Leonard Cohen - Księga tęsknoty
KSIĘGA TĘSKNOTY - PIOSENKI
BOOGIE STREET Boogie Street (2001)
OTO JEST Here It Is (2001)
PONAD MROKIEM RZEK By The Rivers Dark (2001)
SAMA MIŁOŚĆ Love Itself (2001)
DOŚĆ KOCHAŁEŚ JUŻ You Have Loved Enough (2001)
NA POCAŁUNKÓW DNIE A Thousand Kisses Deep (2001)
ODCHODZI ALEKSANDRA Alexandra Leaving (2001)
ZA SPRAWĄ KILKU PIOSENEK Because Of (2004)
SŁOWIK Nightingale (2004)
DLA CIEBIE TAK There For You (2004)
LISTY The Letters (2004)
WIARA The Faith (2004)
BOOGIE STREET
Korono Dnia, Spowita w Mrok
Nareszcie ja i ty
Całujesz mnie i znikasz stąd
Ja wracam znów na Boogie Street
Łyka wina i papieros
Czas ponownie ruszyć w bój
Ogarniam kuchnię byle jak
I w banjo sprawdzam strój
Uliczny czeka na mnie zgiełk
Mam swoje miejsce w nim
Bo ja to ja, a kto mną jest
Jest znów na Boogie Street
Kochana wiedz, wspominam wciąż
Rozkosze naszych dni
Wodospad i porwisty prąd
Kąpaliśmy się w nim
Twym pięknem powalony tam
Klękałem u stóp twych
Instrukcje takie mówią nam
Jak żyć na Boogie Street
Druhowie, czas odrzucić lęk
Nasz los ulotny jest
Z miłości rodzi się nasz byt
W miłości ma swój kres
A choć na drzwiach zawiesił ktoś
Rodowód ciał i krwi
To nie wie nikt, gdzie sens i cel
Istnienia Boogie Street
Korono Dnia, Spowita w Mrok
Nareszcie ja i ty
Całujesz mnie i znikasz stąd
Ja wracam znów na Boogie Street
OTO JEST
Oto twój tron
korona i koń
i kochasz swe
królestwo
Oto twój koc
tektura i mocz
i kochasz też
to wszystko
Umiera kto bądź
kto bądź będzie żyć
najmilsza Witaj
miła Żegnaj mi
Oto i wino
upadek i szkło
i kochasz to
i wszystkich
Oto choroba
to łóżko i syf
miłość do ludzi
każdej rasy i płci
Oto i noc
zaczyna się noc
oto twa śmierć
w sercu syna twa śmierć
Oto i świt
(nim rozdzieli nas śmierć)
oto twój zgon
w sercu córki zgon
Oto się spieszysz
i już nie ma cię
oto i miłość
co opoką jest
Oto twój krzyż
gwoździe i zmierzch
kochaj kogo bądź
miłuj kogo chcesz
Umiera kto bądź
kto bądź będzie żyć
najmilsza Witaj
miła Żegnaj mi
PONAD MROKIEM RZEK
Ponad mrokiem rzek
nadal żyję wiem
w Babilonie gdzie
błąkam się
Zapomniałem mej
świętej pieśni rym
w Babilonie gdzie
opadłem z sił
Ponad mrokiem rzek
gdzie nie widać nic
czy ktoś tropi mnie
czy nie czeka nikt
On mi rozciął twarz
rozciął serce me
i nie mogłem pić
z mroku rzek
I zasłonił mnie
więc zajrzałem tam
gdzie rozwiązła myśl
i obrączki blask
Nie wiedziałem nic
nie widziałem nic
czy ktoś tropi mnie
czy nie czeka nikt
Ponad mrokiem rzek
nagły przyszedł strach
w Babilonie gdzie
miejsce mam
Miał zabójczą moc
gdy ugodził mnie:
Twoje serce nie jest
twoje – rzekł
I obrączkę mą
wiatrowi dał
i otoczył mnie
czym tylko chciał
Ponad mrokiem rzek
wstał zbolały świt
w Babilonie gdzie
próbuję żyć
Wycisnąłem pieśń
z wyschniętych drzew
pieśń dla niego jest
i dla niego śpiew
Prawda pójdzie w dym
i zabraknie słów
gdyby starła myśl
Babilon mój
Nie widziałem nic
nie wiedziałem nic
czy ktoś tropi mnie
czy nie czeka nikt
Ponad mrokiem rzek
wszystko dzieje się
w Babilonie nad
mrokiem rzek
SAMA MIŁOŚĆ
dla L.W.
Przez okno wpadło słońce
Promienny blask się wlał
Mój pokój nagle ożył
Miłości był to blask
Dostrzegłem w nim wyraźnie
Niezwykle rzadki pył
Z którego Bezimienny
Formuje Imię mi
I powiem wam: To nie był blask
Miłość żyła w nim
Lecz doszła do otwartych drzwi
I Sama Miłość sama
Znikła mi
Zajęte wirowaniem
Drobiny poszły w tan
I wciągnął mnie ich taniec
Jego ulotny kształt
Choć pokój się nie zmienił – nie
Między Imieniem i
Pomiędzy Bezimiennym
Nie pozostało nic
I powiem wam: To nie był blask
Miłość żyła w nim
Lecz doszła do otwartych drzwi
I Sama Miłość sama
Znikła mi
DOŚĆ KOCHAŁEŚ JUŻ
Kochankiem twoim będę –
Ty na te słowa w śmiech
Wliczono mnie w poległych
Już nie mam pracy nie
I z komnat marmurowych
Do piwnic miałem zejść
Szukając wiary nowej
Gdy powiedziałaś że:
Właściwie to nie kocham ja
To miłość więzi mnie
Nienawiść może w paczce przyjść
Nie przyjmuj wtedy jej
A gdy dotyku twego głód
Nad zwykły głód wyrasta
Ty szepczesz: „Dość kochałeś już
Teraz to ja Kochanką”
NA POCAŁUNKÓW DNIE
Kucyków cwał
Dziewczęcy gwar
Jest o co walczyć – jest
Zaczynasz grać i zaraz pas
To dobrej passy kres
Egzamin masz już zdać
Z niepokonanych klęsk
I życia fikcję brać za fakt
Na pocałunków dnie
Czy brać czy pić
Znam każdy trick
Mieszkam na Boogie Street
A drżenie rąk to pierwszy znak
Zawładnie nami Mistrz
Wyjechać mogłem i
Dotrzymać słów lub nie
Rzucasz to w dym by przetrwać dzień
Na pocałunków dnie
Zniewala seks
A morza brzeg
Nieosiągalny jest
Padlinożercy prą pod wiatr
Sam przekonałem się
Nasze okręty toną wkrąg
Więc błogosławię je
By sam jak wrak z honorem lec
Na pocałunków dnie
Znam każdy trick
Czy brać czy pić
Wracam na Boogie Street
Podarków nie wymienia nikt
Nikt nie przyjmuje ich
Czasami gdy dogasa noc
Nędznicy schodzą się
Idziemy na spotkanie serc
Na pocałunków dnie
Lecz pachnie myśl o tobie bo
Wszystko o tobie wiem
Prócz tego co umknęło nam
Na pocałunków dnie
ODCHODZI ALEKSANDRA
(według „Opuszcza Bóg Antoniusza” Kawafisa)
Noc ochłodziła się tak nagle
Gotował się do drogi młody bóg
Aleksandra wzięła go pod ramię
By strażnikom twego serca mogli ujść
Złączeni prostotą przyjemności
Splątali się w ulotny, zwiewny kształt
I opadli promieniści i wyniośli
Gdzie płynie wino i muzyka gra
To złuda? Nie i nie daj się pozorom
Poranek zgasi ten kapryśny sen
Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą
Aleksandrze utraconej pokłoń się
Bo choć ona śpi na twym atłasie
I choć pocałunkiem budzi cię
Nie mów, że to tryumf wyobraźni
Do strategii tak niegodnej nie zniż się
Jakbyś znał to już od dawien dawna
Do okna podejdź aby wypić zmierzch
Piękna muzyka – to śmiech Aleksandry
Twój pierwszy ślub znów namacalny jest
Wieczór z nią to zawsze wielki honor
Więc własny honor znajdź w wieczorze tym
Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą
Aleksandrę odchodzącą z panem swym
Jakbyś to znał od dawien dawna wszystko
I sam zawalił każdy własny plan
Nie sięgaj po wymówkę tak tchórzliwą
By za skutkiem i przyczyną skrywać twarz
Rozszyfrowany i od krzyża wolny
Zdumiony sensem i tracący sens
Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą
Aleksandrze utraconej pokłoń się
ZA SPRAWĄ KILKU PIOSENEK
Za sprawą kilku piosenek
w których mówiłem o ich tajemnicy
kobiety traktują
niezwykle uprzejmie
mój podeszły wiek.
Szykują sekretne miejsca
w swym zapracowanym życiu
i zabierają mnie tam.
Obnażają się
każda na swój sposób
i mówią:
„Spójrz na mnie, Leonard,
spójrz na mnie ten ostatni raz.”
Nachylają się nad łóżkiem
i przykrywają mnie
jak rozdygotane maleństwo.
SŁOWIK
Pod lasem postawiłem dom
By w śpiew twój się wsłuchiwać
Twój głos był słodki, zacny ton
A miłość się budziła
Mój słowiku, żegnaj mi
Znalazłem cię tak dawno
Dziś las wyrasta z hymnów twych
I piękna już nie sławią
Gdy las welonem słońce krył
Ty zawsze mnie wołałeś
Więc snem spokojnym teraz śpij
Nad tobą święta gałąź
Mój słowiku, żegnaj mi
Zdobiłeś moje życie
Ty gdzieś na pewno śpiewasz dziś
Lecz ja cię już nie słyszę
DLA CIEBIE TAK
Wpierw poczułem ból
Potem runął świat
Lecz wiem już że
To dla ciebie tak
I nie wiem skąd
Lecz wiem – to fakt
Skoro nadal trwam
To dla ciebie tak
Ja miałem plan
Bo zawsze mam
Gdy spoglądam wstecz
To dla ciebie tak
Znów dzień za dniem
Po ulicach gnam
Lęk przeszywa mnie
To dla ciebie tak
Moje życie mam
Jak na dłoni dziś
Ja nie liczę się
Jesteś tylko ty
Posyłasz mnie
Wysyłasz mnie
Rozbijasz coś
I mówisz: Sklej
Własne myśli
Splatasz w rzecz
Gdy nie myślisz
Tworzysz też
Jeść i pić
Twe ciało chce
Ja za własne
Brałem je
Strój Araba
Żyda strój
Żelazna masko
Oto kostium mój
Chwila chwały
Po niej wstręt
Za ręcznikiem świat
Na ręczniku krew
Odwieczna śmierć
Rodzi się co dnia
Lęk przeszywa mnie
To dla ciebie tak
Widzę na wskroś
Już jasność mam
Ja nie liczę się
To dla ciebie tak
To dla ciebie tak
Ukochana ma
Wszystko stało się
Wedle twoich praw
I nie wiem skąd
Lecz wiem, to fakt
Skoro nadal trwam
To dla ciebie – tak
LISTY
Ty nie lubiłaś gdy
Znajdował cię mój list
Zaczynasz chwytać czym
Mój list potrafi być
Spaliłaś większość z nich
A resztę czytasz znów
Stronnice moich trosk
Przyciskasz dziś do ust
Piszę: już nie ma nic
Był potop – mówi list
Liczyłem na twój znak
Swój adres dałem ci
Historia długa jest
Splątane wątki ma
Obrony własnej próg
Przekraczasz tyle lat
Zwichniętych widok form
Utraty pełno w nich
Najprostszy ludzki gest
Samotność w pełni sił
Nareszcie wchodzisz tu
Przy biurku siadasz mym
Mój zmiennik czeka już
Do niego napisz list
WIARA
Głęboki bezkres fal
Maczuga, koło, myśl
Słońce, przepastny żal
Miła, czy starczy sił?
Wiara, ziemia, krew
Te słowa muszą żyć
I twój najświętszy ślub
Miła, czy starczy sił?
Na każdym wzgórzu lśni
Gwiazda, minaret, krzyż
I świeży grób co krok
Miła, czy starczy sił?
Głęboki bezkres fal
I słońce gaśnie w nim
Już czas rozplątać czas
Miła, czy starczy sił?
Przekład: Daniel wyszogrodzki
[REBIS, 2006]
| « poprzednia |
|---|