cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Nirvana_small
KURT COBAIN & NIRVANA (1-5)
Słuchowisko radiowe na role w siedemnastu odcinkach.

OSOBY:

Kurt Cobain (KC)
Wendy Cobain (Mama)
Kim Cobain (Siostra)
Donald Cobain (Tata)
Tracy Marander (Tracy)
Krist (Chris) Novoselick (Krist)
Courtney Love (Love)

Uwaga:

Główną postacią – poza Narratorem, który czyta większość tekstu – jest Kurt. Dwie inne role męskie to Tata i Krist. Główne role kobiece to Courtney Love i Mama. W epizodach pojawiają się także Siostra i Tracy. Kurt powinien być lekko ospały, Courtney Love agresywna i zachrypnięta. Pozostałe role może w zasadzie odczytać jeden mężczyzna i jedna kobieta.

Nirvana1

Foto: Universal Music Group
 

01 – Dzieciństwo (piosenka Sliver)

Kurt Cobain – wbrew panującej powszechnie opinii – zaznawał, przez pewien czas, w miarę normalnego dzieciństwa. (KC) Byłem bardzo szczęśliwym dzieckiem. Bez przerwy pokrzykiwałem i śpiewałem. Matka chłopca, Wendy, atrakcyjna blondynka, początkowo zajmowała się domem. (KC) Mama zawsze okazywała mi ciepło. Całowała mnie często i przytulaliśmy się do siebie na dobranoc. Nie było mi źle.  I wydawało mi się, że we wszystkich domach jest podobnie. To naprawdę były rozkoszne czasy… Ojciec Kurta, Donald, pracował jako mechanik w warsztacie samochodowym i był człowiekiem wymagającym i oschłym. Interesowało go w życiu tylko jedno – sport… Niestety – pierworodny synalek nigdy nie podzielił męskiej pasji tatusia. Na szczęście, choć jedynie na pewien czas, stał się oczkiem w głowie dumnej mamy. (Mama)Pierworodny to zawsze pierworodny – następnych dzieci nie traktuje się już w ten sposób. Kurt kompletnie zawrócił mi w głowie. Poświęcałam mu każdą chwilę. Młody Kurt nie interesował się pochodzeniem swojego nazwiska – wystarczało mu, że dziadek ze strony matki był Niemcem i że jemu zawdzięcza swe nietypowe imię. Znacznie później dowiedział się, że rodzina ojca wywodziła się z Irlandii – nazwisko Cobain zostało urobione od bardziej pospolitego w Starym Kraju, nazwiska Coburn. Kurt miał trzy lata kiedy przyszła na świat jego siostra – rodzice nazwali ją Kim. Początkowo nie zachwiało to jego pozycją uprzywilejowanego synalka – przeciwnie, nadal cieszył się szczęśliwym dzieciństwem, jako przysłowiowe „oczko w głowie”. (KC) Mama ubierała mnie w ładne, nowe sweterki i co chwila czesała mi włosy… Jego centralna pozycja w rodzinie uległa jednak znacznemu osłabieniu, kiedy matka podjęła pracę – najpierw jako sekretarka, a następnie kelnerka w miejscowym barze. Kurt Cobain miał zaledwie siedem lat kiedy jego rodzice rozwiedli się. Od tej chwili wszystko w jego życiu się zmieniło… Wendy rozwiodła się z Donaldem, ponieważ – jak zeznała przed sądem – jej mąż prawie nigdy nie przebywał w domu. Uparcie zajmował się sportem – grywał i w koszykówkę i w baseball, trenował kilka amatorskich drużyn, sędziował spotkania. Była pani Cobain przyznała się po latach, że nigdy właściwie nie kochała męża… Oboje rodzice wykorzystywali dzieci w kłótniach i rozwodowych przetargach. (Mama) Nasz rozwód zniszczył jego życie. Kurt zmienił się nie do poznania. Chłopiec nie należał wcześniej do dzieci towarzyskich, ale od tej pory stał się kompletnym odludkiem. Zamykał się w pokoju i stronił i od matki i od siostry. (KC) Czułem się niepotrzebny i wpadłem w głęboką depresję… (Mama) Był radosnym, otwartym na świat łobuziakiem, a stał się przygnębiony. Później zaś był już tylko wściekły, bez przerwy się obrażał i wszystko wyśmiewał. Brutalny obraz tych lat zachował się nawet w pamięci małej siostry Kurta. Opowiedziała po latach, jakie napisy zapamiętała ze ścian sypialni braciszka. (Kim) Kurt napisał: „Nienawidzę mamy, nienawidzę taty. Tata nienawidzi mamy. Mama nienawidzi taty. Czarna rozpacz!”. Narysował też na ścianie karykatury rodziców i opatrzył je podpisem: „Tata jest do dupy! Mama jest do dupy!” Nad tym wszystkim narysował mózg i wielki znak zapytania.

W 1990 roku Kurt napisał piosenkę Sliver [1], w której dokonał dramatycznego, wstrząsającego zapisu stanów lęku dręczącego nieszczęśliwe, odtrącone dziecko.  (KC) Po rozwodzie rodziców zupełnie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić…Byłem bardzo przygnębiony. Co noc wrzeszczałem w łóżku jak opętany. Wstrzymywałem też ze wszystkich sił oddech – miałem nadzieję, że głowa w końcu mi wybuchnie i wszystkim zrobi się bardzo przykro… W refrenie piosenki powtarzają się słowa: „Babciu, zabierz mnie do domu!” A był to dopiero początek rodzinnej gehenny młodego Kurta Cobaina…

Piosenka Sliver

Album FROM THE MUDDY BANKS OF THE WISHKAH (numer 8)

Uwaga:
Proponuję użycie koncertowej wersji – jest mocniejsza i nieco krótsza od studyjnej (można ładnie „wjechać” od intro na gitarze basowej).

02 – Dorastanie (piosenka Come As You Are)

Po rozwodzie rodziców Kurt Cobain mieszkał z matką tylko przez rok. Niestety – nie najlepiej ułożyły się jego stosunki z nowym przyjacielem Wendy, którego nazywał „damskim bokserem”. Ona sama potrzebowała aż pięciu lat, żeby przekonać się, iż jej nowy mężczyzna… (Mama) Był trochę szurnięty… Jak miało się okazać, facet był po prostu chory na schizofrenię. Co zresztą przez ładnych kilka lat nie przeszkadzało mu w prowadzeniu rozrywkowego trybu życia. (Mama) Wracał do domu pijany i cuchnął dziewczynami! Kurt był bardzo nieszczęśliwy i wyładowywał złość na wszystkich wkoło, włącznie ze stale zmieniającymi się opiekunkami, których najczęściej nie wpuszczał do domu. Matka doszła do wniosku, że sobie z nim nie poradzi i wysłała chłopca do ojca. Tatusiowi nie powodziło się najlepiej. Pracował w leśnej osadzie przy wyrębie lasu, mieszkał zaś w przyczepie kempingowej, co jest dla Amerykanina ostatnim stopniem upadku przed całkowitą bezdomnością. Syn ocenił go adekwatnie: (KC) Nie była to nawet normalna przyczepa, ale przenośny barak z prefabrykatów, taki, w którym mieszkają „białe śmiecie”… Ale pionierskie życie w lesie miało dla młodego chłopca swoje uroki – przynajmniej na początku. Ojciec kupił mu nawet motorynkę i jeździli czasem we dwóch na plażę. (Tata) Chłopak miał wszystko. Niczego mu nie brakowało. Miał dla siebie cały dom, miał motorower, mógł robić co chciał. A poza tym nigdy się razem nie nudziliśmy… W oczach ojca była to więc istna sielanka, ale – nawet bez względu na to, czy Kurt podzielał jego ocenę – i ona nie trwała długo. Donald Cobain ożenił się po raz drugi. Nowa żona miała dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa. Kurt nie cierpiał jej… (KC) Nie widziałem bardziej sztucznej osoby! (Tata) To nieprawda! Ona jest najmilszą osobą, jaką znam! I traktuje cię doskonale! Jedynym plusem tego nowego związku było to, że rodzina zamieszkała w normalnym domu. Innych plusów nie było – przynajmniej z punktu widzenia Kurta. Buntował się. Wagarował i nie chciał pomagać w domu. Czuł, że jest traktowany gorzej od innych. (Tata) Próbowałem wszystkiego, żeby czuł się częścią rodziny. Zależało mi na tym. Ale on chciał wrócić do matki, która wcale sobie tego nie życzyła. Wstyd mi za nią, kiedy opowiada dziś, jaka była dla niego dobra, a ze mnie robi potwora. Zgodnie z oceną samego Kurta, mama lepiej zapamiętała jego młode lata niż ojciec. (Mama) Wszystko, co Kurt robił, nie podobało się Danowi. Kiedy źle grał w baseball, ojciec wściekał się do tego stopnia, że publicznie poniżał go po meczu… To prozaiczne, ale tatuś sam miał nie załatwiony problem ze sportem. Od młodych lat pasjonował się wyczynami sportowców i z nikim innym nie chciał się przyjaźnić, sam jednak sukcesów nie odniósł żadnych, co było wielkim rozczarowaniem dla jego ojca, dziadka Kurta. Nieludzkie wymagania, którym sam nie był w stanie sprostać, przelał więc na własnego syna. Pomimo wątłej budowy Kurta, ojciec kazał mu zapisać się do szkolnej drużyny zapaśniczej. Chłopiec od razu znienawidził sport i sportowców… (KC) To było straszne! Każda cholerna sekunda! Jakże ja tego nienawidziłem… Kurt postanowił zemścić się na ojcu w dniu ważnego meczu zapaśniczego. Donald zasiadł dumnie na trybunach i czekał, aż jego syn wyjdzie z przeciwnikiem na matę. (KC) Zająłem pozycję, spojrzałem na ojca, uśmiechnąłem się i czekałem na gwizdek. Spoglądając mu prosto w oczy, założyłem ręce i pozwoliłem, żeby koleś mnie powalił. Powtórzyłem ten numer kilka razy – ojciec wyszedł w połowie meczu…

Młodego Kurta spotkało największe nieszczęście, jakiego może zaznać dziecko – brak akceptacji. Jako człowiek dorosły napisał piękną piosenkę, Come As You Are. Była melancholijnym zaproszeniem wszystkich „skłóconych z życiem” do kręgu odtrąconych, do którego sam kiedyś należał i którego ograniczeń nigdy nie udało się mu pokonać. To właśnie ten utwór Nirvany stał się – w oczach całego pokolenia –  manifestem bezwarunkowej akceptacji. „Nieważne, czy ociekasz wybielaczem, czy też pokrywa cię błoto. Przybywaj. Taki, jaki jesteś…

Piosenka: Come As You Are

Album: UNPLUGGED IN NEW YORK (numer 2)

Uwaga:
Proponuję użycie wersji z koncertu MTV – jest bardzo podobna do oryginalnej, a mniej „oklepana” (pierwsze takty wzbogaca życzliwa reakcja publiczności).

03 – Muzyka ( piosenka Love Buzz )

Kurt Cobain zaczął interesować się muzyką właściwie już w wieku dwóch lat. Nie powinno to nikogo dziwić – pochodził z rodziny, która (ze strony matki) była bardzo muzykalna. Wuj Chuck występował z zespole rock’n’rollowym, ciotka Mary grała na gitarze i śpiewała country. Muzyczne tradycje znajdowały najlepszy wyraz w okresie świątecznym, kiedy cała rodzina wspólnie śpiewała kolędy. Inny wujek zmienił nazwisko na Dale Arnold i przeniósł się do Kalifornii, gdzie nagrywał płyty z ariami operowymi. Zaprzyjaźnił się tam z kilkoma aktorami telewizyjnymi. (Mama) Sława nie była niczym nowym w naszej rodzinie – żartowała mama. W domu państwa Cobain – kiedy rodzice Kurta byli jeszcze razem – słuchało się głównie nagrań zespołów The Beatles i The Monkeys. Ten pierwszy wywarł na malcu niezatarte wrażenie. Kiedy miał siedem lat dostał od ciotki wielki bęben. Od tej pory przywiązywał go sobie na wysokości brzucha, chodził dumny jak paw po okolicy i uderzając rytmicznie wyśpiewywał przeboje Beatlesów: Hey Jude i Revolution. To wtedy zaczął marzyć, że zostanie kimś takim jak John Lennon… (KC) Byłem zakochany w Beatlesach. Chciałem ubierać się tak, jak John Lennon i udawałem, że gram na gitarze. Kiedy rodzice wracali do domu nastawiałem płytę i prezentowałem im „mini-koncert” The Beatles. W trzeciej klasie szkoły podstawowej Kurt zaczął brać lekcje gry na perkusji. Zestaw perkusyjny dostał od mamy, która sama okazała się… niespełnioną pałkerką. (Mama) Dałam mu bębny trochę na siłę, bo – tak naprawdę – sama chciałam na nich grać. Ale moja mama uważała, że perkusja nie jest dla kobiet i nie pozwoliła mi na to. Dziecięcy zestaw bębenków zdobiła wesoła postać nieśmiertelnej Myszki Miki, ale przyszły gwiazdor rocka walił w bębny na poważnie i z pasją i towarzyszyły temu daleko wybiegające fantazje… (KC) Od najwcześniejszych lat, odkąd tylko pamiętam, chciałem być Ringo Starrem. A raczej nie – chciałem być Johnem Lennonem grającym na perkusji. Upodobał też sobie słynny narracyjny album Arlo Guthriego „Alice’s Restaurant” – pochodząca z niego „Piosenka motocyklowa” nie okazała się jednak najlepszym proroctwem: „Nie chcę pakować się w tarapaty, chcę tylko jeździć na motocyklu. I nie chcę umierać…”

Po rozwodzie rodziców, kiedy Kurt zamieszkał z ojcem w przyczepie kempingowej, brakowało mu nie tylko atmosfery domu, ale także domowego grania. (KC) Ulubiony pomysł mojego ojca na wspólny weekend wyglądał tak, że i w sobotę i w niedzielę zabierał mnie ze sobą do pracy.Tata awansował w międzyczasie na „karbowego”. (KC) Chodził cały dzień po tartaku i liczył deski. Zostawiał mnie w biurze, a sam chodził przez cały dzień po tartaku i liczył te swoje cholerne deski…Kurt przesiadywał więc z nudów w półciężarówce ojca, gdzie słuchał na okrągło płyty „News Of The World” grupy Queen. Raz nawet wyczerpał akumulator i zapalali samochód „na pych”. Ale to między innymi dzięki płytom ojca zaczął poznawać inne gatunki rocka. Pan Donald zapisał się do wysyłkowego klubu Columbii i tak zaczęły nadchodzić pocztą albumy Aerosmith, Led Zeppelin, Black Sabbath i Kiss. To muzyka okazała się najlepszą ucieczką dla chłopca, którego rodzice odbijali sobie nawzajem niczym piłeczkę pingpongową. To muzykujący wujek, Chuck, zlitował się nad wrażliwym dzieckiem i zaproponował prezent. Do wyboru – rower albo gitarę… Kurt skończył tymczasem 14 lat. Po tygodniu brzdąkania grał już Back In Black zespołu AC/DC. Po następnym tygodniu zaczął pisać własne piosenki… To paradoksalne, że Nirvana – zespół, którego atutową kartą był talent autorski lidera, Kurta Cobaina – debiutował na rynku muzycznym nagraniem zapożyczonym z repertuaru innego wykonawcy. Co więcej, na historycznym pierwszym singlu grupy nie znalazł się ani „punkowy klasyk”, ani żaden alternatywny manifest podziemia. Pierwsza strony płyty przyniosła – zgoda: punkową i alternatywną wersję – ale jednak bardzo popowej piosenki: Love Buzz, holenderskiej grupy Shocking Blue, działającej w latach 70-tych i pamiętanej przede wszystkim za międzynarodowy przebój, Venus. Trzeba przyznać, że opracowanie tematu przez debiutującą Nirvanę definiuje już oryginalny styl wykonawczy zespołu. Ten singiel stał się początkiem kariery…

Piosenka: Love Buzz

Album: BLEACH (numer 5)

Uwaga:
To jeden z nielicz nych „coverów” w dyskografii Nirvany, a zarazem nagranie bardzo wczesne – najlepiej zilustruje fragment dotyczący muzycznych inspiracji.

04 – Szkoła (piosenka School)

Kurt Cobain od najmłodszych lat wykazywał inklinacje artystyczne. Nie tylko grał coraz lepiej na gitarze i na perkusji, ale wyróżniał się dużą łatwością w rysowaniu. Był w drugiej klasie, kiedy najbliższa rodzina odkryła jego zdolności plastyczne. (Mama) Po pewnym czasie zemściło się to na nim, bo dostawał w prezencie same pędzle i sztalugi. Wygląda na to, że to chyba my zniechęciliśmy go do malowania. Zamieszczenie rysunku na okładce szkolnego pisemka było nie lada wyróżnieniem. Ale sam Kurt nie był zadowolony z tego, co robi – miał skłonności perfekcjonisty. (Mama) Dorośli mówili mu, że pięknie maluje, ale on uważał, że wcale tak nie jest. Ale dorośli to inny świat. A rysunek i muzyka nie są – niestety – dziedzinami, które mogą zaskarbić nastolatkowi szacunek rówieśników. W szkole – jak to w szkole – liczył się tylko sport, a do tego ojciec zniechęcił Kurta skutecznie i bezpowrotnie. (KC) Do dziesiątego, może jedenastego roku życia, nie uważałem się za kogoś innego od pozostałych kolegów. Później jednak stwierdziłem, że bardziej niż inni interesuję się rysowaniem, czy też słuchaniem muzyki. To wszystko zachodziło stopniowo, ale w końcu nabrałem pewności. Kończąc 12 lat byłem już całkowicie zamknięty w sobie. Jego alienację wzmagało zaniżone poczucie własnej wartości, typowe dla samotnych, zaniedbywanych dzieci z rozbitych rodzin. Uważał się za człowieka gorszej kategorii. (KC) Wydawało mi się, że wszystkie dzieciaki w szkole są z lepszej ode mnie gliny. Uważałem, że nie zasługuję na ich towarzystwo…

Sytuacji nie poprawiał fakt mieszkania w Aberdeen w stanie Washington. Niegdyś centrum przemysłu drzewnego i – do lat 50-tych – ruchliwy port załadunkowy, było to niewielkie miasteczko znanym na całym wybrzeżu Pacyfiku centrum „rozrywki”. Liczba burdeli rywalizowała tu, w czasach świetności, wyłącznie z liczbą barów – jednych i drugich było w sumie dobrze ponad setkę. Ale przemysł upadł, burdele pozamykano, a kilka tysięcy miejscowych alkoholików straciło pracę i od tej pory pijali w krzakach, bo tak było taniej. Miasteczko powoli pustoszało i zmieniało się w typową dla Dzikiego Zachodu „osadę-widmo”. Jedyne, co wzrastało w okolicy to wskaźnik samobójstw – jeden z najwyższych w całych Stanach Zjednoczonych. Wyobcowanie Kurta pogłębiła się po śmierci wujka, który w 1979 roku strzelił sobie w brzuch. W kilka lat później inny wujek strzelił sobie w głowę. Dobre wzorce? Matka chłopca zdawała sobie sprawę z depresyjnego oddziaływania prowincji. (Mama) Gdyby Kurt mieszkał w każdym innym miejscu świata, nic by mu nie było. Ale tutaj wszyscy patrzą sobie na ręce, wszyscy się wzajemnie oceniają. Mają takie maleńkie szufladki, do których wpychają innych. Ale Kurt nie mieścił się w nich. On nie chciał się mieścić w żadnej kategorii. Po latach sam Kurt tak to podsumował: (KC) Nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie mam ochoty przebywać w towarzystwie kolegów ze szkoły. Dopiero później dotarło do mnie, że nie interesowało ich nic o wymiarze artystycznym czy kulturalnym. W Aberdeen 99 procent ludzi nie miało pojęcia, czym jest muzyka albo sztuka. Pamiętam dzieci, które śmierdziały szczynami. Tyle na temat kolegów. Za to nauczyciele powtarzali mu zawsze tę samą piosenkę: (KC) Szkolny pedagog przekonywał mnie: „Spróbuj dopasować się do innych. Ubieraj się tak jak oni. Zacznij chodzić na potańcówki. Zajmij się sportem!” Dla nich było tylko jedno lekarstwo na wszystko: Zajmij się sportem, a twoje życie stanie się idealne. Kurt nie ukończył szkoły średniej. Zrezygnował na kilka tygodni przed maturą. Wyalienowany, wylękniony chłopiec nie mógł liczyć ani na dom, ani na szkołę. W obu przypadkach proponowano mu tylko jeden lek na jego troski: był nim sport. Tak się złożyło, że miał na ten lek alergię…

Nic dziwnego, że gdy kilka lat później napisał piosenkę zatytułowaną „Szkoła” powtarzał się w niej – niczym skowyt rozpaczy – jeden tylko obsesyjny okrzyk: Nie ma ucieczki!

Piosenka: School

Album: BLEACH (numer 4)
albo
FROM THE MUDDY BANKS OF THE WISHKAH (numer 2)

Uwaga:
Obie wersje są równie dobre i bardzo do siebie podobne (druga pochodzi z koncertu).

05 – Punk (piosenka Beeswax)

Zmorą młodych lat Kurta Cobaina była depresja. Ale każdej, nawet najgorszej depresji, towarzyszy faza pobudzenia – nie bez powodu zwana fazą maniakalną. Młody Kurt potrafił zachowywać się jak maniak. Od chwili kiedy rzucił szkołę jego bunt zaczął przybierać niepokojące formy. Wybijał szyby, ubliżał mijanym na ulicy nauczycielom, a przejeżdżającym gliniarzom pokazywał podniesiony palec. To wtedy dowiedział się, że istnieje coś takiego jak punk – przeczytał w magazynie Creem o wyczynach grupy The Sex Pistols. Zafascynowała go ideologia punk-rocka, był jednak jeden poważny problem – nie miał bladego pojęcia, jak brzmi ta muzyka. (KC) Zastanawiałem się: Jaki naprawdę jest ten punk-rock? Co to w ogóle jest punk? I czy na pewno jest aż tak obrzydliwy, jak o nim piszą? Na początek zrozumiał tylko tyle – miało to brzmieć jak najbardziej odrażająco… (KC) Grałem tak obrzydliwie, jak tylko umiałem. Włączałem mój mały, 10-watowy wzmacniacz na cały regulator. Nie miałem pojęcia co robię, ale było to coś, co mnie uwalniało. Myślałem o tym, jak o zadaniu, o misji… Nie obyło się bez rozczarowań. Pierwszą punkową płytą, jaką Kurtowi Cobainowi udało się pożyczyć, był bowiem album „Sandinista” brytyjskiego zespołu The Clash. (KC) Pomyślałem: Boże, jeśli to jest punk-rock, to nie chcę mieć z tym nic wspólnego! Na szczęście wpadł mu w ręce album książkowy ze zdjęciami The Sex Pistols… (KC) Oglądałem The Sex Pistols w ich najlepszych, najbardziej szalonych chwilach. I przeczytałem każdą linijkę tekstu. To dopiero było to! To było niesamowite! Po raz pierwszy w życiu Kurt był w stanie zidentyfikować się – z kimś i z czymś. Uczucie to zadziałało na niego jak narkotyk. Od tej pory chciał być tylko punkiem: grać jak punk, żyć jak punk i świrować – jak na punka przystało. Na początek wziął odwet na swoich największych adwersarzach: przyzwoitych „mięśniakach”… (KC) Chodziliśmy na imprezy sportowców – tylko po to, żeby robić zadymy. Łaziliśmy za pakerami i pluliśmy im na plecy. Wypisywaliśmy świństwa na ścianach ich domów i włamywaliśmy się tam w czasie ich nieobecności. Wyjmowaliśmy im jajka z lodówek i upychaliśmy je w łóżkach. Robiliśmy tyle szkód, ile się tylko dało… Ekscesom zaczęło towarzyszyć pijaństwo – ze szczególnym upodobaniem do wina – oraz popalanie trawki. Bezrobotni mieszkańcy Aberdeen słynęli z upraw marihuany, której szczególnie mocna odmiana doskonale przyjęła się w leśnej okolicy. Jak powiedział jeden z obiboków, którzy towarzyszyli Kurtowi w rozróbach, w ich miasteczku można było tylko „…pić piwo, palić trawę i czcić szatana. Nie było tam więcej nic – pozostawało tylko oglądanie telewizji”. Chłopcy sami zaczęli wymyślać sobie rozrywki – do ulubionych należało malowanie napisów na ścianach domów. Nie trzeba dodawać, że celował w tym Kurt – nie tylko najbardziej utalentowany artystycznie, ale najbardziej nieposkromiony w obwieszczanych światu treściach: (KC) BÓG JESTE GEJEM! AMPUTOWAĆ AKROBATÓW! WYSKROBAĆ CHRYSTUSA! Pewnego dnia chłopcy kończyli właśnie nowy napis na ścianie miejscowego banku – HOMO SEKS RZĄDZI – kiedy, jak spod ziemi, wyrósł przed nimi patrol policyjny. Koledzy uciekli, gliniarzom wpadł w ręce tylko Kurt. Trafił na posterunek i oberwał za wszystkich. W raporcie policyjnym wymieniono zawartość jego kieszeni: jedna kostka do gitary, jeden klucz, jedna puszka piwa, jeden kołek do strun, jedna kaseta grupy Millions Of Dead Cups. Czyli: Miliony Martwych Gliniarzy. Była to – rzecz jasna – grupa punkowa. (KC) Punk to intensywność, agresja, nienawiść! Wokalista wrzeszczący ile sił w płucach. Ja czułem się tak samo – chciałem wrzeszczeć, chciałem umrzeć, chciałem zabijać, chciałem wszystko niszczyć!

Piosenka: Beeswax

Album: INCESTICIDE (numer 9)

Uwaga:
Ostry, punkowy numer doskonale koresponduje z treścią fragmentu – w twórczości Nirvany odegrał rolę „łącznika z punkowymi korzeniami”.


Daniel Wyszogrodzki
[RADIO ZET, 1999]
 

Popkulturystyka - Audycje

Naszą witrynę przegląda teraz 18 gości