cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

garbarek_2_SMALL
JAN GARBAREK – KRAJOBRAZ NIE MA ZNACZENIA

Nasze wyobrażenie o Skandynawii narzuca stereotyp „surowego piękna”. Muzyka Jana Garbarka jest jednocześnie i surowa i piękna, lecz norweski saksofonista upiera się, że wypływa ona wyłącznie z wnętrza. Zważywszy na rozległość inspiracji, jego wnętrze mieści w sobie kawał świata.


Czy to dobrze być z Norwegii?


Czy dobrze? Ciekawe pytanie. Obawiam się jednak, że tak samo. To znaczy, że nie ma niczego szczególnego w byciu z Norwegii. Każdy z nas jest sumą doświadczeń i moje doświadczenia są głównie norweskie. Ale czy to coś naprawdę zmienia? Moja muzyka jest sumą moich doświadczeń, ale słychać w niej wpływy z różnych stron świata. Fakt, że ja sam pochodzę z Norwegii nie ma na to większego wpływu, bo żyjemy w czasach, w których możliwości komunikacyjne zacierają takie różnice.


A słynne północne krajobrazy? Surowe piękno, etc. Przenika do muzyki?

To nie ma ze mną nic wspólnego. Krajobraz nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Inspirują mnie różne rzeczy, ale krajobraz nie jest jedną z nich. I nie jestem pod tym względem wyjątkiem – weźmy Nowy Jork. W tym samym mieście żyją muzycy, którzy tworzą rzeczy diametralnie różne. Ich nikt nie pyta o krajobraz.

Czy muzycy amerykańscy wyczuwali w tobie europejski rodowód?

Przeprowadziłem kiedyś – właściwie przypadkiem – interesujący eksperyment. Przyjechali do Norwegii muzycy amerykańscy, z którymi nagrywałem płytę. Zagrałem im kilka norweskich tematów ludowych i poprosiłem, żeby określili źródło tej muzyki. W odpowiedzi rzucali wszystkimi stronami świata: Bliski Wschód, Afryka, Azja. A ta muzyka pochodziła z miejsca oddalonego od Oslo o dwie godziny jazdy. Podobnie mogłaby wyglądać konfrontacja amerykańskich jazzmanów z muzyką Tatr. Wiem, że polscy muzycy równie naturalnie sięgają po skale góralskie. Można w tym miejscu podnieść temat europocentryzmu. Nasze odbieranie czegoś jako „egzotycznego” zależy od punktu widzenia i jest z gruntu subiektywne. To zresztą jedna ze spraw, które tak szybko się zmieniają dzięki nowoczesnej komunikacji. I bardzo dobrze.

Dlaczego?

Dlatego, że – jak się okazuje – niwelowanie pewnych barier i granic nie wpływa na zacieranie się lokalnej specyfiki, umożliwia za to jej eksport. Eksport kulturalny. To, że muzyk norweski nagrywa z muzykiem indyjskim, przynosi pewne nowe jakości, których do tej pory nie znaliśmy. I wcale nie czyni to z moich kolegów Norwegów, podobnie jak ze mnie nie czyni to Hindusa. Bo żaden z z nas nie zatraca tożsamości – cokolwiek miałoby to znaczyć. Wcześniej staraliśmy się rozszerzyć kanon jazzu o muzykę poważną, a więc w czasie. Teraz zaś – rozciągamy nasze inspiracje w przestrzeni. Świat staje się mały, ale przez to jeszcze bardziej interesujący.

A czy nie jest tak, że świat przejmuje wpływy kultury najbardziej ekspansywnej?

Nie ulega wątpliwości, że u podstaw leżało doświadczenie amerykańskie. Bo jednak nie tworzyliśmy jakiejś bliżej nie określonej muzyki, tylko szeroko rozumiany jazz, a więc baza była rozległa i dosyć konkretna. Nawet, jeżeli był to okres awangardy. Nie ulega wątpliwości, że głównym punktem odniesienia był John Coltrane, lecz istotną rolę odgrywali muzycy, z którymi stykaliśmy się bezpośrednio. Był to Albert Ayler, ale także Don Cherry, który również mieszkał w Skandynawii. Wiem, że nagrywał także z polskimi muzykami. To właśnie on otwierał nam oczy na muzykę świata, był w tym zakresie prawdziwym pionierem. Zabawne zresztą, że często potrzebujemy obcych, żeby otworzyli nam oczy na to, co sami mamy dobrego. Don Cherry interesował się folklorem skandynawskim na równi z afrykańskim. Obecnie postrzega to podobnie większość artystów, ale wtedy – w latach 70. – było to podejście prekursorskie.

Jak można było zarazić się muzyką Wschodu mieszkając w Norwegii?

To dosyć ciekawa historia. O tym, że istnieje coś takiego, jak muzyka hinduska, dowiedziałem się, czytając komentarz na okładce płyty Johna Coltrane’a. Oczywiście on sam wiedział o tym doskonale, a dla autora tekstu te wpływy najwyraźniej były czytelne. Dla mnie nie. Kiedy więc pojawił się w Oslo muzyk z Indii z entuzjazmem wybrałem się na jego koncert. Nazywał się Ravi Shankar i absolutnie nikt o nim nie słyszał. Nie był jeszcze kolegą Beatlesów, zdaje się, że nie było jeszcze Beatlesów. Znalazłem się w wielkiej sali koncertowej, do której przyszło mniej więcej 25 osób. Nie muszę dodawać, że większość miała na głowach turbany – to byli pracownicy ambasady i konsulatów. Natomiast sama muzyka była dla mnie objawieniem. Nie potrafiłem natychmiast skorzystać z tak egzotycznych – no właśnie – inspiracji, ale sama świadomość, że istnieją, miała na mnie kolosalny wpływ. Grałem swoje, wiedziałem już jednak, że gdzieś tam jest bezmiar, absolutny bezmiar.

A teraz grasz z polskimi muzykami na albumie Manu Katché...

Oto prawdziwy znak czasu. Znam od lat wielu polskich muzyków, ale spotkaliśmy się w studio nagraniowym przy płycie artysty o korzeniach z Wybrzeża Kości Słoniowej. Powiem więcej: ludzie coraz częściej spotykają się w podobnych okolicznościach i nic już tego nie zahamuje. Powiedziałem już, że cieszy mnie podobny rozwój wypadków. Także dlatego, że jest kolejną próbą indywidualności. Nikt nie ma przewagi z racji tego, skąd pochodzi. Liczy się jedynie to, co przyniósł. A to wypływa ze środka.

Wcześniej mówiłeś jednak o roli inspiracji – zwłaszcza tych odległych...

Inspiracje przenikają mnie na podobieństwo zdarzeń losowych. Niekoniecznie jest to więc proces świadomego wyboru. Czasami coś usłyszę przypadkiem i zostanie to we mnie na dobre. Czasami wystarczy 10 sekund, żeby ziarenko zaczęło kiełkować. I nie wiem, co z niego wyrośnie. To jest bardzo intuicyjne. Nie planuję: teraz coś z muzyki dawnej, a potem znów coś wschodniego. Nie umiałbym funkcjonować w taki sposób. Niedawno usłyszałem album Dolly Parton nagrany z muzykami bluegrass i nagle poczułem tam całe Appalachy. Jutro mogę sięgnąć po góralskie skale z Tatr.

[ZWIERCIADŁO, 2008]
 

JAN-Allgaier


Foto: Beat Allgaier
 



Jan Garbarek (ur. 1947) – norweski saksofonista i kompozytor, jeden z pionierów mieszających elementy jazzu z muzyką świata i z europejską tradycją klasyczną. Syn polskiego jeńca wojennego II wojny światowej i matki Norweżki, nie mówi po polsku. Jest jedną z głównych gwiazd prestiżowej wytwórni ECM. Zafascynowany twórczością Johna Coltrane’a odkrył jazz w latach 60. Podążył tropem jazzowej awangardy, przez pierwsze lata był pod wpływem aktywnego na terenie Danii i Szwecji, Alberta Aylera. Doszedł do własnego stylu sięgając po twórczość ludową krajów skandynawskich, a w konsekwencji po muzykę świata. Zdobył szeroką popularność grając w Kwartecie Europejskim prowadzonym przez Keitha Jarretta w latach 70. Następna dekada to lata otwarcia na kulturę Wschodu i seria nagrań z muzykami indyjskimi. Największy sukces komercyjny przyniósł artyście... eksperyment – płyty nagrane w latach 90. z formacją The Hilliard Ensamble, brytyjskim kwartetem wokalnym specjalizującym się w europejskiej muzyce dawnej. Album „Officium” (1994) to jeden z największych bestsellerów w historii wytwórni ECM. Artysta nieustannie zaskakuje. Płytę „In Praise Of Dreams” (2004) nagrał z towarzyszeniem perkusisty Manu Katché i... altowiolistki ormiańskiego pochodzenia, Kim Kashkashian. Jan Garbarek wystąpi w naszym kraju na przełomie maja i kwietnia z kwartetem, w którego składzie znalazł się znakomity Manu Katché (Katowice, Bielsko Biała, Wrocław, Ostrów Wlkp. i Warszawa).


garbarek

Foto: ECM

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 41 gości