leży?

 

ALFRED:

 

Jego Ekscelencja...

 

ABRONSIUS:

 

Świetnie! Teraz następny.

A tam kto?

 

ALFRED:

 

Jego syn!

 

ABRONSIUS:

 

Szybko do torby!

 

ALFRED:

 

Do torby...

 

ABRONSIUS:

 

Weź kołek i młot!

 

ALFRED:

 

I młot...

 

ABRONSIUS:

 

Doskonale. Teraz do księcia.

 

ALFRED:

 

Do księcia...

 

ABRONSIUS:

 

Dobrze wybierz miejsce.

 

ALFRED:

 

...pomiędzy... ...pomiędzy...

...szóstym i siódmym....

 

ABRONSIUS:

 

Żebrem.

 

ALFRED:

 

Żebrem!

 

ABRONSIUS:

 

Zgadza się. Tylko szybko! Ale nie tak!

Uważaj! Odwrotnie, ty durniu – odwrotnie!

Teraz dobrze. Raz-dwa-trzy...

Do diabła: Trzy!

Trzy!

 

ALFRED:

 

Nie dam rady.

 

ABRONSIUS:

 

To bunt! Nie wstyd ci?

 

ALFRED:

 

Wstyd mi. Ale i tak nie mogę.

Litości...

 

ABRONSIUS:

 

Nic z tego nie będzie! Wracaj na górę!

Czy ja zawsze muszę wszystko robić sam?

Co się stało z młodym pokoleniem!

 

Brak mu determinacji i odwagi

Dzisiejsza młodzież jest zniewieściała

i nie potrafi zmobilizować się

w potrzebie.

 

Wracaj tu i wyciągnij mnie!

Śpisz, czy co? Nie marudź tyle!

Myślisz, że to zabawne tak tu wisieć?

 

Jedno ci powiem, mój chłopcze:

W teorii zrobiłeś znaczne postępy,

ale praktyka pozostawia wiele do życzenia.

Wyciągnij mnie wreszcie!

 

ALFRED:

 

Profesorze!

 

ABRONSIUS:

 

W prawo zwrot! Poszukajmy innego wyjścia.

Musisz jeszcze dużo ćwiczyć, zanim osiągniesz mój poziom.

Bo dzisiaj się – niestety – ośmieszyłeś.

Czego zresztą bardzo żałuję.


CHAGAL:

 

Dość już tego spania!

 

MAGDA:

 

Co to za stukanie?

 

CHAGAL:

 

Zapomniałaś o balu?

Trzeba się zbierać...

 

MAGDA:

 

Oszalałeś? Dopiero południe.

Spójrz – słońce wysoko... Och!

 

CHAGAL:

 

Och!...

W takim razie śpimy dalej.

 

MAGDA:

 

Nie wstyd ci, Chagal?

 

CHAGAL:

 

A to niby czemu?

 

MAGDA:

 

Ugryzłeś mnie w szyję, wyssałeś krew.

 

CHAGAL:

 

A to dopiero!

 

A właściwie czemu miałbym nie ssać

Skoro mnie samego ssał kto chciał?

Raz zacząwszy nie zamierzam przestać

Jestem ssakiem, a więc będę ssał

 

Wszędzie wkoło jedno wielkie ssanie

Lecz to wcale nie przeszkadza mi

Ten pieniądze ceni, ten uznanie –

Nie przestanie kto skosztował krwi

 

Kto nie chce dać się wyssać to

Niech sam się rwie do ssania

Kto nie chce by skubali go

Sam skubać się nie wzbrania

 

Ssijmy się nawzajem

Dawnym obyczajem –

Łyk ochłodzi, łyk odmłodzi

Krew nikomu nie zaszkodzi

 

MAGDA:

 

Kiedyś za życia

Miałam go dość

Odkąd mnie wsysa

Ma w sobie to coś

 

Chuć to niezła farsa

Chuć to niezła farsa

 

Ile razy mnie obłapiał

Chciałam, żeby szlag go trafił

Teraz kiedy zaczął ssać

Z własnej woli chcę mu dać

 

Aaa... Aaa...

 

CHAGAL:

 

Bo tak już jest:

 

Jeden drugiego

Aż do białego wyssać chce

Kantuje swój swojego –

Każdy chce zrobić „geszeft”

I wszystko jedno czy to chuć

Czy szmal czy krew

 

CHAGAL i MAGDA:

 

Bo tak już jest:

Jeden drugiego

Aż do białego wyssać chce

Kantuje swój swojego –

Każdy chce zrobić „geszeft”

Bo każdy człowiek – tak czy siak

To w końcu ssak!

 

21 BIBLIOTEKA I
Bücher, Bücher

 

 

 

ABRONSIUS:

 

Księgi, księgi,

cudne stare księgi!

 

ALFRED:

 

Ale... Panie profesorze...

Musimy odnaleźć Sarę przed zmierzchem!

 

ABRONSIUS:

 

Pitagoras i Heraklit

Empedokles, Parmenides

Protagoras i Sokrates

Platon, Zenon i Euklides

(Już) od grzbietów

Wyczuwam wiedzę Greków

 

ALFRED:

 

Ona gdzieś tu czeka...

 

ABRONSIUS:

 

Gallus, Tacyt i Horacy

Tu Swetoniusz, a tu Liwiusz

Pliniusz Młodszy, Pliniusz Starszy

Raz Seneka, raz Wergiliusz

Gdy je trzymam

Odbieram mądrość Rzymian

 

ALFRED:

 

On ją uwięził. A my...

 

ABRONSIUS:

 

Gdy do ręki biorę Kanta

Trzymam ciężki imperatyw

Absolutny idealizm?

Tylko Hegel znał się na tym...

To najwięksi myśliciele

I do tego w starodrukach

Książek nigdy nie za wiele

Życie bez nich to tortu-rrr-(a)

 

ALFRED:

 

Panie profesorze, nie mamy czasu!

 

ABRONSIUS:

 

Najpierw Kepler i Kopernik

Dalej wielcy humaniści

Paracelsus i Kartezjusz

Zaraz po nich okultyści

Newton, Pascal i Spinoza

Moraliści i tomiści

Zapodziali się marksiści

Ale chyba nikt nie płacze po nich tu...

 

ALFRED:

 

Niedługo się ściemni.

 

SARA:

 

A-a-a!...

 

ABRONSIUS:

 

William Szekspir, Karol Dickens

Schopenhauer, Schiller, Schelling

Goethe, Rilke, Heine, Nietzsche

Abram Stoker, Mary Shelley

 

ALFRED:

 

Sara?

 

ABRONSIUS:

 

La’Fontaine, a nawet Kryłow

Alighieri, Machiavelli

Leonardo w rękopisie

Nie przewidział gdzie też

Przyjdzie trafić mu


ALFRED:


Saro!

 

SARA:

 

Ach, to ty!

 

ALFRED:

 

Saro, wreszcie ty

Jednak, dzięki Bogu, żywa

Ocalić zdołam cię

Nie grozi ci już nic

 

SARA:

 

Wstydziłbyś się, wiesz?

Mimo wszystko jestem damą

Wchodzić do łazienki nie wypada lepiej wyjdź

 

ALFRED:

 

Nic ci nie jest, Saro? Mów!

Jak minęła noc? Jestem tu na czas?

 

SARA:

 

Dzisiaj mamy bal

 

ALFRED:

 

Trzeba uciec stąd

 

SARA:

 

Byle nie w tę noc

 

ALFRED:

 

Proszę cię...

 

SARA:

 

Zgadnij z kim tańczę

 

ALFRED:

 

Wkrótce się ściemni

 

SARA:

 

Tak, to sam książę

 

ALFRED:

 

Łajdak podstępny

 

SARA:

 

Moja suknia balowa to cud

Książę pan mnie po prostu rozpieszcza

Widzisz sam, że wyborny ma gust

Nawet Papa nie będzie się gniewać

 

ALFRED:

 

Na nas już czas

 

SARA:

 

Nie zostaniesz na bal?

 

ALFRED:

 

Pospiesz się! Chodź...

 

SARA:

 

Jeden taniec ci dam

 

ALFRED:

 

Musisz ze mną już iść

 

SARA:

 

Może jutro – nie dziś

 

ALFRED:

 

Do domu daleko jest

 

SARA:

 

Książę zaprosił mnie

 

ALFRED:

 

Zguba zagraża ci

 

SARA:

 

Odwróć się, chcę już wyjść

 

22 BIBLIOTEKA II
Noch mehr Bücher


ALFRED:

 

Czuję moc, czuję zew

Czuję w sobie odwagę

Dzięki tobie, Saro

 

(Oddam sen, oddam krew...

Oddam ci życie całe

Bo cię kocham...)


ABRONSIUS:

 

Są pamflety i paszkwile

Leksykony i słowniki

Bajki i genealogie

Szkice, wiersze i kroniki

Jest tragedia i komedia

Filozofia z teologią

Raz in quarto, raz in folio

A oprawa głównie z płótna

I ze skór....

 

ALFRED:

 

Panie profesorze! Znalazłem Sarę!

 

ABRONSIUS:

 

Od Homera do Woltera

Edmund Dantes i Cervantes

Operetka i opera

I „Quo Vadis” – nie otwarte...

Sancho Pansa i Don Kichot

Pan de Sade – zresztą markiz

Zaraz obok Sacher-Masoch

To pokusy nieodparte

Co za ból

 

ALFRED:

 

...ale ona nie pozwala się ratować.

 

ABRONSIUS:

 

Napisano ich miliony

Ludzie piszą od stuleci

Gdyby tego nie robili

Bylibyśmy jak te dzieci

Sprawa wcale nie jest prosta

Nadal nam brakuje wiedzy

Ale książki szerzą postęp

Kiedyś zaczną edukować prosty lud

 

Zapamiętałeś to, chłopcze?

 

ALFRED:

Tak, ale co mamy teraz zrobić?

 

ABRONSIUS:

Odpowiedzi na wszystkie pytania znjadziesz w książkach

 

ALFRED:

W książkach? Ale w których?

 

ABRONSIUS:

Na początek:

Pitagoras i Heraklit

Empedokles, Parmenides...

 

23 GDY MIŁOŚĆ SIĘ BUDZI
Wenn Liebe in Dir ist


ALFRED:

 

„Magnetyzm serc – porady dla zakochanych”

 

Gdy miłość się budzi

Muzyka w sercu gra

Świat kochasz i ludzi

Masz w oczach nieba dwa

Spojrzenie lub gest

I pojmie jak jest

Bogini twych snów

Pamiętaj, że gdy

Miłość się budzi

Rozumiesz to bez słów

 

Jeden pocałunek mówi więcej niż tysiąc słów...

 

HERBERT

 

A-a-a…

 

ALFRED:

 

Sara?...

 

HERBERT

 

A-a-a…

 

ALFRED:

 

Och… Przepraszam …

 

HERBERT:

 

Zostań! Chcę się z tobą... zaczytać.

Mój ojciec był tobą zauroczony!

Musimy zostać przyjaciółmi.

 

ALFRED:

Ale… Ja muszę…

 

HERBERT:

 

Bądź dla mnie milutki

Bo bawić się chcę

Ta bladość... Czy czujesz się źle?

 

ALFRED:

 

Ależ nie! Jestem zdrów!

 

HERBERT:

 

Przyjacielu, gorączka to jest

Marsz zaraz do łóżka

Sam wezmę cię tam

Wszak widzę, że drżysz, mon cheri

 

ALFRED:

 

To chyba nie to...

 

HERBERT:

 

Druhu mój, przeszywa cię dreszcz!

 

ALFRED:

 

Ma być bal –

Taki tu chodzi słuch

 

HERBERT:

 

Ech, ten tyłeczek to cud...

 

ALFRED:

 

Ten bal...

 

HERBERT:

 

Te twoje oczy…

 

ALFRED:

 

Co oczy?

 

HERBERT:

 

I rzęsy tak długie

Tak długie i jasne jak len

 

Tak,

Dziś jest tu bal

Muzyka gra

Przy świetle świec

Ty i ja

Będą romanse, niuanse…

W ramiona cię wziąć

I zatańczyć na śmierć w taką noc

 

HERBERT:

 

No, co tam studiujesz?

 

ALFRED:

 

Ten tom…

 

HERBERT:

 

To wiersze są!

Wiem dobrze, co czujesz

Podzielam skłonność twą

Sam płonę jak piec

Magnetyzm dwóch serc

Pragnienie dwóch ciał

Połączy dziś bal

To miłość się budzi

Bo kocham cię

Chcesz czy nie

 

24 MYLI SIĘ PAN, PROFESORZE
Sie irren, Professor

 

 

 

VON KROLOCK:

 

Hej-tam! Hej –

Starczył łyk, profesorze

Kropla krwi tyle zmienia w nas

 

Chciał pan wejść

W mroczny świat, profesorze

Badacz sam się obiektem stał

 

ABRONSIUS:

 

Nie docenia pan nauki, von Krolock.

Skończy pan w formalinie, jako ozdoba mojej kolekcji.

 

VON KROLOCK:

 

Ha-ha-ha!

 

ABRONSIUS:

 

Będzie pan żył już tylko

na kartach gotyckich romansów.

 

VON KROLOCK:

 

Skąd ten lęk?

Przed czym zmyka nasz Alfred?

Jego cel jest (tu) wśród tych ścian

 

ABRONSIUS:

 

Walczyć chce!

 

VON KROLOCK:

 

(I) znów błąd, profesorze

W garści już jego duszę mam!

 

25 WIECZNOŚĆ
Ewigkeit


WAMPIRY:

 

Wieczność to nic

Tylko nuda i tyle

Bo nie ma początku

A koniec ma gdzieś

Bo wciąż dzieje się

Tyle samo co zawsze

Bez lęku, bez euforii

Tylko głupia wieczna

Wieczność wciąż

Żaden ból, żaden trud

Czasu w bród tylko cholerna

Wieczność wciąż

 

Więc wznieśmy się

Ponad otchłań paniki

Strach to nasz oręż

A celem jest świat

Nasz jad sączy się

W puste ludzkie umysły

Szybko wypłyniemy

Na tej ziemi

Zapadnie noc!

 

Czas podnieść już

Wieka z naszych grobowców

Czas wyjrzeć z krypty

I ruszyć do miast

Niech strach leje się

W ludzkie dusze i zmysły

Pędzi po krawędzi

Ludzkie plemię

 

Zepchniemy je na dno

Na dno! Na dno!

Na dno! Na dno!

 

26 NIENASYCONY GŁÓD
Die unstillbare Gier

 

VON KROLOCK:

 

Znowu noc

Bezgwiezdna noc

I księżyc znika –

Pogardza mną

W ciemności tylko trwam

Nadziei nie ma w niej

A cisza krzykiem swym

Bezbronny dręczy cień

 

1.

 

Dzień był złoty, nad polami wiatr

Trzysta lat mięło, trzysta długich lat

Leżałem z nią pośród łąk

W mojej dłoni czułem

Jej gorącą dłoń

 

Nie przeczuła, czego pragnę w niej

Ja się wciąż łudziłem, że pokonam cień

Lecz w ramionach mych – co za przeklęty los

Życie uszło z niej

 

Bo kiedy sięgnąć chcę ku życiu

To w ramiona chwytam śmierć

Lepiej rozbłysnąć raz

I spłonąć

Niż bez końca

Palić się

 

Ja chcę wzlecieć na wyżyny

Lecz niezmiennie spadam w mrok

Lepiej aniołem

Albo i diabłem być

A ja jestem tylko niespełnieniem

I pragnienie każe mi żyć

 

Tylko jedna chwila ukojenia

I niechaj dzieje się, co chce

(Lecz) daremna to nadzieja

Głód przepastny trawi mnie

 

2.

 

Stary pastor piękną córkę miał

Dwieście lat minęło, był gorący maj

Na jej białym brzuchu w blasku świec

Jej krwią pisałem wiersz

 

Kiedyś żołnierz młody zbłądził pod mój dach

Pułk Napoleona stał u zamku bram

Jego cichy ból, zdumiony szept

Od wieku dręczą mnie

 

Bo kiedy sięgnąć chcę ku życiu

To pochłaniam je do cna

Chciałbym zrozumieć świat

I poznać los

A nie znam siebie sam

 

Pragnę być nareszcie wolny

Lecz w kajdanach muszę tu tkwić

Lepiej zbrodniarzem

Albo i świętym być

A ja to wielkie zakłamanie

Tylko ja

Unicestwiam wszystko to

Co kochać bym chciał

 

Śmiertelnicy żywią się nadzieją

Więc tak cierpliwie znoszą ból

Ja nie zaznam ukojenia

Bo przepastny noszę głód

 

Można mieć wiarę w ludzkość

W sławę albo w grosz

Wierzyć w sztukę i naukę czy

W miłość wierzyć wciąż

 

Bo ludzie wierzą w bogów

i w co tylko chcą:

 

I w cuda i znaki

I w piekło i raj

I w dobro i grzechy

W biblię albo w los

 

Lecz prawdziwa moc

Co rządzi tu

To wieczny głód, odwieczny głód

Przeklęty i wyklęty głód

Wielki potępiony głód

 

Śmiertelne dzieci jutra

Proroctwo dla was mam

Nim nowa epoka rozpocznie się tu

Czy wiecie, co zostanie wam?

Nienasycony głód

 

ALFRED:

 

A może oni jednak mają uczucia? Jak my...

 

ABRONSIUS:

 

Nonsens! Do dzieła!

 

27 SALA BALOWA
Tanzsaal

 

VON KROLOCK:

 

Witam, bracia i zapraszam na bal

Tamten przed rokiem niegodny był sal

Zamkowych...

 

Blady chłopina

Przyniósł wstyd karcie dań

Jak obiecałem nagrodę dziś mam

Po roku chudym

Rok tłusty wam dam

 

Tych, co żyją wiecznie

Wypala żądza świeżej krwi

Czy kiedykolwiek mamy dość?

 

WAMPIRY:

 

Nie mamy tego nigdy, nigdy dość

 

VON KROLOCK:

 

Nowa szyja, nowy łyk

I znów więcej chcemy pić

Czy kiedykolwiek mamy dość?

 

WAMPIRY:

 

Nie mamy tego nigdy, nigdy dość

 

Pragnienia krwi

Nie zaspokoi nic

Bo w miarę picia

Rośnie w nas

Na samą myśl

Pragniemy od początku pić

 

VON KROLOCK:

 

Dziś zapewnić was mogę

Że spodoba się bal

Zdobycz mamy za progiem

Już weszła pod dach

Zaraz odda się tu nam...

 

Jej niewinność niech ozdobi tę noc

W oczach ma odbicie gwiazd

Uleczy dzisiaj nas

I powiadam wam:

To ona opromieni nasz bal!

 

Kosztować chcę jej sam...

Lecz bez lęku, dla was też prezent mam

W labiryncie moich sal

Wędrowcy błądzą dwaj

Ich daruję wam

Bo sami przyzywali swój los –

Zły los!
 

WAMPIRY:

 

Umarł Bóg

Nie potrzebuje Go nikt

Wszak to przekleństwo

By wiecznie móc żyć

Okrutne...

 

Zło nas oślepia

I fałszywy nasz blask

Pogardzać nadzieją –

Nie wstydzić się kłamstw –

Kochać nienawiść –

To być jednym z nas


VON KROLOCK:

 

Ha-ha-haaaa!...

 

WAMPIRY:

 

Ta mała wiecznie chce żyć

A wieczność się zaczyna dziś

Wieczność się zaczyna dziś

 

VON KROLOCK:

 

Na orbicie serc

Zamarł już wszelki ruch

I zaćmienia kreślę tu krąg

 

SARA i VON KROLOCK:

 

Niebo spowił cień

Otchłań już czeka o krok

 

SARA:

 

Miałam kiedyś mieć

Miłość po grób

 

VON KROLOCK:

 

Zamiast tego idziesz na dno

 

SARA i VON KROLOCK:

 

Niebo spowił cień

Oddaję się dziś twoim snom/ Oddajesz się dziś moim snom


ALFRED:

 

Saro! To ja! Uratuję cię!

 

ABRONSIUS:

 

Psst! Ugryzł ją, ale jeszcze nie uśmiercił.

Porządna transfuzja, dwa, trzy dni odpoczynku

i będzie jak nowo narodzona.

 

ALFRED:

 

Saro: Wenecja, gondole, pałace, morze!

 

ABRONSIUS:

 

Uważaj! Liczę do trzech, bierzemy ją

między siebie i biegniemy do bramy.

 

VON KROLOCK:

 

Hmmm...

Gotowi?

 

ABRONSIUS:

 

Raz, dwa, trzy! Trzy! Trzy!

 

VON KROLOCK:

 

Wyssać mi ich!

 

ABRONSIUS i ALFRED:

 

Ach!

 

VON KROLOCK:

 

Buuu! [straszy]

 

Nie! Nie!

Koukol! Koukol! Zabierz to! Precz!

Aaa!... Koukol! Koukol! W imię piekieł, ognia i krwi! Za nimi!

Chcę ich tu mieć!

 

28 TAM JEST SWOBODA
Draussen ist Freiheit


ALFRED:

 

Saro, cała drżysz

Dobiega końca noc

Więc obejmij mnie i

Odrzuć wszelki lęk

 

Ja nie zaznam snu

(I) odegnam precz upiory

Koszmar mija już i zaraz

Wstanie nowy dzień

 

SARA i ALFRED:

 

Wszystko można zmienić dziś

Z kajdan wyrwać się

Pełnią życia żyć

 

SARA:

 

Robić, co się chce

 

ALFRED:

 

Sercu oddać głos

 

SARA:

 

Kąpać się co dzień

 

ALFRED:

 

To już koniec chłodów i lęku

 

SARA i ALFRED:

 

Tam za lasami

Tam za górami

Wszystko przed nami

 

Tam jest swoboda

Horyzont to niewoli kres

Tam jest nasz cel

Gdzie prawdziwy cud możliwy jest

 

ALFRED:

 

Nic już nie zatrzyma tu nas

Nic już teraz nie powstrzyma nas w drodze

Ja i ty – ty i ja

 

SARA i ALFRED:

 

Czeka nowy świat, wolny świat

Chodźmy więc

Aż do gwiazd

 

Tam jest swoboda

I nic już

Nie rozdzieli nas

Tam jest pogo...


ALFRED:

Co to jest?

 

SARA:

Krew, kochany. Skosztuj.

 

ALFRED:

 

Całkiem smaczna...

 

29 TANIEC WAMPIRÓW
Der Tanz der Vampire

 

ABRONSIUS:

 

Jesteśmy wolni

Mój umysł tryumfuje

I przed zgubą ocaliłem

Nasz świat

Niech w Königsbergu

Pozalewa ich żółć

Kiedy Nobla

Do rąk będę brać

 

Udowodniłem

Podstawową z mych tez

Że po śmierci trupy wciąż

Mogą żyć

Noc po nocy

Na żer wstają z krypt

Żeby świeżej móc

Napić się krwi

 

Lecz i tak przegrywają z umysłem

Wobec wiedzy i trup nie ma szans

 

Czyli jasna dziś jest

I metoda i cel: To logika toruje szlak

Postępu nic nie powstrzyma

Bo tak się rodzi nowy świat

 

MAGDA:

 

Bierz ile chcesz

Nigdy nie patrz na innych

I łokciami

Do koryta się pchaj

To jest fakt

Tak stary jak świat

Że za forsę wszystko

Kupić się da

 

MAGDA i HERBERT:

 

Dłoń zamknij w pięść

Zanim zrobią to inni

Ta metoda efekty ci da

 

Twoja logika

Przyniesie postępy

Jeśli umiesz

Po trupach się pchać

 

WSZYSCY:

 

Wychodzimy stopniowo na światło

I niedługo nie zatrzyma nas nic

 

Bowiem jasna dziś jest

I metoda i cel

Nasze życie po śmierci

To krew – wasza krew

 

Nadchodzimy!

Przejmiemy cały wasz świat

Przejmiemy cały wasz świat

Dogasa wieczna noc

 

Już czas!

Nam także marzy się blask!

Już czas!

Niedługo ty będziesz nasz!

O tak!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

 

GRUPY 2 + 3:

 

Diabeł złapał za ster

Pod czerwoną tęczą

Ten świat należy do tych

Co nie mają serca

 

Wszyscy piją tu krew

I nic się nie zmienia –

Ten świat należy do tych

Którym brak sumienia

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!


GRUPY 2 + 3:

 

Diabeł trzyma ster

Pod czerwoną tęczą

(Ten) świat należy do tych

Co nie mają serca

 

Wszyscy piją krew

I to się nie zmienia –

(Ten) świat należy do tych

Którym brak sumienia

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!


GRUPY 2 + 3:

 

Diabeł trzyma ster

Pod czerwoną tęczą

(Ten) świat należy do tych

Co nie mają serca

 

Wszyscy piją krew

I to się nie zmienia –

(Ten) świat należy do tych

Którym brak sumienia

 

WSZYSCY:

 

I my chcemy być sobą

Bawić się tak jak wy

Mamy gdzieś ten wasz świat (bo)

Dzikie serca idą dziś w tan

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!
 

WSZYSCY:

 

Wychodzimy stopniowo na światło

I niedługo nie zatrzyma nas nic

 

Bowiem jasna dziś jest

I metoda i cel

Nasze życie po śmierci

To krew – wasza krew

 

Nadchodzimy!

Przejmiemy cały wasz świat

Przejmiemy cały wasz świat

Dogasa wieczna noc

 

Już czas!

Nam także marzy się blask

Już czas!

Jutro i ty będziesz nasz!

O tak!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

 

GRUPY 2 + 3:

 

Diabeł trzyma ster

Pod czerwoną tęczą

(Ten) świat należy do tych

Co nie mają serca

 

Wszyscy piją krew

I to się nie zmienia –

(Ten) świat należy do tych

Którym brak sumienia

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

GRUPY 2 + 3:

 

Diabeł trzyma ster

Pod czerwoną tęczą

(Ten) świat należy do tych

Co nie mają serca

 

Wszyscy piją krew

I to się nie zmienia –

(Ten) świat należy do tych

Którym brak sumienia

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

WSZYSCY:

 

I my chcemy być sobą

Bawić się tak jak wy

Mamy gdzieś ten cały świat (bo)

Dzikie serca idą dziś w tan

 

GRUPY 1+ 4:

 

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

Wampiry zapraszają więc tańcz!

Jutro i ty będziesz nasz!

GRUPY 2 + 3:

 

Moralności zero w ustach krew

Świat jest nad przepaścią

A więc bawmy się

 

Moralności zero w ustach krew

Świat jest nad przepaścią

A więc bawmy się

 

Wampiry cię proszą...

więc tańcz!

 

Tańcz!!!


KONIEC


Musicale I - Taniec Wampirów

Naszą witrynę przegląda teraz 37 gości