cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

s_Dan_Graceland_small_web
GRACELAND CZYLI MAUZOLEUM

Połączenie Placu Czerwonego z Disneylandem. W moich wędrówkach po Ameryce napotykałem na liczne “święte miejsca” i na miejsca pielgrzymek.

Dolina Pomników, na przykład, ma znaczenie sakralne dla Indian z plemion Navajo, zaś Sanctuario De Chimayo, zagubione w górach Nowego Meksyku, to miejsce legendarnych uzdrowień przybyszów z całego kontynentu. Ale czegoś takiego jak Graceland oczy wędrowca nie oglądały ani wcześniej, ani później. Co tam Mekki i Watykany… Plac Czerwony łączy się tutaj z Disneylandem - i to w dodatku przy akompaniamencie rock’n’rolla! Większą liczbą zwiedzających cieszy się w całych Stanach tylko Biały Dom…

Graceland to dom w stylu kolonialnym stojący na terenie XIX-wiecznej farmy. Posiadłość należała do rodziny Toof i liczyła kiedyś 200 hektarów - dom wybudowali, w 1939 roku, spadkobiercy Grace Toof i stąd wywodzi się jego nazwa. Elvis w 1957 roku zapłacił za budynek i przylegające do niego pięć hektarów $ 100.000. Gotówką. Dokładnie 20 lat później znaleziono go martwego w łazience na piętrze. Ot, życiorys. Posiadłość oddziela od reszty świata kamienny mur, który służy dziś jako nieoficjalna “księga gości” - lektura napisów może zabrać godziny, a każdego roku pojawiają się nowe. Symbolem Graceland jest metalowa brama z nutami i z sylwetką wiadomego gitarzysty. I mur i brama mają swoje miejsce w rockowej historii. 29 kwietnia 1976 - po własnym występie w Memphis - przeskoczył przez mur Bruce Springsteen. Mimo swej wielkiej admiracji dla “Króla” dowiedział się od strażników, że “Króla” nie ma. Bardziej konsekwentny był Jerry Lee Lewis - przejchał przez legendarną bramę swym Lincolnem Continentalem (nie czekając bynajmniej, aż zostanie otworzona) i zażądał audiencji. Kazał powiedzieć “Królowi”, że przyjechał “Zabójca”. Policja zastała go z Derringerem .38 w dłoni i zakuła w kajdanki. Mówią: głową muru nie przebijesz…

W części domu nadal mieszka królewska rodzina (ubodzy krewni…) i nie jest ona udostępniana zwiedzającym. Podobnie część pokoi na górze, w tym sypialnia państwa P. z dwoma telewizorami zamontowanymi na suficie z (1) błyszczącego, (2) złotego, (3) pikowanego pluszu. Ale to, co można zobaczyć, wynagradza tę stratę z nawiązką. Przechodzimy - w towarzystwie nie zamykającego się przewodnika - przez ogromny salon (z kilometrową kanapą narożną), przez pokój muzyczny (z białym fortepianem), jadalnię, telewizornię (musiało być w niej tyle odbiorników, ile było właśnie w USA kanałów i każdy telewizor nastawiony był na inny program), pokój bilardowy i biuro do korespondencji z fanami. Prawdziwe ciekawostki zaczynają się jednak dopiero po opuszczeniu budynku. Oglądamy pasące się z tyłu koniki, podziwiamy tzw. “budynek rekreacyjny” wielkości niezłej sali sportowej. I wchodzimy do “Pawilonu Trofeów”. Była to niegdyś osobna hala, zbudowana wyłącznie po to, żeby “Król” miał się gdzie bawić samochodzikami. Naprawdę. Mówię oczywiście o samochodach wyścigowych, takich co pędzą, napędzane prądem, po (z góry) wyznaczonym torze. “Król” nie miał takich samochodzików, jak był chłopcem… Dziś mieści się tam “Muzeum Elvisa” - stała ekspozycja królewskiej broni, królewskiej biżuterii, królewskiej garderoby oraz suknia ślubna zdetronizowanej “Królowej” (zamieniła monarsze przywileje na rolę w “Nagiej broni”). Główną atrakcją tego wyjątkowego miejsca pozostaje jednak “Złota Komnata”. Tu opadają szczęki cynikom, sceptykom i dowcipasom. Na ścianach wisi za szkłem przeszło 200 złotych i platynowych płyt - podobnymi trofeami nie może się poszczycić żaden inny wykonawca. Wizyta w Graceland kończy się chwilą zadumy i kontemplacji (nagłe zamknięcie się przewodnika, połączone ze zwieszeniem głowy, wywołuje elektryzujący efekt!) w tzw. “Ogrodzie Medytacji”. Jest to w istocie mini-cmentarz rodziny Presley: oprócz “Króla” leży tu jego ukochana matka Gladys, ojciec Vernon oraz ciotka Minnie Mae, która w Graceland zresztą żywota dokonała.

Samo Graceland to jednak finalna, orgazmiczno-katarktyczna część pielgrzymki, którą opisałem nie po kolei. Wizytę w domu poprzedzają bowiem inne atrakcje, a nie można odwrócić obowiązującego porządku. Nie można np. darować sobie “Muzeum samochodów Elvisa Presleya” - już przed wejściem stoi różowy Cadillac z 1955 roku, który “Król” kupił swojej matce. Znajdujemy się w wielkim hangarze - pod dachem odtworzono fragment autostrady, stację benzynową i prawdziwe kino samochodowe, legendarne amerykańskie ‘drive-in’! Spośród kilkudziesięciu pojazdów wyróżnia się purpurowy Cadillac kabriolet z 1956 roku, Lincoln Continental Mark II też z 1956 (to był dobry rocznik), Stutz Blackhawk ‘71 oraz cała eskadra Harleyów. Żeby opuścić muzeum trzeba odsiedzieć w kinie 9-cio minutowy film, na którym “Król” wchodzi i wychodzi z niektórych obejrzanych właśnie pojazdów, a część wręcz odpala.

Ale zejdźmy na ziemię - “Król” pokonywał odległości, których nie wytrzymałaby nawet Wołga z 1956 roku, a piechotą przecież nie chodził… Co więc robił “Król”? “Król” latał! Miał dwa prywatne samoloty, więc poświęcono im osobną ekspozycję. Po pokonaniu lotniskowej poczekalni, w której z monitorów zamiast rozkładu lotów nadawane są koncerty “Króla” na przemian (w porywach jednocześnie) z historią jego “skrzydlatych przyjaciół”, wydostajemy się na pas startowy, gdzie czekają na nas: niewielki odrzutowiec ‘Hound Dog’ II Lockheed JetStar oraz imponujący rozmiarami odrzutowiec pasażerski. Przez ten pierwszy przechodzimy w jedną chwilę. Drugi - nazwany pieszczotliwie ‘Lisa Marie’ (od imienia córeczki), zajmie nam nieco więcej czasu. Na jego pokładzie czarują bowiem przepychem: rokokowy wręcz salon, sala konferencyjna, bawialnia i sypialnia. Do kabiny pilota również można zajrzeć, robił to bowiem często sam Elvis. “Król” mówił o tym cacku: “mój latający Graceland”…

To z grubsza tyle. Ale tylko z grubsza. Graceland, to już dziś całe wesołe miasteczko. Rodzinie udało się wykupić wielki teren na przeciwko posiadłości, po drugiej stronie drogi # 51, nazwanej oficjalnie Bulwarem Elvisa Presleya. Właśnie tam znajduje się Muzeum Samochodów i oba samoloty. Tam także mieści się typowo amerykańskie zaplecze tego wielkiego przemysłu, jakim stał się grób Elvisa Presleya. Restauracje, bary, sklepy z pamiątkami i z płytami, kina nadające “na okrągło” filmy z “Królem”. Codziennie, przez cały rok, kłębi się tam wielotysięczny tłum. Ruchom ludzkiej masy towarzyszy nigdy nie milknący akompaniament muzyki wiadomego idola, nadawanej przez megafony nawet w toaletach. Tutaj ‘hot-dog’ nazywa się ‘Hound Dog’, zwykły hamburger, to już ‘Elvis-burger’. Ale nikomu nie wydaje się to dziwne…

Widziałem, na własne oczy, ludzi płaczących przed gablotą z wyszywaną cekinami marynarką. Stała przy mnie grupa ludzi, odprawiająca nad grobem Elvisa coś w rodzaju głośnej spowiedzi. Głosy “przyjedziemy tu znowu za rok” nie należały do rzadkości. A może każdy kraj ma takich świętych, na jakich sobie zasłuży?

Nic dziwnego, że tak wyrafinowany autor jak Paul Simon, właśnie Graceland wybrał na “pop-kulturową” parabolę naszych czasów i własnego, rock’n’rollowego życia:

Delta Mississippi błyszczała jak gitara National
Podążam z biegiem rzeki, autostradą, przez kolebkę bratobójczych walk
Idę do Graceland, Graceland - w Memphis, w Tennessee
Idę do Graceland

Biedacy i pielgrzymi z rodzinami,
wszyscy razem zmierzamy do Graceland
Mój towarzysz podróży ma dziewięć lat,
jest mym synem z pierwszego małżeństwa
Czuję, że na pewno nas obu podejmą w Graceland

Idę do Graceland, w Memphis, w Tennessee
Idę do Graceland

Biedacy i pielgrzymi z rodzinami -
zmierzamy do Graceland
Towarzysze podróży: tu szkielet, tam duch
Patrzę na duchy szkieletów!

Czuję, że na pewno nas wszystkich podejmą
w Graceland…


Telefon do Graceland: (901) 332 - 3322


[MACHINA, 1997]

s_Dan_Graceland_300_h

Foto: JW

Satysfakcja - The King

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości