cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Diana_Krall_937496
DIANA KRALL – MUZYKA DO ŁÓŻKA

W dniu wywiadu była kompletnie chora. Ale i tak brzmiała seksy – gorzki miód i wyjątkowo mocna whisky. Rozmawialiśmy o amerykańskich standardach, o Brazylii i o przytulaniu.

Pisano, że jej głos to „miód i whisky”. O trafności porównania przekonują za każdym razem jej koncerty. Tymczasem w dniu wywiadu była zupełnie chora. Naturalny kontralt dodatkowo się obniżył i nie ustępowała chrypka. Ale i tak brzmiała bardzo seksy – gorzki miód i wyjątkowo mocna whisky. Rozmawialiśmy o amerykańskich standardach, o Brazylii i o przytulaniu.

Co sprawia, że piosenka staje się ponadczasowym standardem?

Tego – tak naprawdę – nie wie nikt. I nie sądzę, żeby ktokolwiek pisał piosenkę z myślą: O, to będzie klasyk! Mamy wielkie szczęście, że już na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych, kiedy powstawały podstawy jazzu i całej muzyki popularnej, tworzyli tacy kompozytorzy, jak George Gershwin, Cole Porter czy Irving Berlin. Ich utwory stały się nieśmiertelne, składają się na wielki „śpiewnik amerykański”. Jednak nie zapominajmy, że wszyscy ci twórcy pisali po prostu bieżące przeboje, czy to w musicalowych rewiach, czy dla ówczesnych wykonawców. A później, w kolejnych dekadach, wyłącznie publiczność decydowała, które utwory przetrwają.

Wydaje się, że bossa novy także spełniają kryteria zostania evergreenem.

Mają wszystkie najlepsze cechy standardów. Cudowne melodie – jednocześnie niekonwencjonalne i wpadające w ucho. Rozkołysane rytmy, tak zachęcające do poruszania ciałem, niekoniecznie w tańcu… Bossa nova została „zamerykanizowana”, powstały anglojęzyczne teksty, piosenki śpiewali tacy mistrzowie jak Frank Sinatra. Dla mnie zupełnie niesamowite jest to, że wtedy – cztery dekady temu – niezwykłe aranżacje na orkiestrę tworzył Claus Ogerman. A teraz ten sam artysta współtworzył mój album. Mam poczucie kontynuacji, uczestniczenia w pięknej muzycznej tradycji. Fakt, że obejmuje ona dwa kontynenty napawa mnie dodatkową radością, bo jest dowodem na to, iż muzyka stanowi uniwersalny język. Naprawdę tak jest.

Nie po raz pierwszy nagrywasz swoją muzykę w rytmie bossa novy…

Sięgałam po bossa novę wielokrotnie na wcześniejszych płytach. Ta brazylijska muzyka znalazła trwałe miejsce w „amerykańskim śpiewniku” dzięki popularności takich artystów, jak Antonio Carlos Jobim, rodzina Gilberto czy saksofonista Stan Getz – stało się to w latach 60. Piosenki z Ameryki Południowej stały się standardami w Ameryce Północnej. Przyjmujemy to za coś naturalnego, a przecież tak niewiele utworów spoza angielskiej strefy językowej znajduje popularność w USA. Nawet język portugalski nie stanowił przeszkody, kiedy Amerykanie odkrywali muzykę brazylijską. Wszyscy ją pokochali – szeroka publiczność i wielcy jazzmani.

Czy pobyt w Brazylii miał bezpośredni wpływ na kształt nowego albumu?

Wyprawa do Brazylii była kluczowa w moim nowym podejściu do muzyki. Potem wracałam wielokrotnie do tego kraju i za każdym razem moja fascynacja pogłębiała się. Brazylia jest niesamowicie seksy – muzyka jest tam tak bezpośrednio związana z ciałem, że nasze dyskotekowe „orgie” wydają się śmieszne. To tradycja afrykańska. Wszyscy oglądamy w telewizji relacje z karnawału w Rio, prawda? Samba jest jak żywioł – nieokiełzana. Bossa nova jest natomiast zmysłowa, intymna, delikatna.

I występując w Brazylii nie miała pani poczucia „wożenia drzewa do lasu”?

Nie ukrywam, że była to trudna próba. Ale też gratyfikacja okazała się wyjątkowa. Po pierwsze, przekonałam się, że bossa nova i muzyka Jobima żyją tam naprawdę, że są obecne – wszędzie w Brazylii słychać „Dziewczynę z Ipanemy”, chociaż to już tyle lat. Po drugie – zrozumiałam, że Brazylijczycy wcale nie są o swoją muzykę „zazdrośni”. Cieszą się, kiedy ich piosenki wykonuje obcokrajowiec. To są ich standardy, znane w Brazylii przez wszystkich – starych i młodych. Kiedy wykonałam na koncercie „Este Seu Olhar” cała publiczność zaśpiewała razem ze mną. Potraktowałam to jako akceptację i poczułam zastrzyk optymizmu w związku z nowym albumem.

Taki repertuar można nagrywać bez końca, prawda?

Jestem pianistką i interpretatorką piosenek. Napisałam kilka rzeczy z moim mężem, ale nie uważam się za autorkę czy kompozytorkę. Sięgam po standardy – brazylijskie czy amerykańskie, a to jest repertuar niewyczerpany. Mam nadzieję, że moje albumy, moja gra i śpiew, stają się coraz lepsze. To jest najważniejsze. Ale wiesz, co jeszcze ci powiem? Kiedy zastanawiam się teraz nad cechami evergreenów, to myślę, że z tymi wszystkimi ponadczasowymi piosenkami ludziom jest się łatwo utożsamić – znajdują w nich siebie samych i czują się z tym komfortowo. Ja ja sama czuję się komfortowo z tym repertuarem. Wracając więc do wcześniejszego pytania – może standardy to piosenki, z którymi czujemy się tak dobrze, że uznajemy je za swoje?

Wspomniała pani męża – związek dwojga wybitnych artystów musi być trudny.

Mój mąż ma od dawna własną karierę, mogę nawet zaryzykować twierdzenie, że nasza publiczność jest w zasadzie odmienna. Elvis Costello jest jednym z najlepszych autorów piosenek w muzyce popularnej, tworzy również na polu muzyki klasycznej. Wiele osób pamięta go też jako zbuntowanego punkowca – to zabawne. Nagraliśmy we dwoje jeden album i dla mnie było to znacznie trudniejsze wyzwanie, niż dla niego. On porusza się bowiem swobodnie po wielu gatunkach, jego muzyka zawsze była bardzo eklektyczna, zaś moje terytorium to klasyczny jazz. Lubię, gdy występuje gościnnie na moich nagraniach, ostatnio zaśpiewaliśmy razem „Makin’ Whoopee”.

Czy możemy oczekiwać w przyszłości nowych nagrań Diany Krall i Elvisa Costello?

Oczywiście, że nie jest to wykluczone, choć nie mamy żadnych konkretnych planów. Ale lubię sposób, w jaki nasze nagrania „rozmawiają ze sobą”. Nawet, kiedy wcale nie występujemy na nich razem. Pozwól, że powtórzę ci teraz coś, co powiedziałam wcześniej. Cała ta płyta to list miłosny do mojego męża. To najbardziej intymny i romantyczny album w mojej karierze. Tak, to są piosenki do pozostania w domu, niekoniecznie jednak do siedzenia przy stole czy kominku. To są piosenki do przytulenia się w łóżku do ukochanego mężczyzny, to jest szept kochającej kobiety.


Diana Krall (1964) – wokalistka i pianistka jazzowa, jedna z najbardziej znanych artystek XXI w. Gry na fortepianie uczyła się od czwartego roku życia. Studiowała w Berklee School Of Music, jej talent zwrócił uwagę giganta kontrabasu, Raya Browna. Piosenkarka ma na koncie 12 płyt oraz edycję DVD koncertu „Live In Paris” (2002). Jej najnowszy album, „Quiet Nights” (2009), zawiera m.in. standardy bossa novy – znaczący wpływ na jego kształt miał legendarny aranżer, Claus Ogerman. Inne niedawne projekty to występ na płycie Williego Nelsona „American Classic” i rola producenta najnowszego albumu Barbry Streisand „Love Is The Answer” (2009). Diana Krall była wielokrotnie nominowana i nagradzana Grammy Award, albo jako „najlepsza wokalistka jazzowa” albo za „najlepszy jazzowy album wokalny”. 6 grudnia 2003 artystka poślubiła popularnego brytyjskiego autora, kompozytora i piosenkarza, Elvisa Costello, 6 grudnia 2006 przyszli na świat synowie bliźniacy. Na listopadowych koncertach w Polsce w ramach cyklu „Jazz raz po raz” artystka wystąpi w Warszawie (6.11), Zabrzu (7.11) i Wrocławiu (25.11) i zaprezentuje przekrój całego repertuaru.

[ZWIERCIADŁO, 2009]

Diana-01ok

Foto: Universal Music Group

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 43 gości