cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

DIANA KRALL Quiet Nights
LEONARD COHEN Live In London
LARS DANIELSSON Tarantella
GEORGES CZIFFRA Ses Enregistrements Studio 1956-1986

DIANA KRALL Quiet Nights Verve

Czysta przyjemność. A właściwie przyjemności ciąg dalszy, bo kolejne płyty Diany różnią się jedynie repertuarem, a i to nieznacznie. Tytuł najnowszej zdradza temat: premierowy album zawiera zmysłowe, intymne piosenki o brazylijskim rodowodzie, jak tytułowa i kilka innych utworów Antonio Carlosa Jobima, m.in. „Este Seu Olhar”. Ale dzięki starannym zabiegom aranżacyjnym, nawet amerykańskie standardy (jak „Where Or When” czy „Too Marvelous For Words”) zyskują tu „status bossa-novy”. Diana od dawna pracuje ze sprawdzonym kwartetem, który definiuje jej brzmienie, lecz wiodąca rolę na tej płycie odgrywają orkiestrowe aranżacje Clausa Ogermana – ten mistrz pracował przecież z samym Jobimem. Trochę dziwi, że Diana Krall śpiewa tu nieśmiertelną (ale też dostatecznie już unieśmiertelnioną) „Ipanemę”. Natomiast w repertuarze Bacharacha nie ma dziś równych – jej „Walk On By” to czas zatrzymany. To nie jest twórczość dla tych, którzy szukają nowości i niespodzianek. Natomiast wyrafinowana przyjemność dla ducha jest gwarantowana. A ciało tylko czeka...

LEONARD COHEN Live In London Columbia (2CD/DVD)

Dojrzały bard, który jesienią odwiedził Polskę, potraktował swoje światowe tournee najpoważniej w świecie. Nigdy dotąd nie koncertował z lepszym zespołem, nigdy też nie prezentował równie szerokiej panoramy swojego imponującego dorobku. A teraz utrwalił to wszystko dla potomności i dla fanów na jednym londyńskim koncercie (17 lipca 2008). Album – zarówno w wersji 2CD, jak DVD – zawiera 26 utworów (w tym recytację wiersza „Na głębokości tysiąca pocałunków”). Z artystą śpiewa jego muza, Sharon Robinson (to z nią nagrał popularny album „Ten New Songs”) i „nieziemskie siostry Webb”. Wirtuoz instrumentów strunowych, Javier Mas z Saragossy, zapewnia utworom Cohena egzotyczne smaki, a pozostali muzycy to mistrzowie – gra basisty (Roscoe Beck) i organisty (Neil Larsen) zasługuje na podręcznik. Reszta to Cohen i jego piosenki – album utrwalił część magii, z jaką artysta kontaktuje się ze swoją publicznością. Żaden zaś magiczny utwór Leonarda Cohena – od „Suzanne” po „Boogie Street” – nie brzmiał dotąd lepiej, niż na światowym tournee 2008/09.

LARS DANIELSSON Tarantella Act Music

Powinowactwo muzyki skandynawskiej z polskim jazzem manifestuje się w melodyce (a nawet melodyjności). Tym razem szwedzki kontrabasista prezentuje osobistą wizję „nowoczesnego romantyzmu” w kwintecie (m.in. norweski trębacz Mathias Eick i nasz Leszek Możdżer). Album wypełniają krótkie kompozycje o klasycznej budowie, zespół gra z inwencją i dyscypliną (świetna trąbka), lecz prawdziwą ucztę miłośnikom basu gwarantuje gra smyczkiem. Na basie czy też na wiolonczeli, bo skandynawski artysta i tego instrumentu używa z biegłością (jak w oscylującym między Bachem a ludową balladą utworze „Traveller’s Wife”) Lars Danielsson potrafi snuć liryczne opowieści z narracyjną precyzją. Ten „balladowy” charakter skandynawskiego jazzu odpowiada pianistyce Możdżera (m.in. „The Madonna”). Współpraca obu artystów wyraźnie się zacieśnia od projektu „Pasodoble” (2007). Tzw. Europejska Muzyka Improwizowana to obecnie najbardziej kreatywny nurt w jazzie, a Stary Kontynent i tacy artyści jak Danielsson i Możdżer wyznaczają nowe kryteria współczesnego piękna. Na długo.

GEORGES CZIFFRA Ses Enregistrements Studio 1956-1986 EMI Classics (40 CD)

Pojawienie się młodego węgierskiego wirtuoza w Paryżu w 1956 roku stało się pianistyczną sensacją na miarę francuskiego debiutu Horowitza w 1926. Uciekinier z Budapesztu zaprezentował błyskotliwą, nadludzką wręcz technikę, niejako naturalnie predestynującą do repertuaru romantycznego. I rzeczywiście – koncerty Liszta (oba występują w tej kolekcji w kilku wersjach), Czajkowskiego czy Griega były estradową wizytówką Cziffry. Podobnie jak ukochany przez niego Chopin (którego „Etiudę Op. 25 No. 1” doskonalił przez całe życie). Ale ten wrażliwy artysta oddawał się również sztukom improwizacji i parafrazy, tworząc brawurowe transkrypcje, których stopień trudności sprawiał, że był ich jedynym wykonawcą. Poza perfekcjonizmem i jasnością uderzenia, porównywalną jedynie z Horowitzem (współcześnie może to być najwyżej Katsaris), atutem nagrań Cziffry jest zakres repertuarowy (m.in. świetny Schumann). O tym zaś, jak ten skromny geniusz walczył z etykietą „reinkarnacji Liszta” świadczy czułość, z jaką rejestrował miniatury muzyki klawiszowej, tak wczesnej jak barok.

[ZWIERCIADŁO, 2009]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości