cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

HM-100
HEAVY METAL (1981)
Muzyka m.in. Cheap Trick, Black Sabbath, Journey, Nazareth i Devo.

Reżyseria Gerald Potterton, scenariusz L. Bluma i C. Cole na podstawie komiksów Richarda Corbena, Angusa McKie, a przede wszystkim Dana O'Bannona.

Uwaga!

Po zakończeniu filmu polecamy premierową prezentację fragmentu “Nigdylandia”-
usuniętego z dotychczasowych wersji “Heavy Metalu”.

Narrator
Wszechświat pogrąży się w cieniu. Zapanuje zło.
W niebiosach czai się już zagłada.

HM-na-dole


HEAVY METAL

Głosów postaciom udzielili

Muzyka

Piosenki

Scenariusz

Reżyseria

Dziecko:
Co mi przywiozłeś?

Grimaldi:
Zobaczysz.

Dziecko:
Zaczekaj! Zaczekaj na mnie! [] Co to jest?

Głos (wolno)
Nie próbuj uciekać. Jesteś w mojej mocy. Spójrz na mnie. Jestem wcieleniem zła. Przypatrz mi się dobrze. Sieję niepokój we wszystkich galaktykach, we wszystkich wymiarach, o każdym czasie. Ale wielu, mimo to mnie pożąda. Marzy się im zielony klejnot. Przyjrzyj się, jak rujnuję ich życie.

Archeolog:
W prawo - dwanaście stopni.

Canyon (off)
Nowy Jork. Też mi coś. Siedlisko najgorszej zarazy. A mówi się, że mają zacząć wpuszczać hołotę z innych planet.

Canyon:
Nazywam się Harry Canyon. Jestem taksówkarzem.

(napis)
Profesor odkrywa starożytny relikt. “Loc-Nar” na wystawie w Metropolitan Museum. 3 lipca 2031 roku.

Pasażer: Jest pan wolny?

Canyon: Proszę wsiadać. A dokąd to, kolego?

Pasażer:
Budynek ONZ.

Canyon (off):
Budynek ONZ? Dobre sobie. Już dawno urządzili tam mieszkania dla biedoty. Niezła melina.

Pasażer:
Dawaj pieniądze, frajerze. I to już.

Canyon:
Głupi palant. Nie z Harrym Canyonem takie numery

(napis)
“LOC-NAR w Metropolitan Museum”.

Dziewczyna:
Ojcze!

Profesor:
Uciekaj!

Rudnik:
Nie żyje. Łapcie dziewczynę.

Dziewczyna:
Pomocy! Błagam!

Canyon (off):
Jedną z moich zasad jest: nie angażować się. Ale dla tej panienki robię wyjątek.

Dziewczyna:
Chodzi o “Loc-Nar”. Chcieli go nam odebrać, ale ojciec nie wyjawił im, gdzie jest i teraz już tylko ja…

Canyon:
Uspokój się, siostrzyczko. Mamy tu komisariat… Zaraz im opowiesz… Cholera - tego mi tylko trzeba.

Policjant:
Policja. Czego tam?

Canyon:
Chcę zgłosić morderstwo.

Policjant:
I jeszcze coś?

Canyon:
Wpuścicie mnie czy nie?

Gliniarz:
Czekaj.

Prostytutki:
Cześć, Harry! Jak się masz, Harry?

Prostytutka:
Nie dała rady, co?

Canyon:

Możesz mnie pocałować w dupę.

Prostytutka:
Mogę - za 20 dolarów.

Alien:
Mówiłem już, jestem obywatelem amerykańskim.Zgubiłem dokumenty.

Canyon:
Nie dość, że obcy, to jeszcze nielegalny.

Sierżant:
Posłuchaj, koleś - najpierw zaliczka. Tysiąc dolarów za dzień śledztwa i dodatkowy tysiąc, jeśli złapiemy sprawcę. Zrozumiano?

Canyon:
Jasne. Masz tu dolara. Reszty nie trzeba.

Sierżant:
Może byś tak coś dorzucił, gnojku?

Canyon:
Miałem więc na głowie tę laleczkę i coś mi mówiło, że będą z nią same kłopoty.

Dziewczyna:
Gdzie ja jestem?

Canyon:
U mnie.

Dziewczyna:
Zabiliby mnie, gdyby nie ty.

Canyon:
O co im właściwie chodziło?

Dziewczyna:
O “Loc-Nar”. Pradawny klejnot, który mój ojciec wykopał na pustyni. Wart jest fortunę, szczególnie dla Wenusjan - wierzą, że ma magiczną moc.

Canyon:
A ma?

Dziewczyna:
Wiem tylko, że odkąd go znaleźliśmy, wszyscy wokół nas zaczęli umierać. Po przyjeździe do Nowego Jorku ojciec ukrył go - a teraz sam nie żyje. Mnie zabiją następną. Tylko ja wiem, gdzie go schował.

Canyon:
Nikt cię tu nie znajdzie. Śpij na kanapie. W lodówce jest piwo - możesz czuć się jak u siebie.

Canyon (off):
Nie wiedziałem, czy jej wierzyć. Intuicja mówiła mi, że chce mnie wyrolować.

Dziewczyna:
Harry, mogę spać z tobą?

Canyon:
Jasne.

Canyon (off):
Intuicja intuicją, ale wyzwalałem coś w tej dziewczynie. Była zupełnie nienasycona. A może pierwszy raz robiła to z nowojorczykiem? Nie wiem. W każdym razie nie ma nic lepszego niż “wolna amerykanka”, a ja postarałem się, żeby miała przed oczami i gwiazdy i całą flagę.

Gliniarz:
Gdzie (jest) dziewczyna?

Canyon:             
(Co?) Jaka dziewczyna?

Gliniarz:
Ty, szofer - nie rżnij głupa. Byłeś na komisariacie z dziewczyną na plecach. Gdzie ona jest?

Canyon:             
Nie wiem, o czym mówicie.

Gliniarz:              
Słuchaj, szofer. Jak się odezwie, daj nam znać. Albo już cię nie ma - zrozumiano?

Canyon:             
Co ty powiesz?

Alien:                 
Gdzie jest dziewczyna?

Canyon:             
Znowu to samo?

Rudnik (wolno):   
Radzę tego nie robić. Przejdę do rzeczy, panie Canyon. Nazywam się Rudnik. Reprezentuję grupę inwestorów z pobliskiej planety. Moi zleceniodawcy chcą odkupić pewną rzecz od tej młodej damy. Cena jest uczciwa, ale robimy się niecierpliwi. Proszę jej powiedzieć, że czas ucieka. Dziękuję, panie Canyon. Miłego dnia.

Canyon (off):      
Zapach spalenizny przypominał mi, że nie należało się angażować. Ale nie mogłem wybić jej sobie z głowy. Było w niej coś - może smak niebezpieczeństwa  - co bardzo mnie podniecało.

Telcom:
Serwis telekomunikacyjny. Wiadomość dla pana Canyona na koszt odbiorcy. Przyjmuje pan? “Przyjaciółka czeka na Statule Wolności o czwartej. Stop. Koniec wiadomości.”

Canyon (off):
To na pewno ona. Pozbędę się tylko tych dwóch skurwieli.

Canyon:
I to jest przyczyna całego zamieszania?

Dziewczyna:
Chcę się tego pozbyć, Harry. Mam już dość. Rozmawiałam z Rudnikiem - powiedział, że da mi trzysta tysięcy Krono-dolarów. Ale… boję się. Nie ufam mu.

Canyon:
Trzy stówy to kupa szmalu.

Dziewczyna:
Pomożesz mi?

Canyon (off):
Kiedy patrzyła na mnie w taki sposób, wiedziałem, że nie odmówię.

Canyon:
Wchodzę w to za połowę udziału.

Dziewczyna:
Dostaniesz, czego zapragniesz. Tylko zostań ze mną.

Dziewczyna:
Są tam.

Canyon:
Będę cię osłaniał.

[…]

Canyon:
Jesteśmy bogaci, maleńka. Co powiesz na małe wakacje - we dwoje?

Dziewczyna:
Z przyjemnością, Harry. Ale mam inne plany. Biorę całą kasę. Zatrzymaj się.

Canyon:
Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?

Dziewczyna:
Absolutnie.

Canyon (off):
Ładna, ale głupia. Ale chociaż chciała mnie zabić, było mi jej żal. Zgubiła ją chciwość. Potraktowałem to wszystko jako dwudniowy kurs z królewskim napiwkiem.

(napis) 
“Przejazd przez most na własne ryzyko”.

Głos (wolno):
To była pierwsza lekcja. Zło zatruwa nawet niewinne serca. Zostałaś wybrana, bo są w tobie moce, których istnienia jeszcze nie przeczuwasz. Przypatrz mi się ponownie. Zajrzyj we mnie. Istnieją światy, w których oddaje mi się boską cześć.

Dan (off): 
Znalazłem zielony meteoryt i tak się zaczęło. Czytałem w książce “Życie planet”, że małe meteory spalają się w atmosferze, ale ten jakimś cudem wyl
ą dował na Ziemi. Wrzuciłem go na półkę z minerałami i wkrótce o nim zapomniałem. Bawiłem się w eksperymenty z elektrycznością.
Szykowało się na burzę, więc liczyłem, że wreszcie mi się uda. Potrzebowałem tylko małego kopa.

Den:
Łysy. Duży!

Dan (off):
Nie miałem zamiaru chodzić z fiutem na wierzchu. 
Wyglądało tu jak na planie “Dziesięciorga Przykazań”.

Mnisi:
(Ullatec, Ullatec…)

Królowa:            
Za sprawą “Loc-Nara”, jaśniejącego w dłoni twojego posągu, nakazuję - wstąp we mnie, Ullatec. Obdarz mnie swą mocą, w zamian za ofiarę ze śmiertelnika. Tak zostało postanowione. Wstąp we mnie, Ullatec! Żądam tego!

Dan (off):
Dlaczego to zrobili? Normalnie już bym nie żył. Bałem się, że zabraknie mi powietrza, ale moje nowe ciało spisywało się świetnie. Liczyłem, że i ona to wytrzyma.

Kaśka:
Dziękuję.

Dan (off):
Miała przepiękne... oczy. Chciałem nawiązać rozmowę, ale moje nowe wcielenie, zadawało te same głupie pytania, co zawsze.

Den:
Mieszkasz gdzieś tutaj?

Kaśka:
Nie uwierzysz, ale pochodzę z innej planety - nazywa się Ziemia.

Den:
Ja też jestem z Ziemi.

Kaśka:
Nazywam się Katarzyna Wells. Mieszkałam w kolonii brytyjskiej na Gibraltarze. Uratowałeś mi życie. Nie mam tego jak wynagrodzić, ale jeśli moje ciało działa na twoje zmysły, oddam ci je… z przyjemnością.

Dan (off):
To było coś wspaniałego! Nigdy nie wyrwałbym takiej laski na Ziemi. Był tylko jeden problem.

Bestia:
Chodźcie!

Dan (off):
Nie wiem, co to były za kutasy, ale nie mogli się pojawić w gorszym momencie. Rozdzielili nas i zaprowadzili do jakiegoś dziwnego zamczyska. Chciałem się dowiedzieć, dokąd zabrali Katarzynę, ale żaden nie mówił chyba po angielsku.

Ard: 
Mówią mi, że jesteś Den z Ziemi. Ten, który ośmielił się skraść Królowej kobiecą ofiarę.

Dan (off):
Koleś wyglądał na kurdupla, więc postanowiłem się z nim nie cackać.

Den:
Gdzie jest dziewczyna?

Ard:
Jestem Ard - najwyższy wódz rewolucji i następny władca świata.

Den:
Dziewczyna!

Ard:
Ale jesteśmy zadziorni… Straż! Wykastrować go!

Dan (off):
Nieźle mi to szło.

Ard:
Doskonale. Godny jesteś zostać moim sługą.

Den:
Oddaj dziewczynę albo giń.

Ard:
Jeśli zależy to ode mnie, wybieram śmierć.

Den:
Niech więc będzie.

Ard:
Musisz wymyślić coś lepszego.

Dan (off):
Zaczynałem rozumieć dlaczego został przywódcą.

Ard:
A co do dziewczyny… to oprawiłem ją w szkło.

Den:
Nie żyje.

Ard:
Niezupełnie. Pogrążyła się we śnie, z którego tylko ja mogę ją przebudzić.

Den:
A czego chcesz ode mnie?

Ard: 
Chcę, żebyś skradł święty “Loc-Nar”.

Den: 
A co to takiego?

Ard:
Jaśniejąca kulKrólowej, głupcze! Ofiarowania może dokonać jedynie ten, w którego posiadaniu znajduje się święty “Loc-Nar”. Norl! To jest Norl! Mój najdzielniejszy wojownik. Pójdziesz razem z nim do zamku Królowej i skradniesz “Loc-Nar”. Dopiero wtedy odzyskasz dziewczynę.

Den:
A jeśli odmówię?

Ard:
Jeśli odmówisz - ty umrzesz, ona umrze, wszyscy umrzemy.

Dan (off):
Nie miałem więcej pytań.

Norl:
Cicho. Tam są straże. Schodzimy do podziemi.

Dan (off):
Ten koleś Norl wiedział chyba, co robi. I nieźle mówił po angielsku, jak na goryla.

Norl:
Przechodzimy pod fosą.

Den:
Co oni mówią?

Norl:
Poszeptują coś o smoku, który tu grasuje. Ma nienasycony apetyt i zęby długie na sześć cali. Przepraszam - szesnaście cali. Tu się rozdzielimy. Ty i Korg wejdziecie do komnaty królowej. Reszta pójdzie ze mną dookoła i wejdziemy od tyłu. Kto pierwszy znajdzie “Loc-Nar” wraca do Arda. Powodzenia, Den.

Korg:
“Loc-Nar”.

Dan (off):
Wyglądał tak samo, jak mój meteoryt. W jego blasku poczułem się jednak dość dziwnie. Nagle zapalono światło. Ale wpadka!

Królowa:
Zabić ich.

Kapitan:
Mogę poderżnąć mu gardło, Królowo?

Królowa:
Dobrze, poderżnij mu gardło.

Kapitan:            
Dziękuję.

Królowa:
Stój! Przyszło mi do głowy coś lepszego. Chodź ze mną.

Strażnik 1:
Nie, tylko nie to.

Strażnik 2Ł
Znowu to samo.

KapitanŁ
Jest Królową. Może robić, co chce.

Strażnicy 1+2:
Tak. No jasne.

Królowa:
Jeśli mnie zadowolisz, mogę darować ci życie.

Den:
Co takiego mam uczynić?

Królowa:
Masz zaspokoić mój apetyt.

Dan (off):
Osiemnaście lat nic, a teraz dwa razy jednego dnia. Co za miejsce!

Królowa:
Księżyc zajaśniał nad naszą miłością. To niechybny znak.

Den:
Tak, to znak.

Dan (off):
Nie miałem pojęcia, o czym ona mówi.

Królowa:
Nigdylandia jest rozdartą krainą. Twoja moc przyniosła ulgę mojemu niezaspokojonemu ciału. Może przynieść pokój wszystkim moim ludom.

Dan (off):
Wiedziałem, że jestem dobry, ale nie wiedziałem, że aż tak.

Kapitan:
Wasza Wysokość! “Loc-Nar” przepadł… Skradziony!

Królowa:
Zdrajco! Kiedy ty kochałeś się ze mną, twoi wspólnicy skradli moje berło. Teraz Ard dokona ofiarowania! Straż! Zabrać go! I dobrze pilnować! Sama go zabiję! 

Dan (off):
Ale była wkurzona.

Królowa:
Przygotować lataczy. Chcę mieć jego głowę!

Ard:
Za sprawą magii, którą obdarza “Loc-Nar” - nakazuję ci - wstąp we mnie, Ullatec. Oto twoja ofiara. Ullatec… ześlij mi swą moc. Wrzucić ją.

Den:
Katarzyno!

Ard:
(Nie) Zepsujecie wszystko! Zabić ich! Zabić ich oboje!

Królowa:
“Loc-Nar” jest mój!

Ard:                  
Głupia dziwko! Odejdź ode mnie!

Królowa:            
Oddaj mi to! “Loc-Nar” jest mój!

Ard:                  
(Nie!) Jest mój! Nie waż się go tknąć! Należy do mnie!

[...]

Kaśka:
Co się z nimi stało?

Den:
Przepadli. A to najważniejsze.

Dan (off):
Chyba wrócili na Ziemię. Ale mama się zdziwi.

Kaśka:
“Loc-Nar”. Możesz posiąść moc Ullateca. Możesz zostać ich władcą.

Den:
Nic z tego.

Kaśka:
Ale Den, z “Loc-Nar”-em mógłbyś wrócić na Ziemię.

Den:
Tu mi się bardziej podoba.

Dan (off):
Na Ziemi jestem nikim. Tu - jestem Denem. 

Głos (wolno):

Nawet jeśli ktoś ma dość siły, żeby mi się oprzeć, moja moc nie ponosi uszczerbku. Odnajduje mnie ktoś inny.

Oskarżyciel:
Kapitan Lincoln F. Sternn?

Sternn:
Tak, to ja.

Oskarżyciel:
Lincoln Sternn. Zarzuca się panu dokonanie dwunastu morderstw pierwszego stopnia i czternastu napadów z bronią w ręku. Dwadzieścia dwa akty piractwa w Kosmosie. Osiemnaście fałszerstw, trzydzieści siedem gwałtów oraz jedno wykroczenie drogowe. Czy przyznaje się pan do winy?

Sternn:
Jestem niewinny.

Obrońca:
Niewinny? Zwariowałeś?

Sternn:
Nie martw się, Charlie. Pojawił się nowy aspekt.

Woźny:
Wezwać pierwszego świadka!

Obrońca:
Oskarżyciel ma cię w garści. Jesteś winny, jak kot w akwarium.

Oskarżyciel:
Oskarżenie wzywa Hanovera Fiste’a.

Strażnicy 1+2+3:
(Hanover Fiste!)

Obrońca:
Słuchaj, Sternn. Przyznaj się do winy. Zdaj się na łaskę sądu.

Sternn:
Powiedziałem ci, Charlie. Jest nowy aspekt.

Obrońca:
Możesz liczyć najwyżej na pochówek w tajemnicy, żeby nie doszło do zbezczeszczenia grobu. Przyznaj się!

Sternn:
Zamknij się, Charlie. Wyłonił się nowy aspekt.

Obrońca:
Jaki znów aspekt?

Sternn:
On!

Oskarżyciel:
Proszę się przedstawić, dla odnotowania w aktach.

Fiste:
Nazywam się Hanover Fiste.

Oskarżyciel:
Zna pan oskarżonego, kapitana Sternna?

Fiste:
Tak, znam kapitana Sternna. I nie znałem nigdy bardziej uczciwego, bardziej szlachetnego człowieka.

Sternn:
Obiecałem mu trzydzieści pięć tysięcy zuleków za zeznawnie na moją korzyść.

Fiste:
Kapitan to przelewający się puchar, wypełniony esencją ludzkiej dobroci. Odkąd go znam, nie popełnił żadnego niegodziwego uczynku…

Sternn:
Słyszysz?

Fiste (dwugłos): 
… może z wyjątkiem zorganizowania ringu małoletnich prostytutek.
Nigdy nie popełnił przestępstwa - chyba że chcecie liczyć, ile razy sprzedawał narkotyki przebrany za zakonnicę. Zawsze był praworządnym obywatelem…
- Dość już tego! -
…Federacji oraz… 
- Cicho! Cicho! -
… jednostką świadomą swoich obowiązków wobec zbiorowości…
- Stern! -
Ten człowiek to ohydny, dwulicowy, występny, zakłamany, przewrotny robal! Powiesić go to jeszcze nic! Spalić go to za mało! Powinien zostać rozerwany na strzępy i pogrzebany żywcem!

Sternn:
(Hanover…)

Fiste:
Sam go zabiję! Zabiję! Zabiję!

Sternn:
Hanover, spokojnie. Na pewno możemy to przedyskutować.

Sternn:

Dobrze. Zgubiłem go.

Fiste:
(Sternn!)

Sternn:
W porządku, Hanover. Musimy uregulować należność. Co my tu mamy? Trzydzieści trzy, trzydzieści cztery, trzydzieści pięć tysięcy zuleków. Dziękuję, Hanover.

Fiste:
Nie ma za co, szefie.

Sternn:
I jeszcze jedno…

Fiste:
Tak?

Sternn:
Do widzenia.

Głos (wolno):

Niewielu wydostaje się z mojego uścisku. Nawet po śmierci pozostają w mojej mocy.

Radiooperator:
Dosyć już. Wystarczy. Zrzucamy ładunek i wynosimy się stąd.

Pilot 2:
Chyba nieźle dostaliśmy.

Pilot 1:
Idź na ogon i zobacz, jak to wygląda.

Pilot 2:
Utrzymasz nas w powietrzu, kapitanie?

Pilot 1:
Oczywiście.

Pilot 2:
(Nelson?) Kapitanie, coś za nami leci.

Pilot 1:
Co to jest?

Pilot 2 (off) :
To jakiś… zielony meteor.

Pilot 1:
Co? Gdzie?
Holden, nic ci nie jest?

Pilot 2:
Już wracam, kapitanie.

Pilot 1 (off):
Co się tam, u diabła, dzieje? O cholera! Nie!...

Głos (wolno):

Bez mojego udziału nie toczy się żadna wojna.
Armie wszechświata to ledwie moje zabawki.

Reporterka:
Doktorze Anrak - w Arizonie stwierdzono dziś sześć kolejnych przypadków mutacji.
Nadal twierdzi pan, że nie ma to nic wspólnego z zielonym promieniowaniem z Kosmosu?

Reporter:
Doktorze - czy to prawda, że Prezydent osobiście odwołał pana z Jowisza, żeby zbadał pan mutantów? Doktorze, proszę odpowiedzieć.

Senator:
A ja chciałbym wiedzieć, co na to armia? Do diabła! Moi wyborcy przebarwiają się na zielono! Wyrastają im ręce na plecach! Coś albo ktoś krąży na orbicie i wyborcy mają prawo wiedzieć, co to jest.

Generał:
Senatorze. Nie mamy dowodu, że mutacje mają cokolwiek wspólnego z ingerencją pozaziemską. Przybył doktor Anrak - posłuchajmy, co ma do powiedzenia. Doktorze?

Anrak:
Po pierwsze, nie ma powodu do obaw. Co do teorii na temat ingerencji pozaziemskiej: jestem głęboko przekonany, że jesteśmy jedyną inteligentną, zaawansowaną technicznie cywilizacją, w całym wszechświecie.

Szmer:
Bogu dzięki. Co za ulga.

Anrak (off):
Przyczyna mutacji nie leży w kosmosie. To raczej jakieś wyjątkowe zjawisko biologiczne. Zjawisko. Ładne.

Robot:
Niezła robota. I jak ja mam go teraz naprawić? Przerąbane.

Zeke:
Daliśmy chyba za dużo mocy.

Edsel:
Przykro mi, stary.

Robot:
Tobie jest przykro? A co ja mam powiedzieć? Muszę jakoś złożyć tego dupka.

Gloria:
Gdzie ja jestem?

Robot: Co to za laska?

Gloria:
Spójrzcie na moje ubranie! Kto mi zapłaci za pranie na sucho? Żądam powrotu do biura i to już!

Robot:
Za późno. Mamy zakłócenia molekularne na całym statku. Nie możesz wrócić.

Gloria:
Co takiego? On chyba żartuje?

Zeke:
Niestety. Strefa zakłóceń. Musisz zostać.

Gloria:
Ale wieczorem idę na obiad do rodziców. A w środę jestem umówiona u ginekologa.

Robot:
Już nie. Może drinka? Proszę ze mną. Szklaneczka świeżego ‘bloaka’ dobrze zrobi.

Gloria:
A macie oranżadę bez cukru?

Edsel:
Typowy robot. Pierwsza ziemska laska od dziesięciu lat i właśnie on musi się nią zajmować.

Zeke:
Zostało jeszcze trochę ‘nyborga’ z Plutona?

Edsel:
Jedna torba. Gdzieś pod nadajnikiem.

Zeke:
Myślisz, że to wystarczy?

Edsel: Wal do końca.

Zeke:
To mi się podoba.

Razem:
Nosy odkurzacze!

Edsel:
Dobry ‘nyborg’!

Gloria:
To było niesamowite. Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego.

Robot:
Cieszę się. Zostałem zaprogramowany do biegłego wykonywania czynności seksualnych. Chcesz chodzić ze mną?

Gloria:
Nie wiem. Mam już chłopaka.

Robot:
Jeśli się nie dowie, nie będzie czuć się dotknięty.

Gloria:
Ale ja będę czuć się winna.

Robot:
Oczywiście. Ziemianki, które osiągnęły ekstazę seksualną przy pomocy urządzeń zmechanizowanych, wykazują tendencję do poczucia winy.

Gloria:
Naprawdę?

Robot:
Czegoś nie rozumiem. Dobrze jest nam razem. Zależy nam na sobie. Mamy wysoce wydajny sex. Dlaczego nie możemy się pobrać?

Gloria:
Jesteśmy inni, to wszystko. Niech tak zostanie.

Robot:
Co to znaczy - “inni”?

Gloria:
Mieszane małżeństwa nie sprawdzają się. Bałabym się, że przyjdę kiedyś do domu i zobaczę, jak pieprzysz opiekacz do chleba.

Robot:
Musisz mieć do mnie zaufanie.

Gloria:
No dobrze. Wyjdę za ciebie. Ale pod jednym warunkiem. Chcę mieć żydowskie wesele.

Robot:
Żydowskie wesele?...

Gloria:
Czekaj! Czy ty w ogóle jesteś obrzezany?

Edsel:
Dasz radę wylądować?

Zeke:
Nie ma sprawy, stary.

Edsel (off):
Człowieku, chyba za wysoko.

Zeke (off):
Dobrze jest. Potrafię prowadzić, kiedy jestem nawalony. Wiesz, że perspektywa jest do dupy, więc zdajesz się na ręce, jakbyś nie był nawalony.

Edsel (off):
Człowieku, fajne lądowanie!

Głos (wolno):
To już niemal koniec moich opowieści. Wybrałem ciebie, bo należysz do przyszłości, która może mnie zniszczyć. Twoja śmierć rozerwie łańcuch - po wsze czasy. Wejrzyj we mnie, ostatni raz. Popatrz, jak zło niszczy twoją rasę. I sama gotuj się na śmierć!

Herszt:
Śmierć! Śmierć tym, co staną na naszej drodze! Uderzamy na Siedzibę Rady!

Radny 3:
Zabijają wszystkich! Uciekajmy!

Radny 2:
Miasto płonie!

Radny 1:
Musimy się zbroić, Najświatlejszy! Musimy walczyć!

Nestor:
Cisza! Nie jesteśmy rasą wojowników. Jesteśmy uczonymi i mężami stanu. Od zarania dziejów wojowniczy ród Taraka Obrońcy przybywał nam z pomocą w czasach próby. Taki był pakt!

Radny 1:
Tarak Obrońca? Jego ród wymarł! Nikomu nie przyjdzie już z odsieczą.

Radny 2:
Mówią, że nie wymarł do końca. Jeden spadkobierca żyje jeszcze.

Radny 1:
Jeden? Co nam po jednym?

Nestor:
Jeden z krwi Taraka wiele może dokonać.

Chłopiec:
Najświatlejszy! Są już w przedsionku!

Radny 3:
Kim jest ten ostatni Obrońca? Jak go przyzwać?

Nestor:
Jest nim Tarna, ostatni z rodu Taraka. Przywołać go można tylko tak, jak nasi praojcowie wzywali samego Taraka - głosem wnętrza!

Radny 2:
Ale czy Obrońca odpowie?

Nestor:
Nie ma wyboru. Musi. Tarakowie mają to we krwi.

Chłopiec:
Są już u bramy! Wdzierają się!

Radny 1:
Szybko! Musimy coś zrobić!

Nestor:
Zablokuj bramę. Wespół przyzwiemy Obrońcę.

Radni :
(Tarna…) […]

Tarak (głos):
Bronić - taki jest pakt. Ale kiedy życie traci wartość i odbierane jest bez powodu, pakt głosi - pomścić!

Barbarzyńca 1:
Patrzcie. Nowa. Skąd jesteś, maleńka?

Barbarzyńca 2:
Nie jest zbyt rozmowna.

Barbarzyńca 1:
Dla mnie nie musi się odzywać. [] No, mała, pokaż, co tam masz. Ostra jest.

Barbarzyńca 2:
A może szuka guza?

Barbarzyńca 3:
No to razem.

[…]

Barman:
Znajdziesz ich za oazą. W stronę zielonego blasku.

Barbarzyńca:
Tarakianka! Złapaliśmy Tarakiankę!

Herszt:
Tarakiankę? Pewien jesteś?

Barbarzyńca:
Tak, Wasza Dostojność.

Herszt:
Ale ta rasa przestała istnieć. Wymarła.

Barbarzyńca:
Ma znamię, Wasza Dostojność. Widziałem.

Herszt:
Umyć ją i związać. I przyprowadzić do mnie.

Barbarzyńca:
A co z ptakiem?

Herszt:
Zabić go.

Herszt:
Więc to jest Tarakianka. Myślałem, że nie będzie tak łatwo pojmać kogoś z tej rasy. Pejcze!

Strażnik 1:
Przytrzymać?

Strażnik 2:
Przebiję mu łeb strzałą.

Okrzyki:
Na pomoc! Ratunku!

Herszt:
Osiodłać nietoperze! Chcę ją widzieć martwą!

Herszt:
Tym razem zginiesz, Tarakijska dziwko!

Głos (off): Tarno, nie poświęcaj się. Mnie nie pokonasz.

(Nie!)

Narrator:

Duch Tarny przemierza wszechświat i wciela się w nowego Obrońcę, a niszczycielska moc zła zostaje pohamowana. Rodzi się nowy Tarakian aby ocalić kolejne pokolenie.


 

Przypominamy o dodatkowej prezentacji usuniętego fragmentu filmu po zakończeniu napisów.

W 1981 roku twórcy filmu “Heavy Metal” stanęli przed niełatwą decyzją - film był za długi, fragment należało wyciąć. Z żalem zrezygnowano z sekwencji “Nigdylandia”, dzieła Corneliusa Cole’a. Pierwotnie była ona łącznikiem pomiędzy częściami “Kapitan Sternn” i “Gremliny”. Oto ona, po raz pierwszy prezentowana w oryginalnej postaci.

Pamięci Dawn D. Cole 1931 – 1985

Passacaglia (fragment “Magnificat”) Krzysztofa Pendereckiego w wykonaniu chóru chłopięcego i solistów Filharmonii Krakowskiej oraz Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia pod dyrekcją kompozytora.


[ITI Home Video, 1996]

HM-poster

Popkulturystyka - Filmy

Naszą witrynę przegląda teraz 106 gości