cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

Brooklyn_small
DAJ SIĘ POLIZAĆ

Z powodów osobistych poleciałem na koncert Stonesów w Nowym Jorku 18 stycznia tego roku. Jak się okazało, był to występ szczególny, choć zapewne niewiele różnił się od tego, co zobaczymy tego lata w Pradze i w okolicach.

Trasa koncertowa 40 Licks Tour trwa od września, ale o występie w Madison Square Garden w tamtą lodowatą sobotę mówiło się w Stanach, że to najbardziej atrakcyjny bilet z całego tournee (the hottest ticket on tour) – koncert transmitowała sieć HBO.

Cieszyłem się, że wreszcie – po raz pierwszy – zobaczę Stonesów w mojej ulubionej sali, najlepszej sali rockowej na świecie (choć rock to poezja Madison Square Garden, a proza nazywa się: koszykówka, hokej, tenis). Cieszyłem się, że w ogóle zobaczę ich w hali. Wcześniej nie miałem podobnej okazji i musiałem zadowolić się stadionami – w Nowym Jorku (1989), New Jersey (1994) i Chorzowie (1998). Teraz to całkiem inne przeżycie, bo Stonesi dla 20 tysięcy fanów to występ niemal „kameralny”.

Jak poprzednio, także i teraz duża scena i mała scena. No i Jagger biegający z jednej na drugą, przybijający „piątki” z pomostu. Przy tak doskonałym kontakcie, repertuar był jedyną niespodzianką. Wiadomo, że w trakcie 40 Licks Tour chłopcy prezentują mniej ograne numery. Poza cenami biletów był to drugi zasadniczy zarzut, na który Stonesi postanowili teraz odpowiedzieć. Przyznali, że na poprzedzających to tournee próbach przećwiczyli ok. 150 piosenek, niemal połowę swego bogatego repertuaru.

Na początku czerpali – niczym z rogu obfitości – z obu płyt Exile On Main Street. Ten „album bez hitów” (OK – jest tam Tumbuling Dice), paradoksalnie uznany za jeden z najlepszych w dorobku zespołu, dostarczył takich koncertowych innowacji, jak Loving Cup, Rocks Off czy Rip This Joint. Trafiało się Happy, wykonane też w Madison Square Garden, na koncercie, który widziałem. Śpiewał, to jasne, Keith – nakręcony do granic szczęśliwości intensywnym akompaniamentem sekcji dętej.

Dwa dni przed koncertem transmitowanym przez HBO Stonesi grali już w Nowym Jorku, więc idąc na sobotni występ wiedziałem z prasy, że tym razem repertuarową sensacją jest materiał z innego znakomitego albumu, Let It Bleed. Oczywiście nie Gimme Shelter czy You Can’t Always Get What You Want, bo to grają zawsze.

Tym razem – słuchałem tych piosenek pod wielkimi ekranami ze słynną okładką – Stonesi wykonali utwór tytułowy, przewrotny temat Monkey Man (tego chyba nigdy nie grali na żywo) i ostre Live With Me. Ale największą sensacją okazały się popisy Micka Jaggera w piosence, której legendarne wykonanie znalazło się na albumie nagranym tu, w sali Madison Square Garden w 1969 roku – Get Yer Ya-Ya’s Out! Oczywiście był nią niesławny Midnight Rambler. W kilkunastominutowym „performance” Jagger stworzył atmosferę najlepszego teatru makabry.

Sensacją dużej rangi było również długie, rozbudowane wykonanie utworu Can't You Hear Me Knocking z albumu Sticky Fingers, pierwszy raz zagranego przez Stonesów na żywo dopiero na tej trasie (na płycie ozdobiło utwór gitarowe solo Micka Taylora, teraz błyszczeli w nim panowie Keith i Ron). Ciekawostką innego typu jest kultowy Stray Cat Blues. Słowa: „Założę się, że twoja matka nie wie, jak gryziesz”, nabrały w ustach 59-letniego pana Jaggera jeszcze bardziej perwersyjnego kontekstu, zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie, że bohaterka tej piosenki nie miała nawet szesnastu lat...

Osobna historia wydarzyła się niejako na zapleczu koncertu. Obserwował go z bliska burmistrz Nowego Jorku, pan Bloomberg. Postać to – po wielkim Gullianim – blada, choć potęga medialna. Pan Bloomberg jest krzyżowcem walczącym z papierosami i zadręcza Nowojorczyków nowymi zakazami (szykuje teraz zakaz palenia w Central Parku). Wiadomo, że gitarzyści The Rolling Stones popalają w trakcie występu, zaś Madison Square Garden jest niewątpliwie miejscem publicznym. Pan burmistrz nie przerwał koncertu, wydał natomiast polecenie, żeby panów Richardsa i Wooda... zatrzymać po zejściu ze sceny i ukarać grzywną. Ale policja olała jego rozkaz!

Zapoczątkowało to medialną debatę nad (1) zasadnością zarzutu, (2) równością ludzi wobec prawa, (3) postawą policji. Oto wnioski: Zarzut był zasadny – palili. Równości wobec prawa nie ma, wie to nawet dziecko, ale i tak każdy woli, żeby ponad prawem byli Rolling Stonesi, a nie gangsterzy i politycy [Pozdrowienia z Polski!]. Natomiast postawa policji podsumowała to wszystko najlepiej: Aresztować Stonesów? To żart.

Mój przyjaciel, który – skręcając się z zazdrości – obserwował koncert w telewizji, opowiedział mi rzecz ciekawą, której siedząc w sali widzieć nie mogłem. Operatorzy HBO śledzili schodzących ze sceny Stonesów i odprowadzili ich niemal aż na ulicę. Mick zarzucił na spocone ciało podany szlafrok i wybiegł wprost do limuzyny. Keith podobnie. Pozostałych nie uchwycono, ale można się spodziewać, że zrezygnowali z balangi w garderobie i stada groupies. Zrezygnowali już dawno temu, bo rewolucję obyczajową robi się raz a dobrze, a wczorajsi rewolucjoniści, to dziś establishment. Rewolucjonistę mamy po prawej stronie na reklamie. Niestety nieżywego.

Na koniec przypomnę – nie mogę sobie darować – hasło, jakim witano zespół przed historycznym występem w Pradze w 1990 roku: KAMENY SE VALI DO PRAHY! Polscy fani też powinni zwalić się tam tłumnie. Ja sam gorąco do tego zachęcam.

[MUZA, 2003]

Nowe02-full

Foto: EMI

Satysfakcja - The Rolling Stones

Naszą witrynę przegląda teraz 6 gości