cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Nosowska100
NIE CHCĘ, ABY ŚWIAT MI PRZESZKADZAŁ

Kasia Nosowska – w przededniu premiery solowej płyty „UniSexBlues"– dzieli się z nami dogłębnymi przemyśleniami na temat samoświadomości, ciśnienia współczesnego świata, pułapek wychowania oraz gotowości do przeniesienia się w inne rejony. Dyskutujemy wizję raju i estetykę starzenia się. Mówimy też, choć tylko na marginesie, o piersiach.

Na początek paradoks: im bardziej osobista twórczość, tym węższy krąg odbiorców.

Krąg odbiorców niekoniecznie musi się zawężać. Ale obserwujemy inne zjawisko. Im bardziej osobisty jest przekaz, tym mniejsza staje się gotowość współpracy mediów. Dotyczy to zwłaszcza artystów debiutujących, którzy dopiero chcą zapoznać świat ze sobą. Ja na szczęście robię to od lat i zdążyłam przyzwyczaić słuchacza, że jestem zainteresowana nawiązywaniem z nim bliższej znajomości. Mówię mu wprost na swój temat. Ale – choć może to wydać się dziwne – nie wyobrażam sobie słuchacza, na żadnym etapie. Oczywiście mam świadomość jego istnienia i jest on dla mnie bardzo cenny, bo konfrontuję siebie ze słuchaczem. Słuchacz jest nieodzownym drugim podmiotem zabawy w muzykę. Oszalałabym jednak, gdybym miała się zastanawiać, kto mnie będzie słuchał. Zakładam tylko, że będzie to osoba przygotowana do tego rodzaju spotkania. Osoba, która wie, czego się spodziewać i wchodzi w kontakt ze mną z pełną odpowiedzialnością. A że każda osoba ma pragnienie czegoś innego w kontakcie ze mną, sprostanie tak odmiennym oczekiwaniom byłoby ponad moje siły. Próbuję w miarę możliwości zadowolić siebie i liczę, że będzie się to odbijało echem. Na zasadzie kaczki puszczonej na wodę. I że fala zahaczy kilka innych osób.

Jak sądzisz, co znajdują słuchacze w twoich piosenkach? Siebie?

Myślę, że wiele osób odnajduje w nich siebie. Dostaję listy, w których ludzie piszą, że słuchając mnie mają wrażenie obcowania z bytem, który przypomina ich własny. To na pewno umożliwia mi dystans do samej siebie. Ludzie mają naturalną skłonność do wywyższania się, ustawiania w pozycji osób wybranych i bardzo szczególnych. Kiedy jedna okazuje się, że odbiorca rozumie tak doskonale to, o czym mówimy, zyskujemy inną perspektywę. Ja znajduję w tym potwierdzenie, że jestem taka sama. Bo jestem szczególna przez fakt, że potrafię się komunikować w taki sposób. Natomiast jako człowiek otrzymuję za każdym razem dowody, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Na podstawowych poziomach nie różnimy się od siebie niczym. To bardzo cenna informacja, to wręcz wskazówka na życie.

Czy nasze czasy sprzyjają zaszywaniu się w niszy? Czujesz, jak pogłębia się ciśnienie?

Ciśnienie jest okrutne. To fakt. To są czasy dla siłaczy. A ja – w takim kontekście – nie mam zamiaru być przesadnie silna. I nie mam ambicji docierania na metę jako pierwsza. Kompletnie mnie ten wyścig nie interesuje. Uważam wręcz, że podstawową potrzebą współczesnego człowieka powinna być chęć ocalenia jak największej ilości rzeczy zwyczajnych. Należy pielęgnować życie w jego najbardziej podstawowej odsłonie. A paradoksalnie ci ludzie, którzy są postrzegani w kategoriach słabeuszy, ponieważ nie są w stanie się ścigać i nie osiągają wielkich celów – to znaczy celów postrzeganych jako wielkie przez znaczną część społeczeństwa – ci właśnie ludzie przetrwają. Oni ocaleją. A tym, którzy gonią, wcześniej czy później pęknie żyłka.

A zdecydowałabyś się dziś na debiut mając 18 lat, ale też obecny stan świadomości?

Tak, bo ja w zasadzie nie mam innego pomysłu na to, co robić. Szczerze mówiąc, od 15 lat zajmuję się głównie śpiewaniem i jest to jedyna forma, w jakiej się – moim zdaniem – sensownie wypowiadam. Pomimo więc kilku momentom, w których byłam gotowa odebrać sobie prawo do istnienia w takiej formie, byłabym gotowa do podjęcia tej samej drogi nie tylko jeszcze raz, ale wielokrotnie.

A co z twoim pisaniem? Już kilka lat temu mówiłaś mi o próbach prozatorskich.

Od dłuższego czasu jestem na etapie organizowania sobie wspaniałej przestrzeni, żeby wreszcie się tym na poważnie zająć. A naprawdę to „organizowanie przestrzeni” należy nazwać unikaniem tematu. Po prostu szukam wymówek, żeby tego nie robić. Nie jest to nawet osławiony blok pisarski, a silnie we mnie zakorzeniony auto-cenzor, który twierdzi autorytatywnie, że nie nadaję się do tego i nie będę tak dobra, jak bym tego chciała. Piosenka to jest piosenka – wszyscy zainteresowani zaakceptowali mnie w tej odsłonie. Jasne, że jest tutaj kolosalny element lęku związany z wkraczaniem na nowe terytorium. Ludzie akceptują mnie jako wokalistkę oraz autorkę tekstów, ale gdybym miała zaprezentować tzw. szerszą formę, to nie wiem, czy świat tak łatwo by się z tym pogodził i powitał mnie chlebem i solą. Ale sprawa jest otwarta. Przyjdzie bowiem taki moment, i to moim zdaniem całkiem niedługo, kiedy po prostu będę wstydziła się wyjść na scenę, bo będę za duża, za stara, wszystko jedno jaka, ale... nieprzystająca do sytuacji scenicznej. A wtedy – jak to się mówi – „wycofam się” i będę miała mnóstwo czasu, żeby wśród kotów pisać książki.

Kobiety mają trudniej. Leonard Cohen planuje światowe tournee, a jest staruszkiem.

Facet staruszek zawsze prezentuje się atrakcyjnie, pod warunkiem, że nie jest głupi. Ja nie należę do kobiet które będą się godnie prezentować na scenie za 10 lat, a i tak mówiąc to teraz jestem wobec siebie zbyt czuła. Moim zdaniem stanie się to szybciej.

Śpiewasz na nowej płycie: „Nie da się żyć, zwariuję jak nic”. Z czym się nie da żyć?

Denerwuje mnie milion rzeczy. Z premedytacją odcinam się od wnikania w strefy związane z polityką. Ale tak czy owak to do mnie dociera. Kompletnie się na tym nie znam, ale mam wrażenie, że pewne dorosłe osoby zachowują się w sposób skrajnie nieodpowiedzialny. I bardzo mi się to nie podoba. Nie ufam sytuacji w kraju na tyle, żeby się czuć spokojną o przyszłość swojego syna. Ma teraz 11 lat i chciałabym, żeby był szczęśliwym człowiekiem, a obawiam się, że może to być niemożliwe.

Czego byś oczekiwała, żeby nie bać się o przyszłość syna?

Oczekiwałabym, żeby to co na zewnątrz nie przeszkadzało mi w prowadzeniu go w określonym kierunku. Wychowywanie dziecka traktuję bardzo odpowiedzialnie, czyli na przykład nie okłamuję go. Mówię do niego w sposób nie zawoalowany, oczywiście dostosowując formę do jego zdolności pojmowania. I nie chcę, żeby mi świat w tym przeszkadzał. Nie chcę, żeby szkoła, czy koledzy prowadzeni przez rodziców inaczej, zachwiali tym, co wspólnie budujemy. Próbuję mu wytłumaczyć, że w życiu chodzi o pasję, żeby jakąkolwiek rzecz robić dobrze i z serca. Nawet gdyby miał pracować na wysokościach i myć szyby, to żeby robił to rzetelnie. Ale niestety, już obserwuję, że szkoła wprowadza dziwne rozedrganie, że on się zaczyna bać. I to mnie wkurza, bo nie chcę, żeby bał się diabła. Chciałabym – bo w konsekwencji sprowadza się to właśnie do tego – żeby wziął odpowiedzialność za swoje życie. Przede wszystkim chciałabym tchnąć w niego wiarę w siebie, a nie żeby bał się kary.

Najważniejsze jest to, że rozmawiacie.

Zgoda, bo też denerwuje mnie totalne spłycenie kontaktów między ludźmi. To obecnie wielka rzadkość spotkać się z kimś i porozmawiać. Mówi się: No, co tam? A ktoś odpowiada: Pomaluśku... Koniec dialogu. I kolejna rzecz: człowiek w naszych czasach walczy z rzeczami, z którymi nie powinno się walczyć, bo są nieuchronne. Istnieje ogromna presja, żeby być sprawnym i „megaestetycznym”. A starość, tak zresztą jak śmierć, po prostu jest. Buddyści twierdzą, że jeżeli jesteśmy w stanie zawalczyć z jakimś problemem, to zróbmy to, natomiast jeśli nie da się z czymś walczyć, to trzeba przestać o tym myśleć, bo to nie ma sensu.

Starość jest po prostu „niemedialna”...

Bardzo niemedialna. A skoro już przy tym jesteśmy, denerwuje mnie również i to, że definicja piękna została w ostatnim czasie tak strasznie zdeformowana. I nie mówię o teorii piękna, czyli o konkretnych szczegółach, albo jak powinno się piękno odbierać, czy co się na piękno składa – to jest kwestia indywidualnego gustu czy indywidualnej wrażliwości. Mam natomiast wrażenie, że media zmuszają nas by uważać piękno za coś bardzo określonego. Niestety wiele osób się na to łapie, zaczynają oceniać świat i przyglądać się mu przez taki narzucony pryzmat. To również powoduje mój niepokój. I kolejna rzecz. Dostrzegam coraz mniejszą potrzebę podejmowania wyzwań, takich prawdziwych, ambitnych. Wszystko powinno być lekko strawne i szybko przelatywać przez organizm, a potem być wydalane w estetycznej formie. Z drugiej strony mam świadomość tego, że świat jest tak niewiarygodnie szeroki, że jesteśmy w stanie – na siłę – abstrahować od cierpienia i od rzeczy nieestetycznych. Niemniej jednak one są, istnieją. Jest ich znacznie więcej, niż tych przyjemnych dla oka, miłych i gładkich. Czyli nie bardzo mi się podoba kierunek, w którym zmierza świat.

Obserwujemy geometryczny przyrost wszystkiego. Jak się w tym odnaleźć?

To jest właśnie jedno z tych najbardziej ambitnych wyzwań. Ocalić zdolność wyboru. Nie pozwolić się obsadzić w życiu w narzuconej roli. W świecie konsumpcji wiąże się to także z potrzebą gromadzenia. Dochodzę już w życiu do tego, że wszystko, co jest najważniejsze – czyli to, z czego czerpiemy inspirację, albo to, co nas pobudza do zauważalnego rozwoju, mamy zawsze przy sobie, nawet będąc nago. Wszystko jest w nas. Tymczasem współczesny człowiek boi się być sam i jest to szokujące. Mam znajomych, którzy popadają w mały obłęd, kiedy muszą spędzić wieczór w domu, samotnie. Ja uwielbiam być sama, więc tego nie rozumiem. Mam wrażenie, że wszystko stanęło na głowie, bo ludzie to w sumie bystre istoty.

Ludzie wtedy najczęściej uciekają przed sobą, kiedy nie ma nic w nich samych.

A ja wierzę, że pewna ostateczne refleksja musi się pojawić. Nawet jeżeli człowiek przepędził całe życie hulając, unikając odpowiedzialności, w ostatnim momencie – przed przejściem w inną strefę – musi go dopaść refleksja. Jeżeli przez całe życie unika się pewnych myśli, tych z gatunku najpoważniejszych, to jak już pierdyknie, refleksja musi się pojawić. Taka bolesna weryfikacja pojawi się prędzej czy później. Jeżeli mylę się w tym zakresie, to już naprawdę nie wiem, na czym świat stoi. Bo – paradoksalnie – takie przestawanie non stop z ludźmi, takie chore, natrętne, sprawia, że jakość kontaktu wcale nie jest dobra. To, że się dużo przebywa wśród ludzi, automatycznie nie oznacza, że nabywa się wprawy w przebywaniu z nimi.

Porozmawiajmy o dobrych stronach dzisiejszego świata.

Jest ich wiele, pod warunkiem, że mamy świadomość tego, co się z nami dzieje. Oczywiście nie ma uniwersalnej propozycji. Ja na przykład absolutnie pozostaję w przyjaźni ze sferą ulotną, ale zachowuję wystarczająco silny kontakt z ziemią. Mam przynajmniej wrażenie, że próbuję sobie to wszystko poukładać. Jestem upierdliwa w zadawaniu pytań i szukam na nie odpowiedzi. I to w różnych źródłach. Pytam osób, które posiadły większą wiedzę, czytam. Kiedy jednak mówimy o tym, jak niska jest samoświadomość ludzi, to jeszcze bardziej zaczyna to uwierać. Zaczyna przerażać.

Samoświadomość jest warunkiem dystansu do siebie, a i tego ludziom brakuje.

Poczułam się lżejsza, kiedy – oczywiście w oparciu o lektury – uświadomiłam sobie i naprawdę dogłębnie poczułam, że życie jest absolutnie nieprzewidywalne. Ani wiara, ani nic innego, nie mają żadnego znaczenia, ponieważ jedyne, co na pewno wiemy o życiu, to fakt, że nas nieustannie zaskakuje. Wiele problemów tego świata bierze się z przeświadczenia człowieka, że jest w stanie przechytrzyć los. Że może zapanować nad czymś, albo zaplanować coś. Naprawdę poczułam się totalnie lekko jako człowiek i – o dziwo – przestałam się bać tak bardzo, kiedy dotarło do mnie, na jak niewiele spraw mam wpływ. Z jaką pokorą trzeba podchodzić do wszystkiego. Zauważyłam, że ciężko jest mi umówić się zobowiązująco na przyszły tydzień. Nie wiadomo, czy będzie jakiś przyszły tydzień. Takie spojrzenie automatycznie osadza człowieka w momencie teraźniejszym, bo ma świadomość, że jest to jedyna przestrzeń czasu, którą może z sensem zagospodarować. I przeciwnie, im bardziej zaplanowane życie, tym wyższy poziom lęku. A ja odrzucam wszelki determinizm.

Śpiewasz na nowej płycie: „Chcieć ciut więcej żaden wstyd”. Ciut więcej czego?

Absolutnie nie chodzi o strefę materialną. Chodzi o... rozwój. Tylko i wyłącznie o to. Chodzi o to, żeby sięgać wzrokiem dalej – przynajmniej teoretycznie – niż wszelkie prawa pozwalają. Bo jestem dogłębnie przekonana, że trzeba mieć silne pragnienie, żeby żądać więcej. Że to jest doskonały początek. Że od tego właśnie trzeba wyjść, żeby realizować potem wszelkie inne pragnienia. Nie dotyczy to spraw materialnych. Na końcu piosenki jest tam coś o piersiach i tak dalej, ale zupełnie nie o to chodzi...

Nie jest to więc postulat: więcej piersi? Dalej śpiewasz: lepiej piękniej, żaden grzech.

Nie, chociaż są niestety osoby, dla których to jest cały świat. Pierś – he, he. Piękno jest dla mnie czymś, co może się objawić na gruncie spokoju. Dla mnie spokój jest silnie powiązany z pięknem, bo kiedy mamy spokój i opanowanie, nie ma pośpiechu, wszystko można celebrować. A dopiero wtedy zaczynamy dostrzegać różnice. Mam wrażenie, że o spokój trzeba i należy walczyć, o nasze prawo do świętego spokoju. Niewielu podejmuję tę walkę, a wielu jej nie wygrywa, chociaż ją podejmuje. Trudny temat. Podkreślam jednak, że więcej wcale nie oznacza „więcej”, oznacza „lepiej”. To niesamowite, ale okazuje się, że gdy człowiek jest tak cienko rozsmarowany po całej płaszczyźnie, ma nieprawdopodobną ilość wszystkiego, jest też atakowany milionami bodźców, a w rezultacie nie ma poczucia żadnej pełni. Niczego nie chwyta. Jestem obecnie na etapie czyszczenia przestrzeni wokół siebie, powoli do tego wszystkiego dochodzę, ale to musi także objąć przedmioty materialne. Kiedyś gromadziłam, teraz jednak chciałabym się pozbyć wszystkiego, co jest zbędne. I to bez litości. Ostatnio uprawiam „rozstawanie się z premedytacją”. Rozstaję się, oddaję, odsuwam i uczę się czerpać z tego radość. Poodcinałam kolejne sznurki, które trzymały mnie w dość nieznośnej pozie. Poczucie pełni, czyli czegoś grubego w dłoni, można mieć wtedy, kiedy zostawi się niewiele. I dlatego piekielnie wzrusza mnie Wschód. Bardzo.

Jesteśmy cywilizacją wychowaną w poczuciu winy. To nas różni od Wschodu.

Mimo to jest w życiu coś totalnie kręcącego. I może dlatego ja sama tak bardzo się boję, że nie zdążę. I nie chodzi o to, czy zdą żę wszystko powiedzieć, nic podobnego. Boję się, że finał może pojawić się w momencie, w którym nie będę jeszcze gotowa, żeby finalizować ładnie. Dokonania artystyczne nie mają tutaj nic do rzeczy, chodzi o walkę, którą staczam ze sobą. Chciałabym mieć wystarczająco dużo czasu, aby wspiąć się na maksymalnie wysoki poziom. Chciałabym wreszcie stać się pokorna, tylko naprawdę pokorna, a nie z ciągłymi przerwani na totalny brak pokory.

Jak rozumiesz „pokorę”, bo – szczerze mówiąc – niespecjalnie pasuje mi do ciebie.

Pokora to dla mnie posiadanie najgłębszej świadomości, że jesteśmy jednią. Pokora to brak pogardy dla kogokolwiek. Brak pychy. A mam chwile, kiedy wydaję się sobie zupełnie beznadziejna. Chciałabym osiągnąć kiedyś w życiu taki stan, żeby mnie było stać na obojętność i żeby było to całkiem naturalne. Trywialny przykład. Chciałabym nie plotkować, a jest we mnie taki czysto kobiecy, beznadziejny element, że...

Czysto jaki!?...

No, kobiecy, a co? Nie? Faceci też? Fakt, koledzy z zespołu cholernie plotkują... Chodzi mi o to, że siadam czasem i mielę ozorem kompletnie, ale to kompletnie po próżnicy. A chciałabym się tak podrasować duchowo, żeby tego nie robić. Gdybym umarła teraz, to byłabym jakaś kompletnie... niedorobiona. To znaczy jako ten byt pozbawiony ciała. Bliska jest mi bowiem koncepcja, że jeżeli teraz się nie wyrobię z osiągnięciem ideału, to wrócę tutaj, żeby zacząć jeszcze raz. Do pierwszej klasy i od początku tabliczka mnożenia. A ja doświadczałam już czegoś na kształt niebytu, ale jednocześnie z pełną świadomością istnienia. To może być zaledwie ułamek sekundy. Czytałam książki i dotarło do mnie, dzięki słowom jakiegoś mistrza, jakie to musi być urocze nie staczać walki. Być już po walce i to takiej honorowej. Zastanawiałam się ostatnio w rozmowie, w jaki sposób może się prezentować raj. Mamy informację, że się umiera, a potem idzie do tak zwanego nieba. A ja nigdy nie dotarłam w edukacji katolickiej do momentu, żeby wiedzieć, co tam się ma wydarzyć. Śpiewają tam? Tak? Chóry? Dla mnie to jest piekło, robić coś takiego przez wieczność. Zakładam, że w takim niebie nie będzie konfliktu. To znaczy, że tam nie ma zdarzeń? To piekło.

Wszystko w wymiarze wiecznym jest torturą. Wyobrażasz sobie wieczny orgazm?

Tragedia! Nie ma ani jednej rzeczy, którą chciałabym utrzymać przez wieczność.

[ZWIERCIADŁO, 2007]


[ w y b r a n e  m y ś l i ]

Jestem szczególna przez fakt, że potrafię się komunikować w taki sposób. Natomiast jako człowiek otrzymuję za każdym razem dowody, że wszyscy jesteśmy tacy sami.

Podstawową potrzebą współczesnego człowieka powinna być chęć ocalenia jak największej ilości rzeczy zwyczajnych.

Facet staruszek zawsze prezentuje się atrakcyjnie, pod warunkiem, że nie jest głupi.

W jaki sposób może się prezentować raj? Śpiewają tam? Chóry? Dla mnie to piekło.

Chciałabym mieć dość czasu, aby wspiąć się na maksymalnie wysoki poziom.

Wszystko, co najważniejsze mamy zawsze przy sobie, nawet będąc nago.

Mówi się: No, co tam? A ktoś odpowiada: Pomaluśku... Koniec dialogu.

Piękno jest dla mnie czymś, co może się objawić na gruncie spokoju.

Media zmuszają nas, by uważać piękno za coś bardzo określonego.

Jedno z najbardziej ambitnych wyzwań, to ocalić zdolność wyboru.

foto_nosowska

Foto: Universal Music Group

Popkulturystyka - Wywiady z artystami

Naszą witrynę przegląda teraz 17 gości