cheapest online indian pharmacy for prednisone or generic buy Prednisone with american express prednisone online no prescription fed x purchase cheap prescription prednisone buy Prednisone free consultation Buy Propecia canadian online pharmacy priligy priligy shipment to albania purchase Doxycycline doxycycline hyclate can you buy tramadol online buy Prednisone pay cod generic prednisone canada prednisone c.o.d. buy ventolin inhaler antibiotics guide ventolin inhaler coupons buy tramadol online no prescription cod antibiotics effects prednisone on line buy ventolin online usa prescribing prednisone tablets australia buy online zithromax

daniel__anjani__leonard_small
Anjani i Leonard Cohen (Warszawa, 2008)
PIOSENKI DO UKRYCIA SIĘ PRZED ŚWIATEM


Legendarny bard odwiedził Polskę w towarzystwie swej najnowszej muzy. Anjani promowała własny album „Blue Alert” z tekstami Leonarda Cohena. 

Kiedy w 1985 roku Cohen wystąpił w Polsce, młodziutka Hawajka grała w jego zespole na instrumentach klawiszowych i śpiewała w chórkach. Jej głos znamy także z płyt artysty – od „Halleluja” (1984), przez „First We Take Manhattan” (1988), po najnowszy album „Dear Heather” (2004), na którym rola Anjani znacznie wzrosła. Artystka ma tu także wkład kompozytorski (m.in. „Nightingale”). I nic dziwnego. Od kilku lat Cohen i Anjani mieszkają razem, a piękna Hawajka – pomimo dzielącej oboje artystów różnicy wieku – stała się dla kanadyjskiego poety „osłodą późnych lat”. Po dramatycznym krachu finansowym gwiazdora, okradzionego przez najbliższych współpracowników, Anjani wnosi do jego życia optymizm i nadzieję. I miłość.

Wokalizy Anjani, mistrzyni w wielośladowym nakładaniu wokalnych partii w studio nagraniowym, mogły kojarzyć się do tej pory z jasną barwą heroiczną, upamiętnioną choćby w nagraniach wymienionych na wstępie. Okazało się jednak nieoczekiwanie, że artystka dysponuje również „drugim głosem” – subtelnym, matowym, niezwykle delikatnym, emitującym aurę najgłębszej intymności. Głosem ulotnym i magicznym.

Odkrycia dokonał sam Cohen, kiedy podsłuchał Anjani nucącą w domu przy porannej kawie. Ale to zaledwie pierwsza część anegdoty. Druga, może nawet bardziej istotna, opowiada o tym, jak wokalistka znalazła kartkę z notatkami poety. Napisała muzykę do premierowego fragmentu i... poprosiła o więcej. Początkowo Cohen przystał niechętnie. Ma całe pudła luźnych notatek i do tej pory ich nie ujawniał.

Czynnikiem, który miał decydujące znaczenie, był właśnie głos Anjani – ten „nowy”. Oboje przystąpili do pracy z zapałem. Ona przeglądała teksty i tworzyła muzykę. On podsuwał jej kawałki najbardziej pasujące do kobiecej perspektywy i dokonywał drobnych redakcji tekstu. Tak powstała płyta „Blue Alert” (Columbia, 2006).

Spotkałem się z Anjani i Leonardem Cohenem w warszawskim hotelu. W ostatnim okresie miałem z artystą sporo kontaktów: tłumaczyłem jego najnowszy tom, „Księga tęsknoty”, wzbogaciłem też jego stronę internetową o relację z Polski, a do archiwum artysty wniosłem zapis wideo koncertu w Sali Kongresowej, przechowywany przez ponad 20 lat w domowych zbiorach. Leonard był bardzo wdzięczny ze ten wkład, uważa swój występ w Warszawie za „najbardziej polityczny” w całej karierze.

Nasza rozmowa miała przebieg bardziej towarzyski, niż typowy wywiad. Anjani urzeka kobiecością i klasą. To prawdziwa dama, jest przy tym źródłem naturalnego ciepła, jakie emanuje z jej solowych nagrań. Jej partner i mentor – zawsze elegancki i uprzejmy – to fascynujący rozmówca. Mądre, wywarzone słowa, niosą ważne treści, wypowiada je przy tym głos, który od 40 lat fascynuje pokolenia słuchaczy. Artysta słynie również z poczucia humoru. Nie pozwolił, by naszą rozmowę zdominował ton apokaliptyczny. Ale Leonard Cohen już od dawna nie ma złudzeń.



„Blue Alert” to jeden z najbardziej osobistych, kameralnych, intymnych albumów, jakie słyszałem od lat. Czy to są piosenki do chowania się przed światem?

Anjani: Jak dotąd wykonaliśmy ten materiał dwukrotnie przed publicznością [Londyn i Oslo] i były to występy niezwykle intymne. Publiczność zachowywała się wyjątkowo spokojnie i cicho, a mimo to wyczuwało się na widowni niezwykłą siłę. Moim zdaniem bierze się ona z połączenia magii słów z prostotą muzyki. Być może niewiele jest tu do słuchania, ale ta muzyka wymaga skupienia i wprowadza słuchaczy w taki stan.

Moim zdaniem równie magicznym składnikiem jest twój głos.

Anjani: Bardzo dziękuję, choć osobiście przypisuję to działanie tekstom Leonarda – głębokim, działającym inaczej na różnych płaszczyznach, a zarazem uniwersalnym.

Leonard: Moim zdaniem poruszyłeś najważniejszą sprawę. Uważam bowiem, że chodzi o głos. Zaobserwowałem w nim zmianę. Pracuję z Anjani od lat, śpiewa na wielu moich płytach. Znamy się też od dawna na gruncie zawodowym i osobistym i zawsze imponowało mi to, co potrafi zrobić w studio, nakładając wieloślady. Nagle usłyszałem inny głos. Zupełnie inny, nawet rejestr się zmienił. Emisja i barwa. Kiedy pierwszy raz poprosiła mnie o teksty, zgodziłem się niechętnie, ale gdy usłyszałem jej „nowy” głos, zrozumiałem, że nadaje się do tego doskonale. Jak zauważyłeś, jest w nim coś wyjątkowego, coś co wymyka się zwykłej analizie, pierwiastek magiczny.

Tę różnicę słychać choćby w nagraniu „Nightingale” – na twojej płycie i na jej.

Leonard: Zgadza się. A podobnie jak z „Nightingale” jest z piosenką „The Mist”, której tekst Anjani potraktowała zupełnie inaczej, niż ja przed laty [chodzi o utwór „True Loves Leaves No Traces” z 1977]. Ona nadała piosence zupełnie inny wymiar. Jej „The Mist” brzmi niczym celtycka piosenka ludowa, znana od dwustu lat. Ma wszelkie cechy pieśni ludowej osadzonej głęboko w kulturze. Ma korzenie.

Mówimy więc o odwrotności pop-song?

Leonard: A co to jest pop-song?

Pop-song to schmaltz grany w radio. Czyli coś, przed czym się chowamy. Wy tymczasem dostarczacie nam materiału, z którym możemy się chować.

Leonard: Bardzo pięknie to ująłeś. Dziękuję. Pamiętaj jednak, że nasza współpraca wynikła z sytuacji bardzo osobistej. Z nikim innym nie jestem tak blisko jak z Anjani. Pewnego ranka piliśmy razem kawę i Anjani wzięła do ręki kartkę z moimi notatkami. To naprawdę tak się zaczęło. Przeczytała je i poprosiła o więcej. A ja nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji z innym artystą. Nie byłoby takiej okazji. Brak na to... formy.

Anjani: Faktycznie weszliśmy w to razem. Nie penetrowałam zapisków Leonarda całkiem sama. Nie otworzył nagle swojego archiwum do swobodnego wglądu.

Leonard: Ale czuję, że powinienem to zrobić! Mam całe pudła notatek, dosłownie setki stron. Całe zeszyty i teczki, do których nie zaglądałem od wielu, wielu lat.

Jak więc dokonujesz wyboru do tomu tak bogatego jak „Księga tęsknoty”?

Leonard: Sam nie wiem. Ten wybór powstał na gruncie pewnej spójności, czasami wiersze cechuje rodzaj pokrewieństwa. Pewnie trzymałbym je przez kolejnych 20 lat, ale zaistniała pewna konspiracja sprzyjająca powstaniu książki w tej właśnie postaci.

Anjani: Moim zdaniem Leonard powinien wydać książkę z samymi autoportretami.

Leonard: Mam też wiele potencjalnych piosenek i nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Anjani się nimi zajęła. Chociaż tak naprawdę, to słyszałem ją dopiero dwa razy w nowym repertuarze. Na naszej małej trasie promocyjnej zaśpiewała jak dotąd tylko w Londynie i w Oslo, Warszawa to trzeci występ. Lecz to co słyszałem sprawiło, że miałbym teraz ochotę napisać coś specjalnie dla niej. Zauważyłeś tak trafnie, że chowamy się, ukrywamy przed światem. To nowe wcielenie Anjani zachęca, żeby pójść w tym kierunku i dostarczyć jej materiału. I zrobię to, jak B-g pozwoli.

Potrzebujemy takich rzeczy, żeby mieć się z czym schować. Ale porozmawiajmy o piosenkach. Co się dzieje z twórczością autorską, dlaczego nie ma dzisiaj młodych śpiewających poetów? I jakie miejsce wyznacza poetom współczesny świat?

Leonard: Jedni zajmują podobne stanowisko, inni jednak zauważają, że na przykład w rapie mamy do czynienia ze znaczącą twórczością autorską. Podobnie w country. W kategoriach twórczości autorskiej najsłabszą dziedziną jest obecnie piosenka popularna. Podobnie rzecz się ma z filmami i z masową literaturą.

Zgoda, ale rap jest hermetyczny i adresowany do specyficznej grupy, trudno też wymagać, żeby współczesny piosenkarz country był nagrywany i tłumaczony na całym świecie. Gdzie się podziała twórczość autorska o zasięgu uniwersalnym?

Leonard: Moim zdaniem weszliśmy po prostu w taki okres. To jest podobnie jak z globalnym ociepleniem – kiedyś miało miejsce globalne ochłodzenie...

Właśnie wróciłem z lodowców.

Leonard: Są jeszcze jakieś?

Jest jeden – Perito Moreno w Argentynie, wszyscy jadą go obejrzeć, bo to ostatni wielki lodowiec, jaki nam pozostał poza kręgami polarnymi. Chluba Patagonii.

Leonard: Mamy więc okres ochłodzenia, niewątpliwie odczuwalny w kulturze. Mogę w rozmowie tak swobodnej zauważyć, że większość czasu upływa nam na strategiach przetrwania. Trzymamy się zębami, żeby przeżyć kolejny dzień, nadać sens naszemu życiu, przekonać się, że jednak ma ono jakieś znaczenie. Natomiast poczucie własnej wartości czerpiemy z pracy. I to wszystko. Staramy się doprowadzić do końca nasze dzieła. A ta płyta to taki mały cud – zdarzyła się nieoczekiwanie, przyszła tak naturalnie i tak lekko... I nie będziemy się chować z tymi piosenkami.

Co zrobić, żeby piosenka przetrwała?

Leonard: Gdybym wiedział, skąd się biorą dobre piosenki, chodziłbym tam częściej. Zawsze przymierzamy się do nowego utworu z takim samym zapałem, jakby miał być czymś ponadczasowym. Powiedziałem już wcześniej, że chciałbym, żeby moje piosenki przetrwały tyle czasu, ile przeciętne volvo. Czyli około 30 lat.

Napisałeś piosenki, które przetrwają firmę volvo, nie tylko samochód!

Anjani: W przypadku Leonarda chodzi o to, że autorów piosenek jest wielu, ale tylko on jeden jest poetą. Wnosi do tekstu utworu cały swój kunszt poetycki. I to go różni. A poza tym Leonard pracuje z rymem. I jest w tym świetny. Współcześni poeci zrezygnowali z rymu, bo jest zbyt trudny. Leonard jest mistrzem rymu.

Leonard: Moja matka pięknie śpiewała. Pochodziła z Litwy. To co śpiewała, było nie tylko ładne, ale pełne znaczenia. Wychowałem się więc w tradycji piosenek o czymś.

A co zrobić, żeby miłość przetrwała?

Leonard: A co, masz jakiś pomysł? Jaki jest twój rekord? O moje nie pytaj.

Anjani: Moim zdaniem 80% powodzenia, to wyczuć, kiedy żona jest głodna.

Dziękuję za tę cenną wskazówkę. Może byś coś zjadła? A może pozwolisz, że zacytuję „In My Secret Life”, piosenkę, która podbiła serca Polaków: W moim tajemnym życiu nic nie jest proste, ale przynajmniej nie ma tam masek...

Anjani: Moja płyta to „Tajemne życie” z kobiecej perspektywy. Zgadzam się z takim opisem. Ale też wcale nie czuję, że ukrywam się za tymi piosenkami. Przeciwnie, jestem bezbronna i zupełnie naga. Obnażam się i mówię prawdę o sobie.

Leonard: Prawda jest taka, że nie wiemy, dokąd to nas zaprowadzi. Anjani nie ma teraz kariery, zaczynamy coś zupełnie nowego. Pojawiło się nieoczekiwanie, a przed nami zaledwie trzeci występ. I to nie zwykły koncert, a jedynie kameralne promocje. Trudno przewidzieć, co będzie dalej. Anjani nie występowała od 12 lat.

Jak to się dzieje, że artystka z głosem Anjani nie ma kariery w Ameryce?

Leonard: To bardzo trudny okres. Mówię zupełnie serio.

Anjani: Powinnam się przenieść do Polski.

Nie związałabyś końca z końcem.

Leonard: W Stanach też mamy z tym kłopot! A czas jest faktycznie niełatwy. Zarówno na prawicy, jak i na lewicy nasila się przekonanie, że potrzebna jest zmiana kursu. Żadna ze stron nie daje gwarancji ani nadziei i rośnie poczucie dyskomfortu.

Tutaj jest podobnie. Nie ma we współczesnej Polsce siły, z którą potrafiłbym się choć w przybliżeniu identyfikować. To wygląda na globalne zjawisko kryzysu demokracji.

Leonard: Miłosz napisał wiersz na ten temat, w którym mówi, że rządy nic dla nas nie zrobią i że pozostaje nam tylko papierowa łódka i kobieca spódniczka – niewielkie osobiste sprawy, które stają się przejawem naszego oporu. Ja nie wiem, co będzie za pięć lat, ale obecnie tak wygląda nasza niezgoda. Nie kupujemy tego. Nie mamy nic lepszego do zaoferowania, nie mamy innego programu, ani strategii. Mamy tylko to: światło we włosach kobiety, małą papierową łódkę w strumieniu. Z tego narodzi się nasza siła, bo to są chwile naszego człowieczeństwa. Ameryka zaangażowała się w okropną wojnę, która nie podoba się nikomu. Wszyscy mają jej dość. I nie wszyscy się na nią godzą, chociaż nie muszą tego manifestować. Nasz sprzeciw to rzeczy osobiste i delikatne, ludzkie. Nasza płyta to też taki mały, ludzki sprzeciw.

Anjani: I nasza nadzieja. A może nadzieja, to za dużo powiedziane?

Leonard: Nie wiem, czy jest nadzieja. To osobny problem. Ale jest opór. Nasza strategia sprzeciwu polega na nadaniu znaczenia tym drobnym ludzkim sprawom, ponieważ my sami rozpoznajemy je jako znaczące. Odrzucamy wszystko, co nie ma znaczenia dla serca. Otaczają nas znaki, które nic nam nie mówią. Staramy się ich nie dostrzegać. Chowamy się przed światem tzw. kultury popularnej. To jest nasza alternatywa. I dla nas jest to ważne. Nie tylko ważne – podstawowe.


Leonardo - złote myśli:

Moja matka pięknie śpiewała. Pochodziła z Litwy. To co śpiewała, było nie tylko ładne, ale pełne znaczenia. Wychowałem się więc w tradycji piosenek o czymś.

Nasza strategia sprzeciwu polega na nadaniu znaczenia drobnym ludzkim sprawom, ponieważ my sami rozpoznajemy je jako znaczące.

Odrzucamy wszystko, co nie ma znaczenia dla serca.

[ZWIERCIADŁO, 2007]
 

daniel--anjani--leonard-full

Foto: archiwum DW

Leonard Cohen - Moje wywiady

Naszą witrynę przegląda teraz 88 gości