cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

AIMÉE ALLEN L’inexplicable
TOM JONES 24 Hours
CAFE DE LOS MAESTROS Produkcja: Gustavo Santaolalla
UPIÓR W OPERZE Soliści, chór i orkiestra Teatru Muzycznego ROMA

AIMÉE ALLEN L’inexplicable SONY/BMG

Ta młoda, utalentowana artystka, z jednej strony wpisuje się naturalnie w popularny, postmodernistyczny miszmasz gatunków i inspiracji. Sama pisze muzykę i teksty, zna kilka języków, sięga po odmienną stylistykę muzyczną – jest tu bossa nova, jest jazz, nietrudno się doszukać wpływów muzyki świata. Z drugiej: wyróżnia ją coś więcej, niż sama tylko oryginalność głosu – ma charyzmę i styl. Muzykalność Aimée Allen jest naturalnym połączeniem afrykańskich korzeni i atmosfery kampusu Yale, kawiarenek Paryża i jazzowej sceny Nowego Jorku (gdzie wokalistka osiadła na dłużej). Materiał – najczęściej wykonywany w języku francuskim – jest autorskim dziełem piosenkarki, co dobrze wróży jej dalszej karierze. Ale najważniejsza wydaje się wyjątkowa uroda jej głosu, który magnetyzuje, działa terapeutycznie, łagodnie ujarzmia codzienność. Polską wersję nowej płyty Aimée Allen (jest to drugi dysk w jej karierze) wzbogacają dwa ciekawe nagrania: „Manha de Carnival” (temat z filmu „Czarny Orfeusz”) i autorska kompozycja „Solitude Blues”. Mimo to album i tak wydaje się zbyt krótki.

TOM JONES 24 Hours EMI

Dwóch wokalistów doczekało się przydomku Pan Dynamit (
Mr. Dynamite) – jeden czarny, jeden biały. Po odejściu wielkiego Jamesa Browna został już tylko Walijczyk, Tom Jones. Biały piosenkarz słynie z energii, której eksplozje towarzyszą jego płytom (a sprzedał ich od 1965 roku ponad 100 milionów). Ma także na koncie kilka udanych „powrotów” (m.in. przebojem „Sex Bomb” z 2000 roku). Poza fantastycznym głosem, atutem wokalisty jest jego otwartość na nowinki produkcyjne – ten dinozaur potrafi być na topie! Najnowszy album został nagrany w Los Angeles i dokumentuje jego współpracę z m.in. Future Cut – drum’n’bassową ekipą znaną ze współpracy z Lily Allen. Jest na tej płycie mocny numer taneczny („I’m Alive”), jest nietuzinkowy soul („If He Should Ever Leave You”) i sporo ambitnej muzyki pop w najlepszym wydaniu („Give A Little Love”). Znajdzie się także coś dla smakoszy, jak „The Hitter”, piosenka Bruce’a Springsteena, albo autobiograficzne „Seasons”. Artyści najlepiej przekonują, że wiek to sprawa drugorzędna. Tom Jones (lat 69), czyni to z zapałem młodzieńca.

CAFE DE LOS MAESTROS Produkcja: Gustavo Santaolalla Deutsche Grammophon

Gitarzysta, kompozytor i producent ma dotyk Króla Midasa. Gustavo Santaolalla jest laureatem Oscara za muzykę do filmów „Brokeback Mountain” i „Babel” (chociaż jego „Dzienniki motocyklowe” w niczym im nie ustępowały). Artysta pochodzi z Argentyny. Jego tytułowi Mistrzowie, dzisiaj już leciwi, stali się bohaterami filmu dokumentalnego porównywalnego do „Buena Vista Social Club”. Poznajemy z nimi „anatomię tanga”, a jest to doświadczenie bezcenne, kiedy przewodnikami są takie legendy, jak Leopoldo Federico, Atillio Stampone czy Virginia Luque. Tango to muzyka melancholii i seksu – kulminacją filmu jest występ na scenie historycznego Colon Theatre w Buenos Aires. Zatacza się zarazem pewien krąg historii. Od dwóch dekad obserwujemy – także i w Polsce – niebywałą popularność
tango nuevo, wysublimowanej, oderwanej od tańca, symfonicznej odmiany tanga, stworzonej i spopularyzowanej przez Astora Piazzollę. W cieniu tej porywającej muzyki zapomnieliśmy o jej prawdziwych źródłach, które przypominają w imponującym stylu twórcy filmu dokumentalnego i płyty o Mistrzach.

UPIÓR W OPERZE Soliści, chór i orkiestra Teatru Muzycznego ROMA TM ROMA

Niebywałe powodzenie tej płyty świadczy z pewnością o zjawisku szerszym – polska publiczność nauczyła się kochać musicale. Stało się to w wielkim stopniu za sprawą warszawskiego TM ROMA, który od 10 lat prezentuje światowe tytuły na światowym poziomie. „Upiór w operze” to musical wszech czasów, a zdecydowała o tym... sama muzyka – porywająca, romantyczna, potraktowana „motywicznie” i to z wagnerowską wręcz konsekwencją. Najważniejsze tematy – w partyturze splatają się wielokrotnie – znalazły się na polskiej płycie, nazwanej przez angielskich ekspertów z West Endu „najlepszym nagraniem w obcym języku”. Jest tu duet tytułowy, nie mogło zabraknąć utworów „Noc muzykę gra”, „O tyle proszę cię”, „Szkoda, że cię nie ma” czy „Stąd odwrotu nie ma już”. Ale jest na polskim dysku coś więcej: obie uwertury, fragment pastiszu opery buffo w „Il muto”, zniewalająca „Primadonna”. Fenomenalnie śpiewają młodzi soliści: Paulina Janczak (18 lat, a to obłędnie trudna partia), Marcin Mroziński i Damian Aleksander (jako Upiór). Maciej Pawłowski prowadzi orkiestrę w ekstazie.

[ZWIERCIADŁO, 2009]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 94 gości