cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

KSIĘGA TĘSKNOTY - PIOSENKI
10_TEN_NEW_web_small 11_HEATHER_small

BOOGIE STREET Boogie Street (2001)
OTO JEST Here It Is (2001)
PONAD MROKIEM RZEK By The Rivers Dark (2001)
SAMA MIŁOŚĆ Love Itself (2001)
DOŚĆ KOCHAŁEŚ JUŻ You Have Loved Enough (2001)
NA POCAŁUNKÓW DNIE A Thousand Kisses Deep (2001)
ODCHODZI ALEKSANDRA Alexandra Leaving (2001)
ZA SPRAWĄ KILKU PIOSENEK Because Of (2004)
SŁOWIK Nightingale (2004)
DLA CIEBIE TAK There For You (2004)
LISTY The Letters (2004)
WIARA The Faith (2004)


BOOGIE STREET


Korono Dnia, Spowita w Mrok

Nareszcie ja i ty

Całujesz mnie i znikasz stąd

Ja wracam znów na Boogie Street


Łyka wina i papieros

Czas ponownie ruszyć w bój

Ogarniam kuchnię byle jak

I w banjo sprawdzam strój


Uliczny czeka na mnie zgiełk

Mam swoje miejsce w nim

Bo ja to ja, a kto mną jest

Jest znów na Boogie Street


Kochana wiedz, wspominam wciąż

Rozkosze naszych dni

Wodospad i porwisty prąd

Kąpaliśmy się w nim


Twym pięknem powalony tam

Klękałem u stóp twych

Instrukcje takie mówią nam

Jak żyć na Boogie Street


Druhowie, czas odrzucić lęk

Nasz los ulotny jest

Z miłości rodzi się nasz byt

W miłości ma swój kres


A choć na drzwiach zawiesił ktoś

Rodowód ciał i krwi

To nie wie nikt, gdzie sens i cel

Istnienia Boogie Street


Korono Dnia, Spowita w Mrok

Nareszcie ja i ty

Całujesz mnie i znikasz stąd

Ja wracam znów na Boogie Street


OTO JEST


Oto twój tron

korona i koń

i kochasz swe

królestwo


Oto twój koc

tektura i mocz

i kochasz też

to wszystko


Umiera kto bądź

kto bądź będzie żyć

najmilsza Witaj

miła Żegnaj mi


Oto i wino

upadek i szkło

i kochasz to

i wszystkich


Oto choroba

to łóżko i syf

miłość do ludzi

każdej rasy i płci


Oto i noc

zaczyna się noc

oto twa śmierć

w sercu syna twa śmierć


Oto i świt

(nim rozdzieli nas śmierć)

oto twój zgon

w sercu córki zgon


Oto się spieszysz

i już nie ma cię

oto i miłość

co opoką jest


Oto twój krzyż

gwoździe i zmierzch

kochaj kogo bądź

miłuj kogo chcesz


Umiera kto bądź

kto bądź będzie żyć

najmilsza Witaj

miła Żegnaj mi


PONAD MROKIEM RZEK


Ponad mrokiem rzek

nadal żyję wiem

w Babilonie gdzie

błąkam się


Zapomniałem mej

świętej pieśni rym

w Babilonie gdzie

opadłem z sił


Ponad mrokiem rzek

gdzie nie widać nic

czy ktoś tropi mnie

czy nie czeka nikt


On mi rozciął twarz

rozciął serce me

i nie mogłem pić

z mroku rzek


I zasłonił mnie

więc zajrzałem tam

gdzie rozwiązła myśl

i obrączki blask


Nie wiedziałem nic

nie widziałem nic

czy ktoś tropi mnie

czy nie czeka nikt


Ponad mrokiem rzek

nagły przyszedł strach

w Babilonie gdzie

miejsce mam


Miał zabójczą moc

gdy ugodził mnie:

Twoje serce nie jest

twoje – rzekł


I obrączkę mą

wiatrowi dał

i otoczył mnie

czym tylko chciał


Ponad mrokiem rzek

wstał zbolały świt

w Babilonie gdzie

próbuję żyć


Wycisnąłem pieśń

z wyschniętych drzew

pieśń dla niego jest

i dla niego śpiew


Prawda pójdzie w dym

i zabraknie słów

gdyby starła myśl

Babilon mój


Nie widziałem nic

nie wiedziałem nic

czy ktoś tropi mnie

czy nie czeka nikt


Ponad mrokiem rzek

wszystko dzieje się

w Babilonie nad

mrokiem rzek


SAMA MIŁOŚĆ

dla L.W.


Przez okno wpadło słońce

Promienny blask się wlał

Mój pokój nagle ożył

Miłości był to blask


Dostrzegłem w nim wyraźnie

Niezwykle rzadki pył

Z którego Bezimienny

Formuje Imię mi


I powiem wam: To nie był blask

Miłość żyła w nim

Lecz doszła do otwartych drzwi

I Sama Miłość sama

Znikła mi


Zajęte wirowaniem

Drobiny poszły w tan

I wciągnął mnie ich taniec

Jego ulotny kształt


Choć pokój się nie zmienił – nie

Między Imieniem i

Pomiędzy Bezimiennym

Nie pozostało nic


I powiem wam: To nie był blask

Miłość żyła w nim

Lecz doszła do otwartych drzwi

I Sama Miłość sama

Znikła mi


DOŚĆ KOCHAŁEŚ JUŻ


Kochankiem twoim będę –

Ty na te słowa w śmiech

Wliczono mnie w poległych

Już nie mam pracy nie


I z komnat marmurowych

Do piwnic miałem zejść

Szukając wiary nowej

Gdy powiedziałaś że:


Właściwie to nie kocham ja

To miłość więzi mnie

Nienawiść może w paczce przyjść

Nie przyjmuj wtedy jej


A gdy dotyku twego głód

Nad zwykły głód wyrasta

Ty szepczesz: „Dość kochałeś już

Teraz to ja Kochanką”


NA POCAŁUNKÓW DNIE


Kucyków cwał

Dziewczęcy gwar

Jest o co walczyć – jest

Zaczynasz grać i zaraz pas

To dobrej passy kres

Egzamin masz już zdać

Z niepokonanych klęsk

I życia fikcję brać za fakt

Na pocałunków dnie


Czy brać czy pić

Znam każdy trick

Mieszkam na Boogie Street

A drżenie rąk to pierwszy znak

Zawładnie nami Mistrz

Wyjechać mogłem i

Dotrzymać słów lub nie

Rzucasz to w dym by przetrwać dzień

Na pocałunków dnie


Zniewala seks

A morza brzeg

Nieosiągalny jest

Padlinożercy prą pod wiatr

Sam przekonałem się

Nasze okręty toną wkrąg

Więc błogosławię je

By sam jak wrak z honorem lec

Na pocałunków dnie


Znam każdy trick

Czy brać czy pić

Wracam na Boogie Street

Podarków nie wymienia nikt

Nikt nie przyjmuje ich

Czasami gdy dogasa noc

Nędznicy schodzą się

Idziemy na spotkanie serc

Na pocałunków dnie


Lecz pachnie myśl o tobie bo

Wszystko o tobie wiem

Prócz tego co umknęło nam

Na pocałunków dnie


ODCHODZI ALEKSANDRA

(według „Opuszcza Bóg Antoniusza” Kawafisa)


Noc ochłodziła się tak nagle

Gotował się do drogi młody bóg

Aleksandra wzięła go pod ramię

By strażnikom twego serca mogli ujść


Złączeni prostotą przyjemności

Splątali się w ulotny, zwiewny kształt

I opadli promieniści i wyniośli

Gdzie płynie wino i muzyka gra


To złuda? Nie i nie daj się pozorom

Poranek zgasi ten kapryśny sen

Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą

Aleksandrze utraconej pokłoń się


Bo choć ona śpi na twym atłasie

I choć pocałunkiem budzi cię

Nie mów, że to tryumf wyobraźni

Do strategii tak niegodnej nie zniż się


Jakbyś znał to już od dawien dawna

Do okna podejdź aby wypić zmierzch

Piękna muzyka – to śmiech Aleksandry

Twój pierwszy ślub znów namacalny jest


Wieczór z nią to zawsze wielki honor

Więc własny honor znajdź w wieczorze tym

Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą

Aleksandrę odchodzącą z panem swym


Jakbyś to znał od dawien dawna wszystko

I sam zawalił każdy własny plan

Nie sięgaj po wymówkę tak tchórzliwą

By za skutkiem i przyczyną skrywać twarz


Rozszyfrowany i od krzyża wolny

Zdumiony sensem i tracący sens

Pożegnaj Aleksandrę odchodzącą

Aleksandrze utraconej pokłoń się


ZA SPRAWĄ KILKU PIOSENEK


Za sprawą kilku piosenek

w których mówiłem o ich tajemnicy

kobiety traktują

niezwykle uprzejmie

mój podeszły wiek.


Szykują sekretne miejsca

w swym zapracowanym życiu

i zabierają mnie tam.


Obnażają się

każda na swój sposób

i mówią:

„Spójrz na mnie, Leonard,

spójrz na mnie ten ostatni raz.”


Nachylają się nad łóżkiem

i przykrywają mnie

jak rozdygotane maleństwo.


SŁOWIK


Pod lasem postawiłem dom

By w śpiew twój się wsłuchiwać

Twój głos był słodki, zacny ton

A miłość się budziła


Mój słowiku, żegnaj mi

Znalazłem cię tak dawno

Dziś las wyrasta z hymnów twych

I piękna już nie sławią


Gdy las welonem słońce krył

Ty zawsze mnie wołałeś

Więc snem spokojnym teraz śpij

Nad tobą święta gałąź


Mój słowiku, żegnaj mi

Zdobiłeś moje życie

Ty gdzieś na pewno śpiewasz dziś

Lecz ja cię już nie słyszę


DLA CIEBIE TAK


Wpierw poczułem ból

Potem runął świat

Lecz wiem już że

To dla ciebie tak


I nie wiem skąd

Lecz wiem – to fakt

Skoro nadal trwam

To dla ciebie tak


Ja miałem plan

Bo zawsze mam

Gdy spoglądam wstecz

To dla ciebie tak


Znów dzień za dniem

Po ulicach gnam

Lęk przeszywa mnie

To dla ciebie tak


Moje życie mam

Jak na dłoni dziś

Ja nie liczę się

Jesteś tylko ty


Posyłasz mnie

Wysyłasz mnie

Rozbijasz coś

I mówisz: Sklej


Własne myśli

Splatasz w rzecz

Gdy nie myślisz

Tworzysz też


Jeść i pić

Twe ciało chce

Ja za własne

Brałem je


Strój Araba

Żyda strój

Żelazna masko

Oto kostium mój


Chwila chwały

Po niej wstręt

Za ręcznikiem świat

Na ręczniku krew


Odwieczna śmierć

Rodzi się co dnia

Lęk przeszywa mnie

To dla ciebie tak


Widzę na wskroś

Już jasność mam

Ja nie liczę się

To dla ciebie tak


To dla ciebie tak

Ukochana ma

Wszystko stało się

Wedle twoich praw


I nie wiem skąd

Lecz wiem, to fakt

Skoro nadal trwam

To dla ciebie – tak


LISTY


Ty nie lubiłaś gdy

Znajdował cię mój list

Zaczynasz chwytać czym

Mój list potrafi być


Spaliłaś większość z nich

A resztę czytasz znów

Stronnice moich trosk

Przyciskasz dziś do ust


Piszę: już nie ma nic

Był potop – mówi list

Liczyłem na twój znak

Swój adres dałem ci


Historia długa jest

Splątane wątki ma

Obrony własnej próg

Przekraczasz tyle lat


Zwichniętych widok form

Utraty pełno w nich

Najprostszy ludzki gest

Samotność w pełni sił


Nareszcie wchodzisz tu

Przy biurku siadasz mym

Mój zmiennik czeka już

Do niego napisz list


WIARA


Głęboki bezkres fal

Maczuga, koło, myśl

Słońce, przepastny żal

Miła, czy starczy sił?


Wiara, ziemia, krew

Te słowa muszą żyć

I twój najświętszy ślub

Miła, czy starczy sił?


Na każdym wzgórzu lśni

Gwiazda, minaret, krzyż

I świeży grób co krok

Miła, czy starczy sił?


Głęboki bezkres fal

I słońce gaśnie w nim

Już czas rozplątać czas

Miła, czy starczy sił?




Przekład: Daniel wyszogrodzki

[REBIS, 2006]

Leonard Cohen - Księga tęsknoty

Naszą witrynę przegląda teraz 7 gości