cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

AGNIESZKA CHRZANOWSKA Bez udziału gwiazd
LYLE LOVETT AND HIS LARGE BAND It’s Not Big It’s Large
ALLEN TOUSSAINT The Bright Mississippi
PIOTR ANDERSZEWSKI At Carnegie Hall

AGNIESZKA CHRZANOWSKA Bez udziału gwiazd Poemat

Agnieszka Chrzanowska nie dała się Piwnicy – wykonuje piosenki, które są poetyckie, nie tracąc jednocześnie popularnego potencjału („Skarb życia”). Skomponowała sama cały materiał, napisała także kilka tekstów (m.in. „Nie znajdziesz mnie”). Ale autorem absolutnej większości słów na płycie jest Michał Zabłocki, a na niedosyt jego wierszy polska piosenka cierpi od czasu „Twojego dekalogu” („Życzliwość i stałość małżeńska” to utwór, który z powodzeniem nawiązuje do okresu współpracy poety z Grzegorzem Turnauem). Album zawiera taką ilość literackich fajerwerków, że zasługuje na czytanie w równym stopniu, co na słuchanie – od przewrotnych zabaw („Nie patrzyłeś na mnie wczoraj”), po czystą lirykę („Jeszcze raz”). Agnieszka Chrzanowska śpiewa z tłumioną ekspresją i nienaganną emisją i robi tym lepsze wrażenie, im więcej ma przestrzeni w utworze („Wielki Pan”). Gra śmietanka krakowskich muzyków (m.in. Jacek Królik na gitarze). Płyta DVD zawiera nastrojowy koncert „Chrzanowska na Kazimierzu” oraz teledysk z piosenką „Bez udziału gwiazd” z udziałem… osób znanych i nieznanych.

LYLE LOVETT AND HIS LARGE BAND It’s Not Big It’s Large Curb Records

Ten artysta zasługuje na znacznie więcej, niż etykietkę „faceta, który posuwał Julii Roberts”. Pisze piosenki w stylu tzw. alternatywnego country, co oznacza, że są to inteligentne utwory o zwykłych sprawach, wykonane przez niezależnego artystę, jakby miłość była ważniejsza od muzyki, a muzyka ważniejsza od całego świata („Don’t Cry A Tear”). Świetne autorskie piosenki Lyle Lovetta zostały spięte na płycie interesującą klamrą. Album otwiera swingowy temat Lestera Younga „Tickle Toe”, w którym „large band” gra jak najlepszy „big band”. Zamyka go temat tradycyjny „Ain’t No More Cane” – stara jak świat murzyńska pieśń więzienna (przypomniana przez zespół The Band w latach 70.). Lyle Lovett porusza się z jednakową swobodą w tak odmiennych stylach, aranżacje jego „dużego zespołu” zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Towarzyszą mu goście: apostoł sceny alternatywnego country, Guy Clark („South Texas Girl”) i wirtuoz banjo, Bela Fleck „Up In Indiana – Acoustic”). Ale to “były mąż” tryumfuje albumem, który – potwierdzając talent wykonawcy – nobilituje go jako autora.

ALLEN TOUSSAINT The Bright Mississippi Nonesuch

Wybitny aranżer i pianista z Nowego Orleanu ukazuje, jak świeże, ponadczasowe i żywe mogą być inspiracje z kolebki jazzu. Allen Toussaint zmobilizował tutaj dosyć niekonwencjonalny zespół mistrzów – w jego składzie znalazł się m.in. Marc Ribot, gitarzysta utożsamiany raczej z Elvisem Costello czy Johnem Zornem. W niesłusznie zapomnianej „Fantazji egipskiej” Sidneya Becheta zachwyca klarnecista Don Byron. „Gościnny” pianista Brad Mehldau cudownie bawi się muzyką (np. cytując „Walc As-dur” Chopina w „Winin’ Boy Blues”). Trębacz Nicholas Payton rozpędza tematy w kompozycjach Ellingtona i Monka, choć na płycie nie brakuje utworów tradycyjnych („St. James Infirmary” i „Just A Closer Walk With Thee”). Bohaterem jest tu jednak sam lider – stroniący od solowych popisów, pogłębiający aranżacje na fortepianie w dyskretny, ale porywający sposób. Paradoksalnie, zagranie muzyki nowoorleańskiej w oparciu o formułę tak oszczędną, wydobywa z niej więcej ukrytego piękna, niż dixielandowe fajerwerki. Bo to jest Nowy Orlean na miarę XXI wieku.

PIOTR ANDERSZEWSKI At Carnegie Hall Virgin Classics

Wielki pianista rodem z Polski (nazwanie go „polskim pianistą ” byłoby nadużyciem), zazwyczaj osiągał lepsze rezultaty – czytaj: skupienie, bo to esencja jego kunsztu – w studio, niż przed publicznością. Kiedy jednak zdecydował się na rejestrację recitalu, uczynił to od razu w pierwszej sali koncertowej świata i dokonał nagrania, które ma wszelkie znamiona doskonałości. Anderszewski jest po pierwsze poetą instrumentu, jego niezrównany perfekcjonizm techniczny to zaledwie warunek konieczny, nigdy cel sam w sobie. Artysta nie stara się błyszczeć – on zachwyca. Tu wraca do ulubionych mistrzów (Bacha i Beethovena), ale włącza do repertuaru Janacka i Bartoka.  Grając „Partitę nr 2” Bacha (BWV 826) objawia naturalność kontrapunktu przypisywaną wcześniej Glennowi Gouldowi. Wykonując późną sonatę Beethovena (As-dur Op. 110) porusza się w niezgłębionym kosmosie kompozytora niczym sam twórca. Zaskakuje swobodą w romantycznym – nietypowym dla siebie – „Karnawale wiedeńskim” Schumanna. Anderszewski łączy w sobie dwóch pianistów – intelektualistę i liryka. I to na tym polega jego wielkość.

[ZWIERCIADŁO, 2009]

Muzyka łagodzi - Słuchając

Naszą witrynę przegląda teraz 44 gości